Wkrótce kanonizacja bł. Jana Henryka Newmana

Ojciec Święty przyjął wczoraj na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do opublikowania 8 dekretów. Jeden z nich dotyczy cudu za przyczyną bł. Jana Henryka Newmana (1801-1890), wybitnego konwertyty z anglikanizmu. Datę kanonizacji ustali papież po zasięgnięciu opinii kardynałów.

Polub nas na Facebooku!

Wkrótce kanonizacja bł. Jana Henryka Newmana
Ojciec Święty przyjął wczoraj na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do opublikowania 8 dekretów. Jeden z nich dotyczy cudu za przyczyną bł. Jana Henryka Newmana (1801-1890), wybitnego konwertyty z anglikanizmu. Datę kanonizacji ustali papież po zasięgnięciu opinii kardynałów.

Drugi cud przypisywany wstawiennictwu kard. Newmana, a potrzebny do jego kanonizacji dotyczy uzdrowienia ciężarnej kobiety z USA. Lekarze wydali diagnozę o poważnym zagrożeniu jej życia. Modliła się ona za wstawiennictwem kardynała Newmana w momencie, a lekarze nie byli w stanie wyjaśnić, jak i dlaczego nagle odzyskała zdrowie.

Oprócz dekretu o cudzie niezbędnym do kanonizacji Ojciec Święty upoważnił też dykasterię do publikacji 7 innych dekretów dotyczących beatyfikacji lub kanonizacji. Wynika z nich, że bliska jest również kanonizacja bł Marii Teresy Chiramel Mankidiyan, Założycielki Zgromadzenia Sióstr Świętej Rodziny oraz beatyfikacja ekwadorskiego jezuity Salvatore Vittorio Emilio Moscoso Cárdenas, ponieważ zatwierdzony teraz dekret dotyczy uznania jego męczeństwa. Pozostałych 5 dekretów dotyczy uznania heroiczności cnót Sług Bożych: prymasa Węgier kard. Józefa Mindszenty’ego, włoskiego księdza Giovanniego Battisty Zuaboni, hiszpańskiego jezuity Emanuela Garcíi Nieto, włoskiej zakonnicy s. Serafiny Formai oraz kolumbijskiej zakonnicy s. Marii Berenice Duque Hencker.

Jan Henryk Newman urodził się 21 lutego 1801 r. w Londynie. Studiował w Oksfordzie teologię anglikańską, a 13 czerwca 1824 r. został ordynowany na pastora w Kościele anglikańskim. Z katolicyzmem zetknął się przy okazji podróży do Włoch. Po powrocie do Anglii założył w 1833 r. ruch oksfordzki – anglikański ruch odnowy, którego głównym celem było odkrywanie na nowo dziedzictwa katolickiego w liturgii, teologii i strukturze kościelnej.
Po kilku latach studiów nad pismami Ojców Kościoła, rozmyślaniach i modlitwie Newman doszedł do przekonania, że to nie Kościół katolicki pobłądził w swym nauczaniu, ale przeciwnie – angielski Kościół narodowy daleko odszedł od pierwotnego depozytu wiary. Na jesieni 1845 r. zdecydował się przejść na katolicyzm. 9 października tego roku Newman został oficjalnie przyjęty do Kościoła katolickiego.

Po studiach w Rzymie przyjął katolickie święcenia kapłańskie w październiku 1846 r. W rok później założył w Birmingham oratorium filipinów. Z tym zgromadzeniem księży, założonym w XVI w. przez św. Filipa Nereusza, spotkał się w czasie swoich studiów w Rzymie i sam do niego wstąpił. W okresie ostrych konfliktów między Kościołem a ruchami mieszczańskimi w XIX w. ks. Newman został pomówiony o nadmierny liberalizm i musiał się usunąć z życia kościelnego. W tym czasie pisał dzieła, które z czasem weszły do klasyki teologii duchowości.

Leon XIII w pełni rehabilitował dawnego konwertytę i 12 maja 1879 r. obdarzył go godnością kardynalską. John Henry Newman zmarł 11 sierpnia 1890 r. w Birmingham.

W teologii katolickiej przyczynił się do ugruntowania koncepcji rozwoju dogmatów. Jego myśl, ukształtowana głównie przez Ojców Kościoła, wywarła duży wpływ na teologię katolicką. Napisał wiele dzieł teologicznych, m.in.: “O rozwoju doktryny chrześcijańskiej” (1845, wyd. pol. 1957), “Apologia pro vita sua” (1864; 1948), powieść “Kaliksta” (1859; 1871). Dla wielu teologów nazwisko kard. Newmana kojarzy się często z jego słynnym stwierdzeniem z listu do księcia Norfolk: “Jeśli – co wydaje mi się całkiem nieprawdopodobne – musiałbym wznieść toast za religię, wypiłbym zdrowie papieża. Ale wcześniej wypiłbym za sumienie, a potem dopiero za papieża”.
Spuściznę duchową i intelektualną kard. Newmana pielęgnuje międzynarodowe katolicka wspólnota “Dzieło” (Das Werk), której centrala mieści się w Thalbach (Austria), gdzie żyła i zmarła jego założycielka pochodząca z Belgii matka Julia Verhaegne. W ośrodkach im. kard. Newmana utrzymywanych przez “Dzieło” w Rzymie, Oksfordzie, Thalbach i Jerozolimie znajdują się licznie odwiedzane przez naukowców i studentów biblioteki, zawierające dorobek literacki brytyjskiego kardynała i teologa.

Proces beatyfikacyjny kard. Newmana rozpoczęto w archidiecezji Birmingham w 1986 r. 19 września 2010 roku beatyfikował go w Birmingham Benedykt XVI.

KAI, ad

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Franciszek: W “Ojcze nasz” brakuje słowa “ja”

W modlitwie Pańskiej brakuje słowa "ja", ponieważ w dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm – zauważył Ojciec Święty podczas środowej audiencji ogólnej. W swej katechezie Franciszek powrócił do rozważania treści modlitwy „Ojcze nasz” a jego słów w auli Pawła VI wysłuchało około 7 tys. osób.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek: W "Ojcze nasz" brakuje słowa "ja"
W modlitwie Pańskiej brakuje słowa "ja", ponieważ w dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm – zauważył Ojciec Święty podczas środowej audiencji ogólnej. W swej katechezie Franciszek powrócił do rozważania treści modlitwy „Ojcze nasz” a jego słów w auli Pawła VI wysłuchało około 7 tys. osób.

Na wstępie papież zauważył, że prawdziwa modlitwa to taka, która odbywa się w tajemnicy sumienia, serca, brzydzi się fałszem, a u jej podstaw tkwi milczący dialog, jak wymiana spojrzeń między dwojgiem osób, które się miłują: człowiekiem a Bogiem. Nigdy nie popada w ukazywanie przeżyć wewnętrznych, niosąc różne osoby i sytuacje świata. Podkreślił, że w modlitwie „Ojcze nasz” nie ma odmienianego przez wszystkie przypadki słowa „ja”, natomiast wszystkie prośby wyrażone są w liczbie mnogiej.

„W dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm. Nie ma afiszowania się swoimi problemami, jakbyśmy byli jedynymi cierpiącymi na świecie. Nie ma modlitwy wznoszonej do Boga, która nie byłaby modlitwą wspólnoty braci i sióstr” – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek podkreślił znaczenie współczucia pobudzającego chrześcijanina do modlitwy w potrzebach swych bliźnich, by uniknąć zatwardziałości serca. Modlitwa nie ma być bowiem swoistym znieczuleniem, by uspokoić samego siebie, ale ma wyrażać naszą odpowiedzialność za braci i siostry. Ma obejmować również tych, którzy nie szukają Boga. „Uczymy się od Boga, który zawsze jest dobry dla wszystkich, w przeciwieństwie do nas, którzy potrafimy być dobrymi tylko wobec niektórych”- wskazał papież.

Oto pełny tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na j. polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuujemy nasze starania, by coraz lepiej nauczyć się modlić, tak jak nas nauczył Pan Jezus.

Powiedział On: kiedy się modlisz, wejdź w ciszę twego pokoju, wycofaj się ze świata i zwróć się ku Bogu, nazywając go „Ojcem!”. Jezus chce, żeby jego uczniowie nie byli jak obłudnicy, którzy modlą się wystając na placach, chcąc być podziwianymi przez ludzi (por. Mt 6,5). Jezus nie chce hipokryzji. Prawdziwa modlitwa to taka, która odbywa się w tajemnicy sumienia, w sercu, nieprzenikniona, widzialna tylko dla Boga: ja i Bóg. Brzydzi się fałszem: nie można udawać wobec Boga. W obliczu Boga nie ma oszustwa, które mogło być mieć jakąś władzę. Bóg zna nas takimi odkrytymi w naszym sumieniu i fałsz nie jest możliwy. U podstaw relacji człowieka z Bogiem tkwi milczący dialog, jak wymiana spojrzeń między dwojgiem osób, które się miłują: człowiekiem a Bogiem. I ta wymiana spojrzeń jest modlitwą: spoglądanie na Boga i pozwolenie, by Bóg na nas patrzył. „Ależ Ojcze, ja nie wypowiadam słów!”. – Patrz na Boga i pozwól, by On patrzył na ciebie. To już jest modlitwa i to piękna modlitwa!

Pomimo że modlitwa ucznia jest całkowicie poufna, nigdy nie popada w ukazywanie przeżyć wewnętrznych. W tajemnicy swego sumienia chrześcijanin nie pozostawia świata za drzwiami swojego pokoju, ale niesie w swoim sercu ludzi i sytuacje, problemy, wiele spraw, wszystkie je niesie w modlitwie.

W tekście „Ojcze nasz” jest pewien niesamowity brak. Gdybym was zapytał co to za niesamowity brak w tekście „Ojcze nasz” , odpowiedź nie byłaby łatwa. Brakuje jednego słowa, a wszyscy myślą, czegoż to tak brakuje w tekście „Ojcze nasz”? Słowa, które w naszych czasach – ale być może zawsze – jest bardzo cenione. Cóż to za brakujące słowo w odmawianym codziennie „Ojcze nasz”? By nie marnować czasu odpowiem: brakuje słowa „ja”. Jezus uczy nas, byśmy się modlili mając na ustach przede wszystkim „Ty”, ponieważ modlitwa chrześcijańska jest dialogiem: „Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”. A nie moje królestwo, moje imię, moja wola. A potem przechodzi do „my”. Cała druga część „Ojcze Nasz” jest wyrażona w pierwszej osobie liczby mnogiej: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, nie wódź nas na pokuszenie; ale nas zbaw od złego”. Nawet najbardziej podstawowe ludzkie prośby – jak ta, by mieć pożywienie dla zaspokojenia głodu – wszystkie są w liczbie mnogiej. W modlitwie chrześcijańskiej nikt nie prosi o chleb dla siebie: daj mi chleba na dzisiaj – nie daj nam, błaga go dla wszystkich ubogich na świecie. Nie zapominajmy o tym, że tekście „Ojcze nasz” brakuje słowa „ja”. Modlimy się używając „Ty” i „my”. Dobre nauczanie Jezusa. Nie zapominajmy go.

Dlaczego? Bo w dialogu z Bogiem nie ma miejsca na indywidualizm. Nie ma afiszowania się swoimi problemami, jakbyśmy byli jedynymi cierpiącymi na świecie. Nie ma modlitwy wznoszonej do Boga, która nie byłaby modlitwą wspólnoty braci i sióstr, „my”. Jesteśmy wspólnotą, braćmi i siostrami, jesteśmy modlącym się ludem, „my”.

Kiedyś pewien kapelan więzienia zadał mi pytanie: „Powiedz mi Ojcze, które słowo jest przeciwieństwem «ja»?”. Naiwnie powiedziałem „ty”. Od tego zaczyna się wojna. Słowem przeciwnym „ja” jest „my” – gdzie jest pokój, wszyscy jesteśmy razem. To piękna nauka, jaką otrzymałem od tego księdza.

W modlitwie chrześcijanin niesie wszystkie trudności osób żyjących obok: gdy zapada noc, opowiada Bogu o cierpieniach jakie napotkał tego dnia; przedkłada Jemu wiele twarzy, przyjaznych, a nawet wrogich; nie odpędza ich jako niebezpiecznych rozproszeń. Jeśli ktoś nie zauważył, że wokół niego jest wielu ludzi cierpiących, jeśli nie wzruszy się z powodu łez osób ubogich, jeśli przyzwyczaił się do wszystkiego, to znaczy, że jego serce jest – jakie – leniwe? Nie gorzej – z kamienia. W tym przypadku dobrze jest błagać Pana, aby dotknął nas swoim Duchem i wzruszył nasze serce. To piękna modlitwa. „Panie porusz moje serce, by mogło zrozumieć, wziąć na siebie wszystkie problemy, wszystkie cierpienia innych osób. Chrystus nie przeszedł obojętnie obok nieszczęść świata: za każdym razem, gdy dostrzegał samotność, cierpienie ciała lub ducha odczuwał silne współczucie, jak wnętrze matki. To „odczuwanie współczucia” jest jednym z kluczowych słów Ewangelii – nie zapominajmy tego tak bardzo chrześcijańskiego słowa: to właśnie ono pobudziło Miłosiernego Samarytanina by podejść do człowieka poranionego na skraju drogi, w przeciwieństwie do innych, którzy mieli serce twarde.

Możemy zadać sobie pytanie: czy modląc się, otwieram się na krzyk wielu osób bliskich i dalekich? Czy może myślę o modlitwie jako o swego rodzaju znieczuleniu, żeby się uspokoić? W takim przypadku stałbym się ofiarą strasznego nieporozumienia. Oczywiście moja modlitwa nie byłaby już modlitwą chrześcijańską. Ponieważ to „my”, którego nauczył nas Jezus, nie pozwala mi zaznawać pokoju samotnie i sprawia, że czuję się odpowiedzialny za moich braci i siostry.

Są ludzie, którzy najwyraźniej nie szukają Boga, ale Pan Jezus sprawia, że modlimy się za nich, ponieważ Bóg szuka tych ludzi ponad wszystko. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych i grzeszników (por. Łk 5,31) – czyli dla wszystkich, bo kto myśli, że jest zdrowy, to faktycznie nim nie jest. Jeśli działamy na rzecz sprawiedliwości, nie czujmy się lepszymi od innych: Ojciec sprawia, że Jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi (por. Mt 5,45) – Ojciec kocha wszystkich. Uczymy się od Boga, który zawsze jest dobry dla wszystkich, w przeciwieństwie do nas, którzy potrafimy być dobrymi tylko wobec niektórych, tylko tych, którzy się nam podobają.

Bracia i siostry,
Święci i grzesznicy, wszyscy jesteśmy braćmi umiłowanymi przez tego samego Ojca. A pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości – jak miłowaliśmy. Nie tylko miłości sentymentalnej, ale współczującej i konkretnej, zgodnie z ewangeliczną zasadą, o której nie wolno zapominać: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Tak mówi Pan. Dziękuję.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️