Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

W całym Piśmie świętym nie znajdziemy o nich ani jednego słowa. Dziwne, bo przecież gdyby nie oni, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Anna i Joachim – o nich mowa – to rodzice Maryi i dziadkowie Jezusa

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali
W całym Piśmie świętym nie znajdziemy o nich ani jednego słowa. Dziwne, bo przecież gdyby nie oni, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Anna i Joachim – o nich mowa – to rodzice Maryi i dziadkowie Jezusa

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

Apokryficzni-niekanoniczni

Joachim i Anna nie mogli pozostać anonimowi. Tradycja okazała się w tej kwestii mniej powściągliwa niż natchnieni autorzy Ewangelii. Zamiłowanie do genealogii i chęć poznania ludzkich korzeni chrześcijaństwa inspirowały pisarzy początku średniowiecza do tworzenia dzieł znanych dziś jako Ewangelia Pseudo-Mateusza czy Księga o narodzeniu świętej Maryi, które powstawały w zaciszach benedyktyńskich klasztorów. Dziadkowie Jezusa ukryli się więc na stronach apokryfów. Nieautentycznych i tajemniczych? To chyba sprawka złego PR-u, bo księgi, które nie weszły w skład oficjalnego kanonu Pisma Świętego również zawierają wiele cennych dla tradycji przekazów. Dzięki nim rodzice Maryi zagościli w sztuce, która bardzo chętnie o nich opowiadała. Przykładów można znaleźć wiele, choćby św. Anna Samotrzecia autorstwa Leonarda da Vinici, która trzyma na kolanach Maryję i małego Jezusa czy wschodnia Ikona, a na niej przykuwające uwagę siwe włosy Joachima, które miały zapewne podkreślić powagę dziadka Zbawiciela. Znany również jest obraz przedstawiający serdeczny uścisk Joachima i Anny na tle złotej bramy. Ponadto barwnie historię dziadków pokazują ludowa beletrystyka i poważne wizje mistyków, wśród których znalazła się Maria z Agredy, hiszpańska franciszkanka żyjącą w XVII wieku, autorka traktatu Mistyczne Miasto Boże. Jak widać, ludzka wyobraźnia nie pozwoliła Joachimowi i Annie pozostać w cieniu. Czy tego chcieli czy nie, obrośli legendą.

Dziadkowie Jezusa nie mieli łatwego życia

Z rodziną najładniej wychodzi się na zdjęciach – można powiedzieć, oglądając obrazy z Joachimem i Anną, ale piękne obrazy i wzniosłe narracje legend to tylko jedna strona medalu. Dziadkowie Jezusa nie nie mieli łatwo. Co musiał czuć Joachim, kiedy przebadał genealogię swojego rodu i stwierdził, że jest jedynym mężczyzną, który nie ma dzieci? Czasy wyzwolonych singli i modnej bezdzietności jeszcze nie nadeszły, więc nie mógł znaleźć łatwego usprawiedliwienia. W myśleniu Żydów sprawa była jasna: Bóg mu nie pobłogosławił i tyle. Kapłan Isachar, z którym Joachim spotkał się w Świątyni Jerozolimskiej wyraził to jeszcze bardziej dosadnie: „Jesteś przeklęty. Skoro nie możesz dać Izraelowi potomka, to co robisz w Świątyni z innymi, lepszymi od ciebie, płodnymi mężczyznami?”. Dla bogobojnego Izraelity nie było większego wstydu, więc uciekł na pustynię i postanowił do końca życia paść owce. Jak miał pokazać się Annie na oczy po takim incydencie?

A Anna? 20 lat czekała na dziecko! Wszystkie kobiety dawno wychowały już swoje potomstwo, a ona jedyna – tak bardzo wierna Bogu – nie doczekała się poczęcia. Jakby tego było mało, Joachim nie wracał z Jerozolimy. Przepadł bez śladu. Opłakiwać bezpłodność i wdowieństwo – czy to aby nie przekracza granic wytrzymałości kobiecego serca? Jednak i Anna, i Joachim nadal wierzyli, że Bóg odmieni ich los. „Nadzieja wbrew nadziei” była szalona, a zaufanie Bogu, który może chcieć inaczej, bardzo bolało. Oboje zgodnie przysięgli, że jeśli Bóg obdarzy ich upragnionym potomstwem, oddadzą swoje dziecko na wyłączną służbę Panu.

Dziadkowie, którzy nie rozpieszczali

Cuda zdarzają się najczęściej wtedy, gdy nic na to nie wskazuje.

Pewnego dnia – według przekazów apokryficznych – przyszedł Archanioł i oznajmił, że Bóg wysłuchał ich prośby. Znakiem wiarygodności anielskich słów miało być to słynne spotkanie w złotej bramie miasta, tak często malowane na obrazach. Tam spotkali się – cudownym zbiegiem nieprzypadkowych okoliczności – po długiej rozłące i podzielili nowiną, że oto czas rozpaczy dobiega końca. JAHWE nie da im syna. Ale ma zamiar wynagrodzić długie oczekiwanie narodzinami córeczki, która zostanie matką Zbawiciela, na którego Izrael czekał już zbyt długo. 

Icons courtesy of www.eikonografos.com used with permission

Czy Jezus znał swoich dziadków?

Szczęśliwe zakończenie historii Joachima i Anny okazało się początkiem chrześcijaństwa. Tak jak obiecali, oddali Maryję – apokryficzną Dziewicę Pańską – na wyłączną służbę Bogu już w wieku trzech lat. Młodziutka Miriam miała odtąd przebywać w Świątyni wraz z innymi dziewczętami, modlić się, wzrastać w cnocie, poznawać Pisma i w końcu zostać żoną Józefa. Dalszy ciąg doskonale znamy z Ewangelii, choć i do tej części historii apokryfy dodają nieco smaku. Opisują, jak mały Pan Jezus podczas swoich dziecięcych zabaw lepił i ożywiał ptaszki z gliny. Niestety Joachim i Anna, z momentem wejścia Maryi na świątynne stopnie, znikają również z apokryfów.

Czy Pan Jezus znał swoich dziadków? Najprawdopodobniej nie zdążył ich poznać, bo oboje zmarli, kiedy Maryja przebywała jeszcze w Świątyni. Niektóre legendy dają nadzieję, że mały Jezus poznał chociaż babcię, bo po śmierci Joachima Anna miała zamieszkać wraz ze Świętą Rodziną w Nazarecie. Pozostajemy więc w królestwie hipotez. Nie należy spodziewać się archeologicznych nowinek mówiących o tym, w jaki sposób Anna rozpieszczała swojego wyjątkowego wnuka. I trzeba raczej pogodzić się z tym, że nigdy nie będziemy wiedzieli, jak wyglądały te międzypokoleniowe relacje w świętej Rodzinie. Trochę szkoda. Ale nie ulega wątpliwości, że Miriam mogła wiele opowiedzieć Jezusowi o Jego dziadkach. Jak na dziadków przystało, pozostawili na pewno w spadku życiowe mądrości: o tym, że trzeba nauczyć się cierpliwości w czekaniu, bo dla Pana Boga nie istnieje kategoria „za późno”, o zaufaniu Panu Bogu, nawet wtedy, kiedy wszystko przeczy nadziei, o tym, że największe cuda dzieją się tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa i o przewrotnej logice stokroć wynagrodzonego braku. Na koniec mogę chyba postawić własną hipotezę, że dla Jezusa, Anna i Joachim na pewno nie byli bohaterami legend.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Święta Kinga. Matka biednych i strapionych

Św. Kinga urodziła się w 1234 r., była córką króla Węgier Beli IV, została poślubiona przez sandomierskiego księcia Bolesława Wstydliwego. Święta karmiła biedaków, opiekowała się kobietami, które spodziewały się potomstwa, fundowała kościoły, osobiście angażowała się w sprawy sądowe, aby bronić sierot, wdów i ubogich. Wspierała także męża w podejmowaniu trudnych decyzji. W Kościele katolickim jest wspominana 24 lipca

Polub nas na Facebooku!

Święta Kinga. Matka biednych i strapionych
Św. Kinga urodziła się w 1234 r., była córką króla Węgier Beli IV, została poślubiona przez sandomierskiego księcia Bolesława Wstydliwego. Święta karmiła biedaków, opiekowała się kobietami, które spodziewały się potomstwa, fundowała kościoły, osobiście angażowała się w sprawy sądowe, aby bronić sierot, wdów i ubogich. Wspierała także męża w podejmowaniu trudnych decyzji. W Kościele katolickim jest wspominana 24 lipca

W 1257 r. Bolesław Wstydliwy przekazał jej ziemię sądecką wraz z pełnią książęcej władzy. Niezwykłą osobowością wywarła ogromny wpływ na sprawy Małopolski w drugiej połowie XIII wieku. Po otrzymaniu na własność ziemi sądeckiej zajęła się jej administrowaniem. Szczególną troską otaczała Stary Sącz przyczyniając się do jego gospodarczego ożywienia.

Głównym dziełem Kingi w tym mieście była fundacja klasztoru. Pomimo iż pod koniec XIII wieku Stary Sącz stracił swe polityczne i gospodarcze znaczenie na rzecz Nowego Sącza, założonego przez Wacława Czeskiego, to posiadając grób i pamiątki po Kindze, zyskał na następne stulecia sławę i znaczenie religijne jako główne centrum jej kultu.

Jedną z wielkich cnót św. Kingi było miłosierdzie wobec biednych i potrzebujących. Niekończące się hojne jałmużny na rzecz kościołów, osób duchownych, a w szczególności Braci Mniejszych oraz rzeszy ubogich świadczą o jej miłości miłosiernej. Szczególną opieką otaczała wdowy i sieroty. Wiele czasu poświęcała chorym, których odwiedzała. Nic ze skarbów, które posiadała, nie zużyła na własne potrzeby. Wyrzekła się bogactwa, przywilejów, książęcej godności, jak również całego szczęścia ziemskiego.

Św. Kinga odegrała ogromną rolę nie tylko w dziejach religijnych Polski, lecz również w polityce i kulturze. Z jej osobą związane są liczne zabytki architektury i sztuki, a także bogactwo polskiego folkloru słownego. Fenomen Kingi spowodował, że postacią jej od początku zajmowali się nie tylko dziejopisarze, ale również teologowie, etnografowie i krajoznawcy.

Św. Kinga zmarła 24 lipca 1292 r. W 1999 r. została kanonizowana przez Jana Pawła II, który przybył do Starego Sącza. W homilii odczytanej przez kard. Macharskiego, Ojciec Święty przypomniał drogę świętości Kingi, węgierskiej księżniczki z dynastii Arpadów, której wielu krewnych zostało wyniesionych na ołtarze. – Jeżeli dziś mówimy o świętości – zaznaczył Papież – trzeba pytać, jak tworzyć środowiska, które sprzyjałyby dążeniu do niej. “Co zrobić, aby dom rodzinny, szkoła, zakład pracy, biuro, wioski i miasta, w końcu cały kraj stawały się mieszkaniem ludzi świętych, którzy oddziałują dobrocią, wiernością nauce Chrystusa, świadectwem codziennego życia, sprawiając duchowy wzrost każdego człowieka?” – I stwierdził, że aby tak się stało potrzebne jest przede wszystkim świadectwo. “Potrzeba odwagi, aby nie stawiać pod korcem światła swej wiary. Potrzeba wreszcie, aby w sercach ludzi wierzących zagościło to pragnienie świętości, które kształtuje nie tylko prywatne życie, ale wpływa na kształt całej społeczności” – mówił Papież. Zachęcił też wszystkich wierzących do odwagi do świętości, mówiąc “Nie lękajcie się być świętymi! Uczyńcie kończący się wiek i nowe tysiąclecie erą ludzi świętych!”.

Szczątki świętej Kingi spoczywają w klasztorze starosądeckim, który księżna ufundowała i do którego wstąpiła po śmierci męża.

Święta Kinga jest patronką samorządowców. Również górnicy wydobywający sól uważają św. Kingę za swoją patronkę. Legenda głosi, że Kinga, widząc nędzę materialną mieszkańców Bochni, wskazała miejsce, gdzie miała znajdować się sól. Tak rozpoczęła działalność bocheńska Kopalnia Soli.


KAI/kh

LITANIA DO ŚW. KINGI

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *