Nasiliły się ataki na wspólnoty chrześcijańskie na Sri Lance

Ofiarami są katolicy oraz wspólnoty protestanckie. Ataki prowadzone są przez grupy buddyjskich ekstremistów.

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Prześladowania chrześcijan pojawiają się falami i mają gwałtowny przebieg. Jak informuje Głos Prześladowanych Chrześcijan „w ostatnich latach zniszczonych bądź uszkodzonych zostało ponad 250 kościołów. Represje są jednak obosieczną bronią. Z jednej strony stwarzają u wierzących poczucie zagrożenia, jednak z drugiej przyczyniają się do wzrostu Kościoła i rozpalenia duchowej żarliwości”.

– Chrześcijanie stali się bardzo ostrożni w kwestii posiadania materiałów, spotkań i rozmów z innymi o wierze – informuje Open Doors. Chrześcijańska organizacja wspierająca i monitorująca prześladowanych chrześcijan wylicza przykłady ataków: 24 grudnia ubiegłego roku – 300 wzburzonych mieszkańców i mnichów groziło pastorowi Kościoła Assemblies of God w Angunukolapelessa i żądało odwołania bożonarodzeniowego nabożeństwa; a 27 grudnia – 200 osób domagało się wstrzymania budowy kościoła metodystycznego w Buttala. Natomiast w tym roku około 12 stycznia w Hikkaduwa ok. 300 osób wtargnęło na poranne nabożeństwo Kościoła Assemblies of God oraz Kościoła Calvary, powodując tam duże szkody. Kościoły i domy pastorów zostały uszkodzone i podpalone, a pastorom grożono i nawoływano do zaprzestania organizacji nabożeństw.

Sri Lanka jest krajem w większości buddyjskim.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Cieszę się, że tutaj jestem

„Tak szczerze, to mam takie wrażenie, że ziemia ta została opuszczona przez Boga, a ja mam siły, które na pewno nie pochodzą ode mnie”.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Z Eweliną Krasnowską – świecką wolontariuszką, od września 2013 roku posługującą w Republice Środkowoafrykańskiej rozmawiał br. Benedykt Pączka.

Benedykt Pączka OFMCap: To już 2 tygodnie tej beznadziejnej sytuacji w RCA.  Jak sobie z nią radzisz?

Ewelina Krasnowska: Od momentu tego drugiego ataku postanowiłam być przygotowana i nie dać się zaskoczyć.

Na czym polega to przygotowanie?

Moje najcenniejsze rzeczy są w centrum kulturalnym, mam tutaj też najpotrzebniejsze rzeczy do przeżycia, do przetrwania. Ze względu na to, że żyjemy w cieniu Seleki, która trzyma wartę 7 km od nas, staram się nie przebywać w domu, ponieważ na misji możemy być napadnięci. Przez cały ten czas towarzyszy mi mój małym plecak, w którym mam dokumenty, paszport, pieniądze, oraz szczoteczkę i pastę do zębów.

Cieszę się, że tutaj jestem

Ile dni jesteś w stanie jeszcze wytrzymać?

Tyle ile trzeba – przyzwyczaiłam sie do takiego spędzania czasu, ale nie wyobrażam sobie też, żeby taka sytuacja mogła trwać w nieskończoność. Na obecną chwilę  jedyne co możemy robić, to być z tymi ludźmi, a także wołać o pomoc.

Jak twoja rodzina reaguje na to, co się dzieje w tym kraju?

Dla mojej rodziny nie jest istotne, że są wojny na świecie, gdy ich to bezpośrednio nie dotyka. Przejmują się jedynie tym, że ja jestem w takim kraju, gdzie panuje wojna. Moja mama często dzwoni, śledzą informacje w mediach, a także facebook br. Benka.

Dlaczego nie chcesz wracać do Polski?

Po pierwsze, wydaje mi się, że co najgorsze to już za nami, po drugie, wszystkie nasze działania prowadzą ku temu, żeby więcej nie spotkać się twarzą w twarz z Seleką. Po trzecie, jak misjonarze wyjadą, budynki misyjne i dzieła, które są przez nas prowadzone, popadną w ruinę.

Cieszę się, że tutaj jestem

Co Cię najbardziej fascynuje tutaj – na misji w Ngaoundaye?

Przede wszystkim ludzie, którzy bardzo się różnią od nas – Europejczyków – w swoich zachowaniach, sposobie myślenia i postępowania. Lubię spotykać się z młodzieżą i dziećmi, a także uczestniczyć w ich codziennym życiu. Integracja poprzez sport i zabawę pozwala nam na poznanie się wzajemnie, na wymianę zdań a także naukę języków.

Przeżyłaś dwa napady Seleki. Co było najtrudniejsze dla Ciebie?

Rozmowa, negocjacje. Nie mówili po francusku, a kiedy coś nie szło po ich myśli, grozili bronią. Również konfrontacja z rzeczywistością, która była. Zostać na miejscu, uciekać, rozmawiać z Seleką… Dużo pytań przychodziło na myśl i poznałam, że w momencie zagrożenia…  uciekam.

Czy myślisz, że oni są w stanie zabić misjonarzy, tych, którzy pracują tutaj na misjach?

Myślę, że mogliby zabić każdego: osobę cywilną, misjonarza. Są bezkarni, mogą zabić, a później uciec do Czadu. Kto ich będzie szukał, wyciągał konsekwencje? Są młodzi i często pod wpływem narkotyków. Mogą nie kontrolować tego, co robią.

Cieszę się, że tutaj jestem

Co lub kto daje Ci siłę, aby być tutaj w obliczu wojny domowej?

Tak szczerze, to mam takie wrażenie, że ziemia ta została opuszczona przez Boga, a ja mam siły, które na pewno nie pochodzą ode mnie.

Wiele osób z Polski i zagranicy modli sie za nas i pyta, w jaki sposób nam pomóc? Czego najbardziej Ci potrzeba? 

Oprócz modlitwy potrzebujemy żywności. Seleka ukradła nam wszystko, co mieliśmy. Droga do Kamerunu, gdzie zazwyczaj robimy zakupy, jest nieprzejezdna, most spalony. Straciliśmy baterie, które służyły jako źródło elektryczności, 2 samochody, prawie wszystkie telefony, komputery, pieniądze, rzeczy osobiste, jak ubrania czy obuwie.

Powiedz nam o jakimś szczególnym momencie, osobie, wydarzeniu, które Cię bardzo dotknęło podczas tych dni rebelii.

Mam przed oczami jeden obraz – kobiety afrykańskiej, która chroniła sie u nas, ale gdy niebezpieczeństwo zbliżało się, opuściła naszą misję. Kiedy Seleka zaatakowała nas, wiedząc o tym, całą noc nie mogła spać. Później, jak nam opowiadała, zadawała sobie pytanie, co się z nami dzieje, czy żyjemy, czy nam się nic nie stało. Widziałam naprawdę jej troskę. Na co dzień współpracuje z nami, pracuje jako szkolna pielęgniarka. Druga sytuacja, którą sobie przypominam, to moment naszej ucieczki, gdy pewien mężczyzna, który prowadził nas do brusu (busz), po pewnym czasie powiedział, że dalej nie idzie, i że nie może uciekać, bo jest mężczyzną. Odprowadził nas inny, młodszy chłopak, wytłumaczył mu w języku sango, gdzie ma nas prowadzić. To piękne świadectwo uświadomiło mi, kto w rodzinie jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Tu jest tak faktycznie, że mężowie odprowadzają swoje rodziny w bezpieczne miejsce, później sprawdzają jako pierwsi czy rodzina może wrócić do domu, czy zagrożenie już minęło.

Cieszę się, że tutaj jestem

Czy opuścisz misję jak kolejny raz Twoje życie będzie zagrożone?

Nie wyjadę z naszej misji, będę uciekać do buszu, sawanny. Czekam na moment wyjazdu Seleki z tego kraju, aby móc spokojnie pracować.

Czy innym osobom świeckim poleciłabyś taki wyjazd?

Pomimo tych wszystkich wydarzeń, które miały tu miejsce, dzisiaj odczytuję to jako najlepszą decyzję w moim życiu. Polecam wszystkim, aby nie bali się spełniać swoich marzeń, nawet tych najbardziej szalonych i śmiałych. Odkąd tu jestem nigdy nie zadałam sobie pytania: „co ja tutaj robię?”. Wcześniej to samo pytanie często pojawiało się w moim życiu.

Po co właściwie tutaj przyjechałaś? Wiedziałaś, że jest wojna i sytuacja polityczna jest niespokojna?

.

Byłam w wielu miejscach, szukając organizacji, kogoś, kto mógłby mnie wysłać na misję. Wśród wielu opcji tylko jedna była realna i otwarta na moją prośbę – Zgromadzenie Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Od razu zaczęłam się uczyć języka francuskiego, pomagałam w działalności tego zgromadzenia, i tak powoli przygotowywałam się do wyjazdu. Wiedziałam wcześniej, że w RCA jest wojna, ale pomimo tego nie przysłoniło to decyzji o moim wyjeździe. Cieszę się, że jestem tutaj…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Benedykt Pączka OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Benedykt
Pączka OFMCap
zobacz artykuly tego autora >