Nasze projekty
Reklama
Ewa Liegman i śp. o. Piotr Deczewski | Fot. Archiwum Ewy Liegman

Ewa Liegman: „Hospicjum dziecięce jest dla mnie drogą nawrócenia”

Jak kochać i wybaczać mimo wyrządzonej krzywdy, czego może nas nauczyć doświadczenie śmierci bliskiej osoby oraz o tym, dlaczego najwięcej czułych słów pada na cmentarzu rozmawiamy z Ewą Liegman, prezes Hospicjum Pomorze Dzieciom i Centrum Wsparcia po Stracie eMOCja, jedną z prelegentek wydarzenia “Z Serca do Serca, czyli o tym jak się spotkać”.

Zofia Świerczyńska, Stacja7: W jednym z tekstów napisałaś, że najwięcej czułych słów słyszysz na cmentarzu. Dlaczego nie potrafimy mówić o uczuciach na co dzień?

Ewa Liegman: Opowiadanie o swoich przeżyciach jest bardzo trudne. Wymaga odwagi, by odsłonić przed kimś swoją najwrażliwszą strefę. Mówienie jednak to nie wszystko. Szkoda, że tak późno uczymy się sztuki okazywania uczuć, rozpoznawania ich w sobie, kierowania ich, by wydawały dobre owoce. Zazwyczaj komunikujemy się z otoczeniem, by zaznaczyć to, co uciążliwe: wady, słabości, błędy. Zdarza się, że dopiero śmierć otwiera oczy i pokazuje całą prawdę o bliskiej osobie, z którą może żyliśmy nawet pod jednym dachem, jednak mijaliśmy się w natłoku obowiązków i trosk. 

W naszych domach często dzieje się dramat – kłótnie, narastające konflikty, brak wsparcia, rozwód rodziców… Można by wymieniać wiele. Jak w takich sytuacjach rozmawiać o uczuciach i okazywać sobie miłość? Jak się tej miłości uczyć?

Zmianę otoczenia zaczynać zawsze od siebie samego, by dostrzec na pewnym etapie drogi, że jest to najtrudniejsze zadanie, z jakim przychodzi się mierzyć w ciągu życia. Wówczas oskarżenia, żal wobec niespełnionych oczekiwań powoli się wyciszają, dzięki zrozumieniu, że i ja popełniam wiele błędów, ranię ludzi wokół, nie jestem doskonały. 

Doświadczenie śmierci bliskiej osoby, z którą żyliśmy w konflikcie, zmienia perspektywę? 

Na zmianę perspektywy czasem trzeba czekać bardzo długo. Zdarza się jednak, że samo doświadczenie śmierci odsłania prawdę, niekiedy bardzo bolesną. Tak jakby ktoś zapalił gwałtownie światło w mroku naszego serca. Śmierć pyta o życie. Jest ostatecznym najtrudniejszym egzaminem, przed którym nie ma ucieczki. Zwłaszcza utrata kogoś bliskiego rozświetla nam naszą drogę, co mogliśmy zrobić lepiej, inaczej. A więc podróż przez żałobę to niejako przechodzenie raz jeszcze przez pewne etapy, uporządkowanie niezałatwionych spraw, szukanie lekarstw na ból nie tylko fizyczny, ale nade wszystko psychiczny i duchowy: wstyd, potworne poczucie winy, lęk przed zmianami, nieoczyszczone przywiązanie, a nawet zawłaszczanie drugiego człowieka, rany które zostały zadane i niezagojone… Śmierć uczy nas miłości bezwarunkowej, a więc bycia dla drugiego człowieka zamiast posiadania go.

Reklama

Jak ta miłość bezwarunkowa wygląda – lub raczej powinna wyglądać – w praktyce?

Zupełnie inaczej będziemy patrzeć na swojego współmałżonka, jeśli ustąpią żądania wobec niego na rzecz poszukiwania odpowiedzi: kogo on potrzebuje u swego boku? Jaki ja mam być, by go uszczęśliwić? Podobnie z dziećmi. Jakiej mamy, jakiego taty potrzebuje nasza córka, syn? Tak wiele razy mówimy sobie nawzajem, swoim najbliższym co robią nie tak, jak powinni się zmienić. I trudno nam przyjmować drugiego człowieka bez oczekiwania zmiany. Pewnie każdy z nas ma doświadczenie bezowocnych rozmów, coraz bardziej połamanej relacji. Co ciekawe wielu z nas łatwiej jest pomagać drugiemu człowiekowi, niż samemu przyjąć pomoc. Dlatego tak bardzo wzrusza mnie pełne mocy oddanie się Chrystusa w ręce ludzi już jak był małym Dzieckiem, a potem w czasie Męki.

Co możemy zrobić tu i teraz by nie czekać na stratę osoby, którą chcemy nauczyć się kochać?

Popatrzeć w swoje serce i otworzyć “puszkę Pandory”. Pozwolić sobie na odkrywanie prawdy o sobie, swojej wewnętrznej biedy i braków. Zdejmowanie masek, naszych schematów i ucieczek boli, bo to jak zdzieranie skóry z psychiki, z duszy do zupełnego ogołocenia. Adam i Ewa w raju po grzechu natychmiast zakryli swój wstyd listkiem figowym, oddzielając się od pełni uzdrowienia, bezwarunkowej, nieskończonej Miłości Boga. Jednym z najpotężniejszych lęków, które w sobie skrywamy jest lęk przed odrzuceniem. Zabiera radość życia, nie pozwala w pełni otworzyć się na drugiego człowieka, w końcu na Pana Boga. Każda rana bez oczyszczenia nie zagoi się w pełni. Fascynuje mnie droga na Górę Karmel, którą w genialny sposób przedstawiał na schemacie św. Jan od Krzyża. Mozolne wdrapywanie się na szczyt, staje się jednoczesnym schodzeniem w dół, w głąb samego siebie. To najbardziej dzika i niebezpieczna podróż, odzierająca ze złudzeń. Dająca w końcu wolność. Spotkanie ze swoim wstydem, odrzuceniem bez ucieczki, daje szansę na wołanie o przebaczenie, a więc w końcu na doświadczenie miłosierdzia. Bez śladu miłości trudno nam będzie przyjmować siebie i drugiego człowieka, a więc budować relacje oparte na prawdziwej miłości.

Zdejmowanie masek, naszych schematów i ucieczek boli, bo to jak zdzieranie skóry z psychiki, z duszy do zupełnego ogołocenia.

Reklama

Co jeśli bliska osoba – rodzic, rodzeństwo, dziecko, małżonek – nie chce naprawiać relacji, stawia opór, odrzuca nas? Jak kochać w takiej sytuacji?

Jest to chyba najbardziej bolesne doświadczenie, kiedy nasze otwarte serce spotyka się z chłodem i odrzuceniem. Osobiście pomaga mi rozważanie przypowieści o marnotrawnym synu, a raczej… miłosiernym ojcu. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby również jest zaproszeniem do przekierowania relacji z fizycznej na bardziej duchową, wewnętrzną, niematerialną. Boga też nie doświadczamy zmysłami zewnętrznymi. Uczymy się, często bardzo nieudolnie, wewnętrznego języka, wyostrzania zmysłów duchowych. Ojciec w tej przypowieści, pomimo zerwania więzi i bliskości przez syna, nie kończy z nim relacji. Czeka. Możemy się domyślać, jak wiele trudnych uczuć przewijało się przez wiele tygodni. Finał jest spektakularnym osiągnięciem dla tego mężczyzny. Czy ktoś z nas po tak potwornym zachowaniu własnego dziecka, bez miligrama żalu oddałby mu ponownie wszystko, co ma, w tym własną dyspozycyjność serca?

Trudne zadanie…

Czasem myślę, że trudne doświadczenia jakie nas spotykają, są po to by udało się nam wyrosnąć z siebie samego i złapać znacznie szerszą perspektywę. Widzieć cierpienie drugiego człowieka, jego wewnętrzne ubóstwo, które sprawia, że postępuje niewłaściwie, rujnuje swoje życie. Jeśli nie zamkniemy się we własnym cierpieniu, pokora zwycięży pychę wejdziemy na drogę zbliżania się do Mądrości Boga, który jak sam podkreśla w Księdze Izajasza: “Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami”.

Doświadczenie śmierci bliskiej osoby również jest zaproszeniem do przekierowania relacji z fizycznej na bardziej duchową, wewnętrzną, niematerialną.

Reklama

Na co dzień pracujesz w hospicjum dziecięcym. Czego uczy Cię to miejsce?

Hospicjum dziecięce pokazuje mi każdego dnia, że w szarej codzienności nic nie jest błahe i byle jakie. Pamiętamy ostatnią rozmowę, z kimś kogo straciliśmy, to w jaki sposób na nas spojrzał czy się uśmiechał. To dla mnie namacalny dowód na to, że każdy drobiazg, zostawiony ślad ma znaczenie i że wszystkie nasze włosy faktycznie policzył Ktoś, Kto nas stworzył. Hospicjum jest dla mnie drogą nawrócenia. Śmierć pokazuje, że jest to ekstremalnie trudna próba, którą Chrystus, mogąc wszystko, wziął na Siebie.

Hospicjum jest dla mnie drogą nawrócenia. Śmierć pokazuje, że jest to ekstremalnie trudna próba, którą Chrystus, mogąc wszystko, wziął na Siebie.

Już 17 czerwca będziesz jednym z gości wydarzenia “Z Serca do Serca, czyli o tym jak się spotkać”. Czym podzielisz się z uczestnikami tego wydarzenia?

Będę głosem tych, których współczesny świat nie chce usłyszeć: gasnących dzieci, samotnych staruszków, opuszczonych nastolatków, a jednocześnie świadkiem przemiany ludzkich serc właśnie tam, gdzie świat rozkłada ręce i mówi: “nie da się zrobić niczego więcej”. 17 czerwca to również szczególny dzień dla naszego hospicjum. Trzecia rocznica śmierci O. Piotra Deczewskiego, wieloletniego kapelana hospicjum, któremu wiele zawdzięczam, który miał w zwyczaju mówić: “Wierzę, że ludzie są wieczni, a dzień śmierci, to jeden z najważniejszych dni w życiu. I wcale nie ostatni.”


Ewa Liegman – prezes Hospicjum Pomorze Dzieciom i Centrum Wsparcia po Stracie eMOCja. Propagatorka ruchu hospicyjnego. Inicjatorka licznych projektów na rzecz osób zmagających się z ciężką chorobą, stratą i żałobą. Twórczyni licznych spotkań, warsztatów lokalnych i ogólnopolskich, dla zespołów firm, uczniów, studentów, personelu medycznego, więźniów pt.: „Jak przebudzić się do pełni życia?”. Autorka książek: „Prognoza pogody ducha”, „Nocny Stróż” oraz “Spotkania pod drzewem figowym”.


Wydarzenie „Z Serca do Serca, czyli o tym, jak się spotkać” pomoże każdemu, bez wyjątku poukładać klocki życia. Może od razu, a może po pewnym czasie – ale możesz mieć pewność, że wychodząc z tego wydarzenia poczujesz… lekkość. Przekonasz się, że jest nadzieja i można nią żyć nie od święta, ale każdego dnia. Przyjedź! To będzie czas odciążenia, wzmocnienia i inspiracji.

Wśród prelegentów znaleźli się: Izabela Antosiewicz (O talentach i zdrowym poczuciu własnej wartości), Grzegorz Czerwicki (Każdy święty ma swoją przeszłość), Tomasz Zieliński (Usłyszeć na czas), Ewa Liegman (Pierwsze i ostatnie uderzenie serca), Daniel Wojda (Wiara, Bóg, bliskość), Siostra Dominika Pac Css (Reanimacja serca).

Wydarzenie odbędzie się 17 czerwca w Polsat Plus Arena w Gdyni. Szczegóły oraz zapisy dostępne są TUTAJ.


Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę