Nasze projekty
Aneta Liberacka

Dziewczyna z okładki

Na okładce siostra zakonna z biało czerwoną opaską na ręku, zakurzona, na tle ruin, ale z pięknym błyskiem w oku. Kim jest dziewczyna z okładki książki "Siostry z powstania"?

Reklama

Aniela Puścikowska – harcerka ZHR, lubi malować, szczególnie farbami akrylowymi. Lubi muzykę i kocha łazić po górach. Jak prawie każda nastolatka jest śpiochem, ma wielu znajomych i całą masę pomysłów na życie. 

Dlaczego interesują ją sprawy polskiej historii, sprawy ludzi, bohaterów powstania? Jaka jest i kim jest dziewczyna z okładki książki „Siostry z powstania”? Z Anielą Puścikowską rozmawia Aneta Liberacka.


Reklama

Aneta Liberacka: Od kiedy jesteś harcerką? 

Aniela Puścikowska: Od października 2012 roku, więc za moment będzie 8 lat. Należę do Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Reklama

Dziewczyny w Twoim wieku często skupiają się na makijażu, kosmetykach, fajnych ciuchach, a Ty chciałaś biegać po lesie, przyjąć „niewygodne”, wymagające zasady. Dlaczego jesteś harcerką? Dlaczego chciałaś wstąpić do ZHR, co było dla Ciebie ważne?

Po pierwsze, harcerki też lubią makijaż i kosmetyki i chcą się fajnie ubierać. Ja również. Chociaż nie staram się nadawać temu wielkiego znaczenia. Po prostu chcę dobrze wyglądać. Harcerstwo nie oznacza przecież, że muszę się niemodnie ubierać, czy że nie chcę dbać o siebie. Wręcz przeciwnie: harcerki to nowoczesne, młode kobiety, które wiedzą, czego chcą i do tego dążą. 

A wracając do pytania: doszłam do harcerstwa trochę przypadkowo. Moja koleżanka ze szkoły muzycznej należała już do drużyny, i mnie po prostu wciągnęła. Na początku była to tylko dobra zabawa i niesamowite przygody. Potem cieszyła mnie możliwość zawierania nowych przyjaźni. Z biegiem czasu zaczęłam dorastać i doceniać, że harcerstwo to też nauka odpowiedzialności, organizacji czasu. Nauczyłam się organizowania zajęć i czasu wolnego dla dzieci w każdym wieku i różnego rodzaju dużych imprez i uroczystości. Obecnie jestem w dwóch jednostkach: gromadzie zuchowej, gdzie jestem przyboczną oraz w drużynie wędrowniczej, gdzie zajmuję się kwatermistrzostwem.

Reklama

Co w harcerstwie jest najpiękniejsze?

Nie potrafię wymienić jednej najpiękniejszej rzeczy. Nie da się, gdyż harcerstwo samo w sobie jest piękne. Ale na pewno znajdzie się w tym poznawanie niesamowitych i bardzo życzliwych i pomocnych ludzi, znajomych, mieszkających we wszystkich zakątkach Polski i świata. Pewne wartości, które są nam wszystkim bliskie. Stanowimy środowisko, które się wspiera.

fot. Marcin Jończyk

Twoja mama postanowiła ocalić od zapomnienia historię walecznych sióstr zakonnych, biorących udział w Powstaniu Warszawskim i napisała o nich książkę, a Ty masz w niej swój udział. Jak powstał pomysł, byś została „Siostrą z okładki”?

Zawsze marzyłam, żeby użyczyć swojej twarzy bohaterskiej kobiecie sprzed lat. Ale oczywiście nie sądziłam, że będzie to… zakonnica. Gdy mama napisała książkę, wpadła na pomysł, żebym posłużyła za modelkę. Zgodziłam się, bo siostry zakonne to też były młode, waleczne kobiety. Ta okładka to taki mój hołd dla nich. To były czyjeś córki, koleżanki, przyjaciółki, miały swoje plany i marzenia. Tak jak ja teraz…

Przeczytałaś już książkę mamy? 

Nie przeczytałam, bo to straszna cegła (śmiech). Ale znam niektóre opisane historie, ponieważ pomagałam z tekstami źródłowymi – przepisywałam odręczne notatki sióstr z powstania, co było bardzo ciekawym ale i trudnym doświadczeniem. Często również podglądałam to, co mama w danym momencie pisała. Opowiadała mi wielokrotnie o konkretnych siostrach czy wydarzeniach. Książkę oczywiście mam zamiar przeczytać, tym bardziej że to po prostu kopalnia wiedzy o powstaniu, a z drugiej strony – wiele niesamowitych historii o kobietach, które były niemalże w moim wieku…

Co myślisz sobie czytając takie sceny, jak ta z harcerką Wandą Łokietek-Borzęcką?

Druhna Wanda została cudem uratowana z Rzezi Woli, razem z częścią benedyktynek samarytanek. I siostry, i harcerki, wykazywały się ogromną odwagą. Zresztą nie jest to jedyny przykład, gdy harcerki wspierały siostry, a siostry harcerki. Myślę, że my – współczesne młode kobiety – po prostu możemy podziwiać i dziękować im za ofiarę. Czy byłybyśmy w stanie działać tak jak one? Tego nie wiem… Ale mam taką nadzieję.

Wiele walecznych sióstr to były po prostu młode kobiety, bezimienne zresztą. Bohaterki zapomniane, którym warto chociaż w taki sposób przywrócić pamięć

Czy będąc w harcerstwie czujesz, że oddajesz hołd tym ofiarom? Czy podejmujesz także inne inicjatywy patriotyczne?

Chciałam oddać im hołd w symboliczny sposób – użyczając swojej twarzy siostrze, która jest na okładce. Pomyślałam, że wiele walecznych sióstr to były po prostu młode kobiety, bezimienne zresztą. Bohaterki zapomniane, którym warto chociaż w taki sposób przywrócić pamięć. Natomiast harcerstwo to po prostu sposób na życie i przygoda życia, z której jak przypuszczam – będę czerpać w dorosłości. Oczywiście, jako harcerka włączam się od lat w wiele wydarzeń patriotycznych. Biorę chociażby udział w obchodach 1 sierpnia, ale też służę w Harcerskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym, gdzie jestem ratownikiem. Służba czynna to według mnie rodzaj współczesnego patriotyzmu. Chociaż nie porównywałabym tego z heroizmem sprzed lat…

A co, Twoim zdaniem, można zrobić, żeby zainteresować młodych ludzi historią Polski, historią takich bohaterów jak Siostry opisane przez mamę? 

Najbardziej chyba pociąga przykład. Warto uświadomić sobie, że tamci bohaterzy i bohaterki, to byli tacy sami ludzie, jak my teraz. Mieli przyjaciół, rodziny, spotykali się wspólnie w wolnych chwilach itp. Dziewczyny też ładnie się ubierały i malowały. Ale przyszło im żyć w innych czasach i podjęli wyzwanie. 

Co czułaś taka ucharakteryzowana na siostrę i wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczyłaś okładkę? Wzruszyło Cię to? Bo mnie bardzo…

Pierwszą reakcją był śmiech na widok mnie jako zakonnicy. To naprawdę zabawne odczucie. Z okładką było podobnie, w pierwszym momencie zaczęłam się śmiać. Potem jednak stanęłam nieco „z boku”, starając się patrzeć na okładkę, a nie na… siebie. To jest po prostu piękna okładka, która i mnie porusza. Obecnie patrzę i widzę waleczną kobietę oraz zgliszcza ukochanego miasta. Widzę jakąś dramatyczną, piękną historię, których zresztą w książce co niemiara. Ale już patrzę na okładkę obiektywnie: użyczyłam swojej twarzy, ale na okładce nie znajduję się ja, lecz – nazwana przez mamę – siostra Wiktoria. To zupełnie inna osoba, żyjąca w zupełnie innych czasach i przeżywająca wojnę, powstanie. Gdy spojrzę na Wiktorię właśnie w ten sposób, faktycznie – jestem wzruszona. 

Umiałabyś wymienić trzy sprawy, które powinny być ważne dla Twoich koleżanek i kolegów?

Wolałabym nie udzielać „dobrych rad”, bo i sama ich nie lubię (śmiech). Mogę natomiast podzielić się tym, co dla mnie ważne: staram się być sobą, rozwijać się, patrzeć z nadzieją w przyszłość. A jednocześnie chciałabym mądrze czerpać z naszej historii i życia przodków.


Siostry z powstania
Agata Puścikowska

Agata Puścikowska opisuje nieznane dotąd dramatyczne historie zakonnic, które brały udział w powstaniu warszawskim. Niektóre z sióstr były sanitariuszkami, inne wspierały powstańców, leczyły cywili i żołnierzy, przygarniały tysiące dzieci – sierot wojennych, organizowały modlitwy i duchowo wspierały złamanych ludzi. Do tej pory o zaangażowaniu warszawskich klasztorów niewiele się mówiło, tymczasem skala pomocy niesionej przez zakonnice skrwawionej Warszawie była ogromna i trudno ją przecenić. Książka zawiera portrety bohaterek, ale zarazem kobiet z krwi i kości.

 

KUP KSIĄŻKĘ NA DOBROCI.PL >>>

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite