Nasze projekty

Zobacz we mnie kogoś więcej. Wzruszające historie bezdomnych

Łatwo jest ich kategoryzować i oceniać. Ci wszyscy ludzie, żyjący na ulicy bez dachu nad głową to Ania, Piotrek, Tomek, Ala i inni. Za nimi stoją historie, o których nierzadko nie mamy pojęcia. Warto dać im szansę i dostrzec w nich kogoś więcej...

Reklama

Każda historia często rozpoczyna się tak samo. Problemy rodzinne, rozpad związków, depresja, nałóg, choroba. Za tymi słowami kryje się ludzka tragedia, która odbija swoje piętno często na tyle dotkliwie, że nie sposób żyć. Tak też stało się w przypadku kilku bohaterów, którzy dziś po latach walki z kryzysem bezdomności, nauczyli się żyć na nowo. Poznaj dwie prawdziwe historie: Kingi oraz Roberta.

Malarka, która bała się żyć.
Historia Kingi

Z okresu mojego dzieciństwa najlepiej pamiętam długie godziny spędzone w lesie na zbieraniu jagód (sprzedając jagody zarabiałam na zakup ubrania). I to, jak dowiedziałam się, że dom w którym mieszkałam z rodzicami nie jest nasz i mamy się wyprowadzić. To był dla mnie szok. Mieszkaliśmy odtąd w przeróżnych warunkach, ale nigdzie nie czułam się bezpiecznie…

Kiedy przyszedł czas wyboru liceum, bez problemu dostałam się do tego o profilu plastycznym, od zawsze lubiłam malować. Czas spędzony w szkole średniej to były moje szczęśliwe lata. Potem zaczęły się schody, nie dostałam się na malarstwo i rok spędziłam w domu… to było ciężkich 12 miesięcy, miałam złe relacje z tatą… nauczyłam się „przepraszać, że żyję” i nie mieć potrzeb, najlepiej żadnych.

Reklama
Reklama

Potem spróbowałam znowu i dostałam się na studia. Skończyłam malarstwo w Krakowie. Jednak jeszcze w trakcie nauki zaczęłam się panicznie bać życia i tego, że sobie nie poradzę. I rzeczywiście wraz z otrzymaniem dyplomu mój czarny scenariusz spełnił się… zostałam oszukana przez właścicielkę galerii, w której pracowałam.

Bez pieniędzy i pomysłu na życie przemieszkałam dwa lata u znajomych, rzeczy trzymałam w depozycie. Do rodziców wracałam tylko na święta, ale nie przyznawałam się do tego jak wygląda moja sytuacja. Robiłam wszystko, by się utrzymać.

W końcu razem z kolegą zaczęłam wynajmować pracownie – on w niej malował, a ja mieszkałam. Wszystko dobrze, tylko w pracowni nie było łazienki i w ogóle wody. Mój dzień to było nieustanne kombinowanie gdzie i jak się umyć. Zapadłam na zdrowiu psychicznym, wstydziłam się zadzwonić do pracodawcy, bo wstydziłam się siebie…

Reklama
Reklama

Któregoś dnia zobaczyłam przyklejoną do drzwi kartkę z adresem Smoleńsk 4 pod którym mieści się łaźnia i pralni dla bezdomnych. Choć nie wyglądam, to jedną nogą już jestem na ulicy – pomyślałam i poszłam tam. Był to 2014 rok, chyba marzec. Ta kartka na drzwiach uratowała mi życie.

Z działu pomocy doraźnej trafiłam do działu socjalnego, potem zaproponowano mi pomoc psychologiczną. Pani Asia, psychoterapeutka zaproponowała mi terapię grupową, „Boję się, ale wchodzę w to!” – powiedziałam. Tak rozpoczęła się powolna przemiana mojego życia.

Po jakimś czasie otwarły się dla mnie kolejne drzwi – trafiłam do Dziełowego Centrum Integracji Społecznej, i dzięki temu wkrótce potem podjęłam pracę. Dziś od nowa uczę się żyć, jestem innym człowiekiem.

Reklama

„Straciłem wszystko: syna, żonę, mamę i zdrowie”.
Historia Roberta

Jestem ponadpięćdziesięcioletnim mężczyzną, który w życiu wiele przeszedł. Trudno powiedzieć, które z moich przeżyć było najgorsze… śmierć mojego 18-letniego syna, który miał raka… wypadek samochodowy, który spowodował trwały uszczerbek na moim zdrowiu i wyglądzie, śmierć mamy czy rozwód z żoną po kilkunastu latach małżeństwa. Może to za dużo jak na jednego człowieka?

Chyba po trochu wszystko to złożyło się na moją bezdomność, a jej konkretnym początkiem był moment, kiedy siostra, wykorzystując mój pobyt za granicą, wymeldowała mnie z mieszkania należącego do naszej mamy. Po powrocie do Polski czekał na mnie wyrok eksmisji… przez dwa miesiące mieszkałem u przyjaciela, ale ile można siedzieć komuś na karku. Na wynajęcie mieszkania nie było mnie stać. Po wypadku samochodowym, którego konsekwencją była operacja głowy i wycięcie ogromnego krwiaka, nie byłem zdolny do pracy. Otrzymałem zasiłek stały i orzeczono niepełnosprawność II stopnia…

Najgorsza była beznadzieja, poczucie, że to się nigdy nie skończy. Uciekałem w książki i wycieczki po krakowskich fortach, poznawałem ich historie, do dziś jest to mój konik. Gdy teraz wspominam czasy schroniska, myślę nieco z ironią, że to jedno doświadczenie więcej, ale… dlaczego aż tak długo trwało?

Moje życie zaczęło się powoli zmieniać, gdy zaproponowano mi pobyt w mieszkaniu chronionym i trafiłem do Dziełowego Centrum Integracji Społecznej z marzeniem o podjęciu pracy, bo zasiłek przyznano mi tylko czasowo, a trzeba za coś żyć.

Pamiętam pierwszą wizytę w Dziele i szok, bo inaczej nie mogę tego nazwać, pozytywny szok po spotkaniu z pracującą tu panią Kamilą. Pamiętam, jak zapytała: „Gdzie by pan chciał pracować?”… zwykłe pytanie, ale pierwszy raz dla kogoś, a różne instytucje pomocowe odwiedzałem, było ważne, czego ja chcę, jakie ja mam na ten temat zdanie…

Nikt tu nie dawał mi gotowego rozwiązania, ale liczył się ze mną i słuchał. Pani Kamila wzięła sobie do serca moje marzenia o powrocie do zawodu spawacza i wyszukała dla mnie kilka firm, w których mogłem podjąć zatrudnienie. Pozostawiła mi wybór i kibicowała, gdy poszedłem na rozmowę do jednej z nich. Dziś pracuję na umowę o pracę, zarabiam, wracam do ciepłego mieszkania i… cieszę się tym, co mam.


Powyższe świadectwa to historie bezdomnych, które pochodzą z Dzieło Pomocy Ojca Pio, która na co dzień pracuje z osobami borykającymi się z problemem bezdomności. Świadectwa zostały opowiedziane w ramach inicjatywy prowadzonej przez Fundację w 2018 r. pn. Niestygmatycy, która miała skłonić ludzi do refleksji na temat stygmatyzowania osób bezdomnych.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite