Nasze projekty
fot. Fr James Bradley / Flickr

Co naprawdę zmienił Papież w sprawie „Traditionis Custodes”? Rozmawiamy z Liturgistą

"Trzeba przyznać uczciwie, że dokument papieski ma kilka punktów, które budzą konsternację i wymagają wyjaśnień. Staram się jednak patrzeć na orzeczenia Kościoła nie tyle z punktu widzenia precyzji legalnej, co na intencję ogólną. A wydaje mi się, że intencją Papieża było przywrócenie jedności modlitwie liturgicznej Kościoła" - mówi ks. Dominik Ostrowski.

Reklama

Rozmowa z ks. dr hab. Dominikiem Ostrowskim, liturgistą, konsultorem Komisji liturgicznej KEP i rektorem Wyższego Seminarium Duchownego diecezji świdnickiej.


16 lipca Papież Franciszek wydał list apostolski w formie motu proprio „Traditionis Custodes” w sprawie używania Mszału Rzymskiego z 1962 roku i sprawowania liturgii przedsoborowej. Ojciec Święty nadał w tej kwestii większe uprawnienia biskupom.

Zgodnie z tym dokumentem od momentu jego opublikowania:

Reklama
Reklama
  • jedynym wyrazem rytu rzymskiego jest liturgia posoborowa;
  • zezwolenia na sprawowanie liturgii w tym rycie w swojej diecezji wydają biskupi lokalni – księża, którzy chcą odprawiać przedsoborową liturgię, muszą złożyć prośbę do swojego biskupa o zezwolenie;
  • msze trydenckie nie mogą odbywać się w kościołach parafialnych – mają zostać wyznaczone miejsca i dni, kiedy będą celebrowane;
  • czytania na mszach trydenckich powinny być czytane w języku ojczystym, a celebrans ma być delegowany przez biskupa;
  • celebrans mianowany przez biskupa jako delegat ma być odpowiedzialny nie tylko za celebracje, ale i za duszpasterstwo nad tymi grupami wiernych, którzy będą chcieli uczestniczyć w mszach trydenckich; delegat musi umieć sprawować liturgię sprzed reformy i znać język łaciński;
  • biskup miejsca ma zatroszczyć się o to, aby nie tworzyły się nowe grupy, które będą celebrować mszę w starym rycie.

SPRAWDŹ: Nowe normy dotyczące tzw. mszy trydenckiej


Jakie jest znaczenie nowego Motu proprio papieża Franciszka „Traditionis custodes”?

Myślę, że potrzeba czasu, żeby to stwierdzić. Trzeba przyznać uczciwie, że dokument papieski ma kilka punktów, które budzą konsternację i wymagają wyjaśnień. Ja jednak zawsze staram się patrzeć na orzeczenia Kościoła nie tyle z punktu widzenia precyzji legalnej (a w motu proprio jej miejscami brakuje), co na intencję ogólną. A wydaje mi się, że intencją ogólną Papieża było to, żeby uprościć sytuację w liturgii: od 60 lat trwa okres większego lub mniejszego oporu wobec odnowionej liturgii, a co za tym idzie przywilejów na stosowanie starszej liturgii sprzed reformy. Sądzę, że Papież po prostu powiedział: przyjmijmy wreszcie tę reformę, wystarczy już tego dyskutowania. 

Reklama
Reklama

Intencją papieża było przywrócenie jedności modlitwie liturgicznej Kościoła i jestem w stanie go zrozumieć, bo rzeczywiście istnienie obok siebie równolegle dwóch całkowicie różnych Mszy czy rytu sakramentów w tym samym Kościele jest nie takie proste do pojęcia i w pewnym sensie podważa sens reformy liturgicznej.
Franciszek pisze w wydanym teraz liście do biskupów, że po to zrewidowano Mszał, żeby umożliwić Kościołowi: „wznoszenie w różnych językach jednej i tej samej modlitwy, która wyrażałaby jego jedność. Pragnę, aby ta jedność została przywrócona w całym Kościele Rytu Rzymskiego„.

Ci, którzy uczyli się liturgii trydenckiej, wiedzą, że nie da się uczestniczyć w starej Mszy bez sporego przygotowania i sam ten fakt jest kłopotliwy: jeśli zwykli wierni jednego Kościoła nie mogą się odnaleźć na jednej z form Mszy własnego Kościoła i czują się na niej zagubieni, to nie sądzę, żeby można było to nazwać stanem pożądanym. W tym sensie rozumiem Papieża i tych, którzy mówią: przecież reforma liturgii była dla całego Kościoła i nie była opcjonalna, to była decyzja Soboru.

Co właściwie w tej sprawie chciał uczynić Sobór?

Reklama

Ważne pytanie, bo w obecnej dyskusji zbyt rzadko się to przypomina. Przede wszystkim to właśnie Sobór zdecydował, że starsza forma Mszy powinna zostać zmieniona, i wcale nie zostawił opcji „awaryjnej” dla tych, którzy woleliby zostać przy starym mszale. W Konstytucji o liturgii Sobór podjął decyzję o rewizji Mszału, aby zachowując to, co istotne, uprościć obrzędy, opuścić wiele powtórzeń lub dodatków (np. liczne modlitwy prywatne kapłana oraz wiele gestów). 

Jednak Sobór nie tylko kazał usuwać, polecił przywrócenie modlitwy powszechnej i znaku pokoju do codziennej Mszy, integrację homilii z Mszą, znaczne poszerzenie lekcjonarza, zaktualizowanie kalendarza liturgicznego itd. Jestem więc w stanie zrozumieć, że Papież konsekwentnie realizuje wolę Kościoła Soboru. 

Rozumiem, a nawet podzielam żal tych, którzy tracą dostęp do starej liturgii, którą udostępnił szeroko Benedykt XVI, ale też uczciwie mówię: widzę pewną niekonsekwencję w istnieniu dwóch mszałów. Dodam, że w zaufaniu do intuicji i wiedzy Benedykta chętnie odprawiam również w moim środowisku Mszę trydencką, ceniąc jej piękno i ubogacając się nią, zgodnie z Motu proprio z 2007 r. Ale nie neguję też faktu, że jest napięcie, a nawet konflikt między dwiema liturgiami, bo kiedy 23 lipca w Europie było święto św. Brygidy, patronki Europy, ja odprawiałem ze św. Atanazego. Takie dwutorowe przeżywanie liturgii jest wprawdzie do udźwignięcia, ale przyznajmy szczerze, że mimo wszystkich „argumentów wartych wzmianki” (jak pisze Franciszek), to jednak niezaprzeczalnym jest, że Sobór zdecydował, iż liturgię, wraz z kalendarzem, należy zrewidować, czyli jednak wolą Soboru było przejście od Mszału trydenckiego do Mszału nowego. Czy to przejście się udało wyśmienicie – są co do tego obiektywne wątpliwości, które w wielu miejscach podzielam. Ale jedno jest dla mnie pewne: Kościół nie chciał pozostać na wieki wieków przy Mszale trydenckim, a wyraził to przez Konstytucję o liturgii.

Co zmienia się dla osób korzystających z liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego?

Wiele i niewiele. Wiele, ponieważ w wielu środowiskach obudziły się negatywne emocje, które pewnie zostawią rany na długi czas, więc udźwignięcie i uzdrowienie tych uczuć będzie dużym wyzwaniem. Zakładam, że Papież Franciszek miał naprawdę bardzo poważne powody, których my nie musimy znać, żeby podjąć tak radykalną decyzję o próbie zakończenia formy nadzwyczajnej – wiedząc, że wielu wiernych, będzie tą decyzją ogromnie zranionych. Będzie to dla wielu trudny sprawdzian z posłuszeństwa i pokory. Wiadomo, że atmosfera nie będzie łatwa, nawet jeśli poszczególne grupy uzyskają przywileje, bo wielu kapłanom i wiernym grozi mentalność okopania się na pozycjach wojennych, co byłoby niestety potwierdzeniem, że Franciszek miał rację, twierdząc, że jednoczesne istnienie dwóch form liturgii najprościej mówiąc „nie działa” jak trzeba. Wiele zależy od samych wiernych: przypomnijmy, że nawet przychylny tej liturgii papież Benedykt otworzył ją nie dla tych, którzy odrzucają nową Mszę.

Może się też zmienić niewiele: biskupi diecezjalni mogą na nowo udzielić przywilejów na liturgię trydencką, jeśli uznają, że przynosi to pożytek duchowy i nie rozbija jedności wiernych lub nie powoduje zgorszenia, gdy niektórzy wierni tradycyjni, a nawet kapłani, oskarżają innych wiernych o brak wiary, nie wspominając o postawach głębszego odrzucenia nowej Mszy lub dokumentów soborowych. Biskup, który uzna, że liturgia trydencka jest wskazana na jego terenie, może czasowo (podkreślam termin „czasowo”) dyspensować nawet od poszczególnych zapisów samego Motu proprio Franciszka, np. wyznaczać kościoły parafialne na sprawowanie starszej liturgii.

Czy decyzja papieża oznacza docelowo odejście od liturgii po łacinie?

Nie. Łacina jest językiem oficjalnym Kościoła i jedynym wyrazem „lex orandi” jest Mszał Pawła VI w języku łacińskim, co podkreślił Franciszek. To, że rzadko się z niego korzysta w praktyce, wynika z oczywistych powodów, które powinny być przy okazji zrewidowane.

Czy tzw. zwykli wierni, chodzący co niedziela do kościoła parafialnego na Mszę, odczują jakąś zmianę?

W ścisłym sensie dokument papieski nie dotyczy wiernych, którzy nie uczestniczą w nadzwyczajnej formie liturgii rzymskiej, ale nie do końca nie dotyczy. 

Osobiście chciałbym, aby także ci wierni odczuli zmianę, jeśli w dokumencie papież wzywa do usuwania z tzw. nowej liturgii dziwactw (a używając parlamentarnego słownictwa z dokumentu – „ekscentryczności”) i źle rozumianej kreatywności. To właśnie dziwactwa i zniekształcenia nowej w liturgii często są zgorszeniem dla wymagających wiernych, którzy kochając liturgię Kościoła wybierają tzw. liturgię trydencką. Dlatego marzę o tym, aby wierni idący w niedzielę na zwykłą mszę, otrzymali chorał gregoriański, chociaż trochę łaciny, piękne szaty, dostojeństwo kultu Bożego, powagę sprawowanej Ofiary, porządek i poczucie, że wszystko jest dobrze przygotowane, opanowane. A także, żeby Msza sprawowana przez jednego księdza nie różniła się od Mszy drugiego księdza i żeby zmniejszyła się liczba osobistych wolnych komentarzy celebransów. Te rzeczy powinny się zmienić w liturgii „głównego nurtu”. Dodam, że nie są to tylko moje mrzonki, ale wymogi zapisane w księgach liturgicznych: łacina jest językiem Kościoła i wstyd, że nie ma mszy po łacinie w parafiach, chorał gregoriański jest własnym śpiewem Kościoła i tak samo wstyd, że go brakuje, komentarze mają być zawsze przygotowane, a tak nie bywa itd.

Czy inicjatywa Papieża Franciszka przetrwa próbę czasu?

Nie można wykluczyć, iż próba uporządkowania tej sytuacji się nie uda, przynajmniej w kształcie zamierzonym przez Papieża Franciszka – tzn. żeby wszyscy „tradycjonaliści” przyszli na odnowioną liturgię, szczególnie jeśli ona się nie zmieni na lepsze. Racjonalnie wnioskując, jeśli mała garstka wiernych przywiązanych do Mszy trydenckiej wytrwała przy niej całe dziesięciolecia po reformie liturgicznej, to jaka jest szansa, że uda się zgasić ten zapał, gdy w ciągu ostatnich 13 lat ta garstka rozrosła się w wielotysięczne rzesze, zwłaszcza wielu ludzi młodych i bardzo zaangażowanych? Wydaje mi się jednak, że w pewnym sensie zarówno inicjatywa Benedykta XVI, jak i Franciszka, mogą razem doprowadzić w przyszłości do sytuacji, kiedy Stolica Apostolska zdecyduje się tym razem zrewidować nowy Mszał, żeby wreszcie doprowadzić do naprawdę jednego „prawa kultu” („lex orandi”).

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę