fot. Josh Applegate/Unsplash

„Siostro, zbieramy się! Strzelają!”. Jak wygląda posługa sióstr zakonnych na Ukrainie w czasie wojny?

“Staramy się wnosić pokój, pocieszać, uspokajać, czasem dzielić także łzy, a nade wszystko po prostu być z nimi w tych trudnych chwilach”- mówi s. Katarzyna Gwóźdź, posługująca w Gródku Podolskim. Od początku wojny całe zgromadzenie zakonne pomaga przy organizowaniu pomocy humanitarnej, dzieląc się tym, co otrzymuje.

Reklama

W Gródku Podolskim w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika posługują trzy siostry ze zgromadzenia Służebniczek Dębickich: w duszpasterstwie parafialnym i Domu Miłosierdzia. Pierwsze siostry przybyły tu 20 lat temu.

Wiadomość o wkroczeniu wojsk rosyjskich do Ukrainy wywołała niepokój i lęk wśród mieszkańców Gródka, wielu z nich – kobiety z dziećmi – zdecydowało się wyjechać do Polski.  W mieście pojawiło się bardzo dużo ludzi z terenów objętych działaniami wojennymi. W odległości 200 km leży Winnica oraz Iwano-Frankiwsk, gdzie były ostrzały i ataki na port lotniczy. W całym kraju wprowadzono stan wojenny, godziny policyjne, ograniczanie oświetlenia w mieście. Zalecano, by wieczorami w czasie godziny policyjnej także wygaszać światła w domach. Ostrzegano przed możliwymi prowokacjami. W mieście zorganizowali się mężczyźni, by stać w jego strategicznych miejscach i czuwać.

Siostra Katarzyna Gwóźdź, posługująca w Gródku Podolskim, tak wspomina pierwszy dzień wojny: Tuż po godzinie 6 rano szłam do kościoła i nagle usłyszałam na niebie pomruk samolotu. Poczułam się wtedy jak na filmach o II wojnie światowej – ten niski pomruk kojarzył się z pewnym napięciem, jakby oczekiwaniem czy nie nastąpi zrzut jakiegoś materiału wybuchowego.

Reklama
Reklama

„Staramy się wnosić pokój, pocieszać, uspokajać”

Siostry szczególnie martwiły się o sytuację ich zgromadzenia w Charkowie, wiedząc, że jest to miejsce, gdzie najbardziej prawdopodobny wydaje się atak. Jedna z sióstr z Charkowa wspominała, że nie zapomni długo dnia, w którym o 5 rano usłyszała wystrzały artyleryjskie i głośne stukanie do drzwi z wołaniem: Siostro, zbieramy się! Strzelają!

ZOBACZ: Franciszkanka z Żytomierza: kiedy wyją syreny, wynosimy Najświętszy Sakrament

Od początku wojny całe zgromadzenie pomaga  przy organizowaniu  pomocy humanitarnej, dzieląc się tym, co otrzymuje. Siostry starają się być jeszcze bardziej otwarte i do dyspozycji dla tych, którzy przychodzą porozmawiać, wypłakać się, czy prosić o modlitwę. 

Reklama
Reklama

Tak jak potrafimy, według naszych indywidualnych talentów i zdolności staramy się wnosić pokój, pocieszać, uspokajać, czasem dzielić także łzy, a nade wszystko po prostu być z nimi w tych trudnych chwilach – informują siostry.

„W tych trudnych czasach przeżywamy wraz z parafianami wyjątkowe rekolekcje”

Wybuch wojny nie wpłynął w żaden sposób na zmianę  posługi w parafii i domu opieki dla osób chorych. W kościele nieprzerwanie trwa całodzienna Adoracja Najświętszego Sakramentu. Co więcej, powstają nowe nieformalne wspólnoty modlitewne. Ludzie sami organizują nabożeństwa i nocne czuwania. 

Solidarność i wzajemne wsparcie odczuwa się tutaj bardzo mocno i można powiedzieć, że w tych trudnych czasach przeżywamy wraz z parafianami wyjątkowe rekolekcje – mówi s. Katarzyna Gwóźdź.

Reklama

PRZECZYTAJ TEŻ: S. Julia z Winnicy na Ukrainie: „Nie czuję buntu przeciw Panu Bogu. Przetrwamy to”

Siostry nieustannie modlą się o pokój oraz o łaskę nawrócenia dla tych, którzy zgotowali Ukraińcom taki los.

Wierzymy w to , co w 1937 roku napisał św. Maksymilian Maria Kolbe: „Teraz w Bolszewii zło panuje, ale przyjdzie taki czas, że na Kremlu zatkniemy sztandar Niepokalanej”– dodaje s. Katarzyna.

Marta Grzywacz/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę