video-jav.net

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Aniołowie nie raz objawiali się ludziom, aby przekazać im orędzie od Boga, a także zapowiadać narodziny Bożych wybrańców, ale ta anielska misja była jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zwiastowanie Maryi to był moment, w którym zogniskowała się cała historia wszechświata. Młoda dziewczyna, żyjąca w małej mieścinie, gdzieś na prowincji, została poproszona przez potężnego niebiańskiego wojownika Gabriela, by zgodziła się zostać matką samego Boga, który postanowił stać się Człowiekiem. Ta scena jest fascynująca! Przyjrzyjmy się jej w siedmiu różnych ujęciach.

1. Zwiastowanie na kartach Biblii

Gabriel to imię jednego z najpotężniejszych aniołów. Jest on specjalnym posłańcem Boga w zapowiadaniu niezwykłych wydarzeń zbawczych. Po raz pierwszy spotykamy go w Księdze Daniela, w której podczas niewoli babilońskiej przepowiada przyjście Mesjasza (Dn 8,15). Po raz drugi pojawia się dopiero w Nowym Testamencie.

Według Ewangelii św. Łukasza, Gabriel był posłany do Zachariasza, aby zwiastować narodziny Jana Chrzciciela (Łk 1,11-20), a sześć miesięcy później do Maryi (Łk 1,26-38).

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Zwiastowanie, William-Adolphe Bouguereau

Nie bez powodu  tę wyjątkową misję Bóg powierzył Gabrielowi, którego imię tłumaczy się jako „Bóg jest moją siłą”, gdyż z pewnością Najwyższy musiał obdarzyć kruchą z natury istotę ludzką wielką siłą, by poczuła się zdolna do poświęcenia.

Gabriel pozdrawia Maryję, wzywając do radości (to znaczy dosłownie greckie „chafre”), nazywa „Pełną łaski”, a później wypowiada formułę: „Pan jest z tobą”, która pojawia się zwykle w Piśmie Świętym, gdy człowiek ma wykonać jakieś szczególnie trudne zadanie i zapewnia się go o specjalnej pomocy Bożej, która umożliwi mu wykonanie tego zadania.

Maryja otrzymuje w chwili zwiastowania najwznioślejsze, ale i najtrudniejsze zadanie w całej historii ludzkości. Ma dać światu Zbawiciela. „Pan będzie z nią”, także w zupełnie niezwykły sposób. Przez dziewięć miesięcy będzie w jej łonie rozwijał się jako dziecko.

W dialogu utrwalonym przez Łukasza, widać pomiędzy wierszami ogromną pokorę tego potężnego anioła wobec Maryi. Odpowiada na jej pytania, zwraca się do niej z wielkim szacunkiem i wyraźnie uznaje jej niezwykłość.

W zachowaniu Gabriela jest jakaś delikatność, a może nawet… onieśmielenie. Wystarczy sobie przypomnieć, jak bardzo różny jest opis zwiastowania Zachariaszowi narodzin jego syna – Jana Chrzciciela. Tam Gabriel zachowuje się władczo, można nawet powiedzieć oschle, a gdy kapłan nie dowierza, że mógłby zostać ojcem w podeszłym wieku, niebiański duch bez najmniejszych skrupułów sprawia, że Zachariasz aż do dnia narodzin staje się niemową. Sześć miesięcy później ten sam anioł wobec nastolatki z Nazaretu jest pełen pokory i czci.

2. Zwiastowanie apokryficzne

Zwiastowanie znane nam z Ewangelii według św. Łukasza jest dość lakoniczne. Autor nie precyzuje bliżej okoliczności ani nie podaje dokładnej lokalizacji tego wydarzenia. Nic więc dziwnego, że pojawiły się próby doprecyzowania i uszczegółowienia, jak to mogło wyglądać.

W apokryficznej „Protewangelii Jakuba” (ProtEwJk 11, 1-3) opis zwiastowania jest podzielony na dwie części.

Pierwszy jego element ma miejsce przy studni, gdzie Maryja udała się po wodę. Tam, przy źródle, usłyszała głos: „Witaj, pełna łaski. Pan z Tobą. Błogosławiona jesteś Ty między niewiastami”. Na te słowa Maryja obejrzała się na wszystkie strony, jednak nikogo nie dostrzegła.

Wtedy, przestraszona, wróciła i weszła do domu. Postawiła dzban. Usiadła na tronie (tak, na tronie!) i zaczęła tkać purpurę oraz szkarłat na zasłonę do świątyni, była bowiem dziewicą wybraną do tego zadania przez kapłanów świątynnych. Dopiero wtedy nastąpiło właściwe Zwiastowanie. Przed Maryją stanął Anioł Pański i rzekł dalszy ciąg tego, co znamy już z Ewangelii Łukasza.

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Autor nie wyjaśnia skąd tron wziął się w ubogim mieszkaniu w Nazarecie. Zresztą, tu chodzi o symbol. Każdy szczegół ma tu symboliczne znaczenie. Purpura i szkarłat – to kolory królewskie, podobnie jak tron jest oznaką władzy królewskiej. Te elementy miały wskazywać, że Maryja urodzi Króla. Maryja tka dla świątyni zasłonę. Jest to ta sama zasłona, która rozdarła się w chwili śmierci Chrystusa na krzyżu. Natomiast przędzenie nawiązuje do metafory o tkaniu dziecka w łonie matki (por. Ps 139).

Apokryf poprzez symbole podkreśla realność ciała Jezusa, które uformowało się w Maryi i którego Ona jest Matką; Ten, którego urodzi, nie jest jednak tylko człowiekiem, lecz także Królem i Panem. Podobnie ukazuje zwiastowanie Ewangelia Pseudo-Mateusza (PsMt 9,1).

Niektóre pomysły, które znalazły się w apokryfach bywały jednak dość (jak by to określić?) ekstrawaganckie. Na przykład pojawiła się koncepcja, że zwiastowanie i co za tym idzie również wcielenie były elementami operacji przeprowadzanej przez Boga w tajemnicy przed aniołami i dopiero Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa odsłoniło tę tajemnicę przed mieszkańcami poszczególnych sfer Nieba (por. Wniebowzięcie Izajasza XI, 23-28). Jak to pogodzić z faktem, że zwiastował jeden z aniołów – Gabriel? Otóż apokryfy objaśniają, że postać archanioła przybrał sam Syn Boży. Innymi słowy to Boski Logos udawał, że jest Gabrielem (por. Epistula Apostolorum 14 [25]).

3. Zwiastowanie liturgiczno-modlitewne

Próbę wyobrażenia i uczczenia Zwiastowania widzimy też w modlitwach i to tych codziennych. Jeszcze całkiem niedawno wierni trzy razy dziennie odkładali swe zajęcia, aby kontemplować tajemnicę wcielenia w modlitwie „Anioł Pański”, zaczynającej się od słów: „Angelus Domini nuntiavit Mariae et concepit de Spiritu Santo” („Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i poczęła z Ducha Świętego”).

Historia modlitwy „Anioł Pański” sięga średniowiecza, kiedy to biciem dzwonów wyznaczano trzy pory dnia: rano, południe i wieczór. Zwyczaj ten był bardzo praktyczny m.in. z powodu braku zegarków. Słowa Gabriela skierowane do Maryi i przytoczone w Ewangelii Łukasza: „Zdrowaś Maryjo, łaskiś Pełna”, stały się najczęściej powtarzanym fragmentem Biblii: a tym samym Gabriel stał się najczęściej cytowanym aniołem na świecie. Najwięcej jednak przyczyniła się do tego praktyka odmawiania różańca świętego.

W upowszechnionej postaci „Pozdrowienia anielskiego” przypominamy pierwsze zdanie dialogu, jaki anioł Gabriel przeprowadził z Maryją przy okazji zwiastowania, wzbogacone o dodatek pochodzący z pozdrowienia Maryi przez Elżbietę i dołączoną później przez Piusa V prośbę o modlitwę.

Wypada także wspomnieć o ogromnej ilości utworów muzycznych, noszących tytuł „Ave Maria”, a skomponowanych do słów „Pozdrowienia anielskiego”. Temat ten podejmowali tacy kompozytorzy jak Franciszek Schubert, Charles Gounod, Gaetano Donizetti, Franciszek Liszt, Stanisław Moniuszko i wielu, wielu innych. „Ave Maria” Schuberta jest często wykonywane podczas ślubów.

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Zwiastowanie, Giorgio Vasari

4. Zwiastowanie malarskie

W każdym ważniejszym europejskim muzeum, znajdziemy przynajmniej jedno przedstawienie Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Malarze od zawsze zachwycali się tą sceną i próbowali ją sobie wyobrazić. Wśród wielu przedstawień sceny Zwiastowania są takie, które wiernie ilustrują lakoniczny opis ewangelisty św. Łukasza, aczkolwiek znacznie częściej znajdziemy elementy apokryficzne. oraz takie, w których rozbudowano wymowę teologiczną, wzbogacając ją o dodatkowe wątki, jak: antyteza Ewa – Maryja, zaślubiny Oblubienicy z Bogiem lub też ukazywanie sceny poselstwa anielskiego wśród postaci proroków. Na licznych wizerunkach anioł pozdrawiając Maryję, klęczy przed nią (a więc przed człowiekiem!), pochyla głowę albo patrzy z uniżeniem.

Zazwyczaj po ukazaniu się anioła, to ludzie spontanicznie padali na kolana przed istotą nadprzyrodzoną. Tu jest inaczej. Natomiast obrazy, które koncentrują się nie na słowach anioła, ale na Maryi w chwili przyjęcia posłannictwa („niech mi się stanie według słowa twego”) ukazują Ją zwykle w pozycji klęczącej, na znak poddania się woli Bożej.

Nieodłącznym atrybutem sceny Zwiastowania jest kwiat lilii jako symbol czystości. Niekiedy to Maryja trzyma go w prawej dłoni, innym razem ma go w ręce Gabriel. Może być też tak, że lilie stoją w wazonie. Czasem zwiastowanie ukazywane jest na tle krajobrazu, a czasem we wnętrzach mieszkalnych.

Bywa też, że sfruwającemu z obłoków Gabrielowi towarzyszy cały orszak anielski, z uskrzydlonymi bobasami (są to tak zwane putta) podtrzymującymi przedmioty o symbolice maryjnej (np. wianek, koronę, kwiaty). Malowano też promienie światła biegnące ku Maryi od przedstawionej w górnej części postaci Boga Ojca, co miało niby sugerowac dokonujące się właśnie Wcielenie. Na promieniach często umieszczano Ducha Świętego pod postacią gołębicy.

W sztuce wschodniochrześcijańskiej często pojawiał się zaczerpnięty z apokryfów motyw trzykrotnego Zwiastowania Maryi – przy studni, podczas tkania zasłony dla Świątyni i przy lekturze Pisma Świętego.

5. Zwiastowanie poetyckie

Nie potrafimy sobie wyobrazić, czym było dla Gabriela spotkanie z przyszłą Matką Boga. Boga, który przecież powołał go do istnienia i któremu służył od zarania wszechświata.

Niewiele wiemy na temat wewnętrznego życia aniołów, ale o uczuciach Gabriela w chwili zwiastowania, próbuje mówić miedzy innymi urzekający wiersz Rainera Maria Rilkego, pochodzący z Księgi obrazów (Das Buch der Bilder). Wiersz, w którym wielka teologia spotyka się z naprawdę wielką poezją:

…cudowne są i błogo-

sławione twe ręce przez niego.

U żadnej z niewiast tak wychylone

nie dojrzewają pod takim powiewem:

ja jestem rosą, ja dniem wionę,

ale ty jesteś drzewem.

Zmęczyłem się dalekim lotem,

wybacz, nie pomnę w końcu,

co On, ogromny, w stroju złotym

siedząc jak w wielkim słońcu,

kazał zwiastować tobie, marząca

(ja tu zmyliłem prawe z lewem).

Patrz: jestem wieść zaczynająca,

ale ty jesteś drzewem.

Rozpiąłem skrzydła swe ku dniom

najodleglejszym, gdym wzlatał;

teraz przepełnia twój mały dom

moja ogromna szata.

A jednak czujesz swą samotność

jak nigdy; czy widzisz mnie, nie wiem;

bom jest jak powiew, co gaju dotknął,

ale ty jesteś drzewem.

Anioły wszystkie trwożą się tak,

już samych siebie niepomne:

nigdy pragnienie nie było tak

niepewne i tak ogromne.

I może wkrótce cię poruszy

coś, czego w snach się spodziewasz.

Bądź pozdrowiona, widzę w duszy:

gotowa już: dojrzewasz.

Tyś mi jak wielka brama była,

która się wnet otworzy.

Tyś ucho ku mnie nakłoniła

i moja pieśń się zagubiła

w tobie jak w wielkim borze.

Tak sen z tysiąca jednej nocy

spełniłem tobie moim śpiewem.

Bóg spojrzał na mnie: i olsnął patrzący

Ale ty jesteś drzewem.

(Tłum. Mieczysław Jastrun)

Słowa te, włożone przez poetę w usta anioła, są nie tyle przekazem tajemnicy, która stanie się udziałem Najświętszej Maryi Panny, co raczej wyrazem zachwytu anioła nad samą Maryją. Anioł jest poruszony i zachwycony, zwracając się do Tej, którą nazywa „drzewem”, a określenie to wraca jak refren pieśni. Już ojcowie Kościoła zestawiali opis zwiastowania Maryi z opisem kuszenia Ewy z Księgi Rodzaju. Jak zauważył dominikanin Janusz Pyda – tam również anioł (tyle, że upadły i pod postacią węża) rozpoczął dialog z kobietą.

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Tam również chodziło o drzewo, a właściwie o owoce, które na tym drzewie rosną. Drzewo poznania dobra i zła stało się dla Ewy drzewem śmierci z powodu jej nieposłuszeństwa. W scenie opisującej zwiastowanie nie chodzi o zerwanie owocu, ale o wydanie „błogosławionego owocu żywota”, a zatem o narodziny Chrystusa – dawcy życia. Maryja, Nowa Ewa, wolna jednak od konsekwencji wyboru dokonanego przez pierwszą Ewę, sama staje się drzewem poprzez swoje posłuszeństwo. Nie jest to drzewo śmierci, ale życia.

6. Zwiastowanie fantastyczne

Aniołowie często pojawiają się w dziełach zaliczanych do współczesnej fantastyki, bardzo rzadko jednak można w niej spotkać kreacje anielskiego świata, w których postacie aniołów zgodne są ze źródłową koncepcją tych istot, to znaczy uwzględniającą religijny wymiar egzystencji anioła. Wyjątkiem jest zbiór opowiadań Vladimira Volkoffa „Kroniki anielskie”.

W opowiadaniu „Anielskie poszukiwania” anioł jest istotą nieograniczoną czasem, przestrzenią, a nawet prawdopodobieństwem, z wyjątkiem nakazu Stwórcy. Wysłannik Boga ma znaleźć matkę dla Słowa Bożego, a odpowiedniej kandydatki szuka w różnych układach czasowo-przestrzennych, możemy powiedzieć – w różnych wymiarach i alternatywnych światach. Anioł wciela się w różne postaci, dostosowuje zwiastowania do okoliczności i specyfiki odwiedzanych światów, ale za każdym razem słyszy odmowną odpowiedź. Skonfrontowani zostajemy z ogromem niezrealizowanych możliwości Wcielenia. Tak naprawdę jednak tematem opowiadania jest fenomen Maryi jako Matki Boga. Volkoff stawia pytanie, dlaczego akurat uboga Żydówka z „zabitej dechami wioski” była lepsza od innych kandydatek z alternatywnych światów – piękniejszych, mądrzejszych i lepiej urodzonych. Odpowiedź, którą odnajduje anioł, jest dla niego samego dość zaskakująca. Początkowo nie dowierza, że ta, której szuka, mogła narodzić się w małym wojowniczym narodzie, co i rusz popadającym w niewolę oraz chełpiącym się świętymi księgami, spisanymi jakoby na rozkaz samego Boga, tego samego, którego proroków ciągle mordował. Anioł jednak po błyskawicznym przeczytaniu ich świętych ksiąg, nagle zaczyna dostrzegać, że to wszystko ma głęboki sens.

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Kiedy Bóg stworzył pierwszą kobietę (jak mówiły owe księgi), czyż nie odczuwał wraz z każdym gestem swych artystycznych dłoni, że stwarza przodkinię swojej matki i czy nie dlatego obiecał jej zwycięstwo nad wężem? Na myśl, że w ten oto sposób Bóg modelował swoją własną matkę, anioł wzruszył się i wszystko zaczęło mu się powoli rozjaśniać – jak wtedy, gdy chmury z wolna odsłaniają gwiezdne konstelacje” – czytamy w opowiadaniu (V. Volkoff, Kroniki anielskie, tł. Beata Biały, Dębogora 2007 s. 145).

Anioł dostrzega obraz Matki Bożej w opowieści o arce Noego, w drabinie łączącej Niebo i Ziemię, w opowieści o morzu, które się rozstąpiło, w arce przymierza, w wieży wybudowanej na Syjonie… Wszędzie anioł widzi zapowiedź Matki Bożej i zaczyna rozumieć, że aby mogła narodzić się dziewczyna, która zgodzi się zostać Matką Boga, która po prostu powie „Nich mi się stanie według słowa Twego”, konieczne było najpierw stworzenie narodu żydowskiego i mozolne prowadzenie go przez 2 tysiące lat.

Misja anioła, który otrzymał wolną rękę w poszukiwaniach Matki dla Boga, okazała się tak naprawdę lekcją, jakiej Bóg udzielił aniołom.

7. Zwiastowanie ufologiczne

Na koniec ciekawostka z kategorii „czego to ludzie nie wymyślą”. Zwiastowanie doczekało się także interpretacji heretyckich, bluźnierczych i zwyczajnie dziwacznych. Na przykład, że Gabriel to pseudonim żydowskiego rebelianta Judy Galilejczyka, który był rzekomo prawdziwym ojcem Jezusa, a scena zwiastowania jest zakamuflowanym opisem potajemnego spotkania Maryi z ukrywającym się przed rzymskimi okupantami mężem.

W serii komiksowej „Hellblazer” Gabriel co prawda jest aniołem, ale „zwiastowanie” polega po prostu na tym, że cieleśnie współżyje z Maryją. Wśród zwolenników słynnego hotelarza Ericha von Daenikena pojawił się też wątek ufologiczny, sugerujący jakoby Gabriel przybył z kosmosu, a Jezus został poczęty w wyniku manipulacji genetycznej dokonanej przez kosmitów. Oczywiście w sensie ścisłym wszyscy jesteśmy kosmitami, bo Ziemia jest planetą w kosmosie, ale tu chodzi rzecz jasna o przybysza z innej planety niż Ziemia. Pozwolę sobie na cytat dobrze oddający poglądy tego środowiska:

Można też przyjąć, że być może istoty nieziemskie potrafiły wywoływać ciąże tak, jak dziś wykonuje się sztuczne zapłodnienia w łonie matki albo In vitro (…). Nie uważam jednak Jezusa Chrystusa za efekt procesu sztucznego zapłodnienia, dokonanego przez istoty pozaziemskie. Ludzie potrafią stosować je dopiero od niedawna – i to w dość prymitywnej formie. Inteligencje pozaziemskie, wykorzystujące tę możliwość być może od tysiącleci, osiągnęły zapewne w tej dziedzinie możliwości znacznie doskonalsze, dla nas niewyobrażalne (…). Może dzięki odpowiedniemu promieniowaniu albo za sprawą innego medium istoty te wpływają na procesy zachodzące w łonie przyszłej matki (Walter Hain, Jego królestwo było nie z tego świata, tł. Grzegorz Prokop, Warszawa 1999 s. 15-16).

Niektórym łatwiej przychodzi uwierzyć w to, że Maryja została napromieniowana czymś przez ufoludków, niż w to, że Bóg „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”.

Jak Anioł Pański zwiastował? 7 ujęć

Jako jeden z dowodów na ingerencje kosmitów podawany jest obraz „Zwiastowanie ze św. Emiliuszem” włoskiego malarza Carlo Crivelliego. Według zwolenników teorii ufologicznej na płótnie widać ni mniej ni więcej tylko pojazd pozaziemski, który wysyła jakiś tajemniczy promień w stronę Maryi. Sam pojazd przypomina latający talerz, który na swoim spodzie ma coś w rodzaju kręgów. Kiedy przyjrzymy się dobrej jakości reprodukcji, możemy zauważyć, że ten obiekt latający jest raczej chmurą z wyglądającymi spomiędzy niej aniołkami, a na głowę Maryi spływa Boże błogosławieństwo w postaci gołębicy. No ale, jak się chce zobaczyć latający talerz, to się go zobaczy także tam, gdzie go nie ma…

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Porzuceni, osieroceni, adoptowani

Biblijne adopcje. W Biblii przypadki porzucenia dziecka zdarzały się bardzo rzadko, ponieważ narodziny dziecko uważano za przejaw błogosławieństwa

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? – zadaje retoryczne pytanie Bóg…  tak jakby nie dowierzając, że coś takiego jest możliwe i dodaje: „A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 14-15).

„Nawet gdyby ona!”. To pokazuje, jak bardzo jest to nienaturalne i uderzające w ład świata.

 

Porzucenie dziecka?

Niestety sporadycznie dochodziło nawet do czegoś takiego, jak porzucenie niekochanego dziecka na pastwę losu. Do podobnej sytuacji odwoływał się Ezechiel, snując metaforę o symbolicznej historii początków ludu Bożego: w dniu twego przyjścia na świat nie ucięto ci pępowiny, nie obmyto cię w wodzie, aby cię oczyścić; nie natarto cię solą i w pieluszki cię nie owinięto. Żadne oko nie okazało współczucia, aby spełnić względem ciebie jedną z tych przysług przez litość dla ciebie. W dniu twego urodzenia wyrzucono cię na puste pole – przez niechęć do ciebie. Oto Ja przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię, jak szamotałaś się we krwi. Rzekłem do ciebie, gdy byłaś we krwi: Żyj, rośnij! Uczyniłem cię jak kwiat polny (Ez 16, 4-5).

 

Nie powinno to wszakże przesłonić ogólnie uznawanej i zasadniczej prawdy, że w zdecydowanej większości przypadków, narodzin dziecka oczekiwano z radością, otaczając je należną mu, troskliwą opieką. Dziecko było cudem Bożego stworzenia i najpiękniejszym z darów nieba.

 

Jak się wydaje przypadki porzucenia dziecka zdarzały się więc bardzo rzadko. Ponieważ narodziny dziecko uważano za przejaw błogosławieństwa, porzucenie go traktowano jako de facto odrzucenie błogosławieństwa, czyli obrażenie samego Boga. Nie bez powodu pierwsze przykazanie Boga dane ludzkości brzmiało Bądźcie płodni i rozmnażajcie się!. Obecnie zdarza się, że niektórzy postrzegają dziecko jako przeszkodę w realizacji planów, w dorobieniu się, w karierze zawodowej, w wygodnym życiu, ale tego typu mentalność była całkowicie obca mentalności ludzi z czasach biblijnych. Po prostu w tamtych czasach nikomu coś takiego nie wpadłoby nawet do głowy. Ludzie mieli wówczas inne priorytety i wiedzieli co jest naprawdę ważne w życiu. Nie myśleli o tym, na ile dzieci mogą sobie pozwolić w związku ze swoją sytuacją materialną.

W Biblii są tylko dwa przykłady porzucenia dziecka (może ktoś zna więcej, ale ja jakoś innych nie kojarzę). Spowodowane były one jednak ekstremalną i tragiczną sytuacją, a nie brakiem miłości do niego.

 

Izmael, syn Abrahama i niewolnicy Hagar, został wyrzucony z domu swego ojca, ponieważ jego obecność nie podobała się pani domu, czyli Sarze. Nie mogła znieść widoku, że Izmael bawi się z jej synem Izaakiem, choć wcześniej sama naraiła niewolnicę mężowi, gdy przez lata nie mogła mu urodzić potomka. Kiedy zaś w końcu urodziła, Izmael stał się jej solą w oku. Nie ma tu co owijać w bawełnę i uciekać w gładkie eufemizmy… Sara postąpiła podle, ale Abraham zachował się jak… Cisną mi się na usta brzydkie słowa, więc – stosując autocenzurę – napiszę tylko, że „zachował się bardzo nieprzyzwoicie” (to cytat z „Rejsu”, jakby ktoś pytał).

 

hagar

“Hagar na pustkowiu”, Camille Corot, olej na płótnie, 1835 r., The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

 

Za cenę świętego spokoju Abraham odprawił Hagar i swojego narodzonego z niewolnicy syna, nie wyposażając ich odpowiednio, aby mogli przeżyć na pustyni.

Za cenę świętego spokoju Abraham odprawił Hagar i swojego narodzonego z niewolnicy syna, nie wyposażając ich odpowiednio, aby mogli przeżyć na pustyni. Dość szokujące w tym wszystkim jest to, że według przekazu biblijnego właściwie otrzymał na to przyzwolenie od Boga. Udręczona kobieta, tułająca się po pustyni, nie mogła więcej znieść płaczu swojego synka, toteż „ułożyła dziecko pod jednym krzewem” i zostawiła je samo. Zatroszczyła się jeszcze o to, aby leżało w cieniu i aby słońce nie męczyło umierającego z pragnienia dziecka. Hagar „porzuciła” dziecko z powodu rozpaczy, w przekonaniu, że nie potrafi się o nie zatroszczyć… Z drugiej strony jednak odeszła od niego tylko „tak daleko, jak łuk doniesie”, chciała bowiem do końca widzieć, co się z nim dzieje. W ten sposób była dostatecznie blisko swojego dziecka, aby Bóg mógł mu pomóc. Bo Bóg przyzwolił co prawda, aby Abraham wypędził swoje dziecko i jego matkę, ale pragnął także, aby odrzucone dziecko żyło. I oto zjawił się Anioł Pański, który polecił Hagar: Podnieś chłopca i weź go za rękę, bo uczynię go wielkim narodem (Rdz 21, 18). W tym samym momencie Hagar dostrzegła studnię, której wcześniej nie widziała. Izmael przeżył i zgodnie z wolą Bożą zapoczątkował istnienie wielkiego narodu. Nota bene stąd właśnie wzięli się na świecie Arabowie, których niechęć do Żydów jest powszechnie znana. Z wzajemnością zresztą.

 

Kosz uszczelniony żywicą i smołą stał się arką, ratującą życie małego chłopca, na wzór Noego uratowanego od wód potopu. Ten kosz był w pewnym sensie takim starożytnym „oknem życia”.

Z kolei Księga Wyjścia opowiada historię hebrajskiej kobiety imieniem Jokebed, która urodziła syna w czasie, gdy faraon rozkazał zabijać wszystkie noworodki płci męskiej z plemienia hebrajskiego (Wj 1, 15-22). Przez trzy miesiące ukrywała swoje maleństwo, ale w końcu nie miała możliwości dalej go chronić. Nie mogła jednak znieść myśli, że jej synek mógłby zostać zabity, więc wzięła kosz z trzciny, powlekła go żywica i smołą, a potem włożywszy do niego dziecko, umieściła wśród trzcin nad brzegiem Nilu (Wj 2, 3). Autor tej biblijnej opowieści określił kosz słowem „tebah”, jakim nazwana została także arka Noego, która przyniosła ocalenie jego rodzinie i jemu samemu. Kosz uszczelniony żywicą i smołą stał się arką, ratującą życie małego chłopca, na wzór Noego uratowanego od wód potopu. Ten kosz był w pewnym sensie takim starożytnym „oknem życia”. Niewątpliwie Jokebed bardzo trudno było zdobyć się na ten krok. Ale czy miała inne wyjście? Z miłości do synka uczyniła to, co uznała dla niego za najlepsze. Co ciekawe, jej córka stanęła w pobliżu i obserwowała braciszka, dopóki ten nie znalazł się w bezpiecznych rękach. Prawdopodobnie zrobiła to właśnie na prośbę zatroskanej matki. Porzucenie dziecka w tym wypadku było po prostu ratowaniem jego życia. Przypomina to sytuacje z okresu II wojny światowej, gdy żydowskie matki próbowały ratować swoje dzieci przed zagładą, oddając je komuś na wychowanie. Taka była na przykład historia mojego wykładowcy z czasów studenckich – księdza Romualda Waszkinela, który jako niemowlę został oddany przez matkę polskiej rodzinie i w ten sposób jego życie zostało ocalone.

 

Alexey_Tyranov._Moses'_mother

“Matka Mojżesza”, Alexey Tyranov, 1839-1842, Tretiakowska Państwowa Galeria, Moskwa

 

Wszystkie dzieci nasze są

Oczywiście w sposób nieunikniony zdarzały się także dzieci, które nie zostały porzucone, ale były sierotami. Rodzice czasem umierali, padali ofiarą wypadków, ginęli podczas wojny. Los sierot nie był łatwy. Biblia trafnie przedstawiała wdowy i sieroty jako ludzi ubogich, ponieważ po śmierci męża, ojca czy też obojga rodziców osoby takie były często zdane na własne siły i pozbawione środków utrzymania. W Prawie Mojżeszowym zaznaczono: Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę (Wj 22, 21-22). Ale prawo żydowskie nie tylko zakazywało krzywdzenia ubogich, ale także bardzo mocno podkreślało, że religijnym obowiązkiem wierzącego Izraelity jest troska o tych uboższych, którzy są szczególnie umiłowani przez Boga (Ps 68,6; Ps 146, 9). Zgodnie z nakazem Boga, w czasie zbiorów Żydzi zostawiali pokłosie na polu i nie zrywali wszystkich owoców. Jeśli będziesz żął we żniwa na swoim polu i zapomnisz snopka na polu, nie wrócisz się, aby go zabrać, lecz zostanie dla obcego, sieroty i wdowy, aby ci błogosławił Pan, Bóg twój, we wszystkim, co czynić będą twe ręce. Jeśli będziesz zbierał oliwki, nie będziesz drugi raz trząsł gałęzi; niech zostanie coś dla obcego, sieroty i wdowy. Gdy będziesz zbierał winogrona, nie szukaj powtórnie pozostałych winogron; niech zostaną dla obcego, sieroty i wdowy” (Pwt 24, 19-21). Patriarcha Hiob oznajmił: Tak! Ucho, które mnie słyszało, życzyło mi szczęścia, a oko, które mnie widziało, przyświadczało mi, bo ratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna (Hi 29,11-12). A w innym miejscu: Jeżeli odmówiłem prośbie ubogich albo sprawiłem, że oczy wdowy zaszły łzami, jeżeli sam jadałem swoją kromkę i nie jadała z niej sierota, którą od mojej młodości wychowywałem jak ojciec i prowadziłem od łona matki; jeżeli widziałem kogoś ginącego z powodu braku odzieży i biedaka bez okrycia, a jego biodra nie błogosławiły mnie i nie ogrzał się wełną moich owiec, jeżeli kiedy podniosłem rękę przeciwko sierocie, ponieważ widziałem w bramie pomoc dla siebie, to niech odpadnie moja łopatka od grzbietu, a moje ramię niech będzie wyrwane ze stawu!” (Hi 31,16-22). Z kolei autor Listu Jakuba stwierdza: Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach (Jk 1, 27).

 

Oni byli adoptowani

Kwestia posiadania potomstwa miała w większości kultur starożytnych znaczenie priorytetowe. W społeczeństwach starożytnych posiadanie potomstwa było wyznacznikiem pozycji społecznej człowieka.

W starożytnym Izraelu była także praktykowana adopcja. Już słynny Kodeks Hammurabiego (liczący sobie około 4000 lat) zawiera dość szczegółowe normy dotyczące motywów, natury i rodzajów stosunku adopcji. Kwestia posiadania potomstwa miała w większości kultur starożytnych znaczenie priorytetowe. W społeczeństwach starożytnych posiadanie potomstwa było wyznacznikiem pozycji społecznej człowieka. Małżeństwa bezdzietne uważano za gorsze od tych, które wydały na świat potomstwo. Dlatego w wielu kulturach starożytnego Bliskiego Wschodu spotykamy instytucję adopcji służącą zachowaniu rodu oraz poprawieniu wizerunku rodziny w oczach współobywateli. Adopcja była często jedyną możliwością realizacji marzeń o przedłużeniu rodu.

 

mikal

“Mikal pomaga Dawidowi w ucieczce przed królem Saulem”, Gustave Doré, 1865. Mikal została pierwszą żoną Dawida

W jednym miejscu Biblii czytamy, że Mikal (córka króla Saula) nie miała dzieci (2 Sm 6, 23), natomiast w innym wersecie znajdujemy stwierdzenie, że była matką pięciu synów (2 Sm 21, 8). Niekonsekwencja jest tu tylko pozorna. Tych synów urodziła Merab, siostra Mikal, ale po śmierci Merab wychowywała ich Mikal, a więc była – według Biblii – ich rzeczywistą (choć nie biologiczną) matką.

 

Szczególnym rodzajem adopcji było wyznaczenie przez żonę innej kobiety (niewolnicy), która w jej zastępstwie ma wydać potomstwo. Dziecko zrodzone z takiego związku było uważane za dziecko właścicieli niewolnicy, a nie tej, która faktycznie wydała je na świat. W Biblii sytuację taką możemy odnaleźć w małżeństwie Abrahama i Sary (Rdz 16,1 – 4). Sara oddała Abrahamowi swoją niewolnicę Egipcjankę Hagar, aby ta urodziła im syna Izmaela (Rdz 16,15). Teoretycznie Izmael był więc adoptowany przez Sarę, ale kiedy urodziła ona Abrahamowi syna Izaaka (Rdz 21,2), chciała pozbyć się syna niewolnicy, o czym wspominałem już wcześniej. Sara nie odczuwała macierzyńskiej więzi z Izmaelem, ale w wielu analogicznych przypadkach taka więź faktycznie miała miejsce. Przykładem może być chociażby historia bezpłodnej Racheli, która dała mężowi swoją niewolnicę Bilhę (Rdz 30,3 – 6). Kiedy ta urodziła dwóch synów – Dana i Neftalego, Rachela uznała ich za własne dzieci i sama nadała im imiona, jako ich matka. Zrodzone przez siebie dzieci Bilha kładła na kolanach Racheli, co było kulminacyjnym momentem ceremonii adopcji. Z kolei Zilpa, niewolnica Lei urodziła Jakubowi synów: Gada i Asera, których adoptowała Lea (Rdz 30,10-13). Ponieważ wszyscy żyli razem, tworząc jedną wielką wspólnotę, wychowanie dzieci także miało charakter wspólnotowy. Umierający Jakub, patriarcha rodu, uznał ponadto synów Józefa, urodzonych z Egipcjanki Asenat, za swoich, czyli należących do jego rodu. Włożył na nich ręce i udzielił im swojego błogosławieństwa (Rdz 48, 5. 14-20). Z kolei Józef jako własne traktował dzieci swych synów: Manassesa  i Efraima, co tekst biblijny wyraża zwrotem: urodzili się na kolanach Józefa (Rdz 50, 23). Kolejnym przykładem adopcji biblijnej jest Noemi, która adoptowała syna zrodzonego przez swoją synową Rut (por. Rt 4, 13-17). Położyła go na swoim łonie, a kobiety z otoczenia powiedziały: Narodził się syn dla Noemi (Rt 4,16-17). Niektórzy kwestionują, że były to adopcje w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ dokonywały się one wewnątrz rodziny i w linii prostej, gdzie dziecko było „adoptowane” przez jego macochę (por. Rdz 16,2 i 30,1-13), przez jego dziadka czy przez babkę. Ale zdarzały się także adopcje dziecka zupełnie obcego.

 

Bardzo pięknie jedną z biblijnych historii „wychowywania nie swojego dziecka” pokazał brazylijski serial, nakręcony w konwencji typowej latynoameryakańskiej telenoweli, pod tytułem „Król Dawid” („Rei Davi”). Jednym z pobocznych, ale niezwykle poruszających wątków, są w nim dzieje Meribaala, syna Jonatana, który stracił ojca w wieku pięciu lat i którym przez kolejne lata opiekowała się służąca jego zmarłej przy porodzie matki. Meribaal był chromy, ponieważ podczas ucieczki z obozu po jego nogach przejechał rydwan, miażdżąc mu kości. Piastunka Meribaala troszczyła się jednak o kalekie dziecko i aby zapewnić mu pożywienie, gotowa była nawet sprzedawać na ulicy swe ciało. Gdyby go porzuciła, mogłaby sobie jeszcze ułożyć życie, bo była młoda i nadal piękna, ale kiedy Jonatan wyruszał na bitwę i przeczuwał jej tragiczny finał, obiecała mu, że zajmie się jego synkiem, gdyby wydarzyło się coś złego. Całe swoje życie poświęciła chłopcu, który nie był jej własnym synem, ale którego pokochała z całego serca. Scenarzyści wiele tutaj dodali, opierając się na własnej wyobraźni. Biblia jest bardziej dyskretna, jeśli chodzi o losy Meribaala, ale ktoś przecież musiał troszczyć się o niego przez te wszystkie lata, skoro był niepełnosprawny. Kiedy Meribaal był już dorosły, król Dawid dowiedział się, że syn jego przyjaciela Jonatana nadal żyje i przywrócił mu wszystkie ziemie ojca, dał służących oraz gościł go przy swoim stole (2 Sm 4,4; 9; 16,1 nn.; 19,24-30; 21,7). Syn Jonatana i wnuk króla Saula przeżył jednak przede wszystkim dzięki tej bezimiennej kobiecie, która otoczyła go opieką.

 

meribaal

“Meribaal przed królem Dawidem”, ilustracja z “Biblii Maciejowskiego”, 1240 r. (manuskrypt Biblii stworzony na zamówienie króla Francji, Ludwika IX. Polska nazwa powstała od nazwiska biskupa krakowskiego, Bernarda Maciejowskiego, do którego należała w XVII wieku)

 

Adoptowana sierotka, która została królową

O adopcji pewnej osieroconej dziewczynki czytamy też w Księdze Estery. Jest to taka biblijna historia o Kopciuszku. Po śmierci rodziców niejaka Hadassa została przygarnięta przez starego Mardocheusza. W Piśmie Świętym czytamy o nim: Był on opiekunem Hadassy, to jest Estery, córki stryja swego, bo nie miała ona ojca ani matki. Była to panna o pięknej postaci i miłym wyglądzie; a gdy umarli jej ojciec i matka, przyjął ją Mardocheusz za córkę (Est 2, 7). Wzruszająca jest więź ukazana między Esterą i Mardocheuszem. Kiedy dziewczyna została zabrana do haremu króla, Mardocheusz przechadzał się codziennie na wprost przedsionka domu kobiet, aby dowiadywać się o zdrowie Estery i co się z nią dzieje (Est 2, 11). Zbliżając się do królewskiego haremu i próbując uzyskać informacje o jednej z zamkniętych tam dziewcząt, narażał oczywiście życie, ale czynił to pod wpływem miłości i troski o osobę, którą kochał z całego serca. W wyniku splotu wielu wydarzeń Estera została później żoną władcy imperium perskiego Aswerusa (czyli Kserksesa) i koronowano ja na królową. Mimo to ciągle wielkim autorytetem był dla niej przybrany ojciec: Estera nie powiedziała o swoim pochodzeniu i o narodzie, tak jak to polecił jej Mardocheusz. Estera uczyniła zgodnie z poleceniem Mardocheusza, tak jakby była jeszcze pod jego opieką (Est 2, 20). Ostatecznie historia tej młodej i pięknej Żydówki okazała się dziełem opatrzności Bożej, ponieważ Estera uratowała naród żydowski przed zagładą zaplanowaną przez podstępnego Hamana. Na motywach Księgi Estery nakręcono brazylijską telenowelę pod tytułem „A Historia de Ester” z oszałamiająco przystojnym Marcosem Pitombo jako perskim królem Ahaswerusem i z przepiękną Gabrielą Durlo jako Żydówką Esterą. Polecam, bo mi osobiście (i mojej żonie) serial ten bardzo się podobał…

 

historia-de-ester-1420478267

fot. materiały promocyjne serialu “A Historia de Ester”

 

Adoptowany Mojżesz

Oczywiście najbardziej znanym adoptowanym dzieckiem w Biblii jest Mojżesz. Ten sam, którego hebrajska matka porzuciła w koszyku, aby ocalał z eksterminacji zarządzonej przez faraona. Jak pamiętamy z Księgi Wyjścia, jedna z córek owego faraona dostrzegła koszyk i posłała swą służącą, aby go przyniosła. Zdumiona zobaczyła w środku niemowlę. Przyjęła je pod swój dach i traktowała jak własnego syna (por. Wj 2, 10; por. Dz 7,21). Co pobudziło córkę faraona do tego, że postanowiła ochronić niemowlę, chociaż domyśliła się, że należy do potępionego narodu izraelskiego? Czy była to jakaś fanaberia znudzonej księżniczki? Otóż Biblia powiada nam, że zobaczyła dziecko: był to płaczący chłopczyk. Ulitowała się nad nim mówiąc: Jest on spośród dzieci Hebrajczyków (Wj 2,6). Postępowanie córki faraona było więc motywowane litością, chęcią oszczędzenia dziecka. Fakt, że nadała mu egipskie imię (słowo moses, mosis oznacza w języku egipskim syna), oznaczał, że dokonała prawnego aktu adopcji. Niektórzy twierdzą, że Mojżesz stał się on jej synem nie z miłości, ale z litości, ale według Biblii litość i miłosierdzie (rachamim) to właśnie jedna z odmian miłości.

 

Moses Laid Amid the Flags

“Mojżesz leżący wśród zbóż” James Tissot, obraz malowany gwaszem, 1902r.

Nie wiemy tak naprawdę, jakie były relacje Mojżesza z jego egipską matką. Czy był między nimi chłodny dystans? Osobiście myślę, że ona autentycznie go pokochała, a on ją pokochał, ale są to jedynie domniemania. W różnych filmach i literaturze pięknej znajdziemy wiele wyobrażeń o tej relacji. Biblia nie wykazuje natomiast większego zainteresowania tą kwestią. Może ukazywanie miłości między egipską matką i Mojżeszem, uznano za wątek całkowicie niepotrzebny w narracji o wybawieniu narodu Izraela z egipskiej niewoli. Autor Księgi Wyjścia cały okres dorastania Mojżesza na dworze faraona skwitował jednym zdaniem: W tym czasie Mojżesz dorósł (Wj 2, 11a). W Dziejach Apostolskich czytamy zaś tylko: zabrała go córka faraona i przybrała go sobie za syna. Mojżesza wykształcono we wszystkich naukach egipskich, i potężny był w słowie i czynie (Dz 7, 21-22). Można powiedzieć, że Mojżeszowi powiodło się w życiu. Chłopiec, którego w najlepszym wypadku mógł czekać los niewolnika, stał się członkiem królewskiej rodziny. Posiadał wysoki status społeczny, bogactwo, dostęp do edukacji – wszystko to jako adoptowany syn córki najpotężniejszego człowieka na świecie. Był on na szczycie całego społeczeństwa. Przez blisko czterdzieści lat swego życia Mojżesz nie interesował się swoją biologiczną rodziną, swoimi rodakami, swoimi korzeniami, a tym samym nie uczestniczył w ich losie ciężko pracujących niewolników. Przez cały ten okres zniewoleni Hebrajczycy po prostu nie istnieli w jego świadomości, jakby ich nie było na świecie. Później to się zmieniło… Nie wiemy, w jakich okolicznościach usłyszał o tym, że został adoptowany, gdy był małym chłopcem, ale najwyraźniej odkąd się o tym dowiedział, narodziło się w nim nagle poczucie winy i pragnienie jej odpokutowania. Mojżesz odrzucił splendory i zaszczyty członka rodziny królewskiej i w napadzie gniewu zabił Egipcjanina, który znęcał się nad hebrajskim niewolnikiem. Potem, po długim okresie życia na wygnaniu, kiedy miał już 80 lat, stanął na czele co najmniej trzymilionowego narodu niewolników, aby ich wyzwolić i zaprowadzić do Ziemi Obiecanej (choć początkowo wcale nie chciał się podjąć tego zadania). Dla członków narodu wybranego stał się prawodawcą, prorokiem, sędzią, wodzem, pośrednikiem przymierza z Bogiem i najważniejszą postacią religii starożytnego Izraela. Paradoksalnie wiele umiejętności, przydatnych do pełnienia tych funkcji było wynikiem jego wychowania i wykształcenia na dworze faraona, a więc adopcji dokonanej przez egipską księżniczkę. Dla córki faraona pozostał zaś pewnie zawsze tym malutkim chłopczykiem, którego znalazła w koszu i którego uczyniła swoim synem.

 

Wszyscy jesteśmy adoptowani

W Nowym Testamencie czytamy, że Jezus Chrystus został poczęty z Ducha Świętego, nie zaś z mężczyzny (Mt 1,18). Był on „adoptowany” i wychowany przez męża swojej matki – Józefa, któremu nakazano nie bać się przyjęcia żony wraz z dzieckiem, nie będącym jego synem. Józef wychowywał nie swoje dziecko, ale tak, jakby był jego synem. Z wielkim literackim kunsztem relację między Jezusem a Józefem ukazał Jan Dobraczyński w książce „Cień ojca”. Jest to najlepsza powieść o św. Józefie jaką znam…

 

Co ciekawe, czytając Pismo Święte, można w nim zauważyć, obecność niezmiernie istotnej dla teologii, idei adopcji nadprzyrodzonej. Przy jej pomocy Biblia pragnie ukazać relację pomiędzy Bogiem a narodem wybranym. Już kiedy Izraelici znaleźli się u podnóża góry Synaj i Bóg zawarł przymierze ze swoim Ludem, mówiąc, Ja będę twoim Bogiem, a Ty będziesz moim ludem (Wj 19, 1-8), dokonał aktu usynowienia narodu. Bóg z miłości, dobrowolnie adoptował swój lud, czyli przyjął go jako swoje dziecko. „Zrodzenie” Izraela dokonało się w chwili wyjścia z Egiptu i Bóg traktował go jak syna, niosąc go na ramionach i nie pragnąc jego zguby (por. Oz 11, 1-3. 8; Iz l, 2) W późniejszym czasie także relację pomiędzy Bogiem a królem Izraela – Dawidem, ukazywano analogicznie do relacji istniejącej pomiędzy ojcem i synem. W żadnym z tekstów nie ma oczywiście mowy o fizycznym zrodzeniu króla przez Jahwe, jak było to w wielu starożytnych królewskich rodach. Natomiast niewątpliwie mamy tu do czynienia z ideą adopcji i wiarą, że to przybrane synostwo Boże króla gwarantuje jego władzę i autorytet. Według biblijnej teologii na mocy darmowego aktu adopcji, Bóg jako ojciec przyjął całego Izraela wraz z jego królem za adoptowanego syna, czyniąc go jednocześnie dziedzicem życia wiecznego i spadkobiercą przyszłej chwały. Idea króla jako adoptowanego syna Jahwe (2 Sm 7, 14; Ps 2, 7; Iz 9, 5; 42, l) miała wielkie znaczenie dla teologicznej myśli Nowego Testamentu. Oczekiwany w Nowym Testamencie król z pokolenia Dawida i Mesjasz, Jezus z Nazaretu, okaże się prawdziwym i jedynym Synem Bożym, w konsekwencji czego nasza więź z Chrystusem, będzie skutkowała przybranym synostwem Bożym.

 

Dlatego właśnie św. Paweł, kiedy chciał ukazać relację Boga Ojca do członków nowego Ludu Bożego (czyli Kościoła), wprowadził do swoich listów termin „hiothesia”, którym popularnie posługiwali się starożytni Grecy na określenie instytucji adopcji (por. Rz. 8, 15; 8, 23; 9, 4). Autorzy biblijni pod natchnieniem Ducha Świętego zaaplikowali ideę adopcji do nadprzyrodzonej relacji nas wszystkich do Boga. Nie jesteśmy pierworodnymi, ale dzięki Chrystusowi możemy wołać „Abba, Ojcze”. Gdy powierzamy swoje serca Chrystusowi, wierząc i ufając Mu w kwestii naszego zbawienia, Bóg mówi, że stajemy się częścią jego rodziny- nie przez naturalne poczęcie, lecz przez akt adopcji: Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8,14-17). Podobnie także czynimy, gdy przez adopcję włączamy jakąś osobę do własnej rodziny. Jest to podyktowane dobrowolnym wyborem i miłością. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli (Ef 1,5). Bóg adoptuje do swojej duchowej rodziny tych, którzy przyjmują Chrystusa jako swojego Zbawiciela. Dzięki Niemu staliśmy się więc dziedzicami nieba i dziećmi samego Boga. Ta oczywista prawda powtarzana jest w Liście do Efezjan (np. 1, 5. 14; 2, 14; 4, 21) do Kolosan (3, 23-24), do Hebrajczyków (9, 15); do Galatów (4, 5-6), Liście Jakuba (2, 5) i innych. Jak się okazuje adopcja jest więc także naszym przeznaczeniem.

 

Nasuwa się tu pewna analogia z historią Mojżesza… Córka faraona wyjęła Mojżesza z koszyka zaplątanego w przybrzeżnym sitowiu, i uznała go za swego syna. Bóg, co prawda nie wyjął nas z wody, ale za to wyrwał nas z naszego plugawego środowiska grzechu i przyjął do swojej rodziny. W liście do Galatów czytamy, że Bóg uczynił to, gdy byliśmy sprzedani jako niewolnicy. Nadprzyrodzona adopcja jest więc w tym ujęciu wyprowadzeniem na wolność, analogicznie do sytuacji, gdy ktoś odkupi niewolnika, aby ulżyć jego losowi, a potem go usynowi, okazując mu niewiarygodna łaskę: „Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga” (Ga 4, 7).

 

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >