video-jav.net

W Koszalinie otwarto Piekarnię Bożego Miłosierdzia

W 3 punktach miasta będzie można kupić zdrowe pieczywo i wspomóc tym samym Dom Miłosierdzia Bożego. Sprzedaż chleba wspomoże utrzymanie placówki i da zatrudnienie jej podopiecznym. Piekarnię i jej pierwszy razowy wypiek pobłogosławił bp Edward Dajczak.

Polub nas na Facebooku!

Dobrze wypieczony półkilogramowy chleb św. Agaty to pierwszy produkt, który opuścił piec Piekarni Bożego Miłosierdzia. Jest ekologiczny i z produktów najwyższej jakości – certyfikowanej mąki, soli bez szkodliwego antyzbrylacza sprowadzanej z wybranej kopalni, 6-etapowego zakwasu. Resztę receptury producent trzyma w tajemnicy.

Jest nim koszaliński Dom Miłosierdzia Bożego, który planował tę inwestycję od dwóch lat. Po miesiącach zmagania się z przeciwnościami w końcu, 16 marca piekarnię Bożego Miłosierdzia zlokalizowaną na ul. Morskiej otworzono.

Pomieszczenia oraz pierwszy razowy wypiek pobłogosławił bp Edward Dajczak. On też pierwszy skosztował pieczywa, które przypomniało mu, że w jego rodzinnym domu również piekło się chleb.

– W moim domu chleb przygotowywała mama z babcią. Tutaj będą to robić mieszkańcy Domu Miłosierdzia. Dom dobrze funkcjonuje, gdy nie brakuje w nim chleba, gdy można na ten chleb zapracować – powiedział biskup Dajczak. – To dzisiejsze wydarzenie jest moim zdaniem bardzo niezwykłe, symboliczne.

Piekarnia będzie zarazem miejscem terapii mieszkańców Domu Miłosierdzia: niektórzy z nich znajdą tu zatrudnienie, nauczą się nowego zawodu. Zadaniem piekarni jest także przynoszenie dochodu, z którego będzie można utrzymać Dom Miłosierdzia i jego filie, podobnie jak czyni to kawiarnia Kawa z Duszą.

Boża piekarnia to według ks. Radosława Siwińskiego, prezesa stowarzyszenia Dom Miłosierdzia sposób wpływania na oblicze Koszalina. – Chcemy dać Boga temu miastu i widzimy, że to się dzieje, że Boże miłosierdzie zdobywa je ulicę po ulicy – powiedział kapłan. Teraz na niektórych z nic widoczny będzie katolicki symbol piekarni: kłosy na tle hostii, z której wychodzą promienie. – Mamy nadzieję okrasić to miasto nową kulturą chrześcijańską.

Chleb z tej piekarni nie jest tani, jego cenę podnosi koszt mąki z upraw ekologicznych. Za półkilowy chleb św. Agaty zapłacimy 5 zł. W Koszalinie “chleb miłosierdzia” będzie dostępny w 3 punktach: w Domu Miłosierdzia (w godz. 6-18 i po wieczornej Mszy św.), w kawiarni Kawa z Duszą na ul. Dzieci Wrzesińskich 9 oraz w nowym sklepie na ul. Wyszyńskiego 2 a (opodal katedry).

Dom Miłosierdzia wydaje codziennie ponad 300 posiłków i zapewnia dach nad głową 100 osobom zamieszkującym 3 placówki: centralny dom w Koszalinie (gdzie poza tym swoje miejsce znajdują lokalne wspólnoty oraz inicjatywy chrześcijańskie i kulturalne, a także działają różnego typu poradnie), dom na Roli k/Lipia (gdzie mieszka kilkadziesiąt osób zajmujących się gospodarstwem rolnym) oraz niedawno powstały dom dla kobiet w Uliszkach. Fenomenem placówki jest licznie nawiedzana kaplica, w której trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu.


km / Koszalin

KAI

Rośnie popularność duchowego wsparcia “zza klauzury”

O modlitwę i rozmowę w czasie Wielkiego Postu prosi siostry bernardynki klauzurowe w klasztorze w Świętej Katarzynie coraz więcej młodych osób, które pukają do furty klasztoru, umawiają się telefonicznie, a najczęściej kontaktują się za pomocą poczty elektronicznej.

Polub nas na Facebooku!

Jak mówią siostry, im bliżej Wielkanocy, tym takich spotkań jest coraz więcej. Przy furcie duchowego wsparcia udziela wszystkim s. Krystyna.

Siostra przełożona Tadeja Strona w rozmowie z KAI wylicza problemy, z którymi do klasztoru zgłaszają się młodzi ludzie. Są to wszelkiego rodzaju uzależnienia: od alkoholu, narkotyków i używek, zniewolenie przez seks i Internet. Wiele młodych małżeństw prosi także o poczęcie dziecka.

W diecezji kieleckiej i w Polsce nadal panuje silna wiara w skuteczność modlitwy sióstr bernardynek. – Choć żyjemy za kratą, poza światem – dla Pana Jezusa i jak najczęstszą modlitwą, której tak bardzo pragniemy – to zewnętrzny świat przychodzi do nas z intencjami, rozmowami, w listach. Szczególnie młodzi ludzie potrzebują tak bardzo kontaktu, uwagi, rozmowy – mówi siostra przełożona.

Kościół i klasztor w Świętej Katarzynie u stóp Łysicy były erygowane w XV wieku. Miejsce kultu kilkakrotnie niszczyły pożary.

Dekretem bp. Wojciecha de Boża Wola Górskiego z 1815 r. klasztor został nadany bernardynkom z Drzewicy, których dotychczasowa siedziba spłonęła.

W 1847 r. pożar znów zniszczył kościół, 7 ołtarzy, chór, organy, dzwony, bibliotekę i budynki klasztorne. Bernardynki jednak nie opuściły Świętej Katarzyny, odbudowując kościół z klasztorem. Przetrwały czasy ukazów carskich, kasacji, okupacji hitlerowskiej.

Po wojnie klasztor prowadził kursy kroju, szycia, haftu, internat oraz do 1962 – stołówkę.

Obecnie w Świętej Katarzynie żyje i pracuje 26 sióstr bernardynek – Mniszek Trzeciego Zakonu Regularnego Św. Franciszka z Asyżu. Zgodnie z regułą, dzielą czas pomiędzy modlitwę w intencjach Kościoła, Polski, ludzi, którzy o nią proszę oraz pracę dla potrzeb klasztoru (nadal mają niewielkie gospodarstwo) i miejscowego kościoła (są zakrystiankami, organistkami).


dziar / Św. Katarzyna

KAI