NAUKA. TO LUBIĘ

Tomasz Rożek: Chciałbym dzieciakom podarować frajdę

"Chciałbym dzieciakom podarować frajdę. Chciałbym je zaprosić do wspólnej podróży ku odkrywaniu nieznanych światów. Marzę o tym, żeby jakieś dziecko dzięki 'Nauka to lubię JUNIOR' zainteresowało się czymś tak mocno, by odnalazło w tym swoją pasję." Z Tomaszem Rożkiem – doktorem fizyki, dziennikarzem popularnonaukowym, autorem książek i twórcą vloga „Nauka to lubię” rozmawiamy o jego nowym projekcie skierowanym do dzieci – Nauka to lubię JUNIOR.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Hazuka: Nauka to lubię JUNIOR to naturalna kontynuacja rozwoju marki „Nauka to lubię” czy realna potrzeba stworzenia dla dzieciaków przyjaznego i wiarygodnego miejsca w sieci?

Tomasz Rożek: Jedno nie stoi w sprzeczności z drugim. Od dawna widziałem potrzebę zrobienia czegoś dla dzieci. Sensownych popularnonaukowych treści dla dzieciaków w sieci jest niewiele. Inna sprawa to ten rozwój marki, o którym wspomniałaś. Trochę to dla mnie brzmi bezdusznie, bo to nigdy nie był mój cel. To raczej rodzaj zwykłej powinności, przeświadczenia, że mam robić to, co uważam za wartościowe i przyszłościowe.

 

Najważniejsze zadanie dla rodziców to podtrzymywać w dzieciakach ich naturalną ciekawość.

W filmiku reklamującym nowy kanał mówisz, że to pandemia przyspieszyła Twoją pracę nad nim. Kiedy obserwuję teraz moje dzieciaki, widzę, że to, co dopada je – w niespotykanym dotąd stopniu – to nuda. Nuda do kwadratu. Jaki masz pomysł na obudzenie w dzieciach ciekawości?

Wydaje mi się, że w dzieciach nie trzeba budzić ciekawości, trzeba ją tylko utrzymać. To my – dorośli – jesteśmy często tymi, przez których ta ciekawość obumiera. Ile razy nasze dzieciaki, podchodząc do nas słyszą „Nie teraz”, „Za chwilę”, „Co za głupie pytanie!”? Niewielu się do tego przyznaje, ale kiedy człowiek jest zmęczony i ma na głowie tysiące spraw, to po prostu tak mówi. Ja tak czasami zwracałem się do moich dzieci. I – o ile dorosły potrafiłby to sobie jakoś wytłumaczyć, o tyle u dziecka tak to chyba nie działa. Coś w nim może niebezpiecznie tąpnąć, jakiś wewnętrzny świat może się bezpowrotnie skurczyć. Ten proces może postępować naprawdę szybko, gdy – dla świętego spokoju – damy dziecku telefon komórkowy czy tablet do zabawy. Do tego przecież jeszcze jest szkoła, która niestety nie jest miejscem otwartości i podążania za dziecięcą ciekawością. W takich warunkach to naturalne zainteresowanie światem, z którym przecież nasze dzieciaki się rodzą – obumiera. Można je na pewno później obudzić, ale naprawdę szkoda je tłamsić na początku. Dlatego najważniejsze zadanie dla rodziców to podtrzymywać w dzieciakach tę naturalną ciekawość.

 

Ale współcześnie to wcale nie jest proste…

Zgadza się. Wszyscy cały czas pędzimy, a do tego jest cała masa urządzeń, które tę ciekawość tłamszą albo wygaszają.

 

„Ekrany-tyrany”…

Wiesz… ekran może rozwijać, ale może też zabijać. To nie on sam jest problemem, ale to jak go używamy. Znam wiele dzieciaków, które rozwijają swoje zainteresowania tylko dlatego, że znalazły do nich inspirację w Internecie. Znam też takie, które dzięki ekranom komunikują się z rówieśnikami z drugiego końca świata po to, by dzielić z nimi tę samą pasję. Nie obwiniajmy „ekranu” – oznaczającego w przenośni wszelką komunikację elektroniczną – o całe zło. Jeżeli już mamy kogoś obwiniać to dorosłych, którzy nie potrafili wprowadzić w życie młodego człowieka elementarnej równowagi pomiędzy światem, w którym funkcjonujemy tylko poprzez ekrany, a światem, w którym trzeba się wysilić na kontakt z rzeczywistością.

 

Mam wrażenie, że pomagasz trochę w tej równowadze rodzicom, publikując filmiki z prostymi eksperymentami. Włączyłam dzisiaj z dzieciakami Twój kanał, licząc na chwilę wytchnienia na kanapie, a już po chwili wylądowałam w kuchni szukając misek i folii spożywczej… Czy eksperymenty będą stałym elementem Nauka to lubię JUNIOR?

Na pewno. Mam taki pomysł, żeby były przerywnikami między większymi seriami tematycznymi. Eksperymenty są bardzo ważne, bo my tak poznajemy świat. Małe dziecko jeszcze nie potrafi raczkować, a już bierze coś do buzi, dotyka, ściska, przypatruje się. Jednym słowem, robi typowe eksperymenty! Nauka bez doświadczeń fizycznych jest możliwa, ale jeśli mamy szansę sprawdzić jakąś prawdę, doświadczyć jej – wtedy taka wiedza zostaje w nas na dłużej.

 

Nauka to lubię JUNIOR to projekt długofalowy?

Mam nadzieję, że tak. Liczę, że pójdzie w ślady „dużego” kanału „Nauka to lubię” i będzie się rozwijać.

 

Kanał imponuje oprawą graficzną. Doczekałeś się nawet swojego avatara, który moje dzieci nazwały „Śmieszny Pan Rożek”. Animacje to też Twoje dzieło?

Gdyby było moje – trauma oglądających dzieciaków byłaby murowana (śmiech). To efekt współpracy z profesjonalistami. Niektóre zjawiska czy obiekty, które opisuję, są dla dziecka abstrakcyjne, dlatego chcę je pokazać w animacjach czy obrazach. To na nich dzieci skupiają uwagę dużo bardziej niż na dźwięku.

 

 

Zdradzisz nam najbliższe plany na kanale?

W styczniu rozpocznie się emisja cyklu o człowieku. W całości animowana, ośmioodcinkowa seria, która będzie moim pierwszym autorskim projektem. Tak samo jak na Netflixie mamy seriale oryginalne, wyprodukowane specjalnie dla tej platformy, tak i ten mały serial o człowieku będzie oryginalną serią stworzoną dla kanału Nauka to lubię JUNIOR. Dużym wsparciem w tym projekcie są dla mnie naukowcy z łódzkiego Uniwersytetu Medycznego. Bardzo się na tę serię cieszę.

 

Adresujesz swój kanał do konkretnej grupy wiekowej?

I tak, i nie. Trudno postawić tu jasną granicę. Tworząc go, myślałem o kilkulatkach, ale nieraz już czytałem w komentarzach wyznanie rodzica, który przyznawał, że z ciekawością sam obejrzał odcinek i że się czegoś dowiedział.

 

To nie jest tak, że dzieciom można coś powiedzieć po łebkach albo pomydlić oczy jakimiś frazesami. O nie! Ja zawsze dzieciaki traktowałem serio. Dlatego za tymi kilkoma minutami filmiku stoją długie godziny mojej pracy.

Ja doskonale rozumiem takiego rodzica! Czy tworzenie treści dedykowanych dzieciom różni się w sposób znaczący od tych, które tworzysz dla dorosłego odbiorcy?

Tworzenie filmów dla dzieci to zupełnie inna youtube’owa liga. Niby tworzysz film z założenia krótki, maksymalnie 4-minutowy, ale jego produkcja jest dużo trudniejsza. W całej mojej działalności popularnonaukowej bardzo często mam do czynienia z dziećmi. Nigdy nie pozwalałem sobie na „taryfę ulgową” w kontaktach z nimi. To nie jest tak, że dzieciom można coś powiedzieć po łebkach albo pomydlić oczy jakimiś frazesami. O nie! Ja zawsze dzieciaki traktowałem serio. Dlatego za tymi kilkoma minutami filmiku stoją długie godziny mojej pracy. Jak coś przekazać w sposób zrozumiały, jakich użyć analogii? No i dochodzi też cała strona techniczna – animacje, montaż. To są czasem tygodnie pracy.

CZYTAJ: O nauce dla dzieci. Tomasz Rożek otworzył nowy kanał edukacyjny

 

Czy podczas tej pracy konceptualnej zdarza Ci się odkryć jakąś prawdę naukową głębiej? Właśnie dzięki temu, że musi być przemyślana pod kątem „małego odbiorcy”?

Mam takie wspomnienie sprzed wielu laty, kiedy byłem nauczycielem fizyki w gimnazjum i liceum. Pamiętam, że przygotowując się do lekcji, niejednokrotnie zaczynałem rozumieć coś, nad czym będąc na studiach przechodziłem do porządku dziennego. Kiedy zaczynasz uczyć – nie masz wyboru – nie możesz udawać, że coś rozumiesz. Musisz się w to wgryźć do końca. To kwestia wiarygodności.

 

Masz jakieś marzenie, jakiś cel związany z tym kanałem dla dzieciaków?

Oj! Pewnie, że mam! Chciałbym dzieciakom podarować frajdę. Chciałbym je zaprosić do wspólnej podróży ku odkrywaniu nieznanych światów. Marzę o tym, żeby jakieś dziecko dzięki Nauka to lubię JUNIOR zainteresowało się czymś tak mocno, by odnalazło w tym swoją pasję. A na koniec, tak trochę przyziemnie – chciałbym, żeby ten kanał dotarł do jak największej liczby dzieci.

 

Nie sądzę, żebyś musiał się o to martwić.

Wbrew pozorom to nie jest takie proste. Algorytmy mediów społecznościowych nie działają, niestety, na korzyść takich materiałów. Kiedy wyłączy się opcję reklam, czyli tzw. monetyzację, duża platforma traci zainteresowanie promowaniem takich treści, bo na nich – najzwyczajniej w świecie – nie zarabia. Do tego jeszcze kwestia aktualności, czyli tzw. gorących hashtagów. Nie będę sztucznie nakręcał odcinka z jakimś chodliwym tematem tylko po to, żeby algorytm to wychwycił. Tematy popularnonaukowe dla dzieciaków to tzw. evergreeny i nie zamierzam tego na siłę zmieniać. Jednym słowem – robienie kanału dla dzieci to taki trochę pomysł „nie z tego świata”. Wszystko tu przeczy regułom gry na YouTube, ale ja mimo wszystko spróbuję.

 

W zajawce Nauka to lubię Junior zapraszasz do współtworzenia kanału….

Tak! Jeżeli ktoś ma ochotę mi pomóc podsyłając pomysły, oferując współpracę czy swoje moce twórcze – zapraszam do kontaktu!

 

Czy Tomasz Rożek wciąż zachwyca się nauką?

Tomasz Rożek zachwyca się światem. Nauka to bezpieczny sposób na dochodzenie do prawdy. I tylko temu służy. Nie zachwycam się nauką, ale tym, co ona opisuje.

 

Chciałabym na koniec zadać Ci pytanie, które może Cię trochę wybije ze strefy komfortu, ale patrząc na Twoje osiągnięcia, nie sposób go nie zadać. Tomku, jak to się robi? Jaka jest tajemnica Twojego sukcesu?

(długa cisza) Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wielu ludzi uważa, że mam jakąś receptę, że poznałem tajną strategię, którą teraz realizuję krok po kroku. Nie mam czegoś takiego. Sukces, o którym wspomniałaś, to dla mnie przede wszystkim lata ciężkiej pracy, którą zawsze traktowałem jako inwestycję. Być może kluczem jest ta gotowość do włożenia swojej energii w coś, co nie zawsze od razu jest opłacalne. Czasem mam wrażenie, że ludzie, którzy słyszą ode mnie hasło: „Idź za głosem serca” czują się – delikatnie mówiąc – zawiedzeni. Tylko, że to nie jest slogan, który wyczytałem w poradniku motywacyjnym, ale moje życie, w którym naprawdę niezwykle rzadko robiłem to, na co nie miałem ochoty. Oczywiście na początku trzeba mieć z czego żyć. Jakiś zdrowy rozsądek jest jednak w życiu wskazany. I ja też najpierw miałem pracę, a gdzieś na boku dodatkowo realizowałem swoje pasje. Kluczowy był moment, w którym rozpoznałem, że nadszedł czas na przestawienie zwrotnicy. Wielu ludzi dochodzi do tego momentu, ale w tej kluczowej chwili – wycofuje się. Mają swoją pasję, istnieje w ich życiu przestrzeń, dzięki której czują, że żyją, ale boją się zaryzykować i uczynić z niej główne źródło dochodu. Obawiają się, co będzie, jak nie wyjdzie. A potem dopada człowieka ciężki kryzys zwany wypaleniem zawodowym, bo od lat wykonuje pracę, która przynosi mu pieniądze, ale nic więcej. Ja naprawdę nie mam tu za wiele do powiedzenia. Jedyne, czym się kieruję, to intuicja, która mi podpowiada, że musisz robić to, co lubisz. Bardzo wielu ludzi ciężko pracuje, ale mam takie wrażenie, że tylko ci, którzy w którymś momencie uczynili z pasji swoją profesję, czują w życiu ten przysłowiowy wiatr w żagle. Ja go też czuję. I wiesz… świat ci go nie da. On pochodzi z wewnątrz.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki – prawnik, z naprawionego błędu – dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Kobiety w Biblii. Nieskończone źródło inspiracji kobiecości

W Biblii mamy dokładnie 205 kobiet, które znamy z imienia, a łącznie ponad 800 bohaterek. Jakie są kobiety biblijne? Czy można im przypisać "wspólny mianownik"? O tym jak i czy warto czerpać inspirację od bohaterek biblijnych rozmawiamy z prof. Barbarą Strzałkowską.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Anna Koźlik: Czy kobiety w Biblii możemy nazwać bohaterkami drugoplanowymi?

Prof. Barbara Strzałkowska: Jeśli patrzymy na Pismo Święte w sposób stereotypowy albo narzucający nasze kategorie i rzeczywistość na czasy biblijne, może nam się wydawać, że kobiet w Biblii jest rzeczywiście niewiele. Jednak jeśli porównujemy Biblię z inną literaturą analogicznego okresu na Bliskim Wschodzie, to wcale bym tak nie powiedziała. W Biblii mamy dokładnie 205 kobiet, które znamy z imienia, a w sumie ponad 800 bohaterek (także tych bezimiennych). Nie zawsze odgrywają główną rolę, często są bohaterkami drugoplanowymi, ale znamy z kart Pisma Świętego kobiety, które pełnią role ważne, nawet przywódcze, jak Debora, która jest sędzią, czyli lokalnym przywódcą obok 11 innych sędziów-mężczyzn, wyliczonych w Księdze Sędziów. Patrząc na obraz kobiet w Biblii dostrzec można znacznie więcej niż wskazuje na to stereotyp, a ten obraz nie jest jednorodny. Dzisiaj, gdybyśmy mieli opisać kobiety, to też nie opisalibyśmy ich wspólnym mianownikiem. Podobnie jest z kobietami biblijnymi, one także mają różne historie. Są wojownicze, są bohaterkami, są też bardzo skromne, są takie, które mogą być dla nas wzorem modlitwy, ale i są niekonwencjonalne…

 

My, współczesne kobiety, szukamy wzorców, a dobrze jest szukać ich w dobrym źródle. Tu mamy pewność, że Słowo Boże, oprócz swojej złożoności, jest słowem żywym i skutecznym.

“Niekonwencjonalne” brzmi bardzo dyplomatycznie…

Niekonwencjonalne, bo wbijają palik w skroń jednego z królów, przeciwników biblijnego Izraela (Jael), albo obcinają im głowę jak Judyta Holofernesowi, ocalając w ten sposób swój naród. Trzeba pamiętać, że Biblia jest dziełem bardzo złożonym i na to wskazuje sama jej nazwa. Biblia, to po grecku ‘księgi’, a więc liczba mnoga. Jest zbiorem rozmaitych ksiąg powstających w różnych okresach. Stary Testament powstawał na przestrzeni około tysiąca lat, Nowy Testament około stu lat. Samo to już pokazuje, jak bardzo złożone jest to dzieło i obraz kobiety z epoki na epokę także się zmieniał. To przecież tyle, ile historia Polski! Warto patrzeć i szukać portretów, które tam są. Dobrze, że w ostatnich kilkudziesięciu latach te wątki kobiece bywają uwypuklane. My, współczesne kobiety, szukamy wzorców, a dobrze jest szukać ich w dobrym źródle. Tu mamy pewność, że Słowo Boże, oprócz swojej złożoności, jest słowem żywym i skutecznym i może stać się wzorem dla życia.

 

Jesteśmy przecież tak różne: nie dość, że żyjemy w różnych stanach (panny, mężatki, siostry zakonne, dziewice konsekrowane), to jeszcze każda z nas ma swoją historię życia i osobisty pakiet doświadczeń. Kobiety w Biblii też są tak zróżnicowane?

Oczywiście, że tak! Jeśli ktoś chce szukać i oczami wiary patrzy na tekst biblijny, to z pewnością znajdzie w nim wzorce życia i zachowań wśród bohaterek i bohaterów. Kto powiedział, że tylko kobiety dla kobiet muszą być wzorem? Biblia jest fascynująca pod tym względem i jest tam cały świat. Tak opisywał to Roman Brandstaetter nawrócony na chrześcijaństwo, który wychowywał się w domu religijnym, żydowskim. Jego dziadek wprowadzał go w świat Biblii – mówił, czym różni się ta Księga od wszystkich innych książek świata. Ta – powiadał – jest żywym słowem, które do nas mówi. W Piśmie Świętym jest cały świat, ale jest też cały człowiek. Znajdziemy tu i pozytywne wzorce, ale i te negatywne, bo tam, gdzie człowiek, jest grzech i są słabości. Kobiety w Biblii są różne – niektóre mogą być przykładem, inne wręcz przestrogą. 

 

Kobiety w Piśmie Świętym wbrew pozorom nie są kobietami słabymi, ich rola i godność w świecie żydowskim są szczególne – przez kobietę przekazuje się przecież przynależność do Narodu Wybranego

Jakie możemy wymienić pozytywne przykłady kobiet biblijnych?

Najbardziej znanym z tych pozytywnych obrazów kobiety jest ten o dzielnej niewiaście (hebr. eszetchail), który przedstawia kobietę niezwykłą i mężną. Pamiętajmy, że w czasach, gdy powstał ten tekst, na Bliskim Wschodzie dominował w społeczeństwie model patriarchalny, gdzie rola kobiety była zupełnie inna. Kobieta z poematu jest niezwykła, to wręcz “bizneswoman” – jest nie tylko piękna, powabna, pięknie pachnąca, ale także troszczy się o interesy, zarządza powierzonym jej majątkiem. Widać więc, że były takie kobiety, które przekraczały pewne granice i stawiano je nawet za wzór.

Kobiety w Piśmie Świętym wbrew pozorom nie są kobietami słabymi, ich rola i godność w świecie żydowskim są szczególne – przez kobietę przekazuje się przecież przynależność do Narodu Wybranego i autorzy Starego Testamentu mieli tego świadomość. Oczywiście, był to świat patriarchalny, a więc pewne konwenanse nie zakładały obecności kobiet w sferze publicznej, ale bywały wyjątkowe kobiety przekraczające swoją epokę. Przywołajmy chociaż scenę z Dziejów Apostolskich, kiedy Lidia, pierwsza ochrzczona Europejka, przymusza Pawła i jego towarzyszy do pozostania u niej. Ten tekst wyraża zaskoczenie Łukasza (autora Dziejów Apostolskich) tą propozycją, i obrazuje ciekawe dla Nowego Testamentu przejście od świadomości żydowskiej – gdzie kobieta nie miała aż takiej roli – do obrazu kobiety w świecie hellenistycznym: kobiety, która prowadzi swój biznes i jest świadoma tego, co wybiera, nie obawiając się nawet kontaktów z nieznanymi sobie mężczyznami. Ciekawe są te losy biblijne, nie ma jednego wzorca kobiecego, to cały przebogaty świat.

 

Czy po tekście biblijnym, w kontekście obrazu kobiety widać, że pisali go mężczyźni?

Nie ma wątpliwości, że teksty biblijne pisali mężczyźni, a zarazem, że w większości, przez całe wieki, interpretowali je także mężczyźni. Widać często, jak bardzo – zwłaszcza interpretacja i dzieje interpretacji – dokonywały się w męskim świecie i to nie zarzut tylko fakt. My jesteśmy jako kobiety pierwszymi pokoleniami, które zajmują się Biblią w sposób naukowy. To z pewnością otwiera możliwości nowych interpretacji, z nieco inną wrażliwością na pewne aspekty biblijnych historii. Jak choćby te z początków Księgi Rodzaju.

Pierwszy poemat o stworzeniu (Rdz 1,1–2,4a) ukazuje jak Bóg stworzył człowieka jako istotę rodzaju męskiego i żeńskiego (“mężczyzną i kobietą stworzył ich”). Drugie opowiadanie natomiast (Rdz 2,4b-25) akcentuje bardziej obraz troskliwego Boga, który stwarzając świat, chciał przygotować jak najlepsze warunki dla człowieka.

 

Warto zwrócić uwagę na to, że szatan wybrał kobietę jako obiekt kuszenia przede wszystkim dlatego, że nie słyszała ona osobiście danego przez Boga przykazania o zakazie spożywania owoców z jednego z drzew ogrodu.

Sam moment stworzenia kobiety jest niezwykły…

Jest niezwykle piękne, że gdy Pan Bóg stwarza kobietę, to On ją w zasadzie buduje (hebr. bana) – w tekście biblijnym użyto słowa, które w innym miejscu używane jest przy okazji opisu budowania Świątyni Jerozolimskiej. Kobieta stała się dla mężczyzny szczególnym towarzyszem, zresztą z wzajemnością. Kiedy pojawia się jednak moment kuszenia pierwszych ludzi (Rdz 3) niektórzy mówili, że szatan przyszedł do kobiety, bo ona miała większą skłonność do plotkowania, więcej mówiła i łatwiej było ją skusić. Tak często interpretowano ten tekst, zrzucając później całą winę upadku pierwszych ludzi na kobietę. Tymczasem, kiedy się czyta ten tekst, warto zwrócić uwagę na to, że szatan wybrał kobietę jako obiekt kuszenia przede wszystkim dlatego, że nie słyszała ona osobiście danego przez Boga przykazania o zakazie spożywania owoców z jednego z drzew ogrodu (Rdz 2,16-17). To przykazanie, dane jeszcze przed stworzeniem (“zbudowaniem”) kobiety, słyszał tylko Adam.

Kobieta była bardziej podatną na kuszenie, nie tylko dlatego, że była bardziej skora do rozmowy, ale dlatego, że mogła łatwiej wpaść w sidła manipulacji, mając obawy, że Adam nie do końca wszystko jej poprawnie przekazał, co zresztą zarazem burzy nie tylko relacje między człowiekiem a Bogiem (istota kuszenia), ale i zaufanie między ludźmi. Według tekstu biblijnego i tradycji rabinicznej Adam był obecny podczas całej sceny kuszenia i nie zrobił nic, żeby szatana odpędzić. Dlatego oboje w równym stopniu odpowiadają za upadek, co nie zawsze chcemy przyjąć. Kiedy już po grzechu Bóg szuka człowieka i pyta o przyczyny postępowania, to pierwszy człowiek bardzo szybko zrzuca winę z siebie: mężczyzna na kobietę, kobieta na węża. Ta pokusa trafia najpierw na kobietę, ale oboje są odpowiedzialni za to, co się stało. Mieli poznać dobro i zło, a dowiedzieli się, że są nadzy i słabi. Stereotyp, że wyłącznie Ewa jest odpowiedzialna za sprowadzenie grzechu na świat niestety funkcjonuje, a zapomina się o tym, że Adam też tam był. Warto tekstom biblijnym przyglądać się, zauważać też ich złożoność.

 

W Nowym Testamencie też mamy podobną sytuację?

Tak, Maria Magdalena! Gdybyśmy zapytali przechodniów na ulicy, kim była Maria Magdalena, to większość, o ile będzie kojarzyła, odpowie, że to nierządnica, której Jezus przebaczył. Tymczasem taka identyfikacja, Marii Magdaleny ze wspomnianą na kartach Ewangelii nierządnicą, pojawia się dopiero w VI wieku, u papieża Grzegorza Wielkiego. Wcześniej sam tekst Ewangelii nigdzie nie mówi, że była ona nierządnicą, tylko, że Pan Jezus “wyrzucił z niej siedem złych duchów”, a potem stała się jego uczennicą. Pamiętamy, jak papież Franciszek zrównał jej uroczystość z uroczystościami Apostołów (22 lipca), nazywając Marię Magdalenę “Apostołką Apostołów”. A i tak funkcjonuje stereotyp, że była nierządnicą. Ze stereotypami bywa tak, że jak raz wryją się w naszą świadomość, potem bardzo trudno je zwalczyć. Rolą naszą, biblistek, jak sądzę jest, aby rozmaite teksty i interpretacje demitologizować. Nie chodzi o skrzywienie feministyczne, ale popatrzenie na dany tekst z inną wrażliwością.

 

Takich ciekawych kobiecych postaci, które dotknął problem stereotypu jest w Piśmie Świętym więcej?

Dobrym przykładem takiej sytuacji jest też żona Hioba, która pojawia się w jednym wersecie w prologu do Księgi Hioba (Hi 2,9) i wypowiada tylko jedno zdanie, i to dość bezwzględne; mówi do swego męża: „Jeszcze trwasz w swojej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj”. Kieruje te słowa do tego, który doświadczył tylu trudności, niektórzy więc interpretatorzy tego tekstu uznali jej słowa za ostatnie kuszenie Hioba. Hiob wyszedł z tego doświadczenia obronną ręką, ale obraz żony Hioba pozostał bardzo negatywny. Bardzo ciekawą rzecz zrobiło z żoną Hioba najstarsze tłumaczenie Biblii, zawarte w Septuagincie, Biblii Greckiej, powstałej w kontekście żydowskim, w starożytnej Aleksandrii.

Autor tej wersji rozwinął wątek żony Hioba – zamiast jednego niewielkiego wspomnianego fragmentu, żona Hioba wypowiada w greckiej wersji Księgi kilka wersetów. Złośliwi interpretatorzy mówili, że kobieta w sytuacji trudnej nie wypowiedziałaby przecież tylko jednego zdania! Ale faktem jest, że ten grecki przekład akcentuje rzecz, której brakowało w tekście hebrajskim: wskazuje na cierpienie żony, która przecież też straciła dzieci, majątek i dom, tak jak jej mąż Hiob. Ona, będąc żoną wielkiego człowieka, niezwykle zamożnego, po szeregu nieszczęść, stała się służącą po to, by zarobić na chleb dla nich obojga. Ciekawe jest to, że tekst grecki, powstały w czasach przedchrześcijańskich, położył akcent również na cierpienie żony Hioba, nie tyko skupiając się na tytułowym bohaterze Księgi.

 

Kobietę biblijną można też rozpoznawać zmysłami – wiele razy pojawiają się nawiązania do zmysłu chociażby zapachu.

Kobieta Starego i Nowego Testamentu pachnie wszystkimi zapachami Bliskiego Wschodu. Od razu wracają wspomnienia tych różnorodnych zapachów, a miałam szczęście tam podczas studiów mieszkać kilka lat. Bliski Wschód to kolebka wspaniałych przypraw i perfum, drogocennych olejków. To cały przebogaty świat. W tekstach biblijnych jest mnóstwo nawiązań do zapachu, do kontekstu natury. W „Pieśni nad pieśniami” mnóstwo jest takich wątków, odniesień zmysłowych i wręcz namacalnych. Również do zmysłu słuchu. „Pieśń nad pieśniami” rozpoczyna się od takich słów, które mają przypominać onomatopeicznie śpiew ptaków, czy szum wody, bo pamiętamy, że miłość Oblubieńca i Oblubienicy dzieje się w kontekście wiosny, właśnie szumu wody czy śpiewu ptaków. Po hebrajsku pierwszy werset brzmi: Szirhaszirimaszer li-Szlomo. Słyszymy dźwięk powtarzany “sz”. A zarazem są tam wspomniane rozmaite zapachy typowe dla tego świata. Zapach Jerozolimy jest niepowtarzalny, jak i zapach pustyni czy oazy.

 

Żeby umiejętnie odczytać to, co mówi Pismo Święte, dobrze jest je poznawać.

Gdzie szukać pomocy w dotarciu do tak cennych treści Pisma?

Do czytania Pisma Świętego trzeba podejść z wielką cierpliwością. Nie dziwmy się, że jest nam trudno je czytać. Jesteśmy pierwszymi pokoleniami zachęcanymi do czytania Biblii. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia, żeby indywidualnie czytać Pismo Święte. Nowy Testament jeszcze tak, ale Stary?! Trudności wynikają z kilku czynników. Przede wszystkim brak nam wiedzy o realiach miejsca i czasu, w których powstało Pismo Święte. Na marginesie, to właśnie po to zamieszczone są wstępy, mapki czy tabele chronologiczne w większości wydań Pisma Świętego, by nam pomóc do tych realiów dotrzeć. Biblia jest owocem konkretnego czasu i konkretnego miejsca, narodu i konkretnej mentalności. Żeby umiejętnie odczytać to, co mówi Pismo Święte, dobrze jest je poznawać.

Wiedza nie przeszkadza w czytaniu Słowa Bożego z wiarą, a wręcz przeciwnie. Może nam pomóc budować naszą relację z Bogiem, poprzez Słowo, w którym– jak wierzymy– mówi On sam także do nas. Te słowa mają swoją historię, a z drugiej strony są nadal aktualne, tym się Biblia różni od każdej innej książki. Mamy obecnie mnóstwo rozmaitych pomocy do czytania Biblii, nie tylko trudne naukowe komentarze, ale także komentarze popularyzatorskie. Mamy to szczęście, że mamy szeroki dostęp obecnie do pomocy w czytaniu i rozumieniu Biblii. Dużo zależy również od naszego nastawienia, z jakim będziemy czytać Pismo Święte. Czasami bywa tak, że wiele środowisk widzi w Biblii źródło prześladowania kobiet. Mam wrażenie, że tego typu opinie bardziej świadczą o tych, którzy się tak wypowiadają, niż o samej Biblii. Bardzo często próbujemy narzucić nasze kategorie myślenia na tekst, który powstał w innych czasach, innym środowisku i okolicznościach. Trzeba, czytając tekst biblijny, respektować jego oryginalny sens.

Trzeba też powiedzieć, że drogi do Pisma Świętego są różne… Wspomniany Roman Brandsteatter pisał, że są tacy, którzy muszą Biblię pokochać, aby ją zrozumieć, a są tacy, którzy muszą ją zrozumieć, aby pokochać. Nie ma jednego sposobu na lekturę Pisma Świętego. Trzeba znaleźć swój. Moja osobista fascynacja Biblią zaczęła się we wczesnej młodości, kiedy miałam to wielkie szczęście być w Ziemi Świętej. I od miłości do tej Piątej Ewangelii, jak jest nieraz nazywana, zaczęła się moja pasja do Biblii. Każdy jest zaproszony do tego, aby znaleźć swoją do niej drogę.


Barbara Strzałkowska – biblistka, dr hab. nauk teologicznych, profesor uczelni Instytutu Nauk Teologicznych Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap