Nasze projekty
Szymon Hołownia

Kiosk boski czyli autorski przegląd zagranicznej prasy religijnej (21.01.2013)

Do ostatniego pieniążka  Reklama Reklama Sąd w szwajcarskim kantonie Glarus definitywnie zamknął właśnie sprawę morderstwa popełnionego w 1357 roku, które pociągnęło za sobą istotne konsekwencje dla miejscowej wspólnoty katolickiej. W rzeczonym roku niejaki Konrad Mueller brutalnie zakończył CV niejakiego Heinricha Stuckiego, po czym w ramach zadośćuczynienia wyposażył kościół w miejscowości Naefels w lampę, którą – […]

Reklama

Kiosk boski czyli autorski przegląd zagranicznej prasy religijnej (21.01.2013)

Do ostatniego pieniążka

 

Reklama
Reklama

Sąd w szwajcarskim kantonie Glarus definitywnie zamknął właśnie sprawę morderstwa popełnionego w 1357 roku, które pociągnęło za sobą istotne konsekwencje dla miejscowej wspólnoty katolickiej. W rzeczonym roku niejaki Konrad Mueller brutalnie zakończył CV niejakiego Heinricha Stuckiego, po czym w ramach zadośćuczynienia wyposażył kościół w miejscowości Naefels w lampę, którą – wraz z rodziną – zobowiązał się utrzymywać „aż po wieki wieczne”. Początkowo obowiązek wypełniano donacjami oleju, później zamieniono je na oblig wpłacania co roku na konto parafii siedemdziesięciu franków rocznie a zobowiązanie to miało ciążyć na każdorazowym właścicielu ziemi rodziny Muellerów. Z prawnego punktu widzenia zobowiązanie wygasło w 1911 roku wraz z reformą prawa własności ziemi, siedemdziesiąt franków spływało jednak na konto parafii św. Hilarego, aż do ubiegłego roku, gdy kolejny właściciel dawnego majątku Muellerów zbuntował się i został podany przez parafię do sądu. I – o zgrozo – wygrał! Stawiając proboszcza z Naefels w arcytrudnej sytuacji, w której po pierwsze będzie musiał załatać dziurę w budżecie w wysokości około 230 złotych rocznie, po drugie zaś, wytłumaczyć się przed turystami, bo kościelna lampa stała się już miejscową atrakcją, opisywaną nawet w Wikipedii.

 

Na miejscu nowego właściciela modliłbym się o szybki koniec świata, my mu przecież i tak będziemy zapisywać te siedemdziesiąt franków co roku w bilansie, z którego będzie się musiał rozliczyć. Z tego, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie, nie wynika przecież, że nie ma jej być na tamtym.

Reklama
Reklama

Kiosk boski czyli autorski przegląd zagranicznej prasy religijnej (21.01.2013)

Urodą nie grzeszy

 

Reklama

Przeznaczenia nie oszukasz, stało się to, co musiało się stać. Ulubiony ostatnio bohater moich przeglądów – George Clooney Watykanu, świeżo upieczony arcybiskup i papieski – kapelan ks. Georg Gaenswein, wylądował na okładce włoskiej edycji kultowego w kręgach co bardziej inteligentnych stylistów magazynu Vanity Fair („Targowisko Próżności”), z dopiskiem: „Ksiądz Georg – bycie pięknym to nie grzech”. Tę głęboką prawdę, z którą codziennie rano przed lustrem mierzy się pewnie wielu nie tylko prałatów, ale i wiernych świeckich, rozwinął w artykule jeden z najbardziej znanych włoskich watykanistów Andrea Tornielli. Koledzy z tygodnika „The Tablet” donosząc o tym jak zwykle subtelnie drwią przy okazji z „Pięknego Georga”, cytując jego słowa, że całe to zamieszanie wokół jego wyglądu może pomóc przełamać pewne stereotypy dotyczące księży i pointując: „Cóż, każdy musi włączyć się jak tylko może w dzieło Nowej Ewangelizacji”…

Posiedzi. Na dyżurce.

 

A skoro już jesteśmy w Watykanie – były papieski lokaj Paolo Gabriele, skazany za wykradanie tajnych papierów a następnie ułaskawiony przez Benedykta XVI, dostał pracę w należącym do Watykanu szpitalu Dzieciątka Jezus. Kuria zaoferowała mu też pomoc w znalezieniu mieszkania dla całej rodziny (Gabriele ma trójkę dzieci). Były lokaj ma teraz zajmować się niesprecyzowaną pracą urzędniczą, pozostaje mieć nadzieję, że zadbano o to, by nie miał dostępu do wyników badań albo recept.

Jak załatwimy anglikanów

 

Brytyjska prasa kipi od debat na temat planowanej przez rząd reformy prawa dynastycznego, w myśl której dziewczęta będą miały równe prawo do zostania następczyniami tronu co ich bracia. Rząd próbuje zdążyć ze zmianą tak, by „załapała” się nań ewentualna pierwsza córka księcia i księżnej Cambridge.

 

Tatuś Williama, jeden z niewątpliwych rekordzistów, gdy chodzi o długość sprawowania funkcji następcy tronu, zwrócił jednak uwagę na inny aspekt reformy – planowane zezwolenie dziedzicom korony na wstępowanie w małżeńskie związki z katolikami (do tej pory surowo zakazane). Kłopot w tym, że brytyjski monarcha jest jednocześnie zwierzchnikiem Kościoła anglikańskiego. Wyobraźmy więc sobie sytuację, w której następca tronu bierze sobie za żonę katoliczkę, a ta – zgodnie z tym co zaleca prawo Kościoła katolickiego – „dokłada wszelkich starań”, by wychować dziecko (czyli kolejnego króla lub królową Anglii) w wierze katolickiej.

 

Z wyjaśnieniami pospieszył z miejsca sekretarz brytyjskiego towarzystwa prawników kanonicznych, zapewniając, że Kościół katolicki nie będzie upierał się przy obaleniu brytyjskich zwyczajów, a jak będzie trzeba to zgodzi się na kompromis (dziecko będzie anglikaninem, ale poinformowanym o katolickiej doktrynie i prowadzanym do kościoła katolickiego np. w środę, a nie w niedzielę). Mimo tych nieprzekonywujących piruetów, sytuacja, w której na czele Kościoła anglikańskiego stanie katolik wydaje się być na tyle konfesyjnie perwersyjna (choć dla nas, katolików, z pewnością kusząca), że wszyscy zastanawiają się teraz, co zrobić, gdy coś takiego realnie się Wielkiej Brytanii przytrafi. Wymusić abdykację? Stoczyć tajne negocjacje z Watykanem, by jednak zezwolił na anglikanizację potomstwa? Tanya Gould z „The Guardian” ma własne proroctwo: najpierw będzie republika, a następny król Anglii będzie… Żydem.

Kiosk boski czyli autorski przegląd zagranicznej prasy religijnej (21.01.2013)

Krzyżyk bezpieczny dla klienta

 

Kolejny news z moich ukochanych Wysp – Nadia Eweida, koptyjka i pracownica check-inu British Airways zwolniona z pracy za noszenie na szyi krzyżyka, wygrała sprawę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Trybunał oddalił jednocześnie skargi Shirley Chaplin, pielęgniarki, której szpital też zabronił nosić krzyżyka „ze względów higieny i bezpieczeństwa”, terapeuty Gary'ego McFarlane, który odmówił prowadzenia terapii par gejowskich i urzędniczki Lilian Ladele, która zgłosiła pracodawcom, że ma kłopot z rejestrowaniem związków osób tej samej płci. Komentujący wyrok brytyjscy politycy (premier i jego koledzy) stwierdzili, że są zachwyceni rozstrzygnięciem w sprawie pani Eweidy i odrzuceniem żądań pozostałej trójki, bo ci akurat musieli wiedzieć, że skoro pracują za państwowe pieniądze albo świadczą usługi dla ludności, muszą je świadczyć wszystkim, niezależnie od ich poglądów.

 

Warto zerknąć do zdania odrębnego, jakie do rozstrzygnięcia w sprawie Lilian Ladele zgłosili sędziowie z Malty (Vincent de Gaetano) i Czarnogóry (Nebojsa Vucinic), którzy przytomnie zauważyli, że niełamanie sumień jednych obywateli odbyło się tu kosztem łamania sumienia innych obywateli. Stowarzyszenia chrześcijańskich prawników z Wielkiej Brytanii podkreślają, że Trybunał uznał zachowanie wszystkich skarżących za „manifestację przekonań religijnych”, ale tylko w jednym przypadku uznał że brytyjskie prawo źle wyważyło racje między ochroną ich przekonań, a przekonań innych obywateli. Mówią, że to rozstrzygnięcie to, paradoksalnie, krok naprzód, który pozwoli im używać argumentu obrony praw do wolności religijnej, który do tej pory brytyjskie sądy starały się omijać jak umiały, sprowadzając takie spory na pole rozstrzygnięć korporacyjnych, kwestii stylizacji czy bezpieczeństwa.

 

Sprawa Nadii Eweidy (po zwolnieniu której i rabanie, który się przy tej okazji podniósł BA zmieniła swoją politykę w zakresie ubioru pracowników, a pani Eweida wróciła do pracy) pokazuje też, że wszystko jest do załatwienia i dogadania (przecież panią Ladele przy rejestracji tych akurat związków spokojnie mógł ktoś zastąpić), jeśli tylko z rzekomym religijnym dogmatyzmem nie próbuje się walczyć tępym dogmatyzmem, którym czasem męczą otoczenie świeżo powołani apostołowie nazywanego dla niepoznaki świeckością wojującego ateizmu.

Wizja Konstantyna na fresku autorstwa uczniów Rafaela, Sala Konstantyna w Stanzach Watykańskich

Światło z Północy?

 

Szwedzki jezuita Fredrik Heiding w najnowszym wydaniu "The Tablet" przekonuje, że – prawdziwa niespodzianka – Kościół katolicki w Skandynawii rozwija się w zaskakująco prężny i konsekwentny sposób. Gdy wszyscy wokół trąbią o toczącej Europę ateizacji, katolickie wspólnoty w Norwegii, Szwecji, Danii, Finlandii i Islandii notują ostrożny, ale stabilny wzrost powołań (na 300. tys. katolików żyjących ogółem w Skandynawii przypada obecnie 31 seminarzystów, tylu, co dajmy na to w Archidiecezji Wiedeńskiej, gdzie katolików jest cztery razy tyle). Ojciec Heiding pisze o otwartym niedawno w Uppsali pierwszym katolickim uniwersytecie w Skandynawii, opowiada o bliskich, naprawdę braterskich relacjach, jakie mają wierni ze swoimi biskupami i ze sobą nawzajem, pokazuje jak odradza się życie konsekrowane.

 

W tekście pojawia się teza, że na rozwój skandynawskiego Kościoła ma z pewnością wpływ zmęczenie tamtejszych społeczeństw liberalnym totalitaryzmem, ludzie coraz chętniej i częściej szukają dziś tam religijnych czy parareligijnych propozycji, bycie katolikiem nie jest więc już powodem do społecznego obciachu. Inny czynnik, który mógł pomóc naszym braciom z Północy to fakt, że w swoich społeczeństwach zawsze byli mniejszością, nigdy nie ciążyły na nich większościowe obowiązki – konieczność „dealowania” z władzą, czy radzenia sobie ze strukturalnymi przerostami. Komu jeszcze trzeba więcej dowodów na zasadność myśli głoszonej od wieków przez historyków Kościoła: nasza wspólnota jest najbliżej Chrystusa (w Nim samym i w braciach), gdy trzyma się z daleka od państwowych instytucji i nie fiksuje się na pojęciach takich jak "większość", "stan posiadania", "wpływy".

 

Przepraszam, nie mogę się powstrzymać, jeden z moich ulubionych cytatów z ks. Tomasza Halika: „Podobno cesarz Konstantyn w noc przed bitwą na Moście Mulwijskim miał widzenie, w którym zobaczył znak  krzyża i usłyszał zdanie: W tym znaku zwyciężysz!. Kazał więc zamocować krzyż na chorągwiach swoich wojsk, pobił swych wrogów, z wdzięczności zalegalizował Kościół, dotychczas prześladowany, w dodatku nadał mu różne przywileje i w końcu chrześcijaństwo stało się państwową religią cesarstwa rzymskiego. Nie mogę wyzbyć się pytania, jak wyglądałyby dzieje chrześcijaństwa, Europy i świata, gdyby cesarz Konstantyn ową wspaniałą wizję, jaką otrzymał, potraktował w sposób bardziej inteligentny”.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite