Na czas pandemii zamienił habit na fartuch lekarski

- To była naturalna decyzja, którą poparli moi przełożeni. Jako ksiądz mogłem wspierać też chorych sakramentami. Było to ogromnie ważne” – mówi o. Andrea Dovio. Franciszkanin przed wstąpieniem do zakonu pracował jako lekarz, dlatego po wybuchu koronawirusa zgłosił się do pomocy w szpitalu w Regionie Piemontu, jednym z miejsc najbardziej dotkniętych epidemią we Włoszech.

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Dovio odkrył kapłańskie powołanie jako 32-latek, gdy pracował jako lekarz nieopodal Turynu. Dzięki jednemu z pacjentów zafascynował się Biedaczyną z Asyżu i postanowił przywdziać franciszkański habit. – Doświadczyłem ogromu Bożego Miłosierdzia i do dziś staram się nim dzielić z innymi. Miłosierdzie to konkretne czyny, także pomoc chorym – podkreśla zakonnik.

Po wybuchu pandemii zauważył, że jego pomoc lekarska jest bardzo potrzebna, dlatego nie zastanawiał się długo nad zgłoszeniem się do jednego ze szpitali. – Myślałem też o własnej śmierci, ponieważ kiedy trafiłem na oddział mówiło się już o ponad 50 lekarzach zmarłych na koronawirusa. Zrozumiałem wtedy, że życie w strachu nie jest życiem, jest nim oddanie siebie na służbie innym, nawet płacąc najwyższą cenę – mówi.

Franciszkanin – jak podkreśla – odkrył na oddziale jeszcze mocniej Eucharystię oraz słowa, które każdego dnia wypowiada jako kapłan. – Wspaniałym świadectwem była dla mnie praca innych lekarzy i pielęgniarek, którzy totalnie oddali się na służbę potrzebującym, wiedząc, że każdego dnia narażają swe życie. Ja jako zakonnik jestem sam, oni mieli rodziny, dzieci, a mimo to z oddaniem służyli. W tej kryzysowej sytuacji odkryłem w sobie nieznane pokłady siły, ale przede wszystkim doświadczyłem łaski płynącej od Boga i Jego ogromnej opatrzności – dodaje.

vaticannews, kh/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ZE ŚWIATA

Libański ksiądz prosi wierzących na całym świecie o modlitwę

Ciągle rośnie liczba ofiar i osób rannych po wtorkowej eksplozji w Bejrucie. Libański ksiądz katolicki poprosił wierzących na całym świecie o modlitwę za mieszkańców jego kraju.

Polub nas na Facebooku!

– Pokładamy wielkie zaufanie w was i w waszych modlitwach, i że Pan uchroni Liban przed złem dzięki waszym modlitwom – powiedział ks. Miled el-Skayyem z kaplicy św. Jana Pawła II w libańskim Keserwan w oświadczeniu dla mediów.

Wtorkowa eksplozja w porcie w Bejrucie spowodowała ogromne zniszczenia: wybite okna, zniszczone samochody oraz budynki. Według najnowszych danych zginęło co najmniej 100 osób, a 4 tysiące zostało rannych. – To była ogromna katastrofa, a całe miasto zostało prawie zrujnowane – powiedział we wtorek CNA Antoine Tannous, libański dziennikarz.

Premier Libanu Hassan Diab zapowiedział, że środa będzie narodowym dniem żałoby. Liban jest krajem podzielonym między muzułmanów sunnickich, muzułmanów szyickich i chrześcijan, z których większość to katolicy maronici. Wszyscy zwracają się w tym trudnym czasie w o pomoc do św. Szarbela, pochodzącego z Libanu.

– On nie ma żadnych geograficznych ani religijnych ograniczeń. Kiedy ludzie proszą – odpowiada – zapewnił o. Louis Matar, rektor sanktuarium św. Szarbela. 

CNA, vaticannews, kh/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap