Kogo wybrać?

Al Pacino miał rację – wolna wola jest jak motyl. Raz dotknięta grzechem może już nie polecieć. Swoją sprawność odzyskuje dopiero oddana w ręce Jezusa. W niewoli jego miłości.

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Wolna wola jest jak motyl

Niektórzy twierdzą, że właśnie ona jest obrazem i podobieństwem Boga w nas (Rdz 1,26). Zdolność podejmowania decyzji i wolność, z jaką to robimy przypomina władzę samego Pana. Karl Rahner pisał, że mieści w sobie moc przenoszenia naszych czynów w wymiar nieskończoności. Wolna wola. Czy to co przez wieki pisali na jej temat filozofowie i teologowie nie jest pobożnym marzeniem? Rzeczywistość i współczesna nauka na każdym kroku obnażają dziś jej słabość i kruchość. „Wolna wola jest jak motyl – dotknij jej skrzydeł a już nie poleci” – mówił w filmie Adwokat Diabła Al Pacino, wcielający się w rolę tytułowego diabła. Trudno odmówić mu racji. Co stało się z naszą wolną wolą i naszą ludzką władzą decydowania o własnym życiu?

Nauka o dwóch drogach

Bóg zawierając z Izraelem przymierze, zaproponował dwie drogi: „Widzicie, ja kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, które ja wam dzisiaj daję – przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, jeśli odstąpicie od drogi, którą ja wam dzisiaj wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie znacie” (Pwt 11,26-28). Tak zwana nauka o „dwóch drogach” charakteryzuje się radykalną wiarą w człowieka i podkreśla wagę naszej wolnej woli. To od nas samych zależy przecież kształt i szczęście naszego życia. Bóg położył przed nami błogosławieństwo i przekleństwo, pozwalając wybrać pomiędzy tymi dwiema rzeczywistościami.

Jeśli otrzymanie błogosławieństwa zależy od zachowywania Jego Prawa, to Bóg musi być pewien, że jesteśmy do tego zdolni. W rzeczy samej w innym miejscu Powtórzonego Prawa mówi: „Polecenie to bowiem, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. (…) Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić” (Pwt 30,11.15).

Wolna niewola

Optymizm Syracha

Jeszcze radykalniej swoją wiarę w ludzką wolność i zdolność do tego, by przez nasze wybory budować szczęście, wypowiada mędrzec Syrach. Syrach dialoguje z tymi, którzy twierdzą, że obecność Boża determinuje wszystko w naszym ludzkim świecie. Tym mędrzec odpowiada: „Nie mów: «Pan sprawił, że zgrzeszyłem», czego On nienawidzi, tego On nie będzie czynił.  Nie mów: «On mnie w błąd wprowadził», albowiem On nie potrzebuje grzesznika” (15,11-12). Rdzeń myśli Syracha na temat wolnej woli ukrywa się w jednej frazie: „On na początku stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (15,14). Na określenie „mocy rozstrzygania” używa tu greckiego słowa diaboulion, które oznacza radę, namysł, także intrygę lub spisek. W większości tekstów LXX (greckiej wersji Starego Testamentu) słowo to ma negatywne zabarwienie. W Ez 11,5 oznacza myśli domu Izraela, które są Panu znane, zaś w Mdr 1,9 myśli bezbożnych – jedne i drugie podlegają karze. U Ozeasza opisuje się nim myśli, które zmaterializowały się w złych czynach, także ściągających Bożą karę (cf. także 4,9; 5,4; 7,2; 11,6). Jedynie u Syracha słowo to przybiera pozytywną konotację, oznaczając ludzką zdolność podejmowania dobrych decyzji. Mędrzec potwierdza ją kolejnym zdaniem: Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania: a dochować wierności jest Jego upodobaniem” (11,15). Syrach opiera się tu wyraźnie na nauce o dwóch drogach zaczerpniętej z Księgi Powtórzonego Prawa, mówiąc dalej: „Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane” (15,16-17). Jak refren pojawia się w tych wersach słowo „chcieć” (gr. thelein), które całą wagę decyzji na temat życia i śmierci pozostawia w rękach ludzkich. Człowiek jest zdolny do wybierania życia.

Samoograniczenie się Boga i wolny człowiek

Wolność człowieka związana jest także z tym, że Bóg usunął się na bok, samoograniczył się. Nie wycofał się z tego świata, jak twierdzą inni oponenci Syracha (16,17.20-22), lecz stanął w cieniu, uważnie obserwując najdoskonalsze ze swoich stworzeń (15,18-19). To On także ostatecznie osądzi nasze czyny (17,15-24). Jednak w decydującej chwili, na rozdrożu pomiędzy błogosławieństwem a przekleństwem, człowiek staje sam i wybiera pomiędzy życiem i śmiercią. Ten pozorny brak Bożej obecności nie oznacza samotności lub porzucenia, lecz ogromne zaufanie Stwórcy do nas. Potwierdza także naszą wolną wolę. Według Syracha właśnie ona jest odbiciem Bożego obrazu w nas (17,6) i pozwala pełnić jego wolę.

Człowiek zyskuje w ten sposób niewiarygodną wręcz władzę nad swym życiem i, jak twierdzi Syrach, może ją wykorzystać dla swojego szczęścia. Jesteśmy sprawnymi kowalami swego losu. Stać nas na wysiłek zdobywania Mądrości, która u Syracha jest synonimem Tory, a więc życia wiecznego. Dla niej gotowi jesteśmy wstawać co rano, pracować i kochać (4,11-14). Mądrość może ukrywać się przed nami, prowadzić nas krętymi drogami, będzie przebierać się za Głupotę, dla wypróbowania nas i nabrania zaufania do naszej duszy (4,17). Test, jakiemu nas poddaje, świadczy także o jej wierze w nasze zdolności. Aby ją ostatecznie zdobyć potrzeba dyscypliny (6,18-37). W jej poszukiwaniu liczy się cierpliwość myśliwego i wytrwałość zakochanego (14,2015,10). Yes, we can, mówi Syrach. Możemy o własnych siłach znaleźć Mądrość i chodzić jej drogami. Możemy zachowywać Prawa Boże i odziedziczyć życie. Jesteśmy do tego zdolni. Wszystko zależy od nas.

Wolna niewola

Zgrzyt wolności

Co ciekawe Syrach żyje w czasach (II w. przed Chr.) wcale nieodległych od innego rabina, który zaprezentuje znacznie bardziej dramatyczne spojrzenie na ludzką wolność. Paweł, faryzeusz i zwolennik drogi Prawa, miał w swoim życiu czas, kiedy podobnie jak Syrach wierzył w wolną wolę i jej zdolność doprowadzenia człowieka do wiecznego życia. Gdyby tak nie było, nie byłby, jak sam o sobie mówi, prymusem w faryzejskiej szkole przestrzegania Prawa (Flp 3,6). Jednak od kiedy w życie Pawła wkracza Jezus Zmartwychwstały, zmienia się także Pawłowe spojrzenie na wolność. W siódmym rozdziale Listu do Rzymian apostoł opisuje sytuację człowieka, Żyda czy też poganina, który nie spotkał Jezusa. Brak w tym obrazie optymizmu charakterystycznego dla Syracha. Człowiek bez łaski Jezusa przedstawiony jest jako cielesny, targany pożądaniami, które ostatecznie prowadzą do śmierci (Rz 7,5). Nawet jeśli zna on wymagania Bożego Prawa nie czyni to jego sytuacji łatwiejszą, lecz nawet paradoksalnie ją pogarsza. Prawo dają świadomość grzechu, sprawia, że nie można już uciec od odpowiedzialności za niego. Ponadto intensyfikuje pokusę tak, że Paweł pisze: „Gdy jednak zjawiło się przykazanie – grzech ożył, ja zaś umarłem. I przekonałem się, że przykazanie, które miało prowadzić do życia, zawiodło mnie ku śmierci. Albowiem grzech, czerpiąc podnietę z przykazania, uwiódł mnie i przez nie zadał mi śmierć” (Rz 7,9-11).

Prawo sprawia, że grzech, który dotąd był rzeczywistością zewnętrzną zaczyna zamieszkiwać wnętrze człowieka (Rz 7,17). To z kolei prowadzi do paraliżu woli: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię” (Rz 7,15). W ten sposób człowiek, który o własnych siłach i siłą własnej woli chciał prowadzić dobre życie odkrywa, że w rzeczywistości jest niewolnikiem swojej zepsutej natury. „Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie.  Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7,18-19). Tu uwidacznia się potęga grzechu, której Syrach nie bierze pod uwagę. Paweł jest jej dramatycznie świadom. Dlatego właśnie z jego ust wyrywa się pełen bólu okrzyk-lamentacja: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?” (Rz 7,24). Wolność zgrzyta i trzeszczy w zawiasach okazując się być tylko fasadą ludzkiej niewoli.

Wolna niewola

Rozdarty chrześcijanin

Na pełen bólu okrzyk-pytanie z Rz 7,25a Paweł odpowiada natychmiast: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,25b). Za co dziękuje apostoł? Pierwsza prowizoryczna odpowiedź brzmi – za Jezusa, który wyzwala nas z niewoli ciała, która prowadzi do śmierci. W Nim nasza wolność nabiera znów blasku, a wolna wola zaczyna działać jak nowa. Czy znaczy to jednak, że wszyscy, którzy wierzą w Jezusa są wolni? Spoglądając na nasze ludzkie życie musimy szczerze odpowiedzieć – nie. Chrześcijanie, często poniżani przez grzech i zawstydzeni własną słabością, równie dobrze mogą odnaleźć się pełnym rozpaczy wołaniu „nieszczęsny ja człowiek!”. Wolna wola zraniona grzechem często nie jest w stanie służyć Bożym planom. Odkrywamy wówczas, że nasza wolność nie funkcjonuje w próżni. W ludzkim świecie istnieją dwa potężne pola oddziaływania, które, na podobieństwo pól magnetycznych, przyciągają naszą wolę. Pierwszym z nich jest grzech i śmierć, drugim łaska i życie w Jezusie. Innymi słowy możemy pozostawać albo pod wpływem materii, ciała, i związanego z nimi grzechu, albo pod wpływem Ducha Jezusa. Pierwszy wpływ Paweł nazywa niewolą, bo ostatecznie zabija on naszą wolność. A co z łaską Jezusa? Czy poddając się jej pozostajemy wolni?

Wolna niewola

Co ciekawe Paweł choć pisze do Galatów, że Chrystus wyswobodził ich ku wolności (Ga 5,13), sam nazywa siebie „niewolnikiem” (gr. doulos) (Rz 1,1). Wolność, przypomina Galatom, nie jest po to, aby żyć dla siebie; wolna wola jest po to, aby służyć: „Tylko nie bierzcie wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie” (Ga 5,13). Paradoksalnie właśnie w służbie, czyli poddaniu swojej woli dobru i woli innego, człowiek odnajduje swoją wolność. Paweł swoją wolę oddał radykalnie w ręce Jezusa, poświęcając swoje życie Ewangelii. Dlatego właśnie nazywa siebie „niewolnikiem Chrystusa”, kimś, kto nie ma już własnej woli (Rz 1,1). Jej miejsce zajął w nim Jezus: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20).

Wolna niewola

Oddać swoją wolę Jezusowi znaczy cieszyć się pełnią wolności. To nie kwestia jednorazowej decyzji ale długiego procesu, w który zaangażowany jest także Duch Jezusa. Pełne dramatu wołanie człowieka pozbawionego łaski z Rz 7,25 znajduje swoją odpowiedź dopiero w ósmym rozdziale Listu do Rzymian, gdzie Paweł opisuje nowe życie w Duchu. Duch Boży mieszka w nas i czyni z nas własność Boga (Rz 8,9-11), prowadzi nas i przekonuje, że jesteśmy synami Bożymi (Rz 8,14-17), modli się w nas (Rz 8,26), współdziała we wszystkim dla naszego dobra (Rz 8,28) i ostatecznie prowadzi do zbawienia (Rz 8,29-30). On także inspiruje nasze dobre uczynki (Ga 5,22-23). Trudno oprzeć się wrażeniu, że Duch Boży mieszkając w nas przejmuje nad nami kontrolę. Przypomina komputer lub automatycznego pilota, który lepiej i sprawniej niż zawodny człowiek poprowadzi samolot. Czy znaczy to jednak, że pilot jest niepotrzebny? Czy wolna wola chrześcijanina to nic innego jak zgoda na bycie niewolnikiem Jezusa?

Al Pacino miał rację

Do pewnego stopnia tak. Paweł nie pozostawia wątpliwości. Bez przyjęcia władzy Chrystusa staniemy się podwładnymi ciała i świata. Bez oddania swojej woli i stania się jego sługą (jeśli kogoś razi Pawłowy obraz niewolnika), staniemy się niewolnikami grzechu. Paweł dosadnie formułuje swoją myśl w Rz 6,16: „Czyż nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź niewolnikami grzechu, co wiedzie do śmierci, bądź posłuszeństwa, co wiedzie do sprawiedliwości?”. Niewola sprawiedliwości to jedyna droga do prawdziwej wolności. Nie trzeba się jej obawiać. W Jezusie wolna wola człowieka nie znika, ale ulega rozszerzeniu łącząc się z wolą Bożą. Pierwszym etapem fuzji jest przyjęcie Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela. Kolejnym koniecznym etapem będzie otwarcie się na jego Ducha i życie jego darami. Tu otwiera się ogromna przestrzeń dla naszych życiowych wyborów i kreatywności. Odkrywać sens życia, odnajdywać, przyjmować i kształtować nasze relacje, kochać i przebaczać, tworzyć, walczyć o to co dla nas cenne – to wszystko kwestia naszych wolnych wyborów, które wspomaga i inspiruje Duch Święty. Czy zawiesza w ten sposób naszą wolność i odpowiedzialność? Żadną miarą. Tu Paweł zgodziłby się z Syrachem. Ludzka wolność nie neguje Bożej determinacji, a ta ostatnia nie przekreśla naszej wolności.

Wybierać będziemy musieli do końca naszych dni.  Paweł ostrzega jednak przed grzechem, który paraliżuje naszą wolną wolę. Al Pacino miał rację – wolna wola jest jak motyl. Raz dotknięta grzechem może już nie polecieć. Swoją sprawność odzyskuje ona dopiero oddana w ręce Jezusa. W niewoli jego miłości.    


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Byłem po prostu bandytą

Wolna wola to dar, z którego trzeba nauczyć się korzystać.

Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
Grzegorz
Gryniewicz
zobacz artykuly tego autora >

Kiedyś: szybkie życie, duże pieniądze, brak refleksji. Bóg? Gdzieś zapewne był….

Potem: 12 lat w zamkniętym zakładzie karnym, dowodzenie buntem w więzieniu, szefowanie grypsującym. Bóg? Pojawił się z dnia na dzień.

Dziś: życie sakramentalne, codzienna Eucharystia, pielgrzymki. Bóg? Jest co dnia obok.

Nie jest łatwo, ale słuchając Bożych wskazówek można dobrze żyć.

Z Grzegorzem Gryniewiczem, nawróconym więźniem, rozmawia Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Czy człowiek może mieć wolną wolę w więzieniu?

Grzegorz Gryniewicz: W więzieniu nie traci się wolnej wolni. Traci się ją wtedy, kiedy człowiek dużo nagrzeszy.

Czyli ta nasza wola nie jest już do końca taka wolna…

Dokładnie. Niby wybór podejmuje człowiek, ale grzech, który w nim siedzi ciągnie go w drugą, złą stronę. Zło przyciąga, jak magnez. Nie musimy od razu popełniać wielkich grzechów. Jedno kłamstwo rodzi drugie, a każde następne sprawia, że coraz dalej wkraczamy na terytorium wroga.  Małe kłamstwa. Niby nic takiego, a jednak wciągają. Pokazują, jak można przekraczać kolejne granice.

A te granice wydają się być bardzo cienkie.

Niestety tak jest. Człowiek brnie w zło, w grzech. Bez opamiętania. Do momentu refleksji. Do momentu, aż coś się stanie w życiu. Człowiek zaczyna wtedy w tej swojej wolnej woli wołać do Boga, bo czuje, że nie może już złapać powietrza – jest tak osaczony przez zło. Wtedy powoli w naszym życiu zaczyna „coś” się dziać.

Byłem po prostu bandytą

To moment, kiedy człowiek zaczyna zauważać, że musi walczyć o to, by ta wola była do końca wolna?

Człowiek żyjący ciągle w grzechu nie odróżnia już dobra od zła. Przynajmniej tak było u mnie. W pewnym momencie, czy człowiek chce czy nie chce, grzech go ciągnie w swoją stronę i przypomina o sobie…. W tym momencie przychodzi zniewolenie.

Od czego to się zaczyna?

Wszystko zaczyna się od małych rzeczy. Banalnych wręcz. Może to być małe kłamstewko. Niby nic. U mnie to właśnie były takie kłamstwa żartobliwe. Niestety, w końcu zapominałem, że kłamałem sobie dla żartu i z tych moich kłamstw zaczęły wychodzić wielkie nieporozumienia. Przyszedł moment, w którym zacząłem tak kłamać, że już nie wiedziałem co się dzieje. Sam wpadłem we własną pułapkę. Tak jest właśnie z grzechem. Człowiek wpada w sidła.

Żyłem w związkach niesakramentalnych, zdradzałem. Widziałem jedną ładną kobietę, potem inną. Wzrok sam za nimi wodził. Nie panowałem nad tym… Tak samo jest z kradzieżą czy z jakimkolwiek innym złem. Zło jest realne, żywe.

Kiedy na swojej drodze zetknął się Pan z Bogiem?

To było w więzieniu. Było mi źle, ale nie wiedziałem, że można żyć inaczej. Tęskniłem za czymś lepszym, ale nie wiedziałem za czym. Po śmierci mojej mamy miałem sen, który zaważył na tym kim dzisiaj jestem. Usłyszałem w nim takie słowa: „Twoje prośby zostaną wysłuchane”… Nie umiem tego wytłumaczyć. Zdarzyło się wtedy coś nadprzyrodzonego, coś wielkiego. Będąc w więzieniu chciałem iść do poprawczaka. Chciałem młodym ludziom opowiedzieć o swoim życiu, by nie szli tą drogą, co ja. I tak się stało. Pojechałem do poprawczaka, spotkałem się z tymi ludźmi.

Potem zacząłem się modlić. Odmawiałem różaniec. Brałem udział w modlitwach o uwolnienie. I stało się coś niezwykłego. Zacząłem przebaczać. Przebaczyłem osobie, o której cały czas myślałem w więzieniu. Cały swój wyrok zastanawiałem się jak ją skrzywdzę, kiedy już z niego wyjdę. A tu nagle ja temu człowiekowi przebaczam! To było dla mnie samego niepojęte. A co się działo w tym czasie ze mną? Czułem się o wiele lżejszy… Taki spokojny. Nie umiem tego wytłumaczyć. Stałem się innym człowiekiem. Poczułem miłość Boga. Bóg pokazywał, stawiał znaki, budował wiarę.

A co się stało po wyjściu z więzienia? Ciężko chyba było zacząć wszystko od nowa…

Dopadła mnie rzeczywistość. Brak pracy, mieszkania, perspektyw. Czułem, że znowu mogę wpaść w to od czego uciekam. Chciałem zmienić swoje życie, ale nie umiałem normalnie funkcjonować. Chciałem iść do pracy. Ale praca za 1.500 złotych? Jak przeżyć za taką kwotę? To nie dla mnie – myślałem. To co potrafiłem robić to kraść, oszukiwać, kombinować. Nie wierzyłem, że mogę normalnie zarabiać pieniądze… Coraz bardziej mnie to zło, ten grzech ciągnął w swoją stronę.

Byłem po prostu bandytą

Aż do pewnego momentu…

Pamiętam jak odmawiałem koronkę do Bożego Miłosierdzia o godzinie 15.00 i zerwała się wielka wichura. To było dla mnie bardzo ważne… Modliłem się o to, by Bóg mi nie pozwolił ponownie wejść w bagno. I tak też się stało. Mimo wszelkich trudności, propozycji, tego co było wkoło mnie. Przebijałem się. Prostowałem swoją drogę. Wiedziałem, że Bóg jest ze mną, że mi pomaga. Po tej długiej, męczącej walce zaczęło się wszystko zmieniać.

Jak jest dziś?

Dziś podejmuje decyzje w wolności. Staram się dostrzegać nawet to najmniejsze zło. Przykład? Jestem w pracy i dostaję zadanie, które wykonuję o 2 godziny szybciej. Idę więc do swojego szefa i się zwalniam z pracy. Bo wiem, że te dwie godziny będę siedział i nic nie robił. Dlaczego ma mi on za to płacić? Przecież to jest nieuczciwe.

Ten najcięższy moment już za Panem?

Tak. Sądzę, że to był początek – podjęcie decyzji, że chce zmienić swoje życie. Im bliżej Boga, tym bardziej człowiek chce być uczciwy. Maksymalnie unikać tego, co złe. Wzrastać. Nie łapać się najmniejszego zła. Od małego zła zawsze się zaczynało i od wymówek typu „a bo to nic nie szkodzi… a co to takiego…”. Oj, mylne to. Małego grzechu trzeba unikać, jak ognia.

Jeśli nazbiera się tych małych grzechów, to człowiek zapomina o modlitwie, spowiedzi. Zaczyna się robić niebezpiecznie. Granica jest śliska. Ważne jest, by żyć w łasce świętej, by korzystać ze spowiedzi.

Jest Pan przykładem, że można wyrwać się ze zniewolenia i grzechu…

Ważne, by zwracać uwagę  na to, co Bóg pokazuje. Bo myśli, które do nas powracają, albo sytuacje które coś przypominają – to nasze sumienie, które chce coś nam powiedzieć. Jest czymś obciążone. Wystarczy się pomodlić w tej intencji, skorzystać z pomocy księży, sakramentu pokuty. Nie bagatelizować tego. W życiu nie ma przypadków. By człowiek był wolny, trzeba korzystać z tego, co Pan Jezus dla nas zrobił – a On przecież odkupił nasze winy. Moje winy.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alicja Samolewicz - Jeglicka

Alicja Samolewicz - Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Grzegorz Gryniewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz - Jeglicka
Alicja
Samolewicz - Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >
Grzegorz
Gryniewicz
zobacz artykuly tego autora >