„Jezu, jeżeli Ty chcesz, ja też chcę”. Zainspiruj się bł. Conchitą!

Bł. Maria Concepción, znana jako Conchita, to nowy typ kobiecej świętości, potrzebny dzisiejszemu światu. Jej szczególnym posłannictwem stało się duchowe macierzyństwo kapłanów. Otaczała ich modlitwą, założyła Zgromadzenie Misjonarzy Ducha Świętego, z narażeniem życia pomagała prześladowanym księżom.

Polub nas na Facebooku!

Błogosławiona Conchita, a właściwie Maria Concepción Cabrera Arias de Armida, to meksykańska świecka mistyczka, która w swoim życiu napisała tyle dzieł co… święty Tomasz z Akwinu. Nie przez przypadek Kościół stawia ją obok takich postaci jak św. Augustyn, św. Jan od Krzyża czy św. Teresa z Lisieux. 

W historii Conchity można dostrzec rozdźwięk między jej coraz głębszym życiem duchowym a pozornie zwyczajną codziennością. Myśląc o niej, widzimy oczami wyobraźni, jak z rozwianymi włosami przemierza konno meksykańskie równiny, tę ziemię przemocy i kontrastów: „ziemię wulkanów”, a zarazem ziemię „prawdziwego krzyża”; Meksyk to kraj związany z krzyżem i Matką Bożą z Guadalupe.

Ludziom, którzy znali mistyczkę, nasuwa się jedno charakteryzujące ją słowo: „prostota”. Conchitę cechowała ewangeliczna prostota.

 

Święta codzienność

U Conchity najmocniej przyciąga uwagę jej wszechstronność. Zrealizowała wszystkie kobiece powołania: była narzeczoną, żoną, matką, wdową, babcią, prababcią, a nawet, dzięki specjalnemu indultowi Piusa X, odeszła z tego świata jako zakonnica, choć odbyło się to w jej domu i wśród dzieci. Bycie żoną i matką nigdy nie przeszkadzało jej we wzrastaniu w wierze. Była jedną z nas. Martwiła się o dom, opiekowała dziećmi, chodziła na przyjęcia do przyjaciół.

Mój mąż był zawsze wzorem miłości i szacunku. Wielu kapłanów mi mówiło, że Bóg wybrał go dla mnie ze szczególną uwagą, był bowiem przykładnym małżonkiem, pełnym cnót.

Śmiać mi się chce, gdy wspominam pewną błahostkę: bardzo chciałam, żeby mój synek co chwila mówił „mama”, tymczasem pierwsze jego słowo brzmiało: „kot”; sprawiało mi to autentyczną przykrość. 

Muszę formować osiem serc, walczyć z ośmioma charakterami, wyrywając zło, a siejąc i wzmacniając to, co dobre. Potrzeba mi wielkiej cierpliwości, roztropności i cnoty, by w święty sposób wypełniać misję matki.

Conchita w trakcie swojego życia przeżyła żałobę zarówno po śmierci swoich dzieci, jak i ukochanego męża. Ból i cierpienie nie były jej obce.

28 marca 1887 roku w poniedziałek o północy urodził się drugi syn, Carlos.  Żył tylko sześć lat i zmarł 10 marca 1893 roku na straszliwy dur brzuszny. Patrząc na jego cierpienie, mówiłam: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Jego śmierć była dla mnie straszliwym ciosem, rozdzierającym serce, nigdy wcześniej tak mocno nie cierpiałam. Nie chciałam się oderwać od jego ciała, zwyciężył jednak głos posłuszeństwa, który mnie skłonił do oddania go Bogu.

 

Kobieca świętość

Na czym polegał sekret życia wewnętrznego Conchity? Niewątpliwie na miłości Boga i jej niewiarygodnej miłości do Chrystusa. Na zewnątrz Conchita nie wyróżniała się niczym, co by budziło podziw. To wiara przemieniła jej życie codzienne. Bóg szlifował ją, by stała się wzorem dla kobiet współczesnych, które żyją w rodzinie, w określonym środowisku pracy i pośród codziennych zajęć z ewangeliczną prostotą, wierne swym obowiązkom, wspaniałomyślne, często heroiczne, choć same tego nieświadome. To nowy typ kobiecej świętości, potrzebny dzisiejszemu światu.

 

„Moim zadaniem jest naśladować Maryję w jej samotności”

Począwszy od roku 1917, przez ostatnie dwadzieścia lat życia można u Conchity zauważyć nową formę maryjnej pobożności rozwijającą się z Bożego natchnienia: naśladowanie „samotności” Matki Bożej u zmierzchu jej ziemskiej egzystencji, w momencie, w którym wypełnione miłością życie Maryi osiągnęło swój szczytowy punkt w służbie rodzącego się Kościoła i wszystkich walk toczonych przez Kościół pielgrzymujący i wojujący aż po kres czasów.

Bóg chce, żebym była sama; moją rolą obecnie jest samotność. Powinnam towarzyszyć Maryi, naśladować Ją w jej samotności doświadczanej w ostatnich latach życia.

 

Mistyczne zjednoczenie

Conchita dostąpiła wyjątkowej łaski – duchowych zaręczyn z Chrystusem. Teologowie nie przestają się dziwić, rozważając niezwykły przypadek kobiety w pełni zaangażowanej w życie małżeńskie i macierzyństwo, którą Pan wyniósł do najwyższych mistycznych stanów. Bóg jest panem swoich darów.

Kiedy jako dziecko Conchita spędzała wiele czasu w rodzinnych  hacjendach, często się przyglądała, jak na skórze zwierząt wypalano rozgrzanym żelazem znak właściciela. Sama zaczęła marzyć o tym, by na swym ciele nosić znak Chrystusa.

Pewnego dnia “wyryła sobie” na sercu imię Jezusa. Źródła czynu Conchity trzeba się dopatrywać w charyzmacie otrzymanym od Boga oraz w szaleństwie miłości podążającej za ukrzyżowanym Bogiem.

Owoce heroicznego czynu Conchity, przez który własną krwią przypieczętowała swoje oddanie i całkowitą przynależność do Chrystusa, objawiły się w życiu samej mistyczki.

Czułam się tak, jakby za sprawą monogramu Pan otworzył jakieś wrota, przez które zaczął wlewać obfite łaski. Od tamtego dnia począwszy – cóż za gonitwa! ile tkliwości, ile łask, ileż wspaniałych przejawów dobroci wobec mnie, nędznego błota! Nie opuszczał mnie w dzień ni w nocy ani w czasie modlitwy, ani poza nią. Chcę, byś była moja. Już jesteś, ale chcę, byś była moja jeszcze bardziej – powtarzał mi. Zbliż się do Mnie, chcę się z tobą zaręczyć, chcę ci nadać moje imię i przygotować cię do przyjęcia wielkich łask.

 


Fragmenty wspomnień błogosławionej zawarte w tekście pochodzą z książki “Bł. Conchita. Dziennik duchowy żony i matki” autorstwa Marie-Michel Philipon OP.

 

Bł. Conchita. Dziennik duchowy żony i matki
Marie-Michel Philipon OP

W tej książce poznajemy historię wielkiej mistyczki zanurzonej w codzienności życia rodzinnego. Zgłębiamy także jej przejmujące teksty ukazujące istotę misji Conchity: odnowę świata poprzez krzyż. Przekonujemy się, że nie przypadkiem Kościół stawia ją obok takich postaci jak św. Augustyn, św. Jan od Krzyża czy św. Teresa z Lisieux.
 
Marie-Michel Philipon OP – uznany francuski teolog, znany m.in. z publikacji na temat św. Elżbiety od Trójcy Świętej. Książka o bł. Conchicie to efekt wielkiej fascynacji zakonnika jej życiem i dorobkiem.

KUP KSIĄŻKĘ >>>

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Święty Walenty: Mityczny patron zakochanych

Czy rzeczywiście święty Walenty jest patronem zakochanych? Czy może to tylko wymysł popkultury sprawił, że przypisuje mu się taką rolę?

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Walentynki, święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Okazuje się bowiem, że wspominany tego dnia w kalendarzu liturgicznym św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.

 

Czytając biografie świętych bardzo szybko można odkryć dlaczego ten, a nie inny stał się patronem lekarzy, robotników czy podróżujących; dlaczego o dobrego męża modlimy się do św. Józefa, a  w sytuacji beznadziejnej wzywamy wstawiennictwa św. Judy Tadeusza czy św. Rity. Tak wynika z ich życiorysu i predyspozycji jakie posiadali. Jakie zatem życie miał św. Walenty, że okrzyknięto go patronem zakochanych? Czy spełnił się w roli dobrego swata, czy też sam doświadczył zakochania? A może rola jaka został mu przypisana w ogóle do niego nie pasuje?

 

Święty Walenty: Mityczny patron zakochanych

Pogańskie prapoczątki

Początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów – festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie…

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

Święty Walenty: Mityczny patron zakochanych

Św. Walenty uzdrawia epileptyka. Obrazkowy żywot świętych. Brno 1899

Kim był święty Walenty?

 

Dzisiaj bardzo trudno odtworzyć historię jego życia. Pochodził z pierwszych wieków chrześcijaństwa, z czasów wielkich prześladowań. Spisywanie życiorysów było wówczas zabronione, przekazywano je zatem ustnie. Można domyślić się więc, że wiele faktów z życia św. Walentego zostało zapomnianych, część wielokrotnie zmieniła swoją wersję, a inne zostały po prostu wymyślone dla dodania biografii większego kolorytu. Jedno jest pewne – św. Walenty to postać autentyczna. Żył w Terni, dzisiejszej włoskiej Umbrii. Niektóre źródła podają, że z wykształcenia był lekarzem, ale porzucił swój zawód i został rzymskim kapłanem.

 

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. W końcu został zatrzymany przez prefekta Rzymu i poddany procesowi polegającemu na wymuszeniu siłą zaparcia się Chrystusa.

 

Świętego Walentego bito kijami, a kiedy nie przyniosło to rezultatów kazano go ściąć. W innych podaniach można natomiast przeczytać, że św. Walenty uzdrowił z epilepsji małego chłopca, co przyczyniło się do nawrócenia i ochrzczenia całej jego rodziny, ale na Walentego ściągnęło to wyrok śmierci. Egzekucję wykonano 14 lutego 269 roku.

Dlaczego został patronem zakochanych?

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: “Od twojego Walentego”. Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy.

 

Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: “Święty Walenty, patron miłości”.

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.


Wykorzystano artykuł autorstwa Pawła Bielińskiego / Terni / KAI / pb / Warszawa


3 modlitwy do św. Walentego


Magdalena Wyżga

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap