Święty Ignacy Loyola. Rozrabiaka, który służył Jezusowi

Miał kłopoty z prawem, bo uwielbiał pojedynki, awantury oraz hazard. Nie stronił też od towarzystwa pięknych kobiet. Przed młodym Iñigo otwierały się drzwi wspaniałej kariery.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Ignacy Loyola. Rozrabiaka, który Jezusowi służył

Św. Ignacy Loyola w zbroi

Iñigo Loyola (imienia Ignacy zaczął używać później) przyszedł na świat w 1491 r. Rodzice przeznaczyli go do stanu duchownego, choć jego samego pociągało bardziej światowe życie. Nosił jednak tonsurę (znak przynależności do stanu duchownego), co nieraz uratowało mu skórę, kiedy spod kurateli bardziej surowych świeckich sądów wymykał się pod opiekę pobłażliwych sądów kościelnych.

A kłopoty z prawem miał, bo uwielbiał pojedynki, awantury oraz hazard. Nie stronił też od towarzystwa pięknych kobiet. Przed młodym Iñigo otwierały się drzwi wspaniałej kariery: na początku był paziem wielkiego podskarbiego Jana Velasqueza de Cuellar, a po jego śmierci został jednym z zaufanych wicekróla Nawarry. Służąc temu drugiemu, stanął w 1521 r. wraz z kilkuset żołnierzami na czele obrony Pampeluny, stolicy Nawarry, którą próbowała zdobyć dwunastotysięczna armia Francuzów.

W czasie oblężenia został jednak ciężko ranny – kula armatnia strzaskała mu prawą nogę poniżej kolana i zraniła też lewą. Po tym wypadku obrońcy Pampeluny poddali się. Francuzi otoczyli Iñigo opieką i po dwóch tygodniach przenieśli go do rodzinnego zamku.

 

Żebrak i mistyk

Tam okazało się, że kości źle się zrosły i trzeba było łamać nogę raz jeszcze. Iñigo bardzo źle znosił rekonwalescencję, kilka razy znalazł się na progu śmierci. Leżąc w łóżku, czytał powieści rycerskie i książki religijne. I zaczął zmieniać swoje życie. Dokonał pewnego ważnego dla jego przyszłości odkrycia.

Zauważył, że kiedy myślami wracał do zabaw z okresu poprzedzającego wypadek, wspomnienia przynosiły mu wielką radość, ale kiedy kończył rozmyślać, pojawiała się pustka, niezadowolenie i smutek. Kiedy zaś zainspirowany lekturą rozmyślał o świętych, radość i spokój trwały dłużej.

Tak rozpoczął „rozeznawanie duchów”, odkrywał, czym są duchowe strapienia i pocieszenia. Z czasem stworzył cały zbiór reguł, które pomagały mu w rozpoznawaniu łaski Boga i życia według niej. To odkrycie stało się jednym z kluczowych elementów późniejszej jezuickiej duchowości.

Święty Ignacy Loyola. Rozrabiaka, który Jezusowi służył

Wizja Ignacego Loyoli

W ramach pokuty za swoje dotychczasowe życie Iñigo postanowił udać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Po drodze odwiedzał lokalne sanktuaria. U podnóża gór Montserrat w klasztorze w Igualadzie przywdział strój żebraczy, a miecz i sztylet złożył pod obrazem Matki Bożej jako dar wotywny. Odbył trwającą trzy dni spowiedź z całego życia i ruszył dalej.

Dotarł do miasta Manresa, gdzie żył jak żebrak. Nachodziło go zwątpienie i popadał w głębokie przygnębienie, chciał nawet popełnić samobójstwo. Pewnego dnia nad rzeką Cardonera, nieopodal miasta, doświadczył jednak czegoś na kształt przeżycia mistycznego.

Nagle wszystko zobaczył na nowo, wszystko stało się świeże, inne. Odkrył w sobie również głęboką znajomość życia duchowego, wiary i teologii. Czuł się nowym, zupełnie innym człowiekiem, wydawało mu się, że otrzymał nowy umysł. Odkrył wtedy, że Boga trzeba szukać i znajdować we wszystkim. Przekonanie to stało się później jedną z najważniejszych dewiz jezuitów.

 

Ignacy i inkwizycja

W Ziemi Świętej Iñigo przebywał 10 dni i czuł się tam niezwykle szczęśliwy. Po powrocie studiował łacinę i w Alkali słuchał wykładów z teologii. Wraz z kilkoma przyjaciółmi przywdział szare workowate habity i zaczął pomagać miejscowej biedocie, a przy okazji głosić katechezy.

Zaniepokoiło to inkwizytorów, którzy oskarżyli młodego Baska i jego znajomych o herezję. Podczas procesu nakazano im zafarbować habity na różne kolory, by nikt nie pomylił ich ze wspólnotą religijną. Mając nadzieję na swobodniejsze życie, Iñigo i jego przyjaciele udali się do Salamanki, ale niedługo po przybyciu, na wniosek dominikanów, aresztowano ich na 22 dni. Zakazano im wypowiadania się na tematy wiary, dopóki nie skończą studiów teologicznych.

W 1532 r. w Paryżu Iñigo skończył studia. Wtedy po raz pierwszy przy jego nazwisku pojawiło się imię Ignacy. Znów zebrał wokół siebie grupę znajomych, którzy postanowili żyć jak apostołowie.

W 1534 r. ślubowali podczas Mszy św. żyć w czystości i ubóstwie oraz odbyć pielgrzymkę do Jerozolimy. Gdyby to ostatnie się nie udało, mieli oddać się do dyspozycji papieża, bo on lepiej zna potrzeby Kościoła.

W 1537 r. Ignacy otrzymał święcenia kapłańskie. Nie myślał jednak o założeniu zakonu. Zmienił zdanie po mistycznej wizji, w której zobaczył Chrystusa stojącego obok Boga Ojca.

Jezus powiedział: „Chcę, abyś nam służył”. Wtedy zrodził się pomysł powołania Towarzystwa Jezusowego. Trzy lata później, 27 września 1540 r., papież Paweł III zatwierdził przedłożoną mu przez Ignacego regułę zakonną. Tak narodzili się jezuici.

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać “po ludzku”. Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >
ŚWIĘCI

79 lat temu o. Kolbe zgłosił się, by oddać życie za współwięźnia

Choć nie jest możliwe ustalenie dokładnej daty tego wydarzenia, jedną z najczęściej wymienianych przez historyków dat jest właśnie 29 lipca. Tego dnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz wybrano dziesięciu mężczyzn, którzy mieli być straceni w ramach kary za to, że jeden z więźniów uciekł z bloku. Franciszkanin, o. Maksymilian Kolbe, zgłosił się, by wziąć go zamiast jednego z wybranych - Franciszka Gajowniczka.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Rajmund Kolbe urodził się 8 października 1894 r. w Zduńskiej Woli. W 1910 r. wstąpił do zakonu, gdzie przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie, gdzie w założył stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej. Po powrocie do Polski pod Warszawą założył klasztor i wydawnictwo Niepokalanów. Przez 6 lat pracował również w Japonii, tworząc tam drugi Niepokalanów. Od 1936 roku kierował klasztorem w Niepokalanowie, który wtedy był największym klasztorem katolickim na świecie.

28 maja 1941 roku trafił do Oświęcimia, osadzono go w KL Auschwitz nadając mu numer obozowy 16670. Początkowo pracował przy zwożeniu żwiru na budowę parkanu przy krematorium, potem przy budowie ogrodzenia wokół pastwiska. Franciszkanin szybko podupadł na zdrowiu i trafił do szpitala. Więźniowie otaczali go opieką, a gdy poczuł się lepiej, niemal wyrzucono go ze szpitala, bojąc się o jego życie. Później trafiał do lżejszych prac, początkowo w pończoszarni, gdzie reperowano odzież, a później w kartoflarni przy kuchni.

Podczas apelu 29 lipca na obozowym placu wyselekcjonowano dziesięć osób, które miały umrzeć za to, że jeden więzień, Zygmunt Pilawski uciekł z bloku. Wśród wybranych był Franciszek Gajowniczek, który błagał o litość, tłumacząc, że zostawi żonę i dzieci. O. Maksymilian słysząc go, wystąpił z szeregu i zwrócił się po niemiecku do Lagerführera Karla Fritzscha z prośbą, aby mógł zająć miejsce tego współwięźnia. Za nieregulaminową postawę Kolbe mógł zostać od razu zastrzelony lub dołączony do skazańców bez spełnienia jego prośby. Jednak Niemcy zgodzili się na prośbę zakonnika.

Ojciec Maksymilian kilkanaście dni konał w celi nr 18 w podziemiach Bloku 11. Przeniesiono go tam z grupą osób przeznaczonych na śmierć. Wieźniowie wspominali później, że skazani na śmierć głodową początkowo śpiewali i modlili się. Po kilku dniach dobywające się z celi głosy cichły. Niemcy sukcesywnie wynosili ciała kolejnych nieżywych osób. O. Kolbe zmarł jako ostatni 14 sierpnia, dobity zastrzykiem z kwasu karbolowego. Brunon Borgowiec, Tłumacz w bloku śmierci, który przeżył obóz, wspominał, że “Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”.

Kilka tygodni przed śmiercią Maksymilian miał powiedzieć do współwięźnia, Józefa Stemlera: “Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

 

Franciszek Gajowniczek, fot. Wikimedia commons

 

Franciszek Gajowniczek przeżył wojnę. Zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat. Pochowany został na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie. Papież Paweł VI ogłosił natomiast ojca Maksymiliana błogosławionym w 1971 roku, a 11 lat później kanonizował go papież Jan Paweł II. Św. Maksymilian jest pierwszym męczennikiem II wojny światowej wyniesionym na ołtarze. W obozowej celi śmierci o. Maksymiliana modlili się trzej kolejni papieże: Jan Paweł II, Benedykt XVI oraz Franciszek.

Data 29 lipca jest najbardziej prawdopodobną datę obozowego apelu, w czasie którego franciszkanin zgłosił się by dobrowolnie oddać życie zamiast jednego z więźniów. Nieżyjący już historyk Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Danuta Czech w pracy „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz” pisze, że to w dniu 29 lipca 1941 r. pod nieobecność komendanta Rudolfa Hőssa kierownik obozu Karl Fritzsch w odwet za ucieczkę więźnia „wybrał najprawdopodobniej 10 zakładników spośród więźniów w bloku nr 14, skazując ich na śmierć głodową”. Jednym z ostatnich świadków słynnego apelu w obozie KL Auschwitz był Michał Micherdziński, zmarły w 2006 r. W jego wspomnieniach pojawia się dokładna data tamtego apelu – 29 lipca. Teresa Wontor-Cichy, pracownik Centrum Naukowego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, wyjaśniła, że 29 lipca to jedna z prawdopodobnych dat, kiedy odbył się ten apel.

 

os, KAI/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap