Nasze projekty
Instagram.com/bógowscy

Michał „PAX” Bukowski: kiedy dowiedziałem się, że zostanę tatą, nie mogłem spać czytając w Google, jak to jest być dobrym ojcem

"Bycie ojcem oznacza chęć oddania syna do teściów na rok, żeby nie przyjeżdżał i się nie pokazywał, po czym kiedy idziesz na kawę na 2 godziny i siedzisz z żoną, przeglądacie jego zdjęcia, bo już wam się do Żynżusa tęskni" - mówił w rozmowie ze Stacją 7 Michał "PAX" Bukowski - tata półtorarocznego Ignasia, mąż Zuzi, raper i prowadzący program Studio Raban.

Reklama

Katarzyna Wysocka: Czy Michał Bukowski od zawsze wiedział, jakie wartości są w jego życiu najważniejsze? Od zawsze chciał zostać mężem i ojcem?

Michał Bukowski: Oczywiście, że nie i oczywiście, że z tymi wartościami nie było mi po drodze. Mocno się w życiu pogubiłem. Bawiłem się w kradzieże, w astrologię, we wróżenie, we wszystko to, co dziś uznałbym za totalną głupotę. Ale wtedy myślałem, że tam znajdę sens. Na Kościół miałem totalnie wywalone. Nie interesowała mnie zbytnio ani wiara, ani Ewangelia, nic. Chodziłem do Kościoła, bo musiałem, ale wiadomo: zamuła, nudy, no dramat. Nie chciałem brać w tym wszystkim udziału, dopóki nie poznałem mojej wspólnoty, która pokazała mi, czym jest prawdziwy Kościół. Zobaczyłem wtedy, że patrzę na instytucję Kościoła przez krzywe zwierciadło. Kościół to ludzie i to nie jakieś zamulone typy, tylko to są ziomki Pana Jezusa. I tak naprawdę dopiero wtedy, mając 19 lat poukładałem sobie ten swój świat wartości, dzięki niesamowitym osobom, które tam poznałem – dzięki nim poznałem Jezusa takim, jakim jest. 

Miałeś w swoim życiu różne doświadczenia, którym próbowałeś sprostać. Wspomniałeś już o kilku trudach młodości: o doświadczeniach z wróżbiarstwem, astrologią, itd. Ale wśród tych doświadczeń była też pornografia, która zdecydowanie zbyt często pojawiała się w Twoim życiu…

Reklama
Reklama

Ten problem oczywiście był. Doprowadził on do wielu nieszczęść w moim życiu. To między innymi zaburzenie relacji z ówczesną dziewczyną, z którą chodziłem 2,5 roku. Pornografia rozwaliła mi system. Dziś jestem świadomy, że to problem wielu z nas – facetów, tylko nie każdy zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Często próbujemy nie widzieć problemu, albo nie chcemy go dostrzec, nie chcemy uznać, że jesteśmy uzależnieni. Ja tak naprawdę w momencie nawrócenia zrozumiałem, że mam problem, że muszę z tym walczyć i co więcej – że muszę o tym głośno mówić. 

A czy to jest trochę tak, że pornografia i nieczystość tak łatwo zawładnęły twoim życiem, bo nikt po męsku z tobą nie pogadał na te tematy? Że nikt nie wytłumaczył ci wprost: “Ej, weź się dzieciaku ogarnij – to jest złe”. Mówiłeś kiedyś, że brakowało ci właśnie takiej rozmowy z Twoim tatą…

Reklama
Reklama

Znaczy tak… Moi rodzice byli wobec mnie jak najbardziej w porządku. Ale zacznijmy od tego, że oni nie mieli świadomości problemu – dowiedzieli się o tym dopiero wtedy, kiedy ja sam zacząłem o tym mówić. Dla nich to był duży szok, a za chwilę pojawiły się wyrzuty “jak my to mogliśmy przeoczyć…”. Ale wiesz, kiedy jesteś uzależniony, to nie chcesz za bardzo o tym gadać, no bo po co. Nie chcesz dopuścić do swojej świadomości tego, że w ogóle jesteś uzależniony. Ja byłem we wspólnocie i wciąż to uzależnienie było. Walczyłem z tym po cichu, chodziłem do spowiedzi. A w konfesjonale najczęściej słyszałem, żeby pójść na siłownię,  rozładować jakoś napięcie w inny sposób. Ale wszyscy doskonale wiemy, że to nie jest taka prosta sprawa. Ja wtedy prawdopodobnie potrzebowałem pomocy specjalisty, a nie sportu, czy zajmowania czymś innym myśli – nie dało się! 

A kiedy powiedziałeś sobie STOP? 

Ja sobie to wszystko zacząłem uświadamiać, że potrzebuję pomocy, że muszę się ogarnąć, kiedy było już późno. I dopiero, kiedy tak faktycznie się nawróciłem, zaczęło do mnie docierać, że trzeba powiedzieć sobie stop. Ja miałem taką radykalną zmianę życia i radykalnie poszedłem za Panem Jezusem – bez półśrodków – na 100 %. I tak zaczęła się moja przygoda z czystością i walką z uzależnieniem. 

Reklama

Ta walka jest wygrana, czy proces trwa? 

Proces nadal trwa. Nigdy nie można powiedzieć, że to już jest wygrana walka. Ja owszem, nawróciłem się, ale to był dopiero początek mojej drogi, upadałem i wciąż upadam. Ale – żeby nie było – pojawiały się też duże i małe sukcesy! Kiedyś nie mogłem wytrzymać w czystości 2 tygodnie, a nagle wtedy wytrzymałem pół roku. To było wiesz, coś nierealnego. Także proces trwa, walka trwa. Ja wszedłem w temat mając 10 lat, a poukładałem sobie wszystko w głowie mają jakieś 20. To jest tak, że upadasz – wstajesz i tak wkółko. Ale, jeśli wiesz, że Pan Jezus jest z tobą i ty wiesz, że chcesz przy Nim być, to wtedy jest naprawdę łatwiej – przynajmniej mi było. 

Czy droga rozpoznawania powołania: męża, ojca, droga odkrywania swojej męskości była dla Ciebie trudna? 

To wbrew pozorom przyszło mi z niesamowitą łatwością i przyjemnością, ale nie dlatego, że dostałem to w pakiecie, ale faktycznie ciężko na to pracowałem. Wyprowadziłem się z domu, kiedy miałem 19 lat i powiedziałem rodzicom, że wyprowadzam się, bo już nie wytrzymam psychicznie na 30 metrach kwadratowych, mieszkając z 3 osobami. Wtedy już właściwie rozpoczęła się moja mała dorosłość – rodzice nie dawali mi kasy – tylko raz na czas co mi wrzucili, ale utrzymywałem się sam. Kiedy moi koledzy studiowali dziennie, dorabiali sobie, żeby mieć na imprezy. Ja studiowałem i pracowałem, żeby mieć co do michy włożyć. Co tu dużo mówić – ostro pracowałem, żeby dorosnąć, żeby dojrzeć. Dlatego ta prawdziwa dorosłość przyszła mi łatwiej. 

A jak zareagowało środowisko na wieść o tym, że wkrótce zostaniesz mężem, a potem tatą? Co na to twoi rówieśnicy? 

No wiesz, kiedy moi znajomi zastanawiali się co zrobić po studiach, po licencjacie, to ja już wtedy miałem żonę i syna w drodze, mieszkanie do ogarnięcia, itd. Oni byli w zupełnie innym świecie niż ja. Zastanawiali się, gdzie jechać na wakacje, a ja myślę dziś o przeprowadzce do Warszawy. To jest gigantyczny przeskok. Kiedy podejmowałem decyzję, że oświadczę się Zuzi i wkrótce zostanę mężem – zrobiłem to w pełni świadomie, zdając sobie sprawę ze wszystkich obowiązków i odpowiedzialności. Co więcej – zrobiłem to z czystą przyjemnością – to było coś naturalnego. Jednak przyszedł moment zawahania, kiedy dowiedziałem się, że zostanę tatą. 

Jakie uczucia ci wtedy towarzyszyły?

Kiedy dowiedziałem się, że Zuzia jest w ciąży to był taki okres rekolekcyjny. Miałem jeździć, opowiadać ludziom o zaufaniu i sam przepłakałem pół tych rekolekcji. Płakałem, bo się zastanawiałem, jak to ja zostanę ojcem, skoro nie mam jakiegoś super wzoru i nie czuje się tak w 100% facetem, który może wziąć odpowiedzialność za małego człowieka. Także to dojrzewanie do dorosłości, do odpowiedzialności przychodziło mi łatwo, dojrzewało z czasem, ale kulminacją tego był moment, kiedy okazało się, że Zuzia pod sercem nosi naszego syna. 

Wspomniałeś o tym, że twoi koledzy mieli inne, bardziej luźne priorytety. Ty musiałeś wziąć odpowiedzialność za swoją rodzinę, a oni balowali i mieli luz. Myślisz, że dlatego ludzie boją się teraz małżeństwa? Że nie chcą tracić takiej beztroski? 

Szczerze? Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie chcą się teraz hajtać. Jeżeli jesteś pewny tej osoby – żyjesz z tą osobą w jakimś sensie, przemodlisz i ogarniesz temat, to jakie masz jeszcze przeciwskazania żeby zostać mężem? I to nie jest tak, że ja mówię, że bierz odpowiedzialność i kropka. Każdy musi mieć swój czas, żeby się wyszaleć, żeby poimprezować i wiadomo – każdy dojrzewa w swoim tempie. Bo i ja sam, gdybym mógł teraz chodzić na imprezy, to bym chodził z miłą chęcią, bo teraz faktycznie nie ma na to czasu. Ale jeśli w twoim życiu jest kobieta, jesteście razem szczęśliwi i od dłuższego czasu nic się nie zmienia, no to pora coś zmienić chyba, nie? Pomódl się i działaj. 

Dziś oprócz tego, że jesteś mężem Zuzi, jesteś też – jak wspomnieliśmy – tatą przesłodkiego “Żynżusa” (tak Zuzia i Michał mówią na swojego syna) Ignasia. Jak to jest być tatą tego małego urwisa? 

Jak to jest? Dobrze, czy niedobrze? (śmiech). Jest wspaniale! Choć bywa naprawdę ciężko. Kiedy pojawia się mały człowiek, pojawia się odpowiedzialność za niego, chęć posiadania z nim fajnej relacji, a ty na przykład masz nawał pracy… Wtedy bywa zdecydowanie bardzo ciężko… Coś ucierpi – z pewnością. W moim przypadku ojcostwo jest sztuką wyborów, rezygnacji z siebie. Być ojcem oznacza wkurzanie się na młodego, który wylał i wyrzucił całą swoją kolację do kubka z wodą, choć przez 5 tygodni tłumaczy mu się, że tego nie wolno. Wtedy pojawia się ochota rozwalenia go o ścianę, ale chwilę później bycie ojcem to robienie mu słodkich zdjęć i filmików na instagramie, jak jest cały ufajdany i je loda. I bycie ojcem to jest także chęć oddania go do teściów na rok, żeby nie przyjeżdżał i się nie pokazywał, po czym idziesz na kawę na 2 godziny i siedzisz z żoną, przeglądając jego zdjęcia, bo już wam się do Żynżusa tęskni. 

Czy w tej codzienności czujesz, że realizujesz swoje powołanie jako ojciec? 

Ojcostwo mimo wszystko to jest niesamowita sprawa! Uważam, że jak facet jest dojrzały i ma poukładane w głowie, to bycie ojcem jest spełnieniem jego powołania. W moim przypadku (mam nadzieję) właśnie tak jest. Czuję, że jestem w tej roli naprawdę szczęśliwy. 

Ignaś jest teraz malutki, ale kiedyś dorośnie i też stanie się facetem. Masz jakiś przepis na wychowanie syna? Myślisz, że w ogóle istnieje na to jakaś recepta?

Hmmm… Kiedy Ignaś dorośnie to będzie spoko typem, ogarniętym chłopakiem – tak myślę. Ale nie myślę teraz o tym, co będzie za rok, a co dopiero za kilka, kilkanaście lat. Myślę o najbliższych dniach. Muszę ogarnąć jego pampersa, żeby miał co jeść, muszę zadbać o to, żeby spędzić z nim czas. Ja często wyjeżdżam ze względu na moją pracę, więc tego czasu naprawdę bywa niewiele. Dlatego chwytam dzień, chwytam chwilę i cieszę się tym, że jest jeszcze malutki. Im on jest większy, tym bardziej bym chciał, żeby czas się zatrzymał, żeby wciąż był takim małym, słodkim Żynżusem. Więc nie mam jakiegoś przepisu, idę na żywioł i cieszę się każdym, wspólnie spędzonym dniem. 

A myślisz, że wychowanie faceta zaczyna się już od maleńkości? 

No pewnie! Dziecko wychowuje się od samego początku. Już kiedy jest w wózeczku i woła za mamą, to nie idziesz do niego od razu, tylko po 20 sekundach, żeby on wiedział, że jak kręci aferę, to nie jesteś na jego zawołanie. Jeśli czegoś dziecku zabraniasz, to znaczy, że je wychowujesz. Stawiasz granice, które on zapewne będzie przekraczał non stop, ale za chwilę się nauczy, że tak nie wolno… Gorzej jak nie…(śmiech). Wychowanie dziecka to też wychowanie samego siebie. Jeśli chcę, żeby on czegoś nie robił, to sam muszę mu dać przykład. A nie, że całe życie będę mu mówił, żeby chodził w pantoflach po domu, a sam nie chodzę…

A masz jakieś rady dla przyszłych ojców? 

Nie mam żadnych. Dacie radę – po prostu! Ja, kiedy dowiedziałem się, że Zuzia jest w ciąży, wypiłem pół litra rumu i całą noc nie mogłem spać czytając na Google, jak to jest być dobrym ojcem…

I co ci wujek Google podpowiedział? 

Że będzie dramat! (Śmiech) Że żona będzie w połogu, że będzie gruba, że będzie nieszczęśliwa, że ja będę nieszczęśliwy, że nie będę miał czasu, że będę wymieniał pampersy, nie będę spał po nocach, będę chodził zarośnięty, zasyfiony i że ogólnie będzie kosmos… No i spełniło się. No dobra, żartuję. Moje życie wygląda teraz inaczej, ale jeśli jest się ogarniętym facetem, to przyjmie się to życie takim, jakie jest i się je pokocha. W tym życiu spełniam swoje powołanie. W rodzicielstwie ważne jest też wzajemne wsparcie. Kiedy ja zostaję z Ignasiem, Zuzia ma czas dla siebie. A kiedy ja pracuję, czy chcę gdzieś wyjść, Zuzia też będzie się nim w tym czasie opiekowała. Zdarza się też, że wracam niewyspany, moja żona idzie do pracy, a ja na przykład po nieprzespanej nocy zostaję z Żynżusem. Trzeba sobie jakoś radzić. Ale mogę powiedzieć, że mąż, żona i dziecko muszą tworzyć zgrane trio. Wtedy wszystko przychodzi łatwiej. 

Sądząc po tym, co mówisz i po tym, co widzę na waszym Instagramie – wy takie zgrane trio tworzycie – gratuluję wam. Czego mogę wam życzyć na koniec? 

Żebyśmy sobie pojechali z Zuzią na urlop, a młody w tym czasie siedział grzecznie u teściów. No i żeby Żynżus zdrowo rósł i nie kręcił afery każdej nocy. 

Tego tobie – wam życzę i dzięki za tę rozmowę! 

Dzięki! 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę