Nasze projekty
fot. Pixabay

„Bóg na ławie oskarżonych”. Jak się tam znalazł? Odpowiada C.S.Lewis

"Człowiek starożytny miał takie podejście do Boga, jakie oskarżony ma do sędziego. Dla człowieka współczesnego role te się odwróciły. To on stał się sędzią, a Bóg znalazł się na ławie oskarżonych."

Reklama

„Barbarzyński Stary Testament”

Argumentem koronnym dyskutujących o istnieniu Boga – obok dziewiczego poczęcia Maryi – jest oczywiście „barbarzyński Stary Testament”:

„Chrześcijaństwo jest czymś tak barbarzyńskim, że współczesny człowiek nie może go wyznawać. Współcześni, którzy twierdzą, że są chrześcijanami, w rzeczywistości wyznają pewien nowoczesny system myślowy, który zachowuje chrześcijańskie słownictwo i eksploatuje uczucia odziedziczone po chrześcijaństwie, jednocześnie po cichu zarzucając jego podstawowe doktryny”. Z takim stwierdzeniem Cortinesa rozprawia się Lewis w książce „Bóg na ławie oskarżonych”

Ten przyjaciel Lewisa twierdzi, że gdyby światli „pseudochrześcijanie” nie upierali się i uwolnili od tej „archaicznej mitologii”, która wprowadza ich w zakłopotanie, byłoby to porównywalne z odcięciem pępowiny, która „wiąże żywe i kwitnące dziecko z jego konającą matką” i że taki ruch przyniósłby im zdecydowanie ulgę.

To prawda, że czytając Stary Testament jak zwykłą książkę, odbieramy te opisy jako nieakceptowalne w naszej kulturze. Każdy jednak, kto ma jakąś wiedzę na temat wyznawanej przez siebie wiary wie, czym są proroctwa zapisane w Starym Testamencie. Czym jest – jak nazywa to Lewis – ten mit. Dlatego wiemy też, że nie można czytać Starego Testamentu w oderwaniu od Nowego

Wszystkie zapowiedziane w Starym Testamencie proroctwa, wypełniły się jako historyczne wydarzenia w Nowym. Dlatego w to wszystko wierzymy. Dlatego to jest PRAWDA. Lewis nazywa to „małżeństwem nieba i ziemi” – mit, który stał się faktem!

Lewis dość szeroko odpowiada przyjacielowi, podsumowując: „Podobnie jak mit przewyższa myśl, tak Wcielenie przewyższa mit. Istotę Chrześcijaństwa stanowi mit, który jest również faktem. Stary mit o umierającym Bogu nie przestając być mitem, schodzi z nieba legendy i wyobraźni na ziemię historii. Wydarza się w określonym dniu, w konkretnym miejscu, pociągając za sobą możliwe do określenia historyczne konsekwencje. Przechodzimy od jakiegoś Baldura czy Ozyrysa umierającego nie wiadomo kiedy i gdzie, do historycznej Osoby ukrzyżowanej pod Poncjuszem Piłatem. Stając się faktem, nie przestaje być mitem: na tym polega cud!”

Wszystkie zapowiedziane w Starym Testamencie proroctwa, wypełniły się jako historyczne wydarzenia w Nowym. Dlatego w to wszystko wierzymy. Dlatego to jest PRAWDA. Lewis nazywa to „małżeństwem nieba i ziemi” – mit, który stał się faktem!

Reklama
Reklama

Gdzie są te cuda i dlaczego dziś jakoś ich nie widzimy?

Każdy człowiek obserwuje świat i zachodzące w nim procesy, ale ponieważ zawsze tak było, po prostu je przyjmuje: świat jest tak zbudowany i już! Nie zastanawiamy się każdego dnia, jak to jest, że z małej pestki wyrasta wielkie drzewo. Nie zastanawiamy się nad tym, że zdobywamy pożywienie, spożywamy je a następnie za pomocą różnych procesów to, co zjemy, zamienia się w energię i daje nam siłę do życia. Czym są tak naprawdę takie zjawiska? Lewis wyjaśnia to na przykładzie winorośli:

„Bóg stwarza winorośl i uczy ją, by przez korzenie wciągała wodę do góry i żeby z pomocą słońca zamieniała wodę w sok, który sfermentuje, nabierze określonych właściwości. W ten sposób co roku od czasów Noego po dziś dzień Bóg zamienia wodę w wino. Tego ludzie nie potrafią dostrzec… Kiedy jednak Chrystus w Kanie przemienia wodę w wino, zdejmuje zasłonę z całego tego procesu.” Tu liczy się czas. Winorośl, żeby urosnąć i zamienić się w wino potrzebuje czasu. Jezus pomija ten proces i po prostu „robi to” natychmiast. 

Lewis jednak ostrzega, że: „Jeżeli (ten) cud przekonuje nas jedynie o tym, że Chrystus jest Bogiem to jego oddziaływanie na nas jest połowiczne, będzie ono pełne, gdy patrząc na winnicę albo pijąc wino, za każdym razem będziemy pamiętać, że to działa On.”

A jak to jest z tym dziewictwem Maryi?

„Jak odbywa się normalnie poczęcie? Jaka w nim rola przypada ojcu? Mikroskopijna cząstka substancji z jego organizmu zapładnia kobietę a w tej mikroskopijnej cząstce zawarty jest kod genetyczny przekazujący, być może kolor jego włosów, zwisającą wargę jego pradziadka i całą formę ludzką w swej złożoności…” – w to wierzymy, prawda?

Reklama
Reklama

A co się dzieje, kiedy „pewnego razu, Bóg czyni to bezpośrednio, natychmiastowo, bez plemnika”? Tym razem Bóg postanowił stworzyć nie jakiegoś człowieka, ale człowieka, który jest Nim samym. To jednak cały czas próbuje być podważane. 

Zastanawialiśmy się kiedyś nad tym, jak to możliwe, że z tak małej cząsteczki może powstać człowiek? Wierzymy w to, że to możliwe? Przecież to cud, bo na ludzki rozum nie da się tego pojąć. Dlaczego więc tak trudno nam przyjąć inny cud, że ten jeden raz Bóg postanowił stworzyć człowieka inaczej ale w równie nieoczekiwany i trudny do zrozumienia sposób?

No dobra, to skąd tyle nieszczęść i co z „prawem do szczęścia”?

Kiedy słyszy się słowa „każdy ma prawo do szczęścia” natychmiast się z tym zgadzamy, bo przecież to oczywiste, że każdy ma takie prawo. Ba, w konstytucji amerykańskiej nawet takie prawo jest wpisane. Problem jest tylko w tym, co to jest szczęście. Czy przypadkiem nasze „szczęście” nie jest czyimś nieszczęściem a w konsekwencji z czasem staje się również i naszym nieszczęściem. Przykład od Lewisa:

Reklama

„Pan A porzucił panią A i wziął rozwód, ażeby poślubić panią B, która również się rozwiodła, by poślubić pana A. Nie było oczywiście wątpliwości, że pan A i pani B byli bardzo w sobie zakochani. Gdyby ich miłość trwała i nic się nie popsuło z ich zdrowiem, czy dochodami, mieliby podstawy spodziewać się, że będą bardzo szczęśliwi.” Teoretycznie pan A i pani B, powinni od tej pory żyć już w krainie samych szczęśliwości.

Kiedy słyszy się słowa „każdy ma prawo do szczęścia” natychmiast się z tym zgadzamy. Problem jest tylko w tym, co to jest szczęście. Czy przypadkiem nasze „szczęście” nie jest czyimś nieszczęściem a w konsekwencji z czasem staje się również i naszym nieszczęściem.

Bowiem „Było równie pewne, że nie czuli się oni szczęśliwi ze swoimi poprzednimi partnerami. Z początku pani B uwielbiała swojego męża, ale potem został on kontuzjowany na wojnie. Przypuszczano, że stracił męskość a to, że stracił pracę, wiedziano. Życie z nim nie było już tym, czego oczekiwała pani B. Również marny los był pani A. Straciła urodę i całą swoją witalność….”

Dalsze losy Państwa A i B można poznać u Lewisa w książce „Bóg na ławie oskarżonych”. Wysuwa jednak Lewis taką tezę, że szczęściem, które zdaniem pana A i pani B im się należało, było szczęście wyłącznie seksualne. Ukryty został więc prawdziwy obraz sytuacji. Prawo do opuszczenia żony przez pana A i męża przez panią B, zostało nazwane prawem do szczęścia.

Lewis zastanawiając się nad prawem do szczęścia, rozważa co mogli mieć na myśli autorzy deklaracji, że prawo do pogoni za szczęściem jest prawem człowieka. „Jest sprawą oczywistą czego nie mieli na myśli” – pisze Lewis – „Nie mieli mianowicie na myśli tego, że człowiek ma prawo dążyć do szczęścia wszelkimi środkami, w tym np. drogą mordu, gwałtu, rozboju, zdrady, czy oszustwa. Żadnego społeczeństwa nie można zbudować na takich podstawach.”

Maksyma „każdy ma prawo do szczęścia” jest więc zdaniem Lewisa tautologią: „ludzie w pogoni za szczęściem mają prawo do wszystkiego do czego mają prawo.”

Nieszczęścia na świat sprowadzamy my sami, tylko o wiele łatwiej jest nam za te wszystkie nieszczęścia „posadzić” Boga na ławie oskarżonych, niż samym na niej usiąść.

Absurdalnie uprzywilejowane miejsce popędu

Każda para, która się poznaje i w sobie zakochuje ma absolutną pewność, że ten stan będzie trwał do śmierci. Wszyscy mają przekonanie, że to zakochanie zapewni nie tylko systematyczne uniesienia ale także trwałe i niekończące się poczucie szczęścia przez całe życie. Dlatego – jak uważa Lewis – „stawką jest wszystko”. Mamy przeświadczenie, że jeśli przegapimy tę szansę, nasze życie nie będzie miało już żadnego sensu. Stąd „prawo do szczęścia” mylone z prawem do „zaspokojenia popędu seksualnego” staje się wartością najwyższą:

„Naszemu popędowi płciowemu, przypisuje się absurdalnie uprzywilejowane miejsce. Uważa się, że motyw seksualny dostarcza usprawiedliwienia dla wszelkiego rodzaju postępowania, które – gdyby miało co innego na celu – byłoby potępione jako bezlitosne, perfidne i niesprawiedliwe.”

Już w 1963 Lewis pisał, że „zgubne prawo raz przyznane w tej dziedzinie, musi prędzej czy później przeniknąć do całego naszego życia. W ten sposób zbliżamy się do takiego stanu społecznego, w którym nie tylko każdy człowiek ale każdy popęd w każdym człowieku będzie domagał się carte blanche! A wtedy… nasza cywilizacja umrze od środka i zostanie zmieciona z powierzchni ziemi”.

„Bóg na ławie oskarżonych”

To tylko fragmenty znakomitej książki C. S. Lewisa „Bóg na ławie oskarżonych. Jest to ogromnie wartościowa lektura dla wszystkich osób, które „posadziły” Boga na ławie oskarżonych i każdego dnia biorą udział w tym niekończącym się procesie. Jest to też lektura dla tych, którzy zadają sobie pytania o wiarę i poszukują Boga, choć jeszcze trudno im do Niego dotrzeć. Ale jest to także dobra lektura dla wierzących, którym czasem trudno odpowiedzieć na „argumenty” (bo w końcu, przecież, po ludzku wiary wytłumaczyć się nie da). Z pomocą w odpowiedzi na niektóre argumenty „nie do obalenia”, przychodzi ten, który sam się nawrócił podczas letniego trymestru w roku 1929 i stwierdził: „Poddałem się! Uznałem, że Bóg jest Bogiem”.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę