Słownik przedsiębiorczego katolika

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój” – tak powiedział Jezus w Ewangelii. I można powiedzieć, że to najbogatszy człowiek świata. Był też najbardziej przedsiębiorczy.

Maciej Chanaka OP
Maciej
Chanaka OP
zobacz artykuly tego autora >

Bóg Ojciec wszystko daje Synowi, ale równocześnie wszystko zachowuje. I Syn to przyjmuje, a jak już wszystko ma, to znowu oddaje Ojcu. Wzajemna miłość, która ich łączy jest zawarta w relacji Trójcy Świętej (wspólnocie Boga, Syna i Ducha Świętego). Gdyby Bóg był pojedynczy, to by znaczyło, że jest samotnością. Jasne, że byłaby w Nim siła, potęga, moc,… ale tak naprawdę byłby samotny.

Bóg jest Trójcą, a my jesteśmy stworzeni na Jego obraz. Jesteśmy z tej prawdy, według niej wymyśleni. To Bóg, w sposób doskonały i dla nas niedościgniony, jest wzorcem wymiany. Zechciał jednak nam ujawnić ją w przykazaniu miłości: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. W tym jednym zdaniu zawiera się całe Nauczanie Społeczne Kościoła. Ono jedno wystarczy, by uczyć się myśleć kategoriami społecznymi.

Przejdźmy do konkretów. Niżej kilka kluczowych pojęć, które przedsiębiorczy katolik może dobrze wykorzystać, pod warunkiem, że je dobrze rozumie.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Pieniądze  

Pieniądze szczęścia nie dają, mówi stare przysłowie, ale lepiej je jednak mieć, niż nie mieć. Powiem więcej, lepiej mieć dużo, niż mało (w końcu Jezus dostał wszystko). Jeżeli potrzeby materialne człowieka nie są zabezpieczone przez posiadanie tego, co potrzebne do życia, wówczas trudno skupić się na tym, co duchowe.

Dobra materialne są źródłem części ludzkiego szczęścia. Pozwalają nam godnie żyć, a więc są dobre i nie należy się wstydzić tego, że ich pragniemy, że chcemy otrzymywać uczciwe wynagrodzenie, za naszą pracę.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Uczciwość

To słowo kluczowe. Uczciwość jest fundamentem wspólnego życia. Jeżeli nie ma uczciwości, nie ma zaufania, a w konsekwencji nie ma pokoju serca, ani pokoju społecznego. Ufamy sobie w takim stopniu, w jakim jesteśmy uczciwi wobec siebie.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Dostatek

Dążenie do dobrobytu samo w sobie nie jest niczym złym. Dlaczego jednak pieniądze tak całkiem szczęścia nie dają? Dlatego, że zasoby materialne, dostatek, dobrobyt, to może być tylko środek, natomiast nie sprawdzają się jako cel sam w sobie. Jeżeli są środkiem – to dobrze, wówczas odgrywają w naszym życiu prawidłową rolę. Żeby jednak stały się środkiem, musimy wiedzieć, jaki jest nasz cel, do czego ich potrzebujemy, bo bywa, że mylimy szczęście z komfortem życiowym. Budujemy sobie wygodny świat i, oczywiście, mamy do tego prawo, ale łatwo w tym względzie o przesadę.

Bardzo często zaczynamy utożsamiać szczęście z wygodą, ze standardem życia, z dobrymi zarobkami. Ludzie potrafią składać ogromne ofiary na ołtarzu tak pojętego szczęścia. Dokąd to zmierza? Czy na pewno warto żyć i męczyć się dla tego celu? Dobra materialne są źródłem części ludzkiego szczęścia, ale pod warunkiem, że wiemy, po co je zbieramy. W takim razie po co?

Słownik przedsiębiorczego katolika


Obowiązek

Benedykt XVI pisze: „Nie jesteśmy właścicielami, lecz zarządcami dóbr, które posiadamy, nie można ich zatem traktować jako wyłącznej własności, lecz trzeba je uznać za środki, którymi posługuje się Pan, wzywając każdego z nas, by stał się pośrednikiem Jego Opatrzności względem bliźniego”. Mówiąc inaczej, w to, co posiadamy wpisane jest nasze powołanie (tak komentuje ten fragment bp Grzegorz Ryś). Do czego to powołanie? By stać się Opatrznością Boga wobec ludzi, którzy tego potrzebują. Jeśli Bóg dał nam pieniądze, to trzeba z wdzięcznością powiedzieć: „dziękuję za taki los”, ale uwaga: one nie są tylko dla nas, są również dla naszych bliźnich. Nie jesteśmy właścicielami, my nimi tylko zarządzamy. Przypominają nam o tym konkretne fragmenty Pisma Świętego: Łk 16, 1-3 i Mk 12, 1-12. Warto zaznaczyć, że to nie jest zachęta, jakaś opcja, ale reguła miłości. Jeśli nikt nie ma prawa do tego, co posiadam, to nie ma miłości.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Wzruszenie

Jakie są granice mojego obowiązku wobec bliźniego? O to samo pyta Pana Jezusa uczony w Piśmie w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie: „Kto jest moim bliźnim?”. Tę odpowiedź zgrabnie streszcza jeden z naszych dominikańskich wykładowców, Marian Grabowski: „Jeśli pytasz o granicę swego obowiązku, zamień role, wczuj się w sytuację człowieka nieszczęśliwego, a odpowiedź będzie prosta: dla przykazania miłości nie ma takiej granicy”.

Początkiem działania jest wzruszenie. „Samarytanin wzruszył się głęboko”. Pan Jezus zwraca naszą uwagę na to, by nie przegapić wzruszenia wobec potrzeby drugiego człowieka, ale za tym wzruszeniem iść na wzór Samarytanina. Trzeba sobie o tym przypominać, bo zamożność bywa niebezpieczna, bardzo łatwo rodzi egoizm, czyli zamknięcie się w swoim własnym, komfortowym świecie. Przestajemy widzieć tych ludzi biednych, odtrąconych i zmarginalizowanych.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Sponsoring

Jeśli uda nam się uchronić przed egocentryzmem, a odnajdziemy w sobie wzruszenie, to warto przejść do konkretów. Z pomocą przychodzi, popsute w naszej kulturze słowo: „sponsoring”. Doskonałym przykładem jest św. Katarzyna ze Sieny, która organizowała ludziom pieniądze, nie posiadając ich. W jej listach znajdujemy takie zdanie skierowane do jej znajomego: „Dowiedz się, bracie, czy Pani Lippa zapisała coś w testamencie dla klasztoru św. Agnieszki. Jeżeli nic im nie dała, zajmij się tymi zakonnicami, gdyż są naprawdę w wielkiej potrzebie”. Święta Katarzyna nie wstydziła się prosić o coś, co dziś nazywany sponsoringiem.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Lobbing

Jeden z moich braci, o. Wojciech Prus OP, nazywa ją publicznie patronką „lobbingu”. Święta Katarzyna nie bała się takiego działania, które przywodzi na myśl kampanię wyborczą czy pozakulisowe negocjacje. Dotyczyło to przede wszystkim osób na wysokich stanowiskach. Miała świadomość, że od prawości i uczciwości przełożonych zależy los wielu ludzi. Nie miała skrupułów, by wpływać na nich w słusznej sprawie. Nie oszczędziła również naszych braci. W jednym ze swoich listów napisała, że zakon Dominikanów jest zdziczałym sadem i dzieją się w nim takie przerażające rzeczy. Kiedy dowiedziała się, że ma być zmieniony generał (najwyższy przełożony dominikanów), podyktowała następującej treści list do papieża: „Słyszałam, że nasz generał ma zostać biskupem, jeżeli to prawda to proszę pamiętaj, żeby jego następca spełniał takie kryteria…”. Wymienia konkretne cechy. Dalej pisze: „…w tej sprawie napiszę również do arcybiskupa, napiszę również do Rajmunda z Kapui i do pewnego notabla, prosząc żeby oni z tobą porozmawiali w tej sprawie”. Na tym kończy, a potem następują listy do tych osób, które Katarzyna wymieniła we wspomnianej korespondencji. „Słyszałam, że nasz generał ma zostać biskupem, a zatem będzie wakat na stanowisku przełożonego dominikanów. Napisałam papieżowi, że będziecie z nim rozmawiali. Napisałam mu jakie cechy powinien mieć nowy generał dominikanów”. Do wszystkich trzech adresatów pisze: „Czy słyszeliście o mistrzu Stefanie?”. Wymienia konkretne imię dodając: „Proszę żebyście o nim porozmawiali z papieżem”. Wyobraźni społecznej na pewno Katarzynie nie brakowało.

Słownik przedsiębiorczego katolika


Obietnica

Na koniec jeszcze jedno słowo i osobista historia. Kiedyś podszedłem do bezdomnego mężczyzny, dałem mu kilka złotych. Nie powiedział dziękuję. Popatrzył tylko na mnie i stwierdził, że „te pieniądze to mu nie pomogą”. Wtedy odszedłem, bo nie miałem odwagi zapytać, co chce przez to powiedzieć i długo tego nie rozumiałem. Byłem studentem finansów i bankowości, zastanawiałem się nad tematem pracy magisterskiej, a że bankowości nie zdążyłem polubić postanowiłem (po tym spotkaniu), że będzie ona traktować o całym systemie pomocy społecznej w Krakowie. Odwiedziłem wiele instytucji, które pomagały ludziom w potrzebie. Prosiłem o wypełnienie ankiet. Jednej nie zapomnę. Na pytanie: „Co jest przyczyną sytuacji, w której się znalazłem”, ktoś kilka razy (jakby chciał ją wydrapać) zakreślił odpowiedź: „Ja sam”.

Zajęło mi trochę czasu, by odkryć, że to nie bezdomność trapiła tego człowieka, którego wtedy spotkałem. On nie miał żadnej motywacji, by zmienić swoje życie, nie miał dla kogo żyć i nie wiedział, po co żyć. Te kilka złotych pewnie mu nie pomogły, ale mi pomogły nieco się przebudzić. Św. Augustyn pisze, że: „ubodzy są naszymi tragarzami” – czyli tymi, którzy nas dźwigają. Jak mu nie wierzyć?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Maciej Chanaka OP

Maciej Chanaka OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Chanaka OP
Maciej
Chanaka OP
zobacz artykuly tego autora >

Aniele Stróżu mój

Bóg ciągle i na różne sposoby posyła nam aniołów. Kościół stale w tym pośredniczy.

ks. Piotr
Kot
zobacz artykuly tego autora >

Aniele Stróżu mój

Anioł, “wysłannik”, którego Biblia Hebrajska określa mianem malach, to istota stworzona do pokonywania “dystansu”, jaki od grzechu pierwszych rodziców dzieli Boga i ludzi. Tego dystansu nie można opisać inaczej, jak tylko za pomocą pojęć przestrzennych, choć stosowanie takiego języka jest nieodpowiednie dla świata nadprzyrodzonego. Oddalenie człowieka od Stwórcy, a co za tym idzie utrata zdolności komunikacji z Nim, doprowadziły do tego, że Bóg musiał posługiwać się pośrednikami, by przez nich, przynajmniej częściowo, odsłaniać przed ludźmi swe tajemnice.

Po raz pierwszy anioł w roli wysłannika pojawia się w Księdze Rodzaju (por. Rdz 16, 7). Wraz z jego misją Bóg bezpośrednio wkracza w historię zbawienia. Oto “anioł Pański” przychodzi do egipskiej niewolnicy Hagar, która została wybrana, by w miejsce niepłodnej Sary urodzić dziecko Abrahamowi. Za pośrednictwem wysłannika Pan obwieszcza swoją wolę. Podobną rolę mają do spełnienia trzej tajemniczy przybysze, którzy pewnego dnia zatrzymują się w gościnie u patriarchy Abrahama i przekazują obietnicę: “Za rok wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna” (por. Rdz 18).

Objawienie ludziom woli Bożej to podstawowe zadanie aniołów podczas ich “wędrówek” na ziemię”.

Fragment artykułu “Oto posyłam przed tobą anioła”, “BIBLIA Krok po Kroku” nr 22.

MODLITWA DO ANIOŁA STRÓŻA

 

Miły Bogu Aniele, który mnie pod Twoją świętą opiekę oddanego, od początku mego życia bronisz, oświecasz i mną kierujesz. Czczę Cię i kocham jako mojego Patrona i Opiekuna, Twojej opiece zupełnie się oddaję. Proszę Cię pokornie, abyś mnie nie opuszczał choć jestem niewdzięczny i przeciw świętym Twoim natchnieniom wykraczam, lecz abyś mnie gdy błądzę – łaskawie poprawiał, gdy upadnę – podźwignął, nieumiejętnego – nauczał, strapionego – pocieszał, w niebezpieczeństwie zostającego – ratował, aż mnie do szczęśliwości w niebie doprowadzisz. Amen.

(św. Alfons Liguori)


Wiersz ks. Jana Twardowskiego

Aniele Boży Stróżu mój ty właśnie nie stój przy mnie jak malowana lala ale ruszaj w te pędy niczym zając po zachodzie słońca skoro wygania nas dziesięć po dziesiątej ostatni autobus jamnik skaczący na smycz smutek jak akwarium z jedną złotą rybką hałas cisza…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

ks. Piotr Kot

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Kot
zobacz artykuly tego autora >