Fot. Wikipedia

„Uśmiechnięty katecheta”. Nieznane anegdoty o Janie Pawle I

Papież Jan Paweł I (wł. Albino Luciani) został zapamiętany jako „katecheta”, który w mistrzowski sposób „rozdrabniał” Ewangelię prostymi słowami, okraszanymi przykładami, niekiedy pełnymi dowcipu. „Wysokie chmury – lubił często powtarzać – nie dają deszczu”.

Reklama

Anegdoty pochodzą z najnowszej książki „Zdumienie Boga. Życie papieża Lucianiego”. Czytaj więcej o książce>>>

„Tutaj trzeba rozmawiać bez mitry”

Pewnego dnia arcybiskup Turynu poszedł odwiedzić chłopców z oratorium księdza Bosco. Włożył na głowę mitrę, ale wchodząc do niewielkiej kaplicy, zahaczył o niski sufit i ta spadła na ziemię. Ksiądz Bosco, śmiejąc się razem z chłopcami, powiedział: „Tutaj z chłopcami trzeba rozmawiać «bez mitry», to znaczy w sposób prosty i przystępny”.

Nominacja jak… piłka

Po odwiedzinach biskupa pomocniczego z Wenecji, Giuseppe Olivottiego, przebywającego w domu opieki w Padwie, Luciani, wracając do Vittorio Veneto, chciał posłuchać w radio, jak komentuje się jego nominację na patriarchę Wenecji. Po wysłuchaniu wiadomości powiedział:

Reklama
Reklama

Kiedy piłka jest napompowana, wszyscy na nią patrzą, ale ze wszystkich stron dostaje kopniaki; kiedy zaś jest sflaczała, spokojnie leży sobie w jakimś kącie. Gdym Eneaszem był, nie znał mnie nikt, gdy dziś jestem Pio, wszyscy mi mówią „wujo”. Lepiej się uśmiechać do zmiennych kolei ludzkiego losu. Przechodząc, zobaczyłem raz dumne drzewo pełne soczystych liści i pomyślałem sobie: jakie piękne, jakie wielkie! Kiedy wracałem, było już suche i nadawało się jedynie na opał.

„Szanowna Pani, oboje przyjechaliśmy punktualnie!”

Pewnego razu, wczesnym rankiem, oczekiwano biskupa Lucianiego w pewnej parafii podczas wizytacji. Lało wtedy jak z cebra. Jakaś pani biegła ulicą, popychając przed sobą dziecko. Biskup kazał zatrzymać samochód i zapytał:

„Podwieźć panią? Strasznie pada i będzie pani kompletnie przemoczona!”. „Chętnie. Jestem spóźniona. Biskup ma przyjechać na wizytację do naszej parafii. Ja śpiewam w chórze, a mój syn jest ministrantem. Dawniej oczekiwano biskupa na granicy parafii. Dziś jest zupełnie inaczej. Wita się go dopiero w kościele” – opowiadała.

Reklama
Reklama

Podwieziona w pobliże kościoła kobieta oznajmiła: „Dziękuję, to bardzo uprzejme z pana strony, zdążyłam na czas, w przeciwieństwie do proboszcza…”. Biskup, uśmiechając się, podsumował: „Ja jestem przed czasem i mogę podwieźć panią pod same drzwi kościoła, wciąż jeszcze pada. Jestem w sam raz, by się nie spóźnić”.

Krótko potem Luciani udał się z probostwa do kościoła i zobaczył koło ołtarza znajomą panią wśród chórzystów. Uśmiechnął się do niej, a po Mszy zwrócił się do niej: „Szanowna Pani, oboje przyjechaliśmy punktualnie!”.

Biskup Albino Luciani | Fot. Wikipedia

Reklama

Ewangelia i spocona koszula

Luciani rozmawiał z grupą ludzi po Mszy Świętej podczas wizytacji duszpasterskiej. W końcu pewien młodzieniec mu zarzucił: „Już dwa tysiące lat istnieje Kościół, Ewangelia, księża i nic się nie zmieniło!”. Biskup mu odpowiedział:

Wybacz, że odpowiem bardzo prosto. Pewnego razu, w kościele głosił kazanie pewien zakonnik, który mówił, że moc Chrystusowej Ewangelii jest do naszej dyspozycji, żebyśmy zmieniali siebie i społeczeństwo. Wstał ktoś, mówiąc: „Ależ ojcze, już dwa tysiące lat przepowiada się Ewangelię i świat nic się nie zmienił”. A kaznodzieja do niego: „Drogi panie, proszę wybaczyć moją śmiałość i proszę się nie obrazić. Widzę, że ma pan trochę… brudny kołnierzyk; jest poplamiony od potu. Proszę mi powiedzieć: czy to wina mydła, że nie mogło usunąć tych plam, czy to raczej pan nie użył mydła?”. „Nie, ojcze, to tylko i wyłącznie moja wina; faktycznie nie użyłem mydła, które z pewnością usunęłoby brud i plamy potu!”.

I Luciani, uśmiechając się, kontynuował:

„Mój drogi chłopcze, św. Franciszek z Asyżu, zamiast kontestować innych, łącznie z Kościołem, zaczął kontestować samego siebie. Nie mówił, że inni mają się zmienić, ale jako pierwszy zaczął zmieniać siebie. Nie bił się w cudze piersi, mówiąc: „Twoja wina”, ale w swoje, powtarzając: „Moja wina”. To nie wina Ewangelii, że my nie stajemy się lepsi i że świat się nie zmienia, ale to nasza wina, że nie wcielamy w życie tego, czego Ewangelia nas uczy. Kościół to Chrystus razem z nami. Kościół to Chrystus: razem ze mną, z tobą i z wszystkimi ochrzczonymi. Kościół to także ty. Jeśli ty nie żyjesz Ewangelią, to wówczas kompromitujesz zarówno Ewangelię, jak i Chrystusa, który jej nauczał!”

„Tylko pamiętaj, że to tylko kartka papieru!”

Wspomnienie seminarzysty:

Ostatnia niedziela roku szkolnego w Szkole Apostolskiej w Oderzo była bardzo uroczysta. Zakończenie roku celebrowano na obszernym dziedzińcu szkolnym. Jednym z punktów uroczystości było wręczanie nagród za dobre wyniki w szkole i wzorowe zachowanie. Przewodniczył biskup w obecności całego grona nauczycielskiego i administracji szkolnej oraz przedstawicieli władz cywilnych, rodzin i przyjaciół alumnów. Tamta czerwcowa niedziela 1960 roku, dzięki nadzwyczajnej życzliwości przełożonych, była dla mnie zupełnie wyjątkowa, gdyż miałem otrzymać z rąk samego biskupa dyplom najlepszego seminarzysty roku. Zostałem wywołany przez dyrektora szkoły i zaproszony do wejścia na podium „najbliżej biskupa, jak tylko to możliwe!”, który w ten sposób nawiązał do odśpiewanej co dopiero pieśni Sary Adams Być bliżej Ciebie chcę…

Biskup Luciani wziął dyplom, spojrzał na nazwisko i – wręczając mi go – powiedział zdanie, które w tamtym momencie zupełnie mnie zaskoczyło, ale na długo pozostało w mojej pamięci i bardzo pomagało mi w życiu: „Brawo, Jacku! Gratuluję! Tylko pamiętaj, że to tylko kartka papieru!”. Odebrawszy dyplom, wróciłem na miejsce obok moich rodziców, trochę zdegustowany słowami, które zupełnie nie pasowały do radości, która wypełniała moje serce. Nastąpiły radosne chwile gratulacji i serdecznych pocałunków od najbliższych.

Chociaż wydawało mi się, że nie dawałem po sobie poznać pewnej konsternacji, wiedziona zapewne matczynym instynktem mama niespodziewanie zapytała mnie po cichu: „Co ci jest? Co się stało?”. Odpowiedziałem: „Biskup powiedział mi, że ten dyplom to tylko kartka papieru!”. Moja mama, potęgując jeszcze skalę mojego zdziwienia, odparła: „Ma rację. Mądrze powiedział. W ten sposób nauczysz się pokory”.

Zaskoczenie? Oczywiście, ale jakże błogosławione. To są stwierdzenia, zarówno to biskupa, jak i to mojej matki odczytującej jego myśl, które mi towarzyszyły i stały się pewnym punktem odniesienia na całe życie. A przy okazji, to nie przypadek, że na herbie biskupa Lucianiego widnieje zawołanie: Humilitas (Pokora).

Fragmenty książki „Zdumienie Boga. Życie papieża Lucianiego”. Książka dostępna TUTAJ >>>

Nie mamy tu do czynienia z klasyczną biografią, a więc pewną prostą narracją ukazującą w sposób kronikarski fakty związane z życiem jej bohatera. Cechą wyróżniającą tę książkę jest to, że przedstawione w niej wydarzenia, składające się na tradycyjną biografię, przeplatają się z wypowiedziami i tekstami samego Lucianiego wydobytymi przez Autorów z oficjalnych wydawnictw czy też z osobistych – a więc nigdzie wcześniej nieopublikowanych – zbiorów księdza Taffarela. (Ks. Waldemar Babicz, tłumacz)
KUP KSIĄŻKĘ>>>

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę