Modlitwa w rodzinie

Z tą modlitwą w rodzinie bywa różnie; póki dzieci małe, to się modlą z rodzicami, albo częściej z matką - duże jakby się wstydzą modlić razem, a i rodzicom też trudno jest z dorastającymi dziećmi odnaleźć tę wspólnotę w rozmowie z Bogiem.

Polub nas na Facebooku!

Co przeszkadza ojcu modlić się z dziećmi i wobec dzieci? Sami nie wiedzą co, nieraz właśnie tak mówią: „Tak jakoś przestaliśmy się modlić”.

 

Ale jeżeli uda się tych wszystkich, co są w domu razem, ze­brać i namówić na wspólną modlitwę, wszystko się zmienia – wzrasta miłość. Ale nieraz trudno jest przełamać te, nie wia­domo skąd pochodzące, opory. Zmęczenie, pośpiech, jakiś wstyd fałszywy, może też jakaś nieśmiałość i wreszcie pycha!

 

Człowiek współczesny ma wiele oporów do pokonania, żeby mógł tak zwyczajnie uklęknąć wobec swoich dzieci i ra­zem z nimi mówić „Ojcze nasz”, jeszcze prędzej sam gdzieś w kącie, ale tak na oczach dzieci, dorosłego już może syna?

 

Modlitwa w rodzinie!

A właśnie chodzi o to, o ten gest, o to zgięcie kolan przed Bogiem, o to świadectwo, że wierzysz. A przecież każdy wie­rzący wielokrotnie powtarzał już to „Ojcze nasz”, każdy wiele razy, a Ojciec Święty chce, żeby to samo powiedzieć, ale ina­czej, zupełnie inaczej – w prawdzie!

 

Nie wiem, ilu jest katolików na świecie i ile rodzin kato­lickich, ale gdyby istotnie wszystkie te osoby choćby tylko przez ten rok tak się modliły o siebie i za siebie, i o innych i za innych – to taka fala modlitwy musiałaby zmienić losy świata.

 


Fragmenty z książki „By rodzina była Bogiem silna…” Pani Wandy Półtawskiej.

Wyboru cytatów dokonała Aneta Liberacka.


Tę książkę możesz kupić tutaj


Polecamy również inne fragmenty książki Pani Wandy Półtawskiej:


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Rodzina, mąż, żona, teściowa… Pojęcia powszechnie znane, ale czy zawsze tak samo rozumiane? Jak postrzega rodzinę współczesna kobieta?

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na przestrzeni lat zmieniło się bardzo wiele w sposobie pojmowania ról społecznych kobiet i mężczyzn, w podejściu do dzieci, w kwestii zaangażowania ojców w wychowanie. Są to naturalne zmiany, które w żadnym stopniu nie umniejszają faktu, że rodzina to fundament społeczeństwa.

Jest taki sielankowy obrazek: rodzina razem w drodze do kościoła albo na niedzielnym spacerze. To bardzo piękny i budujący widok, jednak będąc żoną i matką mam świadomość, że za tą idyllą stoi twarda logistyka: to matka odprasowała im sukienki i koszule, cierpliwie zastosowała się do reklamacji (nie różowa, a różowa w paseczki, nie białe polo, a niebieska w kratkę), zdarła z łóżek o czasie, zrobiła śniadanie, przypomniała ze dwadzieścia razy, że już późno i trzeba się ubierać, cierpliwie wyjaśniła, dlaczego chodzimy do kościoła, namówiła na założenie porządnych sandałów zamiast tenisówek zmasakrowanych w piaskownicy, przetrzymała histerię w progu (nie wyjdę, bo nie!) i ducha nie zgasiła.

W skład rodziny wchodzą:

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Mąż. Lata dominacji patriarchatu wbiły naszych panów w przekonanie, że mąż to głowa rodziny i niektórzy do dziś nie potrafią się z tego otrząsnąć. Z roku na rok jestem coraz bardziej przekonana, że idealną sytuacją jest, gdy małżonkowie umówią się, że on podejmuje decyzje w sprawach ważnych i zasadniczych, ona w codziennych i błahych. Źródła donoszą, że po 50 latach nader zgodnego pożycia takich par okazuje się, że w ich życiu były same sprawy błahe i codzienne.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Żona, nazywana w celu dowartościowania kapłanką domowego ogniska, to w istocie główny logistyk, dyrektor zarządzający i rzecznik prasowy, a przy tym wieloczynnościowy, bezawaryjny robot na wieczystej gwarancji. Po upgradzie do wersji Mama szybko opanowuje zaskakujące umiejętności, takie jak rozciąganie doby i wykonywanie w tym samym czasie wielu rozmaitych czynności dodatkowymi rękami, na co mąż może tylko patrzeć z podziwem i szacunkiem, bo takiego stopnia zaawansowania nie osiągnie chyba nigdy. Społeczeństwo nie może się zdecydować, czego właściwie powinno oczekiwać od matek, w związku z tym na wszelki wypadek oczekuje wszystkiego jednocześnie: krzywo patrzy, gdy matka nadmiernie troszczy się o dziecko, nazywając to wzgardliwie trzymaniem go pod spódnicą, zachęca do dawania dziecku swobody, a kiedy przychodzi czas rozliczania skutków tejże swobody, dopytuje się potępieńczo, gdzie wówczas była matka?! Matce chętnie przypisuje się nadprzyrodzone moce, takie jak bezbłędne odgadywanie, dlaczego nakarmione i przewinięte dziecko nadal płacze, oraz chętnie obwinia za to, że syn nie nosi czapki, a córka popala po kątach. Dla matki nie ma litości, kiedy próbuje się zwierzyć ze swoich bolączek, niejednokrotnie słyszy zjadliwe „co z ciebie za matka?!”

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Tata. Kiedy mężczyzna zostaje ojcem, wcale nie oznacza, że przestaje być dzieckiem, co być może jest jedną z przyczyn zmniejszającej się dzietności w Polsce. Moje koleżanki mawiają: nie zdecyduję się na kolejne dziecko, bo mam już jedno-dwoje małych i jedno duże. Niemniej ojciec jest dziecku niezbędny, a im bardziej dziecinny z naszego punktu widzenia, tym bardziej przez dzieci uwielbiany, bo potrafi się wygłupiać i szaleć z nimi lepiej niż animatorka w kulkolandzie. Nawet ojciec zapracowany, który wraca do domu późno i ma bardzo ograniczony czas dla dzieci, jest upragniony i wytęskniony, a dzieci (które już dawno powinny spać) wybiegają z łóżek i rzucają mu się na szyję (a matka, która poświeciła godzinę by je wyciszyć i położyć do łóżek idzie „oddychać do torebki”).

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Dziecko jest dla rodziców spełnieniem ich związku, sensem życia, misją, bywa też źródłem ogromnej dumy (ale i potwornego wstydu), niektórzy traktują je jako inwestycję. Macierzyństwo ma dwa bieguny: z jednej strony, nikt nigdy nie będzie kochał i potrzebował matki tak, jak jej dzieci, a z drugiej strony, nikt tak jak dzieci nie potrafi wyprowadzić jej z równowagi. W naszych czasach świat kręci się wokół potomstwa – dbamy, by miało wszystko, wspieramy, chronimy, a potem wypuszczamy w świat i drżymy, jak sobie w nim poradzi. Najchętniej wyręczylibyśmy je we wszystkim, ale dobrze wiemy, że tak się nie da i jako rodzice musimy się pogodzić z faktem, że popełni wiele własnych błędów nim przekona się, że warto było uczyć się na cudzych. Najczęściej wtedy będzie miało już własne dzieci.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Rodzeństwo dla dziecka to normalna sprawa, większość ludzi jest za. Mam dwoje dzieci, trzecie urodzi się lada dzień, ale doskonale rozumiem pary, które świadomie decydują się na jedno. Podobno tak jest w przypadku połowy polskich małżeństw. Jedno dziecko daje komfort pełnego skupienia uwagi na młodym człowieku, na jego potrzebach, pasjach i problemach, choć obserwując jednodzietnych znajomych można zauważyć, że to skupienie jest przesadne, by nie rzec – patologiczne w niektórych przypadkach. Dwoje dzieci to dwa różne światy, a pogodzenie interesów dwulatka i noworodka  może być nie lada wyzwaniem. Jednak to, co przez jakiś czas pozostaje koszmarem, cudownie zaprocentuje. I zyska się cudowną świadomość, że kiedy nas zabraknie, dzieci nie zostaną na świecie sami, bo mają siebie nawzajem.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Dziadkowie to prawdziwy skarb. Charakterystyczne jest, że wszyscy młodzi, którzy chcą jak najprędzej uniezależnić się od rodziców, wracają do nich jak po sznurku, gdy tylko zostaną rodzicami. Wszak nikt nie zaopiekuje się naszymi dziećmi tak troskliwie jak babcia i dziadek, na dodatek nie biorąc za to pieniędzy. Oczywiście, że wszystko zrobią inaczej (lepiej!) niż my, ale na to już nie ma rady i albo bierzemy to z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo lepiej zatrudnijmy płatną opiekunkę, której wypunktujemy nasze oczekiwania i z nich rozliczymy. Rozliczenie będzie obustronne, ona doliczy sobie do pensji każdą minutę naszego spóźnienia.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Teściowa. Mroczna strona każdej rodziny. Największą zaletą niektórych teściowych jest fakt, że mieszkają daleko. Służą pomocą w razie konieczności, ale nie narzucają się. Sporadyczne kontakty pozwalają zachować dobre relacje, a podczas świątecznych jedno-dwudniowych wizyt w miarę łatwo przetrzymać kąśliwe uwagi na temat spadającej wagi syna (co oczywiście oznacza, że wredna żona nie dba o męża i lodówkę na kłódkę zamyka). I choć z uwagi na dzieci przydałoby się czasem, by babcie były bliżej, to jednak bilans sytuacji wychodzi zdecydowanie na plus.


Zobacz także męski punkt widzenia:

"Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny" – Szymon Babuchowski



Dorota Smoleń – dziennikarka, redaktorka, blogerka, koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”. Żona, matka trzech chłopców.

Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i “Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter”, koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap