ŚWIĘCI

To on rozpropagował Nowennę Pompejańską. Bł. Bartolo Longo, „Brat Różaniec”

Gdyby bł. Bartolo Longo żył dzisiaj, z pewnością nosiłby koszulkę z napisem „Real man pray the rosary”– w końcu nie na darmo zwano go Bratem Różańcem, sam zaś mówił o sobie, że jest Kawalerem Matki Bożej. Ale zanim do tego doszło, musiał przejść burzliwą drogę.

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bartłomiej Longo w wieku 22 lat / fot. Wikipedia

Na złej drodze

Inteligentny siedemnastolatek w 1858 r. rozpoczyna studia prawnicze w Neapolu. Z nauką radzi sobie świetnie, zresztą potrafi wiele ofiarować, by dopiąć swego – tak jak wcześniej, gdy nie było go stać na naukę gry na instrumentach, aby opłacić nauczyciela, żył bardzo skromnie. W tym czasie modny jest spirytyzm, wśród studentów krąży „Żywot Jezusa” Ernesta Renana, ze sceptycyzmem podchodzącego do boskości Zbawiciela. Bartolo trafia do sekty satanistycznej. Angażuje się tak bardzo, że po jakimś czasie zostaje wyświęcony na jej „kapłana”. Inicjacja jest potworna, młody, zdrowy człowiek na kilka dni traci przytomność. Mimo to nie rezygnuje. Ten wybór ma jednak swoją cenę – diaboliczne wizje, nawroty depresji, lęki, wrażenie, że zbliża się na skraj obłędu.

Bóg jednak szuka zaginionej owcy. Bartolowi wydaje się, że słyszy głos zmarłego już ojca, wzywającego go do powrotu do wiary – w końcu wywodził się z pobożnej rodziny, mama uczyła go modlitw. Zwraca się z pytaniem do swojego przyjaciela, prof. Wincentego Pepe – o dziwo, człowieka głębokiej wiary – czy to normalne. Pepe wygarnia przyjacielowi jego półtoraroczne zaangażowanie w sekcie: „Czy chcesz umrzeć w przytułku dla obłąkanych i być potępionym na wieki!?”. Wyjaśnia mu, w co się wplątał, po czym prowadzi do swego przyjaciela, dominikanina, o. Alberta Radente. Ten odpowiada na wiele jego wątpliwości. Wincenty i o. Albert podejmują szturm modlitewny i liczne posty, aby Bartolowi udało się zerwać z satanizmem. I rzeczywiście – udaje się! Podczas jednej ze mszy satanistycznych publicznie wyrzeka się tych praktyk.

 

Obietnica

To dopiero początek drogi. Bartolo wyjeżdża do położonych niedaleko od Neapolu Pompei – jest tam zarządcą majątku pewnej hrabiny. To w starożytności piękne miasto, zalane wybuchem lawy, przedstawiało wówczas obraz nędzy i rozpaczy. W połowie XVII w. przetrzebiła je epidemia. W dwieście lat później było areną działania różnej maści rzezimieszków, a wielu mieszkańców, wobec narastającego ateizmu, wróciło do… praktyk pogańskich. W tak ciężkiej atmosferze duchowej Bartola dopadają myśli, że skoro kapłaństwo jest wieczne, to i tak będzie potępiony, bo wcześniej oddał życie diabłu. Przychodzą pokusy, aby ze sobą skończyć. Jednocześnie przypominają się słowa o. Alberta: „Kto szerzy różaniec święty, będzie ocalony”. Obiecuje więc Maryi: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca”. Jakby na przypieczętowanie tej deklaracji w pobliskim kościele zaczynają bić dzwony na Anioł Pański.

„Niebo obdarzyło mnie tak licznymi łaskami za przyczyną Królowej Różańca Świętego” – napisze w książce prezentującej historię pompejańskiego sanktuarium. – „Późniejsze wydarzenia przerosły moje najśmielsze oczekiwania”. I rzeczywiście. Hrabina Marianna de Fusco, wdowa z pięciorgiem dzieci, której dobrami Bartolo zarządza, zostaje jego żoną (obecnie toczy się jej proces beatyfikacyjny). Co zresztą ciekawe, ich pierwsze spotkanie miało miejsce w domu Cateriny Volpicelli, przyszłej świętej. Razem zaczynają zdobywać zaufanie ubogich mieszkańców Pompejów: odwiedzają ich w domach, zapraszają na festyn parafialny połączony z pokazem sztucznych ogni czy występy orkiestry. Kiedy więc do parafii zostają zaproszeni kapłani, by wygłosić dwutygodniowe rekolekcje, efekt jest niebywały: masowe nawrócenia w niemal całym miasteczku, powstanie bractwa różańcowego. Od s. Marii Concetty de Litala Bartolo otrzymuje zniszczony obraz Matki Bożej. Zastanawiają się z proboszczem, co z nim zrobić, ostatecznie jednak decydują się umieścić go w zrujnowanym pompejańskim kościółku.

 

CZYTAJ TAKŻE: Jak odmawiać Nowennę Pompejańską?

 

Obraz Matki Bożej Pompejańskiej ze św. Dominikiem i św. Katarzyną Sieneńską / Fot. Wikipedia

Ożywić Pompeje

Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych – wierni przybywający na modlitwę do stóp skromnego obrazu Maryi otrzymują tak wiele łask, że trzeba rozbudować kościół. Ofiary na ten cel płyną niezwykle hojnie z całych Włoch, tak że w ciągu zaledwie 11 lat budowa zostaje zakończona (1876-1887). Do Pompejów napływają rzesze pielgrzymów, z zagubionej mieściny stają się sanktuarium różańcowym. Od 1894 r. kościół ma status bazyliki. Bartolo wydaje czasopisma „Różaniec” i „Nowe Pompeje” – w końcu to czasy wielkie popularności gazet, a jego drukarnia daje pracę miejscowym. Ale to nie jedyne pomysły Brata Różańca – jak nazywają go miejscowi. Ponieważ okolica słynęła wcześniej z przestępczości, wiele dzieci pozostawało bez opieki, a ich rodzice odbywali karę więzienia. Bartolo zakłada dla nich schroniska, powołuje też Zgromadzenie Córek Różańca, które otoczy je opieką. Efekty wychowawcze są o tyle niezwykłe, że więźniowie z innych części Włoch proszą, aby również ich dzieci zostały tam przyjęte. Bartolo wyjaśnia, że jego „mistrzem w wychowywaniu dzieci nie są sławni pedagodzy, lecz sam Chrystus” – ten, który zawsze szuka zagubionej owcy.

W Pompejach powstaje również obserwatorium meteorologiczne i mały szpital, w którym dowództwo przejmie kolejny święty przyjaciel Bartola – Giuseppe Moscati. Jak widać, Bóg daje nowych przyjaciół.

 

Bartolo poszedł do nieba

Tymczasem starość Bartola nie jest łatwa – ledwie zostaje oczyszczony z fałszywych zarzutów o malwersacje finansowe, gdy w 1924 r. umiera Marianna. Jej rodzina pozbawia go wszystkiego, łącznie z domem i wszystkimi sprzętami, więc wyjeżdża w rodzinne strony. Mieszkańcy Pompejów, a zwłaszcza jego wychowankowie, tak tego nie zostawią – zrobią wszystko, aby do nich wrócił. Udaje się to, choć nie na długo – sędziwy adwokat umiera 5 października 1926 r., w wieku 85 lat. Swoich wychowanków pociesza przed śmiercią: „Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję, która mnie uratowała, i która mnie wyrwie z szatańskich sideł”. Giuseppe Moscati przekazuje rodzinie wiadomość o jego śmierci takimi słowami: „Dziś Bartolo poszedł do nieba!”.

Ponieważ nie ma żadnego majątku, zostaje pochowany w krypcie pod obrazem Matki Bożej Pompejańskiej. 26 października 1980 r. papież Jan Paweł II ogłasza go błogosławionym, nazywając go „wzorem dla współczesnych świeckich katolików”. Jego nazwisko kojarzy się dziś z Nowenną Pompejańską, zwaną także czasem „nowenną nie do odparcia” – bo rzeczywiście, ta 54-dniowa szkoła modlitwy to jednocześnie zwycięska szkoła odpierania ataków nieprzyjaciela w postaci zwątpienia i niewiary.

 

Renata Czerwińska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Renata
Czerwińska
zobacz artykuly tego autora >

Św. Faustyna Kowalska. Apostołka Miłosierdzia

Choć edukację zakończyła po zaledwie 3 latach podstawówki - jej książka jest jednym z największych światowych bestsellerów. Pogardzana w zakonie, posądzana o szaleństwo stała się wielkim narzędziem w rękach Pana Boga, który przypomniał światu o swoim Miłosierdziu. Dziś w liturgii wspominamy św. Faustynę Kowalską.

Polub nas na Facebooku!

Św. Faustyna urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci w ubogiej wiejskiej rodzinie. Rodzice Heleny, bo takie imię święta otrzymał na chrzcie, mieszkali we wsi Głogowiec. I z trudem utrzymywali rodzinę z 3 hektarów posiadanej ziemi. Dzieci musiały ciężko pracować, by pomóc w gospodarstwie. Dopiero w wieku 12 lat Helena poszła do szkoły, w której mogła, z powodu biedy, uczyć się tylko trzy lata. W wieku 16 lat rozpoczęła pracę w mieście jako służąca. Jak ważne było dla niej życie duchowe pokazuje fakt, że w umowie zastrzegła sobie prawo odprawiania dorocznych rekolekcji, codzienne uczestnictwo we Mszy św. oraz możliwość odwiedzania chorych i potrzebujących pomocy.

Mając 20 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Decyzję wstąpienia do klasztoru podjęła podczas jakiejś zabawy tanecznej. Po latach opisała to w swoim “Dzienniczku”: “W chwili, kiedy zaczęłam tańczyć, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego ranami, który mi powiedział: »Dokąd cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz«”. To była chwila, która dała jej siłę, by pokonać wszelkie przeszkody: sprzeciw rodziców, brak posagu (dawniej wstępując do zakonu trzeba było wnieść całkiem niemały posag), własny lęk i niezdecydowanie.

Przez 13 lat zakonnego życia wielokrotnie objawiał jej się Jezus przekazując orędzie miłosierdzia, które Faustyna zapisywała w swoim “Dzienniczku”, tłumaczonym dziś na wiele języków. Jedno z tych objawień zaowocowało znanym dziś w całym świecie obrazem Jezusa Miłosiernego. Święta opisuje to pod datą 22 lutego 1931: “Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony a drugi blady (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według wzoru, który widzisz, z podpisem: »Jezu, ufam Tobie«”. Obraz w dwóch wersjach powstał dopiero kilka lat później. Jeden znajduje się w Wilnie, w polskim kościele Świętego Ducha, drugi w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Na polecenie Chrystusa przekazane przez Faustynę pierwsza niedziela po Wielkanocy miała być – i obecnie rzeczywiście jest – obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia.

Faustyna zmarła 5 października 1938 r. Była prostą, niewykształconą kobietą, najdłużej mieszkała w klasztorze w Krakowie, także w Wilnie, Płocku i Warszawie, pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. W ostatnich latach życia bardzo cierpiała – trawiła ją gruźlica, była też niezrozumiana przez współsiostry, które czyniły jej wiele przykrości. Doświadczała jako mistyczka cierpień Chrystusa, pisała: “Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem Najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest miłością i Miłosierdziem”. Beatyfikował ją Jan Paweł II 18 kwietnia 1993 r. w Rzymie, a kanonizował 30 kwietnia 2000 r. też w Rzymie.

Jezus, który wielokrotnie objawiał się Faustynie, kazał jej zapisać takie słowa: “Córko moja miłowana, mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości. Palą mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia mojego, ja dopełnię czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca mojego, a ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im sędzią, ale miłosiernym zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach mojego miłosierdzia, głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani mnie niedowierzanie mojej dobroci? Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności”.

Od Faustyny pochodzi pięć form kultu Bożego Miłosierdzia: obraz Miłosierdzia Bożego – “Jezu ufam Tobie”; Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia (godz. 15, w której Jezus skonał na krzyżu), a także Litania i samo święto – Niedziela Miłosierdzia.

W czasie konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w sierpniu 2002 Ojciec Święty zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu i wezwał do rozprzestrzenia kultu miłosierdzia. Jan Paweł II powiedział: “Dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tu zostało ogłoszone przez pośrednictwo św. Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście« (por. Dzienniczek, 1732). Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!”

Kult Miłosierdzia Bożego, zainicjowany przez św. Fautynę i bł. ks. Michała Sopoćkę (beatyfikowanego w 2008 r., wileńskiego spowiednika Faustyny, głosiciela kultu miłosierdzia, założyciela zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego) rozwinął się z Polski na cały świat. Chyba najbardziej przyjął się na Filipinach, gdzie codziennie o godzinie 15.00 zamiera ruch na ulicach i odmawiana jest koronka do Miłosierdzia Bożego, a także w Stanach Zjednoczonych i wielu innych miejscach świata. Do sanktuarium w Łagiewnikach pielgrzymowały już miliony wiernych. Wyzwaniem pozostaje konkretne okazywanie miłosierdzia na co dzień wobec bliźnich i przyjęcie daru Bożego przebaczenia w postaci trwałej przemiany życia.


KAI / mlk, ca

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap