video-jav.net

Etykieta “Papieża Tchórza”

Po tym, jak papież Benedykt XVI zrzekł się urzędu, świat obiegło słowo "abdykacja". A razem z nią mnóstwo nieporozumień, historycznych odniesień i fałszywych etykiet. Powstał mit o abdykacji.

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jan XII
Benedykt V
Benedykt IX
Urban VI
Jan XII

Druga abdykacja w historii?

Choć minęło kilka dni, media nie przestają powtarzać błędnej informacji, jakoby Benedykt XVI był “drugim w historii papieżem, który abdykował”. To duże nieporozumienie. Pomińmy kwestię poprawności językowej i prawniczej, według której papieże nie abdykują, lecz zrzekają się urzędu. 

Przynajmniej 11 pontyfikatów, a więc niemal 4%, zakończyło się inaczej, niż śmiercią papieża. Jeden tylko papież, Benedykt IX, abdykował aż 3 razy (!, ostatni raz w 1045), jego poprzednicy Jan XII, Benedykt V byli zdejmowani z urzędu (ale potem nań wracali) niejasne są przyczyny końca pontyfikatu Jana XVIII. To burzliwe sto lat między I a II tysiącleciem chrześcijaństwa, pełne zniesień z urzędu, abdykacji i powrotów na tron papieski, miało ten jeden pozytyw, że doprowadziło do reformy, w wyniku której powołano grono elektorów papieża – kardynałów.

Pierwszy raz historia dokumentuje zrzeczenie się urzędu w 235 roku. Papież Poncjan został skazany na karę przymusowej dożywotniej pracy. W tej sytuacji zrzekł się urzędu i nakazał wspólnocie wybór następcy – dla dobra Kościoła.

Celestyn V

Giulio Cessare Bedeschini       fot. Beatrice

Pius VI

Pompeo Girolamo Batoni

Pius VII

Jacques Louis David

Pius XII
Celestyn V

Giulio Cessare Bedeschini       fot. Beatrice

Papieże nie raz planowali zrzeczenie się urzędu w wypadku uwięzienia: na przykład Pius XII (czasy II wojny światowej) na wypadek gdyby został aresztowany przez nazistów, czy Pius VII (zmarł w 1823).

Warto podać przykład jego poprzednika, Piusa VI, którego pontyfikat przypadł na trudny czas po rewolucji francuskiej. Pius VI również rozważał ustąpienie. Jednak kiedy Rzym, zajęty przez wojska francuskie, został ogłoszony Republiką rzymską, a papież przez tę republikę zniesiony, Pius VI nie złożył rezygnacji, zmarł uwięziony w Walencji. Śmierć papieża odbiła się szerokim echem w Europie.

Okrojonemu Państwu Kościelnemu nie dawano żadnych szans na przetrwanie. “Pius szósty i ostatni” – to hasło miało dowodzić, że po tym papieżu nie będzie już więcej żadnego innego. Opinia publiczna bardzo pomyliła się w swoich przewidywaniach. Kolejny papież, wspomniany już Pius VII stał się wielkim autorytetem duchowym i moralnym.

Kto wie, czy tych “abdykacji” nie było nawet więcej. Z pierwszych wieków, z trudnych czasów prześladowania Kościoła, nie zachowało się wiele informacji na temat papieży. Historycy podejrzewają, że nie tylko Poncjan, Sylweriusz i Marcin I w obliczu uwięzienia zrzekali się urzędu, prosząc o wybór kolejnego papieża.

Pierwsza abdykacja od 700 lat?

Nieprawdą jest też, że to pierwsza abdykacja od 700 lat. Ponad sto lat po Celestynie V, w 1415 roku, urzędu papieża zrzekł się Grzegorz XII. To i tak odległe dla nas czasy, bo Grzegorz XII zrzekł się 5 lat po bitwie pod Grunwaldem.

Ciekawa to historia, choć dość skomplikowana. Dzięki jego abdykacji zakończyła się tzw. schizma zachodnia, podczas której trzy grupy kardynałów wybierało trzech papieży. Nie należy jednak mylić tych wydarzeń z tzw. niewolą w Avignon, zakończoną w 1377 roku.

Z niewolą awiniońską ta historia łączy się jednak kilku punktach. Przede wszystkim, schizma rozpoczęła się w 1378, po śmierci ostatniego papieża awiniońskiego, gdy konklawe znów zwołano do Rzymu. Jednak wybór Urbana VI, wywołał sprzeciw kardynałów francuskich. A przecież sami go wybrali, stanowiąc wciąż większość w kolegium kardynalskim. 

Kardynałowie “awiniońscy” stwierdzili, że do tego wyboru byli zmuszeni przez lud rzymski domagający się wyboru papieża Włocha, a więc wybór uznali za nieważny. Opuścili Rzym, wybrali innego papieża, zaczęła się schizma. Próbą jej zażegnania był sobór w Pizie: nieważny z założenia, bo nie zwołany przez papieża, a przez przedstawicieli obydwu grup kardynałów. Decyzją soboru, Papieże obu obediencji zostali zniesieni z urzędu i wybrano innego papieża. W efekcie, istniały trzy grupy kardynałów i trzech papieży. A obediencja pizańska zwołała do tego sobór, do Konstancji, by zdjąć z urzędu pozostałych papieży.

Schizmę postanowił przerwać papież rzymskiej obediencji (a więc uznany przez Kościół; ci wybrani przez obediencje awiniońską i pizańską to antypapieże), Grzegorz XII. Kiedy przyszedł czas na jego proces, poinformował, że abdykuje, ale podczas soboru przez niego zwołanego. 

Od 1415 aż do 2013 każdy pontyfikat kończył się wraz ze śmiercią papieży. Choć, pamiętajmy, w prawie kanonicznym zawsze istniała możliwość zrzeczenia się urzędu, a dramatyczne sytuacje często nakazywały rozważenie takiego rozwiązania.

Etykieta

Papież Celestyn V oddaje tiarę

W ślady Celestyna?

Skąd ten mit jednej abdykacji? Skąd to przekonanie o Celestynie V jako jedynym, jak dotąd, abdykującym papieżu? Wydaje mi się, że błąd ten powstał w głowach włoskich dziennikarzy, bo chyba każdy Włoch zna z Boskiej Komedii Dantego postać Celestyna V, papieża, który abdykował. 

Ukazanie Benedykta XVI jako naśladowcę Celestyna V to jednak coś więcej niż błąd w statystyce historycznej, nawet jeśli mowa o tzw. rezygnacji “dobrowolnej”. Sprowadziło na papieża Benedykta druzgocącą ocenę, którą wystawił Dante Alighieri.

Ale po kolei.

Konklawe w 1294 roku jeszcze nie przypominało współczesnych wyborów papieża. Trwało dwa lata i trzy miesiące i było jak dotąd najdłuższym konklawe (co prawda, o pół roku dłużej trwały wybory papieża w Witerbo w latach 1268-1271, ale wtedy nie było jeszcze czegoś takiego jak “konklawe”).

Kardynałowie zbierali się raz to w Rzymie, raz to w Perugi, byli podzieleni na dwa obozy, bez nadziei na porozumienie. Stworzył się “deadlock” – żaden z kandydatów nie mógł zdobyć 2/3 głosów. Trzeba było skorzystać z tzw. trzeciej drogi, szukać kandydata kompromisowego, na którego zgodzą się wszyscy.

Wybór padł na osobę spoza kolegium kardynalskiego, na eremitę żyjącego w pustelni w Abrucji, Pietro del Morrone. To był dobry, chwalony wybór. Del Morrone był przecież znany w całej Europie, nazywano go świętym. Jednak nie miał żadnego doświadczenia w rządzeniu, a tym bardziej nie znał mechanizmów rządzących kurią rzymską. Ale zgodził się na wybór. 

Nie rządził długo, od sierpnia do grudnia 1294. Być może Opatrzność chciała go tylko po to, by przywrócił przepisy regulujące konklawe, zniesione przez poprzednika (chodzi głównie o klauzurę i zakaz opuszczania miejsca przed wyborem papieża). I rzeczywiście, po tej interwencji, nie mieliśmy już w historii tak długich konklawe.

Etykieta

Grób papieża Celestyna V w bazylice Santa Maria di Collemaggio w L’Aquili

Celestyn dodał też pewne uszczegółowienie: konklawe odbywa się według zasad ustalonych na soborze w Lyonie nie tylko w wypadku śmierci papieża, ale i jego rezygnacji.

Zrzekł się urzędu w grudniu, na początku adwentu. Jak pisze Ambrogio Piazzoni, swoim dawnym zwyczajem czas przygotowania do Bożego Narodzenia chciał spędzić na modlitwie, w odosobnieniu, przekazując administrację Kościołem trzem kardynałom. To spotkało się z niezadowoleniem w kręgach kurialnych. Celestyn V nie rozumiał, dlaczego będąc papieżem nie może oddać się modlitwie. Stwierdził, że nie jest w stanie pełnić tej funkcji, że jest powołany do pustelni. Po zbadaniu sprawy pod kątem prawnym, ogłosił, że zrzeka się urzędu.

“Najsłynniejsza abdykacja” doczekała się skrajnej oceny. Kościół katolicki wyniósł Celestyna V na ołtarze. Z kolei inny wielki, Petrarka, ocenił decyzję Celestyna V jako akt wielkiej wolności.

Jednakże Dante Alighieri skazał go na potępienie, umieszczając w Boskiej komedii w piekle, jako papieża – tchórza.

Jednak to nie ocena Petrarki, nie ocena Kościoła, a epizod z Boskiej komedii zwyciężył w masowej wyobraźni. Dopiero teraz możemy dostrzec, jak szkodliwe dla Benedykta XVI było zestawienie z Celestynem V, jak wielce naganna dla oceny okazała się fraza “drugi po Celestynie V papież, który abdykował”. Tak powstała etykieta kontynuatora “papieża-tchórza”.

Gadać Dantem nie zamierzam.

Źle, że dziennikarze powtarzają “mit o abdykacji”. Wbrew pozorom, nie jest to tylko sprawa “nieścisłości historycznej”, która pewnie burzy historyków Kościoła, ale kompletnie nie obchodzi innych. Jak pokazuje zestawienie Celestyna V z Benedyktem XVI, “nieścisłość” przekształca się w krzywdzącą ocenę.

I to jest po ludzku przykre. Właśnie teraz odtwarza się mit, nieprawdziwy mit papieża-tchórza, który “nie podołał sytuacji”. Zaczął Dante etykietując Celestyna V, kontynuują mass media, kopiując tę etykietę na Benedykta XVI. A w obronie papy-Ratzingera stanął Petrarka, cytowany w ustach tych wszystkich, którzy mówią o wielkiej wolności papieża z Niemiec.

Ja gadać Dantem nie zamierzam. O czym w następnym tekście.

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Bene detto in polacco

Benedykt XVI to osoba niezwykle ciepła i serdeczna. Największe jednak wrażenie robi jego skromność.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Papieżem miałam możność rozmawiać zaledwie dwa razy, ale od początku zdobył me serce swoją prostotą i zupełnie nieprzystającą do „pancernego kardynała” nieśmiałością. Pamiętam, jak odwiedził siedzibę Radia Watykańskiego z okazji 75-lecia papieskiej rozgłośni. Miała to być kurtuazyjna wizyta w „jego radiu”, bo to w końcu Radio Papieża. Odwiedził wtedy wszystkie redakcje i spotkał się z wszystkimi pracownikami. Mnie po tym spotkaniu zapadły w sercu dwa momenty. Jeszcze dzisiaj mam przed oczami jak naturalnie usiadł przed mikrofonem i włączył się w trwającą właśnie audycję na żywo.

Wiadomo, że Papież wiedział o co będzie pytany, jednak nie przyniósł ze sobą żadnych kartek, by ważyć każde idące w eter słowo, jakby nie było Papieża, odpowiadał spontanicznie, z dyskretnym uśmiechem na twarzy i tym ciepłem, które powoli rozbroiło nerwy zestresowanych takim gościem dziennikarzy.

Bene detto in polacco

Sekcja polska Radia Watykańskiego była ostatnią z redakcji do których miał zajść. Wiele nagłowiliśmy się co TAKIEMU gościowi możemy dać w prezencie. Koledzy wymyślili obrazy, płyty z muzyką. Redakcja etiopsko-erytrejska podarowała Papieżowi piękną, białą, ręcznie haftowaną stułę. Redakcja indyjska przywitała go na sposób właściwy swej kulturze. Ozdobiony został girlandą kwiatów z drzewa sandałowego. A my, daliśmy mu płytę o symbolicznym tytule „Bene detto in polacco”, to gra słów, którą można przetłumaczyć zarówno „Benedykt po polsku", oraz jako „dobrze po polsku powiedziane".

Wówczas nie minął jeszcze rok od wyboru Papieża na Stolicę Piotrową, a od samego początku starał się kierować po polsku kilka słów do rodaków Jana Pawła II. I tak jest po dziś dzień. Nie musiał tego robić. Nie musiał narażać się na złośliwe komentarze jakie słychać było gdy kaleczył polską mowę mówiąc chociażby: „Z serka wam błogosławię” (zamiast „z serca”). Myślę, że jest to piękny gest w naszą stronę, który osobiście bardzo cenię. Chciałabym żeby jego następca też się na niego zdobył.

Pamiętam wzruszenie Benedykta XVI gdy ówczesny szef sekcji polskiej ks. Józef Polak SJ dziękował mu za wysiłek wkładany w pozdrowienia regularnie wypowiadane po polsku. Na te słowa Papież natychmiast się odwrócił w stronę swego ówczesnego sekretarza abp Mieczysława Mokrzyckiego i z uśmiechem odpowiedział: „Staram się to robić. Mam dobrego nauczyciela!”. Nie przesadzę jak powiem, że swym prezentem podbiliśmy serce Papieża.

I właśnie w tym momencie wydarzyła się dla mnie zawodowo najważniejsza chwila tego pontyfikatu. Wyciągnęłam trzymany w ukryciu mikrofon i zapytałam, czy przed mającą się odbyć za dwa miesiące podróżą do Polski zgodzi się odpowiedzieć na kilka pytań. Entuzjastyczne „Si!!!” Papieża zbiło z tropu nawet gwardzistę, który próbował zapobiec temu nieprzewidzianemu przez protokół wywiadowi chcąc mi wytrącić mikrofon z ręki.

Bardziej niż słowa zapamiętałam emocje. Papież mówił spokojnym głosem patrząc mi prostu w oczy. Dopiero potem zobaczyłam na nagraniu jak mi się trzęsła ręka z mikrofonem…

Benedykt XVI powiedział wówczas m.in., że „Jan Paweł II w trudnych czasach ukazał moc wiary, która była przykładem dla całej Europy i dla nas wszystkich”. Widać było, że autentycznie się cieszy, że odwiedzi Ojczyznę swego poprzednika.

Bene detto in polacco

Drugie spotkanie pamiętam właśnie w kluczu płynącej z serca Benedykta XVI radości.

Był 2 maja 2011 r. Na placu św. Piotra dopiero co zakończyła się Msza dziękczynna za beatyfikację Jana Pawła II. Wraz z grupą dziennikarzy czekałam tuż obok papieskiej biblioteki na pojawienie się Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, który miał spotkać się z Papieżem. Wszystko  opóźniało się, ponieważ Eucharystia trwała dłużej niż planowano. W końcu polska delegacja dotarła. Zostaliśmy wpuszczeni dosłownie na kilka minut, by zobaczyć początek spotkania. Potem rozmowa trwała już za zamkniętymi drzwiami. Wróciliśmy do biblioteki na moment wymiany prezentów. Kiedy Papież pożegnał delegację, pozwolono nam do niego podejść. Ustawiłam się jako ostatnia, by nikt mnie już nie poganiał. Co w takiej chwili powiedzieć? Zastanawiałam się…  Podziękowałam, że przyśpieszył proces beatyfikacyjny i dokonał beatyfikacji Jana Pawła II. Wówczas Benedykt XVI spojrzał na mnie i wyraźnie wzruszony wyznał: „Ja się też ogromnie cieszę, że mogłem Go ogłosić błogosławionym!”.

Prostota, szczerość, ciepło – w tych kategoriach patrzę na Benedykta XVI. Teraz dodam do nich jeszcze ogromną odwagę i wewnętrzną wolność wypływającą z wiary.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >