Nasze projekty
Fot. Br. Robert Wieczorek

Odważyli się powiedzieć: „Cierpimy”. Kulisy wizyty Franciszka w Sudanie Południowym opisuje br. Robert Wieczorek

Dzieci na spotkaniu w Hali Wolności w Dżubie odważyły się powiedzieć przed Papieżem, ale i całym oenzetowsko-humanitarnym audytorium: „Cierpimy w obozie dla przesiedleńców. Życie w nim nam się nie podoba”. I nic tu z niewdzięczności wobec tych, co ich wspomagają, ale realna prawda o anormalności takiej egzystencji.

Reklama

Docierając do Dżuby w przeddzień wizyty Franciszka trafiła nam się ponadplanowo promocja: dwa miejsca na spotkanie Papieża z uchodźcami z obozów wewnątrz terytorium kraju (jest takich kilkanaście). My przyjechaliśmy z delegacją naszych przesiedleńców z Bentiu (to największy tego typu obóz w całym kraju), ale na spotkaniu we Freedom Hall najwięcej było oczywiście osób z POC (Protection of civilians = ochrona cywilów) położonego zaraz pod Dżubą. No i najliczniejsi spośród wielu grup etnicznych to nasi Nuerowie, bo to oni, jako największe plemię w opozycji do rządzących Dinka, w konsekwencji przegranej konfrontacji najbardziej dostali po głowach. Po ich masakrze w czasie walk w stolicy przed dziewięciu laty, schronili się pod skrzydła bazy ONZ i tak już zostało po dziś dzień.

Siedliśmy akurat w bezpośrednim sąsiedztwie grupy młodzieży ubranej w ładne uniformy – to był katolicki chór Nuerów, właśnie z tego obozu. Sympatyczna dziewczyna obok mnie okazała się znać angielski, więc zanim przybył Papież mieliśmy jeszcze trochę czasu by porozmawiać. Bywając parę razy w Dżubie przez ten ostatni rok, jeździłem do ich obozu odprawiać msze w Nuer, więc poznałem kaplice, w których się gromadzą. Mieliśmy o czym mówić.

Fot. Br. Robert Wieczorek

Ale oto pojawił się Franciszek z jego ekumenicznym towarzystwem! Chór zerwał się do śpiewu z całych sił i ustami pełnymi uśmiechu – miło słuchać i patrzeć. Anglikański pastor animujący całe spotkanie wzywał po kolei delegacje poszczególnych obozów, by się pokazały. Popełnił przy tym faux pas, bo zapomniał o ‘tutejszych’, tych spod Dżuby. Przez salę przetoczył się szmer. Gdy chłop się połapał naprawiając czym prędzej swój błąd, na nogi poderwała się większa część zgromadzenia. W sumie z tej konfuzji było jeszcze więcej radości!

Reklama

Jej twarz była cała we łzach

Zmierzam do tego, co podziało się niedługo po tej eksplozji entuzjazmu. Otóż zapowiedziano kilkuminutową prezentację obrazów z życia obozowiczów. Zacząłem rozpoznawać niektóre znane mi miejsca, więc spontanicznie obróciłem się do mej sympatycznej sąsiadki z chóru, by podzielić się z nią mą satysfakcją. I zamurowało mnie: Ta roześmiana przed momentem dziewczyna teraz była cała we łzach. Rzut oka dalej: prawie wszyscy obok, dziewczęta jak i chłopcy, płakali rzewnymi łzami wpatrując się w duży ekran. Ktoś zawołał: „O, mój brat..!”.

Obróciłem się szybko z powrotem, by uszanować ich emocje. Nie potrzeba mi więcej żadnych tłumaczeń tego, co w głębi serca odczuwają mieszkańcy obozów dla uchodźców w ich własnym kraju!

Reklama

Post factum: Osoba uczestnicząca w przygotowaniu zaplecza tego spotkania dzieliła się swymi wrażeniami. Strona rządowa w ostatniej chwili zakwestionowała zasadność pokazania tego materiału filmowego i zażądali jego zdjęcia. Ale watykańscy realizatorzy postawili na swoim – poszedł w eter.

Fot. Archiwum br. Roberta Wieczorka

Wstrzymane świadectwo

Rebeka, katolicka dziewczyna z obozu w Dżubie mająca czytać swe świadectwo przed Ojcem Świętym została zatrzymana przez ochronę na bramce i chcieli jej skonfiskować kartki z tekstem (obawiając się może przemycania jakiś kompromitujących materiałów?). Sprawa trafiła do telefonu ministra spraw wewnętrznych. Ostatecznie kartki z mową – wymiętolone, ale przeszły na wokandę.

Od fasady organizacja „pielgrzymki pokoju” wyglądała ładnie i poprawnie, ale na zapleczu grzało od emocji i mózgi się lasowały.

Reklama

Dzieci na spotkaniu w Hali Wolności w Dżubie odważyły się powiedzieć przed Papieżem, ale i całym oenzetowsko-humanitarnym audytorium: „Cierpimy w obozie dla przesiedleńców. Życie w nim nam się nie podoba”. I nic tu z niewdzięczności wobec tych, co ich wspomagają, ale realna prawda o anormalności takiej egzystencji. A Franciszek tym zdeprymowanym ludziom pozbawionym perspektyw odważył się odpowiedzieć: „Jesteście zalążkiem nowego Sudanu Południowego, ziarnem dla żyznego i bujnego rozwoju tego kraju (…) Wy, którzy nie chcecie odpowiadać na zło większym złem, ale wybieracie braterstwo i przebaczenie – pielęgnujecie lepsze jutro”.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę