Nie rozumiem

Nie przepadam za kardynałem Sodano, ale tym razem zgadzam się z nim w całej rozciągłości – wiadomość o abdykacji papieża to grom z jasnego nieba.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >
Nie rozumiem

Fot. Fabio Pozzebom/ABr

Z jednej strony trudno po ludzku nie zrozumieć człowieka, który sam najlepiej wie jakim ciężarem jest dla niego starość i ma już być może świadomość, że po prostu nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za Kościół. Z drugiej – bycie Papieżem to nie funkcja, to powołanie, wybranie którego sensem nie jest tylko to, co się robi, ale przede wszystkim to kim (i jak) się jest. Pokazał to dobitnie w ostatnich miesiącach swojego pontyfikatu Jan Paweł II. Benedykt XVI, który patrząc na agonię poprzednika powtarzał, że Papież zrezygnować nie może, zdecydował się być drugim w historii Kościoła papieżem, który z tego wybrania rezygnuje.

Musi mieć mocne powody. Być może wie o swoim stanie coś, czego my nie wiemy (i wiedzieć nie musimy). Wyobrażam sobie, że musi być z nim naprawdę źle. To nie może być po prostu zmęczenie i kusząca wizja papieskiej emerytury, pisania książek w jakimś spokojnym klasztorze, z dala od szumu watykańskich korytarzy.

Benedykt XVI wie, że papieże na emeryturę nie chodzą. Wiedział to, gdy – niewiele przecież młodszy i zdający sobie sprawę z tego, czym jest starość – wybór na papieża przyjmował.

Funduje dziś Kościołowi straszny galimatias. Dokładnie dziś zacznie się w mediach gorszący spektakl snucia podejrzeń, budowania spiskowych teorii, wyjaśniania, że to na pewno przez dochodzącą do głosu frakcję liberalną, albo przeciwnie – ultrabetonów.

Zacznie się próbne obsadzanie papieskiego tronu, kardynałowie będą wystawieni na tysiąc razy silniejsze pokusy latania ze swoimi przemyśleniami do gazet, niż wtedy gdy po śmierci papieża mogąc tłumaczyć się niestosownością naruszania żałoby, zwykle milczą.

Ocalając obraz, który chciałbym mieć przed oczami – papiestwo było dotąd dla mnie ostatnim „zajęciem“ na ziemi, które nie było po prostu kolejnym kadencyjnym zajęciem, czymś co można przyjąć, a później podać się do dymisji. To nie znaczy, że Duch Święty nie będzie obecny na następnym konklawe, znaczy to jednak, że następny papież będzie przez swoich przeciwników non stop nakłaniany do dymisji.

Nie rozumiem

Na papieską nieusuwalność można było psioczyć, ale zapewniała ona Kościołowi jakiś constans. Teraz papieskie nauczanie będzie poglądem, jednym z wielu. Wygłaszanym przez kogoś, kogo – gdy się nie sprawdzi – zawsze może zastąpić ktoś inny. Młodszy, silniejszy, bardziej zorientowany etc.

Jeszcze nie sprawdziłem, jakie Watykan ma na taką okoliczność procedury. Jak wyglądać ma życie papieża – seniora. Jaką ma mieć pozycję w Kościele: nad kardynałami? Jako jeden z nich? Co będzie, gdy przeżyje swojego następcę? Włączy się w jego wybór, pozostanie z boku? Będzie udzielał wywiadów? Będzie milczał?

Kościół nie wie, co robić z papieżami – emerytami, święty Piotr też na emeryturę się nie zdecydował. Od nikogo nie można wymagać męczeństwa, to jasne. Pytanie, czy od papieża na pewno mamy wymagać supersprawności?

Benedyktowi XVI Kościół zawdzięcza bardzo wiele i z pewnością w najbliższych dniach będzie milion okazji, żeby o tym mówić.To strasznie przykre, że przejdzie do historii jako papież, który – jak będą teraz mówić – uciekł z Watykanu, a nie twórca genialnych encyklik. Dokonał jednak wyboru, nam nie pozostaje nic innego niż modlić się dla niego o zdrowie. Wierzę, że odchodzi właśnie dlatego, że mu go w stopniu naprawdę skrajnym zabrakło, a nie dlatego, że zmęczyło go to, do czego powołał go Pan.

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Małżeństwo czy cola light

A więc znów: rewolucja! Bunt mas pracujących od portów Wybrzeża po huty i walcownie Śląska! Obudzono wszystkie werble, odkurzono sztandary. Koledzy grzmią, że tu już nawet nie chodzi o tych, co żyją w związkach partnerskich i potrzebowaliby jakichś ułatwień, tu chodzi o wizerunek Polski, o kierunek w jakim zdąża, a zdąża ku mrocznej przepaści.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Majowie machnęli się w obliczeniach, koniec świata nastąpił w Polsce 25 stycznia 2013 roku.

Pamiętnego piątku Sejm nie skierował do dalszych prac projektów ustaw o związkach partnerskich. Niezapomnianych wrażeń dostarcza mi od kilku dni choćby "Gazeta Wyborcza", która poświęca sprawie – ma się wrażenie – czasem i połowę objętości, a wszystko utrzymane jest w tonie:

"cała ludzkość niech broni naszej umiłowanej planety, w którą zaraz uderzy zakażona złą bakterią planetoida Gowin".

Obudzono naprawdę wszystkie werble, odkurzono sztandary. Koledzy grzmią, że tu już nawet nie chodzi o tych, co żyją w związkach partnerskich i potrzebowaliby jakichś ułatwień, tu chodzi o wizerunek Polski, o kierunek w jakim zdąża, a zdąża ku mrocznej przepaści.

Marek Beylin pisze, że konserwatywni posłowie PO nie mają przekonań, a uprzedzenia, że ich Polska to "stęchły grajdół", porządek z tą ciemną hołotą zrobi jednak wielki gniew społeczny rozlewający się teraz po kraju. A więc znów: rewolucja! Bunt mas pracujących od portów Wybrzeża po huty i walcownie Śląska!

Posłanka Kluzik – Rostkowska ma refleksję freudowską z natury. Jej zdaniem konserwatywni posłowie nie lubią ustawy o związkach, bo lękają się seksualności (to by było pyszne, dowiedzieć się, jak udało się pani poseł to zaobserwować). Na wszelki więc wypadek głosują przeciwko wszystkiemu, co mogłoby ich zmusić do zajęcia się tą sferą.

Profesor Sadurski dowodzi w eseju godnym Badaczy Pisma, że polska konstytucja owszem, mówi o małżeństwie jako o związku mężczyzny i kobiety, ale rodzinę umieszcza już – uwaga – po przecinku, więc małżeństwa gejowskiego być nie może, ale rodzina już chyba tak. Czego należało dowieść. Etc. Itd. Itp.

Małżeństwo czy cola light

Orędownicy ustawy o związkach jeszcze miesiąc temu zarzekali się, że chodzi im tylko o to, by ludzie mieli w życiu łatwiej, gdy jednak poseł Gowin swoją woltą przycisnął ich do ściany, wyśpiewali całą prawdę.

Przedtem zapewniano, że z całą pewnością nie chodzi o to by otwierać drogę do legalizacji w Polsce tzw. małżeństw homoseksualnych, dziś otwarcie mówi się o tym, że postulowane ułatwienia notarialne czy spadkowe dla par innych niż małżeńskie to tylko wehikuł, który ma nas dowieźć do miejsca, w którym państwo będzie certyfikowało jako rodzinę dowolnie skonstruowany związek, "bo takie są realia", "bo państwo nie może wartościować sposobów w jaki ludzie decydują się ze sobą żyć". Zwolennicy tych ustaw wciskali nam piękny kit: tylko ten jeden krok i basta, dziś – "rozhamowani" porażką, przyznają, że byłyby kroki następne, bo skoro powiedziało się "a" trzeba powiedzieć też "b", to nieuchronne prawo postępu, wy zakute katolickie pały.

A ja na przykład też żyję w tym kraju i uważam za dziecinnie głupią "postępową" logikę, w myśl której, wszystko co jest nowe, jest z automatu dobre. A brak zgody na burzenie fundamentów świata nie oznacza wcale, że nie mam szacunku dla ludzkiej wolności.

Każdy obywatel tego kraju bez względu na płeć i orientację powinien mieć prawo do upoważnienia kogokolwiek chce do uzyskiwania informacji o jego stanie zdrowia, do podejmowania decyzji w jego zastępstwie, do dziedziczenia jego dóbr (bez tzw. zachowku), do urządzenia mu pogrzebu etc. etc. (jedynym wyjątkiem powinny być tu ulgi podatkowe, bo te państwo funduje rodzinom w nadziei, że dostarczą mu nowych płatników ZUS :).

Jeśli w prawie, albo w praktyce (np. lekarskiej) jest coś, co to uniemożliwia lub utrudnia (a podobno takich przeszkód nie brakuje) – trzeba to zmienić. Wciąż jednak nie rozumiem, dlaczego ktoś chce mnie ciągnąć za fraki z poziomu "szanujmy nawzajem swoją wolność", na poziom na którym frakcja oświeconych będzie mi gwałtem wbijać do głowy swoje definicje (dziś – rodziny, jutro może – wolności, miłości czy życia).

Małżeństwo czy cola light

Swoją drogą – dla oczu konserwatysty to uczta: patrzeć jak związki nieformalne bohatersko walczą o to, by jednak stać się formalnymi. Mówili: a po co nam te papierki, dziś papierki są dla nich niczym niepodległość. Ja też jestem za tym, żeby ich życie było lżejsze. Należy usprawnić procedury notarialne, znowelizować kilka ustaw. Tylko, że to już nie wystarczy. Jest wojna.

Dla sekty postępowców konkubenci to tylko strategiczny etap, oczy już mają wpatrzone w inny cel, z nimi sobie nie pogadam, bo oczym tu gadać z rozpędzonym walcem. Pozostali zapętlili się w myśleniu: "chcemy być traktowani jak małżeństwo, choć nie chcemy nim być".

Do nich apel: bracie i siostro, a gdzie konsekwencja? Zdecydowałeś się na związek nieformalny? Super. Chcesz być czyimś mężem/żoną? Bierz ślub. Bądź wierny swoim decyzjom i przekonaniom, jakiekolwiek są.

Nie lubisz coli – to jej nie pij. Lubisz – pij do woli. Ale nie daj sobie wciskać, że rozwiązaniem jest stworzenie wyrobu colopodobnego z rozgrzeszającą etykietką "light".

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >