Nasze projekty
Fot. YouTube/rosemaria

To on rozpropagował Nowennę Pompejańską. Bł. Bartolo Longo, „Brat Różaniec”

Gdyby bł. Bartolo Longo żył dzisiaj, z pewnością nosiłby koszulkę z napisem „Real man pray the rosary”– w końcu nie na darmo zwano go Bratem Różańcem, sam zaś mówił o sobie, że jest Kawalerem Matki Bożej. Ale zanim do tego doszło, musiał przejść burzliwą drogę.

Reklama
Bartłomiej Longo w wieku 22 lat / fot. Wikipedia

Na złej drodze

Inteligentny siedemnastolatek w 1858 r. rozpoczyna studia prawnicze w Neapolu. Z nauką radzi sobie świetnie, zresztą potrafi wiele ofiarować, by dopiąć swego – tak jak wcześniej, gdy nie było go stać na naukę gry na instrumentach, aby opłacić nauczyciela, żył bardzo skromnie. W tym czasie modny jest spirytyzm, wśród studentów krąży „Żywot Jezusa” Ernesta Renana, ze sceptycyzmem podchodzącego do boskości Zbawiciela. Bartolo trafia do sekty satanistycznej. Angażuje się tak bardzo, że po jakimś czasie zostaje wyświęcony na jej „kapłana”. Inicjacja jest potworna, młody, zdrowy człowiek na kilka dni traci przytomność. Mimo to nie rezygnuje. Ten wybór ma jednak swoją cenę – diaboliczne wizje, nawroty depresji, lęki, wrażenie, że zbliża się na skraj obłędu.

Bóg jednak szuka zaginionej owcy. Bartolowi wydaje się, że słyszy głos zmarłego już ojca, wzywającego go do powrotu do wiary – w końcu wywodził się z pobożnej rodziny, mama uczyła go modlitw. Zwraca się z pytaniem do swojego przyjaciela, prof. Wincentego Pepe – o dziwo, człowieka głębokiej wiary – czy to normalne. Pepe wygarnia przyjacielowi jego półtoraroczne zaangażowanie w sekcie: „Czy chcesz umrzeć w przytułku dla obłąkanych i być potępionym na wieki!?”. Wyjaśnia mu, w co się wplątał, po czym prowadzi do swego przyjaciela, dominikanina, o. Alberta Radente. Ten odpowiada na wiele jego wątpliwości. Wincenty i o. Albert podejmują szturm modlitewny i liczne posty, aby Bartolowi udało się zerwać z satanizmem. I rzeczywiście – udaje się! Podczas jednej ze mszy satanistycznych publicznie wyrzeka się tych praktyk.

Obietnica

To dopiero początek drogi. Bartolo wyjeżdża do położonych niedaleko od Neapolu Pompei – jest tam zarządcą majątku pewnej hrabiny. To w starożytności piękne miasto, zalane wybuchem lawy, przedstawiało wówczas obraz nędzy i rozpaczy. W połowie XVII w. przetrzebiła je epidemia. W dwieście lat później było areną działania różnej maści rzezimieszków, a wielu mieszkańców, wobec narastającego ateizmu, wróciło do… praktyk pogańskich. W tak ciężkiej atmosferze duchowej Bartola dopadają myśli, że skoro kapłaństwo jest wieczne, to i tak będzie potępiony, bo wcześniej oddał życie diabłu. Przychodzą pokusy, aby ze sobą skończyć. Jednocześnie przypominają się słowa o. Alberta: „Kto szerzy różaniec święty, będzie ocalony”. Obiecuje więc Maryi: „Jeżeli te słowa są prawdą, to osiągnę zbawienie, ponieważ nie opuszczę tej dzikiej krainy, dopóki nie rozszerzę tutaj Twojego różańca”. Jakby na przypieczętowanie tej deklaracji w pobliskim kościele zaczynają bić dzwony na Anioł Pański.

Reklama
Reklama

„Niebo obdarzyło mnie tak licznymi łaskami za przyczyną Królowej Różańca Świętego” – napisze w książce prezentującej historię pompejańskiego sanktuarium. – „Późniejsze wydarzenia przerosły moje najśmielsze oczekiwania”. I rzeczywiście. Hrabina Marianna de Fusco, wdowa z pięciorgiem dzieci, której dobrami Bartolo zarządza, zostaje jego żoną (obecnie toczy się jej proces beatyfikacyjny). Co zresztą ciekawe, ich pierwsze spotkanie miało miejsce w domu Cateriny Volpicelli, przyszłej świętej. Razem zaczynają zdobywać zaufanie ubogich mieszkańców Pompejów: odwiedzają ich w domach, zapraszają na festyn parafialny połączony z pokazem sztucznych ogni czy występy orkiestry. Kiedy więc do parafii zostają zaproszeni kapłani, by wygłosić dwutygodniowe rekolekcje, efekt jest niebywały: masowe nawrócenia w niemal całym miasteczku, powstanie bractwa różańcowego. Od s. Marii Concetty de Litala Bartolo otrzymuje zniszczony obraz Matki Bożej. Zastanawiają się z proboszczem, co z nim zrobić, ostatecznie jednak decydują się umieścić go w zrujnowanym pompejańskim kościółku.

CZYTAJ TAKŻE: Jak odmawiać Nowennę Pompejańską?

Obraz Matki Bożej Pompejańskiej ze św. Dominikiem i św. Katarzyną Sieneńską / Fot. Wikipedia

Ożywić Pompeje

Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych – wierni przybywający na modlitwę do stóp skromnego obrazu Maryi otrzymują tak wiele łask, że trzeba rozbudować kościół. Ofiary na ten cel płyną niezwykle hojnie z całych Włoch, tak że w ciągu zaledwie 11 lat budowa zostaje zakończona (1876-1887). Do Pompejów napływają rzesze pielgrzymów, z zagubionej mieściny stają się sanktuarium różańcowym. Od 1894 r. kościół ma status bazyliki. Bartolo wydaje czasopisma „Różaniec” i „Nowe Pompeje” – w końcu to czasy wielkie popularności gazet, a jego drukarnia daje pracę miejscowym. Ale to nie jedyne pomysły Brata Różańca – jak nazywają go miejscowi. Ponieważ okolica słynęła wcześniej z przestępczości, wiele dzieci pozostawało bez opieki, a ich rodzice odbywali karę więzienia. Bartolo zakłada dla nich schroniska, powołuje też Zgromadzenie Córek Różańca, które otoczy je opieką. Efekty wychowawcze są o tyle niezwykłe, że więźniowie z innych części Włoch proszą, aby również ich dzieci zostały tam przyjęte. Bartolo wyjaśnia, że jego „mistrzem w wychowywaniu dzieci nie są sławni pedagodzy, lecz sam Chrystus” – ten, który zawsze szuka zagubionej owcy.

Reklama
Reklama

W Pompejach powstaje również obserwatorium meteorologiczne i mały szpital, w którym dowództwo przejmie kolejny święty przyjaciel Bartola – Giuseppe Moscati. Jak widać, Bóg daje nowych przyjaciół.

Bartolo poszedł do nieba

Tymczasem starość Bartola nie jest łatwa – ledwie zostaje oczyszczony z fałszywych zarzutów o malwersacje finansowe, gdy w 1924 r. umiera Marianna. Jej rodzina pozbawia go wszystkiego, łącznie z domem i wszystkimi sprzętami, więc wyjeżdża w rodzinne strony. Mieszkańcy Pompejów, a zwłaszcza jego wychowankowie, tak tego nie zostawią – zrobią wszystko, aby do nich wrócił. Udaje się to, choć nie na długo – sędziwy adwokat umiera 5 października 1926 r., w wieku 85 lat. Swoich wychowanków pociesza przed śmiercią: „Moim jedynym marzeniem jest zobaczyć Maryję, która mnie uratowała, i która mnie wyrwie z szatańskich sideł”. Giuseppe Moscati przekazuje rodzinie wiadomość o jego śmierci takimi słowami: „Dziś Bartolo poszedł do nieba!”.

Ponieważ nie ma żadnego majątku, zostaje pochowany w krypcie pod obrazem Matki Bożej Pompejańskiej. 26 października 1980 r. papież Jan Paweł II ogłasza go błogosławionym, nazywając go „wzorem dla współczesnych świeckich katolików”. Jego nazwisko kojarzy się dziś z Nowenną Pompejańską, zwaną także czasem „nowenną nie do odparcia” – bo rzeczywiście, ta 54-dniowa szkoła modlitwy to jednocześnie zwycięska szkoła odpierania ataków nieprzyjaciela w postaci zwątpienia i niewiary.

Reklama

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę