Skąd się wziął rak?

Czasem myślę, że chorzy są takim znakiem, który Pan Bóg nam daje. Oni nam pokazują inny wymiar życia i uczą dziękować.

ks. Maciej Makuła SDB
ks. Maciej
Makuła SDB
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Z ks. Maciejem Makułą, salezjaninem, byłym kapelanem szpitalnym, dyrektorem Redakcji Programów Katolickich TVP rozmawia Judyta Syrek.

 

Pracował Ksiądz jako kapelan szpitalny wśród osób chorych na białaczkę. Czy kiedy widzi Ksiądz ludzi terminalnie chorych, pyta czasem Boga, po co takie cierpienie?

Dopóki nie zacząłem spotykać regularnie ludzi chorych na raka, to automatycznie pojawiała się we mnie reakcja i pytanie: po co to cierpienie? Ale kiedy zacząłem pracować w szpitalu z chorymi na białaczkę, jeździć po krajach misyjnych, gdzie spotykałem chorych na aids, zaczął się we mnie rodzić przede wszystkim ogromny szacunek do tych ludzi, ciekawość i chęć poznania ich.

 

Ciekawość? Czego?

Tego, jakim ten chory jest człowiekiem, co mu w duszy gra. Nie znam go jeszcze, ale wiem, że jest człowiekiem wartościowym i czuję do niego ogromny szacunek. Nie wiem dlaczego właśnie tak reaguję.

 

Ale ludzi można poznawać w różnych sytuacjach. Niech Ksiądz wyjaśni tę ciekawość. Chce Ksiądz poznać, porozmawiać z chorym, być bliżej niego?

Tak. Ale przede wszystkim jest we mnie chęć poznawania. Spotykając człowieka chorego, z pełnym szacunkiem do niego, zadaję sobie pytanie w myślach: „Jaki jesteś, drogi człowieku? Chciałbym Ciebie poznać”.

 

I kiedy Ksiądz poznaje już tych ludzi, to czego się dowiaduje?

Tego jak przeżywają swoje cierpienie i chorobę. Tego jak niewiele wiem o cierpieniu. Ale też poznaję, jakie mają zdolności, co robią w życiu, jakie mają pasje. To czysta ciekawość spotkania z drugim człowiekiem.

 

Silhouette of a doctor walking in a hurry in the hospital corrid

 

Coś wtedy Ksiądz głębszego odkrywa w człowieczeństwie tego chorego?

Człowieka. Po prostu. Jeżeli się kogoś nie zna, to widać tego człowieka „przez mgłę”. Snujemy domysły: co go cieszy, co go złości, dlaczego płacze, czemu milczy. Ale kiedy pozwoli mi zajrzeć do swojego serca przez tę furtkę, którą jest choroba, cierpienie, to następuje porozumienie i głębsze odkrycie człowieka. Ja również daję się poznawać.

 

Co chorzy mówią Księdzu o swoim cierpieniu?

Reakcje są bardzo różne. Od złości wobec cierpienia, krzyku na Pana Boga, na cały świat, zaprzeczania, że nie jest się tak bardzo chorym, przez akceptację, aż po rezygnację i depresję. Zdarzyło mi się spotkać ludzi, którzy akceptowali chorobę, jakby to była naturalna część życia. Zastanawiam się, jak ja bym się zachował i jak przeżywał na własnej skórze taką sytuację, szczególnie wiadomość, że niebawem umrę. Wydaje mi się, że nie jesteśmy jednak w stanie do końca zaakceptować tego, że umrzemy przedwcześnie. Zwykle bunt pozostaje.

Gdy pracowałem jako kapelan w szpitalu, przygotowywałem film na studia dziennikarskie. To był reportaż o chorych na białaczkę. Jedna z bohaterek miała na imię Kasia. Była świeżo po studiach. Piękna dziewczyna. Wiedziała, że umrze. Zgodziła się na nagranie. I zadałem jej pytanie: „Dlaczego ty?”. Ze łzami w oczach mówiła, że nie rozumie, nie wie dlaczego Pan Bóg ją wybrał. Pytała: „Dlaczego ja, a nie na przykład tamten Kowalski”.

 

To pytanie chyba każdy chory sobie zadaje…

Gdybym był terminalnie chory, na pewno też by je sobie zadał.

 

Jak się potoczyła historia tej dziewczyny?

Nie zdążyła zobaczyć filmu. Zmarła tego dnia, w którym umówiłem się z nią na oglądanie materiału. Byliśmy umówieni na 13. Odeszła o 10 rano.

 

Robił Ksiądz reportaż z siatkarką Agatą Mróz. Kiedy ogląda się jej wypowiedzi, wydaje się, że ona była bardzo pokorna w swojej chorobie. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie jedno zdanie, w którym mówi, że taki los jest jej pisany. Jest też w tych nagraniach optymizm, który zadziwia.

Tak, jest optymizm i chęć do życia, ogromne „parcie” na życie. Ona chciała żyć. Nie dopuszczała do siebie myśli, że umrze. Przychodziłem do niej z sakramentami świętymi i dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie była już w mocno zaawansowanej ciąży. Agata miała straszne bóle. Wiła się z tego bólu na łóżku. Nie chciała przyjąć silnych leków przeciwbólowych, bała się, że uszkodzi płód. Odmawiała. Chroniła dziecko.

 

Wife holds the hand of the deceased spouse in the hospital

 

Co Ksiądz myślał, patrząc na to cierpienie?

Patrzyłem na Agatę z ogromnym szacunkiem, widziałem w niej szlachetność. Dziękowałem Bogu za swoje życie, za to, że jestem zdrowy. Myślałem o tym, że muszę dobrze wykorzystać to, co od Boga otrzymuję. Drobne problemy przy takim cierpieniu to pyłki. Przez rok w Instytucie Hematologii spotkałem wielu chorych na białaczkę. I ten rok bardzo mocno mnie wewnętrznie zmienił, dosłownie przekręcił moje emocje. To był najważniejszy rok w moim dojrzewaniu emocjonalnym. Jako młody ksiądz czasami myślałem, że wszystko wiem najlepiej. Kiedy przyszedłem do szpitala, usłyszałem: „Idź teraz, porozmawiaj z tą osiemnastolatką, która ma ostrą białaczkę i wie, że umrze”…

 

Od czego Ksiądz zaczynał rozmowę?

Od początku. Od prostych spraw. Żartów. A kończyłem na rozmowach duchowych, sakramentach świętych. W pracy kapelana bardzo zależało mi na relacji międzyludzkiej. Pamiętam młodą mamę z trójką dzieci, która miała białaczkę. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Zobaczyłem na półce zdjęcia rodzinne – cudowne maluchy! Zaczęliśmy rozmawiać o dzieciach. Mama umarła.

Każda śmierć zostawia rysę na sercu. Praca kapelana wśród chorych na białaczkę to szkoła uczuć. Raz ktoś przyszedł powiedzieć, że dziecko umiera. „Niech Ksiądz coś zrobi”. Chłopak leżał na intensywnej terapii. Lekarze powiedzieli, że nic się nie da zrobić. Że nie można podtrzymywać życia lekarstwami, aparaturą, bo to zwiększy cierpienie. Tutaj pojawiły się dylematy moralne, wtedy dla mnie obce. Miałem znajomego księdza, który obronił doktorat z teologii moralnej. Zadałem mu wprost pytanie:  czy przedłużanie życia człowiekowi za wszelką cenę jest etyczne? Odpowiadał, że nie. Trzeba pomóc godnie odejść temu człowiekowi. Innym razem przyszli rodzice i prosili, żebym wpłynął na lekarzy, aby zmienili leki. To trudne tematy, bo każda rodzina ma inną sytuację. Nie ma definicji ogólnej. Ale są ogólne zasady: szacunek i miłość do drugiego człowieka. Takich sytuacji były setki.

 

Obserwował Ksiądz w szpitalu spotkania rodzin z chorymi, różne zachowania. Co tak po ludzku, poza śmiercią jest najtrudniejsze?

Rozmowa rodziny z osobą chorą czasami jest trudna. Bywa, że chory chce rozmawiać, a osoby bliskie nie potrafią. Ja to rozumiem, bo to nie jest łatwe. Trzeba się tego uczyć. Zdarza się, że osoby bliskie są zblokowane myśleniem o śmierci. Mnie jako Księdzu czasem łatwiej jest rozmawiać niż matce, która czuwa przy umierającym nastoletnim dziecku. To naturalna blokada.

 

Odchodzenie to przestrzeń, którą się przeżywa z taką relacją i historią rodzinną, jaka jest.

Tak. Oczywiście. Czasem relacje pomiędzy chorym a rodziną bywają trudne. Ale widziałem też w chorobie pacjentów momenty, w których następowało pęknięcie w trudnej relacji i te rozmowy stawały się piękne. Następowało przygotowanie do śmierci. Zawiązywały się mocne więzi. Zdrowi mieli przyspieszony kurs dojrzewania emocjonalnego przy swoim chorym. Ale każdy ma inną psychikę, niektórzy reagują wręcz lękowo i ja to usprawiedliwiam.

 

Close up hand of elderly patient with intravenous catheter for injection plug in hand during lying in hospital ward room

 

A kiedy Księdza ktoś pyta, dlaczego Pan Bóg na to pozwala, ma Ksiądz odpowiedź?

Nie mam. Przed tym wywiadem, kilka dni temu, jak przeczytałem pytanie: Dlaczego Pan Bóg stworzył raka, pomyślałem, że to dobre pytanie, ale nie znam odpowiedzi. Modląc się przed Najświętszym Sakramentem, powtarzałem to pytanie Bogu. I nie otrzymałem jasnej odpowiedzi.

Kiedy się modliłem to przyszły myśli o tym, że cierpienie jest częścią życia. Trudno jest kochać bez cierpienia, trudno poświęcić się dla drugiego człowieka bez cierpienia. Osobiście myślę, że przeżywanie cierpienia to szkoła dojrzewania emocjonalnego i duchowego. Jestem Panu Bogu wdzięczny za każde cierpienie, które przeżywam. Choć to nie jest łatwe. I nie od razu klękam i dziękuję. Ale jestem pewien, że Pan Bóg właśnie z miłości do człowieka nie stworzył raka.

 

Zgodzi się Ksiądz z powiedzeniem, że cierpienie sprawia, że życie jest większą wartością dla nas?

Życie zawsze jest ogromną wartością, ale w chwili cierpienia zaczynam mu się wyraźniej przyglądać. Kiedy widzę chorych w Polsce czy chore dzieci w Afryce, zaczynam doceniać wartość swojego życia. Szanuję wtedy bardziej własne zdrowie i zdrowie innych. Czy cierpienie uszlachetnia? Trudne pytanie. Osobiście doświadczyłem, że uszlachetnia. Czasem myślę, że chorzy są takim znakiem, który Pan Bóg mi daje. Oni mi pokazują inny wymiar i uczą dziękować.

 

Kiedy się patrzy na chorych, można powiedzieć, że są bohaterami.

Tak, czasem są cichymi bohaterami. Nieraz zadaję sobie pytanie, jak zareagowałbym w sytuacji, gdybym to ja był chory na białaczkę. Nie wiem jak bym się zachował. Może bym nawet odwrócił się od Pana Boga? Trudno przewidzieć. A może byłbym bliżej Pana Boga, jeszcze bliżej ludzi. Ale to jest gdybanie, czysta teoria człowieka zdrowego.

 

Więcej jest tych, którzy się zbliżają do Pana Boga? Czy tych, którzy się buntują?

Moim zdaniem tych pierwszych. Ktoś powie: no tak, jak trwoga to do Boga. Ale każdemu zdrowemu można zadać następujące pytanie: A Ty, zdrowy człowieku, co byś zrobił w sytuacji choroby? Na razie jesteś zdrowym teoretykiem. Mówię również o sobie. Co w tym złego, że ktoś zwraca się do Boga, nawet jeżeli wcześniej przez wiele lat nie był u spowiedzi? Czy Pan Bóg nie cieszy się, że ten człowiek chce być bliżej Niego? Taka ucieczka do Boga jest normalna, wręcz dobra. Nie dziwię się temu.

 

ks. Maciej Makuła SDB

ks. Maciej Makuła SDB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
ks. Maciej Makuła SDB
ks. Maciej
Makuła SDB
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

W solidarności ze współczesnymi niewolnikami

W nocy z czwartku (3.02) na piątek (4.02) w warszawskiej Bazylice Św. Krzyża odbędzie ogólnopolskie czuwanie w intencji ofiar handlu ludźmi. O pomocy poszkodowanym przez ten proceder Patrycji Michońskiej – Dynek opowiada siostra Joanna, Misjonarka Maryi, odpowiedzialna za sieć Bakhita.

Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Patrycja Michońska-Dynek: Czym zajmuje się sieć Bakhita, imieniem związana z XIX-wieczną świętą, niewolnicą?

S. Joanna, Misjonarka Maryi: Pełna nazwa brzmi – Sieć Bakhita do Spraw Przeciwdziałania i Pomocy Ofiarom Współczesnych Form Niewolnictwa. Jest to międzyzakonna sieć współpracy, wsparcia stworzona w celu zapobiegania i zwalczania handlu ludźmi oraz pomocy ofiarom czyli ludziom pokrzywdzonym.

 

W XXI wieku jeszcze mówimy o niewolnictwie? Czy nie jest to już zamknięty rozdział historii?

To jest bardzo ułudne, bo najczęściej myślimy, że nasze czasy już się uporały z niewolnictwem. Ale można powiedzieć, że jak nigdy obserwujemy ten problem właśnie teraz – mówi się nawet o czterdziestu kilku milionach współczesnych niewolników, którzy są wykorzystywani w seksbisnesie czy prostytucji, są zmuszani do pracy w nieludzkich warunkach, zmuszeni do żebrania, do popełniania przestępstw. Ten dramat dotyczy niemal wszystkich krajów na świecie. Jest zorganizowaną przestępczością. Jest zbrodnią przeciwko ludzkości.

 

Ten problem dotyczy także Polski?

Szacunkowa liczba ofiar handlu ludźmi związana z Polską, jako krajem pochodzenia, przeznaczenia i tranzytu wynosi ponad 15 tys. osób rocznie. Takie liczby znamy, ale mamy świadomość, że są to wierzchołki gór lodowych, bo zarejestrowane przypadki pokazują tylko niewielką skalę problemu.

 

Czym się charakteryzują te osoby?

Są to najczęściej osoby młode, z podstawowym wykształceniem albo z brakami w wykształceniu, w sytuacjach kryzysowych, z pewnymi deficytami emocjonalnymi. Jednym ze sposobów, który stosują handlarze, jest metoda „na miłość, metoda „loverboy” – mężczyzna, handlarz próbuje rozkochać w sobie dziewczynę , wyczuwać jej potrzeby emocjonalne, zebrać informacje o jej środowisku, wyczuwać jej pragnienia, żeby potem móc ją szantażować, manipulować. Jeśli później dziewczynom uda się uciec, odzyskać wolność, przechodzą przez bardzo trudny proces reintegracji, odzyskiwania zaufania.

 

SONY DSC

 

Wydaje się, że ofiarami handlu niewolnikami padają najczęściej młode kobiety…

Jeśli mówimy o wykorzystywaniu w prostytucji, to głównie są to kobiety. Natomiast w pracy niewolniczej na większą skalę wykorzystywani są mężczyźni. Niestety coraz częściej, także w Europie, ofiarami handlu ludźmi są dzieci

 

Jak to się dzieje – są ofiarami porwań, czy wpadają w złe towarzystwo po ucieczce z domu?

Różnie. Często dają się zwieść na fałszywe obietnice. W Polsce mieliśmy taką przykrą sytuację z grupą chłopców, którym proponowano atrakcyjną pracę w jednym w krajów na Zachodzie, a finalnie zmuszano ich do męskiej prostytucji. Najczęściej za tym wszystkim stoją kryzowe sytuacje – trudności w relacjach, w rodzinie czy z grupą rówieśniczą.

 

Jak to się stało, że siostry skrzyknęły się i stworzyły sieć Bakhita?

Zauważyłyśmy, że w Polsce, nie tylko za granicą, także są osoby, które padają ofiarami handlu ludźmi. Chcemy temu przeciwdziałać i pomagać pokrzywdzonym. A na ile się uda – być o krok przed, czyli osobom, które mają mniejsze możliwości, są w grupie ryzyka i są narażone na stanie się ofiarą – pomóc odnaleźć siłę do tego, by żyć, znaleźć pracę, by realizować swoje pragnienia i móc żyć w godny sposób.

 

Jakie działania siostry podejmują?

Oczywiście przede wszystki – modlimy się. Naszym zadaniem jest też uwrażliwianie społeczeństwa na ten problem, profilaktyka, kształtowanie postaw nie wykorzystywania drugiego człowieka i wychowywanie do czystości. Jest to również pomoc ofiarom i osobom zagrożonym, praca i posługa osobom słabym, zaniedbanym, pozbawionym możliwości i środków, kobietom znajdującym się w kryzysowych sytuacjach. Są to także różne inicjatywy modlitewne. Współpraca między nami i innymi organizacjami.

 

A jak wyglądają działania profilaktyczne? Czy coś naprawdę można zrobić?

Bardzo ważna jest w ogóle informacja – czym jest handel ludźmi, jakie są mechanizmy działania, metody werbunku. Wszystko to może wspomóc i wypracować pewnego rodzaju czujność. Nie mówię o życiu w strachu i niepotrzebnym lęku, ale o czujności. Handlarze często wykorzystują mechanizm mówienia „ty jesteś dla nas ważny, innym nie pomożemy, ale tobie tak dobrze z oczu patrzy, ciebie wybrałem” – tak często wygląda manipulacja. Musimy uwrażliwiać, żeby być czujnym i wrażliwym, gdy coś podejrzanego się dzieje – by móc reagować.

 

pexels-photo-104516

 

Jak zatem powinniśmy reagować, gdy jesteśmy świadkami takiej sytuacji albo sami sami się w niej znajdziemy?

Trzeba mieć na uwadze, że ofiary handlu ludźmi nie są tak łatwo rozpoznawalne. Często żyją w miejscach niedostępnych. Nie skarżą się, nie opowiadają o swojej sytuacji, żyją w strachu, są kontrolowane i szantażowane. Jeśli widzimy podejrzaną sytuację, zapytajmy „Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić?” Jestem realistką i wiem, że ta osoba najczęściej odpowie, że nie, ale pracując z kobietami zmuszanymi do prostytucji wiem, że czasem siłę daje im ten jeden moment – poczucie, że ktoś chce jeszcze coś dla nich zrobić, że nie wszyscy się od nich odwrócili. Ta iskra nadziei jest bardzo ważna. Można też skonsultować się z Krajowym Centrum Informacyjno-Konsultacyjnym, które służy informacją i pomocą pod nr telefonu: 22 628 01 20. Telefon działa przez całą dobę.

 

Jaka pomoc jest najbardziej potrzebna?

Każda pomoc jest ważna i zaczyna się od tego, że będziemy przeciwdziałać handlowi ludźmi, mówić „nie” na wyzysk, wykorzystywanie człowieka. W sieci Bakhita z chęcią przyjmujemy każdego rodzaju pomoc, począwszy od grafika, który potrafi zrobić dla nas plakat, przez kogoś kto potrafi wyśpiewać ten problem, tłumacza, który poświęci czas na poszczególne zadania. Można nas wspomagać zarówno poprzez swoje talenty, jak i duchowo. Modlitwa jest wielką siłą dla nas i dla osób, którym towarzyszymy i pomagamy. Wiele razy widziałam, jak Bóg pomaga odzyskać to utracone życie i stworzyć je na nowo.

 

Sieć Bakhita organizuje także czuwania modlitewne, w których możemy uczestniczyć.

Tak, najbliższe czuwanie odbywa się kilka dni przed III Międzynarodowym Dniem Modlitwy i Refleksji na Temat Walki z Handlem Ludźmi ustanowionym przez papieża Franciszka (8 lutego, we wspomnienie świętej Bakhity – opiekunki współczesnych niewolników). Spotykamy się w nocy z 3 na 4 lutego w Warszawie, w Bazylice Świętego Krzyża.

Na spotkanie przyjadą m.in. osoby z całej Polski, które przez rok wspomagały ofiary handlu ludźmi nietypową modlitwą – koronką do Bożego Miłosierdzia o godzinie 3 w nocy w każdy pierwszy piątek miesiąca. Dlaczego w nocy? Właśnie nocą, pod osłoną ciemności dzieje się wiele zła i krzywdy. To taki nasz znak solidarności – zostawiamy ciepłą kanapę, do czego zachęca papież Franciszek, zostawiamy swoje łóżko, by nocą ofiarować swoje duchowe wsparcie. W taki sposób modli się kilka tysięcy osób w całej Polsce, indywidualnie, w zgromadzeniach duchownych…


Dołącz do modlitwy – kliknij!


Czuwanie pod hasłem „Zamień noc w MOC Miłosierdzia” rozpoczyna się o 21.00 i ma bogaty program.

Zaczynamy od Eucharystii, której będzie przewodniczył bp Grzegorz Ryś. Potem będziemy pochylać się nad dramatami współczesnych niewolników – to będą historie życiem pisane opisujące różne formy niewolnictwa, historie konkretnych ludzi, którzy byli ofiarami. Siostra Anna Bałchan podzieli się swoim wieloletnim doświadczeniem pracy z  kobietami wykorzystywanymi seksualnie i ofiarami sytuacji przemocowych. Będzie też moment wyrażenia naszego konkretnego wsparcia w formie adopcji duchowej, na odległość. To decyzja, że przez rok będę o jakiejś osobie pamiętać, modlić się, nie wiedząc nawet czy moje zapewnienie o modlitwie powędruje do Albanii, na Węgry, do Niemiec czy zostanie w Polsce.

W programie czuwania mamy również różaniec w intencji ofiar handlu ludźmi i sprawców cierpienia z prośbą o łaskę opamiętania się i przemiany serca. A potem modlitwa uwielbienia – będziemy wielbić Pana, gdyż wierzymy, że Jego miłość jest silniejsza niż nienawiść i śmierć. Oczywiście czuwanie zakończymy Koronką do Bożego Miłosierdzia i ucałowaniem relikwii Krzyża Świętego. Wszystkie szczegóły znaleźć można też na naszej stronie www.siecbakhita.com. Serdecznie zapraszamy na to spotkanie.

 

zamienNOCwMOCplakatWarszawa

 

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >