Zdjęcie ilustracyjne | Fot. Alessio Soggetti/Unsplash

Poruszające pożegnanie matki z synem, który zginął w Tatrach. „Jestem pewna, że oglądasz Chwałę Najwyższego”

"Jestem pewna, że oglądasz teraz Chwałę Najwyższego. A nie ma większej radości dla matki, niż doprowadzić dziecko przed tron Tego, Który Był, Jest i Będzie, aż po Wszystkie Czasy. Jezu ufam Tobie" - napisała Anna Martynowska po tragicznej śmierci swojego 29-letniego syna, który zginął w Tatrach porwany przez lawinę.

Reklama

Była sobota, 29 stycznia 2022 roku. Radogost wraz ze swoim kolegą udali się znad Czarnego Stawu w kierunku Czarnej Ławki. Będąc około 100 metrów powyżej Stawu, postanowili zawrócić i zjechać na nartach z powrotem nad Czarny Staw. Radogost zjeżdżał jako drugi – podczas zjazdu ruszyła lawina, która porwała go na staw. Siła lawiny skruszyła lód i skiturowiec wpadł do wody. Koledze Radogosta, który zjeżdżał jako pierwszy, udało się wykopać ze śniegu i o godz. 15:50 powiadomił TOPR o wypadku. Nie był jednak w stanie sam wyciągnąć kolegi z wody.

Ze względu na pogarszająca się pogodę i zapadający zmrok śmigłowiec nie mógł polecieć w rejon wypadku. Z Centrali TOPR wyruszyło 21. ratowników, a chwilę później na miejsce zdarzenia dotarł ratownik pełniący dyżur w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i potwierdził, że porwany przez lawinę jest pod wodą. Trudno w tej chwili powiedzieć, czy zgon nastąpił wskutek utonięcia czy uduszenia. Druga osoba, która była w tej lawinie jest cała i zdrowa, przemoczona i wychłodzona. Próbowała udzielać pomocy koledze, ale niestety nie udało się – bezpośrednio po wypadku przekazał ratownik TOPR Tomasz Wojciechowski.

„Nie zmarnowałeś ani minuty Swojego życia…”

Kilka dni po tragicznej śmierci Radogosta Martynowskiego, jego mama opublikowała w mediach społecznościowych poruszające wspomnienie o swoim 29-letnim synu. Wpis jest także niezwykłym świadectwem miłości Matki. Za zgodą Pani Anny publikujemy w całości przejmujący wpis:

I widzisz Synku? Marzeniem moim było, aby jedno z moich dzieci poszło na służbę Bogu. Gdy to mówiłam, patrząc na Ciebie, śmiałeś się (zawsze się uśmiechałeś). I wyszło na moje. Ty u Chrystusa już na ordynansach.

Trzymaj się tam śp. księdza Piotra Niewiadomskiego. Pamiętasz, jak jako nastolatki, z bratem, wykonaliście, hm… „renowację” wnętrza w Jego kaplicy Matki Bożej z la Salette w Travnej? Ale było za darmo. Pomagałeś starym dziadom, na przekór Czasom Złym, w opracowaniu zrębów lądeckiego muzeum. Uważają, że nasza przeszłość jest nie mniej ważna od przyszłości i jedna wpływa na drugą. Poszedłeś w ślady śp. dziadka Zbyszka, który takie muzeum, w naszym domu, dawno, dawno temu urządził. Jak oni sobie teraz, bez Ciebie, poradzą?

Byłeś dumnym krwiodawcą. Oddałeś wielokrotnie więcej czystej, z serca płynącej krwi, niż sam miałeś. Tak więc żyjesz w tych biedakach, do których ona popłynęła.

Doprowadziłeś się do takiej sytuacji, że ojciec musiał Ci kupić biblioteczkę na masę książek, które zgromadziłeś. Ty, który nie mogłeś przebrnąć przez szkolne lektury. I czytałeś, czytałeś, a potem opowiadałeś i oprowadzałeś z ochotą po śladach przeszłości każdego, kto tego potrzebował. W szczególnej pamięci mam amerykańskie dziewczyny ze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

I jeśli kiedyś z nieba spadnie łańcuch rowerowy (a czasami leciało Ci z rąk) – to znak, że rozkręcasz Panu Bogu turystykę rowerową. Po zapomnianych kościółkach, prastarych zamczyskach, tak, jak robiłeś to tu, wciągając w ten proceder wielu młodych.

Kto teraz będzie się wspinał z tym Libańczykiem, którego asekurowałeś na Skałkach? Kto Cię zastąpi na ślubach i weselach, gdzie tak chętnie byłeś zapraszany jako drużba i świadek? Przyznam, że moje matczyne serce drżało na wiadomość o kolejnych wieczorach kawalerskich. I to nie z powodu alkoholu, ale niesamowitych pomysłów, jak ten ostatni, z eksploracji podziemnych korytarzy pod Bystrzycą. A te białe obłoki na niebie – to z perfekcyjnie zaprojektowanej przez Ciebie spalarni grzechów naszych.

Niebiański już, inżynierze. Byłeś Dziełem Boga doskonałym. I ani, niejednokrotnie mój zły przykład, ani żadne zło tego świata nie miało do Ciebie przystępu. Nie zmarnowałeś ani minuty Swojego życia. Sztuka, która mnie się nie udaje.

Z dumą prezentowałeś mnie i moim przyjaciołom (Cecylce, Tomkowi, Mariuszowi, Bartkowi), wieczorem, przed wyruszeniem w Tatry – perfekcyjny sprzęt na wypadek lawiny. Synku! Tatry to nie były nasze góry. Nasze były Gorce. I widzisz, nawet pomoc herosa, jakim okazał się Twój nieszczęsny towarzysz jazdy na nartach – Wojtek Mazan nie odwróciły biegu zdarzeń. Umarłeś szybko i honornie (S. Pitoń).

Jestem pewna, że oglądasz teraz Chwałę Najwyższego. A nie ma większej radości dla matki, niż doprowadzić dziecko przed tron Tego, Który Był, Jest i Będzie, aż po Wszystkie Czasy. Jezu ufam Tobie.

Niegodna matka A.M

Reklama
Reklama

Świadectwo opublikowane za zgodą p. Anny
Informacje o przebiegu wypadku – Kronika TOPR z dn. 30.01.2022 (topr.pl)

zś,topr.pl,tatromaniak.pl,facebook.com/GoralskieVeto/Stacja7


Reklama
Reklama

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę