Fot. Engin Akyurt/Pexels

Lęk i złość. Jak radzić sobie z emocjami, jakie wywołuje w nas wojna w Ukrainie?

Nie ma dobrego czasu na wojnę. Tym bardziej po dwóch latach pandemii. Nasze poczucie bezpieczeństwa już od dawna jest w głębokiej recesji. Na rynku emocji mamy właśnie kolejną spekulacyjną bańkę. Jak się w niej odnaleźć?

Reklama

Nie musisz wiedzieć dlaczego Putin napadł na Ukrainę

Nie ma dobrego czasu na wojnę. Tym bardziej po dwóch latach pandemii. Nasze poczucie bezpieczeństwa już od dawna jest w głębokiej recesji, zapanował rynek niedźwiedzia. Za to akcje lęku od dawna osiągają kolejne ath, a po inwazji Rosji na Ukrainę po prostu wystrzeliły w kosmos. Na rynku emocji mamy właśnie kolejną spekulacyjną bańkę. Jak się w niej odnaleźć? Postaram się w skrócie nakreślić korzystne i niekorzystne strategie inwestycyjne.

Dlaczego Putin napadł na Ukrainę? Nie wiem i Wy też nie potrzebujecie wiedzieć. Wiesz co to wojna, więc nie ma po tracić czasu, aby być na bieżąco z kolejnymi ruchami wojsk. A tymczasem popularne serwisy streamingowe mają nowy, gorący rodzaj treści, nakręcający dochody z reklam. Skupmy się na naszych emocjach, właściwie wystarczą dwie główne – lęk i złość

Lęk, który pobudza do nieracjonalnego działania

Lęk wzbudzony przez nurkujące poczucie bezpieczeństwa każe nam inwestować nie tylko czas i zaniedbane obowiązki. Każe również tankować hektolitry benzyny na zapas i kupować nieprzejadalne ilości żywności o długim terminie do spożycia. Wypłacamy na gwałt gotówkę z bankomatu, jakby jutro miał skończyć się świat. Spokojnie, gdyby tak miało się stać, wraz z giełdą musiałby się zwinąć również cały handel. Możemy – przynajmniej póki co – spać spokojnie. Show must go on

Reklama
Reklama

Nasz lęk warto natomiast inwestować w to, na co możemy mieć wpływ. Byle mądrze, tak, by zwrot z inwestycji był jak najwyższy. Nie warto kupować na zapas – przez to na stacjach pod granicą zabrakło benzyny dla tych, którzy dobrze by ją spożytkowali rozwożąc uchodźców. Korki prywatnych samochodów również nie pomagają. Mimo dobrych chęci, większość z nas nie zna się na pomocy uchodźcom, zostawmy to profesjonalistom, którzy to już potrafią. Poryw serca szlachetny, lecz upewnijmy się, czy efektywny.

Oprócz zdjęć benzyny po 9,99 za litr, w sieci pojawiają się zdjęcia sterty zebranych, niepotrzebnych darów. Jak pomagać sensownie? Na pewno nie wspierajmy akcji anonimowych i nieprzejrzystych. Jeśli ogłoszenie, mail lub SMS epatuje ukraińską flagą, ale nie zawiera konkretów poza numerem konta lub portfela kryptowalutowego, nie dajmy się nabrać. Wybierzmy sobie organizacje, które uważamy za godne zaufania, zastanówmy się, jaką kwotą miesięcznie możemy je wesprzeć (konflikt może się przeciągnąć, a wraz z nim potrzeby uchodźców). Wybierzmy, jak chcemy je wspierać. Robimy przelew, czy ofiarujemy część zakupów? Jeśli to drugie, wystrzegajmy się własnych pomysłów – kupujmy dokładnie to, co jest zamieszczone na udostępnionej i aktualizowanej liście.

Zamiast fotki na „fejsie” przejdźmy się do miejsc, gdzie rozlokowani są uchodźcy. Teraz potrzeba im nie tylko kocy i śpiworów. Ważne jest dla nich to samo, co i dla nas – poczucie bezpieczeństwa i emocjonalne ciepło. Czy możesz, potrafisz podzielić się z kimś swoim mieszkaniem, domem? Albo choć zaprosić na ciepły, rodzinny obiad. Może możemy poświęcić trochę czasu jako wolontariusze lub specjaliści? Może możemy zaoferować pracę, choćby najprostszą, za niewielką choćby zapłatę? Ci ludzie również potrzebują poczucia bezpieczeństwa i poczucia, że są coś warci, choćby uwagi i czasu. Acha, przemyślmy, czy warto przy tym tracić czas na robienie kolejnych fotek do socialmediów.

Reklama
Reklama

To naprawdę możliwe. Może trudne, ale jak najbardziej do zrobienia. Rozsądne inwestowanie lęku, to dobra okazja do wzrostu. I warto się o to postarać, bo alternatywą są duże straty. I nie chodzi jedynie o finansowe.

Nie pozwól, by złość zamieniła się w nienawiść

Złość – emocja, która często towarzyszy strachowi. Można powiedzieć, że to jego siostra. Pamiętajmy, że nie każdy Rosjanin jest Putinem. Nie trzeba go nienawidzić. Miejmy nadzieję, że ta wojna szybko się skończy. Nie wiadomo na razie w jaki sposób, ale co zrobimy wtedy? Czy wyłoni się z niej nowy wspaniały świat? Z pewnością jeszcze nie. Przyjdzie za to czas na sprawiedliwość i miłosierdzie. Na tej ziemi z pewnością jest miejsce i dla nas i dla Rosjan. Będziemy musieli nauczyć się żyć razem, może zupełnie od nowa?

I pamiętaj, nie jesteś sam. Dziś Ty i ja i oni wspólnie zdajemy egzamin z człowieczeństwa. O czym donosi Wasz towarzysz i korespondent wojenny – Andrzej Mielecki.

Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę