Kim są siostry z powstania?

Do tej pory siostry zakonne i ich dokonania podczas powstania warszawskiego pozostawały w ukryciu. Względnie traktowano je po prostu jako cywilów, zupełnie nie doceniając ich roli. Wydaje się, że teraz mamy ostatni moment w historii, ostatnią możliwość, by poznać i docenić wielką rolę sióstr zakonnych w powstaniu.

Agata Puścikowska
Agata
Puścikowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przyjechały do Warszawy z niemal wszystkich zakątków Polski, ale i z różnych stron świata. Tylko niektóre urodziły się w stolicy, a wszystkie połączyła miłość do tego miasta i ludzi.

Pochodziły z przeróżnych środowisk: z biednych wiejskich domów, z dworków, z pałaców hrabiowskich. Jedne były rolniczkami, drugie nie miały formalnego wykształcenia, a jeszcze inne były doktorami filozofii czy lekarkami. Niektóre były energiczne, odważne, działały wręcz brawurowo. Inne raczej wycofane, bywało, że zalęknione. Historia postawiła przed wszystkimi ważne zadanie do wypełnienia: ratować, wspierać bezbronnych i opiekować się nimi, walczyć o wolność i godność człowieka wszelkimi dostępnymi sposobami. Niezależnie od charakterów, sposobu bycia, pochodzenia, formacji zadania te starały się wypełnić jak najlepiej, choć na różne sposoby.

O kim mowa? O siostrach zakonnych z wielu zgromadzeń, którym przyszło żyć w Warszawie w czasie okupacji, a potem walczyć w powstaniu warszawskim.

Ile ich było w sierpniu 1944 roku w Warszawie? To pytanie, które sama sobie zadaję i na które chyba nie znajdziemy ostatecznej odpowiedzi. W czasie wojny i powstania warszawskiego na terenie Warszawy działało około trzydziestu zgromadzeń żeńskich, w tym habitowych i bezhabitowych. Jednoznaczne określenie liczby zakonnic będących wówczas ich członkiniami wydaje się jednak niemożliwe. Czas wojny to dla wielu zgromadzeń czas tułaczki. Po wysiedleniu sióstr z domów w całej Polsce podczas zawieruchy wojennej część przebywała w Warszawie. Przed samym powstaniem niektóre siostry wyjeżdżały z miasta, a inne wracały do stolicy akurat w momencie wybuchu walk. Bywało, że z Warszawą stykały się po raz pierwszy dopiero w tych dramatycznych chwilach.

(…)

Czym siostry ze zgromadzeń warszawskich zajmowały się przed wojną? Stwierdzenie: wszystkim, co bliskie i potrzebne człowiekowi, nie byłoby zbytnim uproszczeniem. Siostry zajmowały się edukacją młodzieży, głównie dziewcząt, leczeniem, pielęgniarstwem, opieką nad starszymi, niepełnosprawnymi oraz sierotami. Dożywiały ubogich.

Jak to się więc stało, że rola sióstr w powstaniu warszawskim oraz tak wielkie oddanie w walce o wolność i drugiego człowieka do dziś pozostały niemal nieznane? Pewna biała plama w świadomości społecznej i historycznej ma być może związek z historią powojenną. Ze względów bezpieczeństwa lepiej było nie ujawniać działań patriotycznych i szczegółów walki o niepodległość. Niektóre siostry były po prostu prześladowane przez komunistyczne władze. Dlatego też nie zawsze mówiono o powstańczym bohaterstwie zakonnic. Z biegiem lat, z odchodzeniem kolejnych świadków zanikała również pamięć o bohaterach. Tymczasem siostry koncentrowały się na codziennej ciężkiej pracy i nie mówiły o swoim bohaterstwie czy przeżyciach wojennych. Dzięki temu, że po latach wiele z nich spisało swoje wspomnienia z czasów powstania, mogła powstać ta książka.

W ostatnim dwudziestoleciu przyszedł czas na docenianie bohaterów i bohaterek powstania warszawskiego. Żołnierzy, żołnierek, cywilów. Społeczeństwo zna też działalność i wielkie bohaterstwo kapelanów powstańczych. Do tej pory jedynie siostry zakonne i ich dokonania pozostawały w ukryciu. Względnie traktowano je po prostu jako cywilów, zupełnie nie doceniając ich roli. Wydaje się, że teraz mamy ostatni moment w historii, ostatnią możliwość, by poznać i docenić wielką rolę sióstr zakonnych w powstaniu. Nadszedł czas, by oddać im hołd i sprawiedliwość: gdyby nie poświęcenie, praca i postawa setek anonimowych zakonnic, z pewnością ofiar powstania warszawskiego byłoby dużo więcej.

Książka “Siostry z powstania”, to hołd dla kobiet prostych, a jednocześnie wybitnych. To próba przywrócenia pamięci o nieznanych kobietach, które widziały w każdym człowieku cały świat. I dla tego świata wyruszały na najtrudniejszą walkę – o godność w piekle zawieruchy wojennej. Siostry przywracały wiarę, nadzieję i miłość tam, gdzie na pozór były wyłącznie ból, przemoc i śmierć.

Ta publikacja to jednak opowieść nie tyle o bohaterstwie, ile o człowieczeństwie. O człowieczeństwie w wielu wymiarach. O człowieczeństwie, które w czasie próby wyzwala w jednych pokłady energii, chęci pomocy i wręcz brawurę. W innych zaś, niestety, zanika, powodując, że człowiek niszczeje moralnie. Wybór, którą drogą pójdziemy, zależy od każdego z nas.

Udało się opisać historie aż dwudziestu czterech zgromadzeń, które w czasie powstania warszawskiego przebywały i działały na terenie Warszawy oraz jej okolic. Każda historia zaczyna się w czasie okupacji, następnie szerzej opowiada o czasie powstania, na końcu omawia losy zgromadzeń po wojnie nieodłącznie wiążące się z czasem walk, często będące ich dramatyczną konsekwencją. Bywa, że historie różnych zgromadzeń i bohaterek przeplatają się, uzupełniają, dopowiadają.

(…)

To nie jest obraz do przeczytania i obejrzenia na raz. I nawet nie na dwa razy. To obraz do kontemplacji stopniowej, wrażliwej i angażującej wszelkie zmysły. To obraz na całe życie.

 


Fragmenty wstępu książki “Siostry z powstania” autorstwa Agaty Puścikowskiej


 

W tym numerze:

Pozostały ze swoim miastem do końca. Rozmowa o „Siostrach z powstania”

Dziewczyna z okładki

Życie sióstr podczas powstańczej walki. Spotkanie z autorką książki „Siostry z powstania”

Godzina “W”. Godziny wiary

Reduta sakramentek

“O Jezu, tylko nie ja”

Powstanie Warszawskie. Z kroniki klasztornej sióstr benedyktynek sakramentek

Udział ks. Wyszyńskiego w Powstaniu Warszawskim

Pod cieniem skrzydeł Twoich, osłoń nas Panie

 

Agata Puścikowska

Agata Puścikowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agata Puścikowska
Agata
Puścikowska
zobacz artykuly tego autora >

Ruszali do boju z “Bogurodzicą” na ustach. Rocznica Bitwy pod Grunwaldem

Dziś przypada 610. rocznica bitwy pod Grunwaldem. Ślady tej jednej z największych bitew średniowiecza można znaleźć na Jasnej Górze.

Polub nas na Facebooku!

Według tradycji sztandar króla Władysława Jagiełły zdobił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej, a widniejące do dziś na Cudownym Obrazie srebrno-pozłacane nimby są dziękczynnym wotum króla za tą jedną z największych wiktorii oręża polskiego.

O. Melchior Królik, kustosz częstochowskiej ikony zauważa, że także śpiew Bogurodzicy, który brzmi na początku Apelu Jasnogórskiego – wieczornej modlitwy Polaków, jest na pamiątkę tego ważnego wydarzenia z 15 lipca 1410r. – W Kronice Jana Długosza znajduje się zapis, że polscy rycerze ruszali do boju z hymnem Bogurodzica na ustach. Chyba wszyscy pamiętamy tę scenę z filmu według powieści Sienkiewicza „Krzyżacy”, kiedy to z wielu tysięcy gardeł rozległ się grzmiący śpiew: Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena Maryja – przypomina paulin.

Ślady tej jednej z największych bitew średniowiecza są nie tylko na Jasnej Górze. Także w powierzonym paulinom sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej w Brdowie. Według najdawniejszych przekazów znajdujący się tam obraz Matki Bożej Zwycięskiej powstał na życzenie króla Władysława Jagiełły. Monarcha wziął go ze sobą pod Grunwald i modlił się przed nim tuż przed bitwą.

Ponad dwadzieścia lat po zwycięstwie Władysław Warneńczyk, syn i następca zwycięskiego króla, podarował ten szczególny wizerunek Bogarodzicy ojcom paulinom z Jasnej Góry, przekazując im jednocześnie pod opiekę parafię w Brdowie w diec. włocławskiej. Łaskami słynący obraz Matki Bożej Zwycięskiej z Brdowa powstał prawdopodobnie na przełomie wieków XV i XVI. Dzieło nosi cechy stylu gotyckiego. Średniowieczny artysta namalował go na lipowej desce. Obraz został ukoronowany w 1983 r. na Jasnej Górze przez papieża Jana Pawła II.

15 lipca 1410 r. wojska polsko-litewskie, wspierane przez oddziały ruskie, czeskie i tatarskie, pod wodzą króla Władysława Jagiełły pokonały wojska Zakonu Krzyżackiego. Krzyżacy przyprowadzili 15-20 tysięcy wojska, Jagiełło i Witold dysponowali około 30 tys. rycerzy i wojowników. Przewaga była zdecydowanie po stronie polsko-litewskiej. Armia zakonna stała, w upale na otwartym polu, co wykorzystał Jagiełło opóźniając starcie. Jego siły odpoczywały w lesie.

Zwycięstwo grunwaldzkie uznano w Polsce i na Litwie za przełom w zmaganiach z Zakonem. Już w 1412 roku, dzień 15 lipca uznano za święto państwowe. W kościołach należało odprawiać uroczyste msze. Zachowana do dziś Kronika konfliktu króla polskiego Władysława z Krzyżakami, dotarła do nas właśnie w formie kazania, wygłaszanego podczas owych uroczystych mszy.

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap