Niedziela jest boska!

W naszej domowej niedzieli tak naprawdę chodzi o jedno – o stworzenie przestrzeni dla całej rodziny do zwykłego ucieszenia się sobą. Do takiej prostej frajdy z tego, że siebie mamy. Że wysiłek jaki wkładamy każdego dnia w pracę nad naszymi domowymi relacjami się opłaca. Że uwielbimy ze sobą po prostu być.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Niedziela jest boska!
W naszej domowej niedzieli tak naprawdę chodzi o jedno – o stworzenie przestrzeni dla całej rodziny do zwykłego ucieszenia się sobą. Do takiej prostej frajdy z tego, że siebie mamy. Że wysiłek jaki wkładamy każdego dnia w pracę nad naszymi domowymi relacjami się opłaca. Że uwielbimy ze sobą po prostu być.

Mój kuchenny kalendarz przeżywa w tym roku prawdziwą inwazję. Liczba konsultacji, wizyt lekarskich, zajęć pozalekcyjnych i różnych rehabilitacji sprawia, że od początku tygodnia czuję się jak lekkoatleta biegnący przez płotki. Około środy łapię lekki kryzys, w czwartek od rana przeglądam oferty sprzedaży gospodarstw wiejskich w okolicy, w piątek jestem już zdecydowana na kupno alpak i farmy w Bieszczadach, w sobotę czuję się jak zabawka, której za chwilę skończą się baterie, ale za to w niedzielę…

… w niedzielę nabieram tyle mocy, że mogę w nieliczne wolne chwile w nadchodzącym tygodniu śmiało powkładać kolejne płotki.

 

Jak zatem wygląda w naszej rodzinie niedziela, która daje taką MOC?

Przede wszystkim do niedzieli trzeba się przygotować. Kiedy dzieciaki wracają w sobotę ze swoich harcerskich zbiórek i ostatnich pozaszkolnych zajęć, zabieramy się za lekcje i pakujemy plecaki. To jest od początku szkoły żelazna zasada w naszym domu – żadnych lekcji w niedzielę. Niby nic wielkiego, ale chcemy, żeby nasze dzieciaki wiedziały że ten dzień, pod wieloma względami, jest wyjątkowy.

Kiedy plecaki są już spakowane, zabieramy się za przygotowywanie „Słodkiej niedzieli”! Bardzo staramy się w naszej rodzinie ograniczać słodycze w tygodniu do minimum. Dzieciaki wiedzą jednak, że w niedzielę spełnię prawie każde ich słodkie marzenie. Zwykle więc koło sobotniego popołudnia lądujemy wszyscy w kuchni, gdzie – wśród oblizywania łopatek, kłótni o kolejność rozbijania jajek i pedantycznego krojenia owoców – powstaje rodzinne cudo, które ląduje w lodówce i czeka wśród westchnień na magiczny czas „zaraz po kościele”. Dla porządku muszę dodać, że istnieją różne warianty „Słodkiej niedzieli”. Jeśli nie pieczemy ciacha, idziemy po mszy na lody lub robimy na śniadanie amerykańskie naleśniki z syropem klonowym. A czasem – jeśli ktoś obudzi mnie o skandalicznie wczesnej porze i znajdę w lodówce drożdże – przygotowuję prawdziwe norweskie bułeczki cynamonowe. Oj, jeśli niebo ma jakiś zapach, to cała moja rodzina gotowa jest iść w zaparte, że jest to zapach cynamonu.

 

 

Powinnam teraz opisać wszystkie atrakcje niedzielne, które są całkiem powszechne wśród rodzin z dziećmi: pikniki, górskie wypady, nasze ukochane rowerowe wycieczki. Wszystko to rzeczywiście często dzieje się u nas w niedzielę, ale nie jest tak, że tzw. „atrakcja” stanowi dla nas cel sam w sobie. Klucz do boskiej niedzieli wcale nie leży w niezwykłych przedsięwzięciach, ani nawet w kultywowaniu naszych cynamonowych szaleństw. Boska niedziela to przede wszystkim rodzinna bliskość. Nie umiem tego lepiej napisać. Piękna niedziela może być cała spędzona w domu i polegać na układaniu z młodszymi dziećmi klockowego toru przeszkód dla chomika, albo na puszczaniu w kółko z dwuletnim synkiem kolejki szynowej. Boska niedziela może też polegać na ograniu przez najstarsze dzieci rodziców w planszówki, albo po prostu na obejrzeniu całą rodziną filmu na kanapie. Kluczem jest odłożenie na chwilę wszystkich ważnych spraw, łącznie z telefonem i laptopem, i zatrzymanie się. Po co? Po to, żeby na wzór Bożego, niedzielnego odpoczynku zachwycić się swoim dziełem! W naszej domowej niedzieli tak naprawdę chodzi o jedno – o stworzenie przestrzeni dla całej rodziny do zwykłego ucieszenia się sobą. Do takiej prostej frajdy z tego, że siebie mamy. Że wysiłek jaki wkładamy każdego dnia w pracę nad naszymi domowymi relacjami się opłaca. Że uwielbimy ze sobą po prostu być.

Kiedy tylko Wrocław nie potrzebuje naszej obecności w weekendy, ruszamy najczęściej do moich rodziców na wieś. Jakiś miesiąc temu siedziałyśmy z moją starszą siostrą na werandzie i patrzyłyśmy na naszą dziewiątkę pociech, które w tzw. „kościołowych ciuchach” usiłowały wyruszyć w wyprawę ku pobliskim żeremiom bobrów. Siedziałyśmy i śmiałyśmy się do rozpuku bo oto w zgrane szyki kuzynostwa wdarł się lekki chaos, kiedy przyszło im pokonywać niewielki rów. Niektórym wystarczył większy krok, inni potrzebowali solidnego rozbiegu, a sekcja przedszkolno-żłobkowa, w zależności od poziomu odwagi, wybierała wariant straceńczej szarży lub głośno lamentując domagała się przeniesienia przez najstarszych. Akurat kiedy ostatnia z pociech z pełnym impetem wpadła w środek rowu podeszła do nas nasza mama. Patrzyła chwilę razem z nami na całe towarzystwo, a potem powiedziała takie zdanie: „Wiecie, kiedy patrzę na to wszystko, mam ochotę śpiewać psalm 126: „Gdy Pan odmienił los Syjonu, wydawało się nam, że śnimy”. Boska niedziela, prawda?  

A jeśli nie możemy jechać do Rodziców, niedziela jest naszym ulubionym dniem spotkań z przyjaciółmi. Uwielbiamy je organizować. Lubimy wspólnie z mężem planować menu, szykować muzykę, wspólnie z dziećmi nakrywać stół i czekać w oknie aż się wreszcie zjawi towarzystwo. A potem jest nam tak dobrze, że tylko zdrowy rozsądek każe nam przerywać spotkanie, bo w końcu „ktoś musi rano wstać do dzieci”. Niedziela jest chyba najlepszym dniem, żeby przypominać sobie, że Bóg powołał nas do relacji. Najpierw z Sobą Samym, a potem z innymi ludźmi. Z naszym współmałżonkiem, z dzieciakami, z naszymi rodzicami, rodzeństwem i przyjaciółmi. Szczęśliwy ten, kto postawił w życiu na relacje! Kto w nich dopatrzył się drogocennej perły wartej sprzedania wszystkiego innego. Momenty, w których czuję najmocniej, że Królestwo Boże jest już częścią mojego życia to są właśnie momenty pełne serdecznej bliskości, czułości i przyjaźni. 

Piękne to prawda? Nie byłabym sobą gdybym nie zamieściła teraz małego post scriptum. Taka boska niedziela czasem po prostu się nie udaje. Bardzo chcielibyśmy, żeby zawsze było tak pięknie, wyjątkowo i „cynamonowo”, ale życie w naszej siedmioosobowej rodzinie tworzy często tak wiele nieprzewidywalnych scenariuszy, że czasem – tak jak dzisiejszej niedzieli nie udało się praktycznie nic z naszych założeń. Począwszy od konieczności wykonania gigantycznego tekturowego misia do przedszkola (bo: „Zapomniałam”), przez odpytanie do sprawdzianu z historii (bo: „Mamo, mówiłam wczoraj, ale nie słyszałaś”), po karczemną małżeńską awanturę i – jakże by inaczej – kończenie tego tekstu.

 

Widać do niedzieli – jak do nieba – trzeba wciąż dorastać.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Zdążyć na święta. Jak przeżyć Adwent?

By zdążyć na święta, trzeba... zwolnić. Zróbmy wszystko, abyśmy nie wpadli na nie zadyszani, i z plastikowymi reklamówkami w rękach zdziwieni powiedzieli: „To już”.

Andrzej Gołębiowski SDB
Andrzej
Gołębiowski SDB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zdążyć na święta. Jak przeżyć Adwent?
By zdążyć na święta, trzeba... zwolnić. Zróbmy wszystko, abyśmy nie wpadli na nie zadyszani, i z plastikowymi reklamówkami w rękach zdziwieni powiedzieli: „To już”.

Rozpoczął się w Kościele piękny czas Adwentu, w którym mamy przygotować nasze serca na narodzenie się Jezusa Chrystusa. Przed wiekami, kiedy „nadeszła pełnia czasów, zesłał Bóg Swojego Syna Jednorodzonego” (Ga 4, 4). Dzisiaj Historia Zbawienia zatacza swoje koło w liturgii Kościoła. To ona prowadzi nas do miejsca Nowego Narodzenia, którym w tym roku nie będzie już Betlejem, ale może nim być serce każdego z nas.

Co zrobić, aby dobrze przygotować się na zbliżające się święta? Jestem przekonany, że dobrze przeżyte Święta Bożego Narodzenia, zależą od dobrze przeżytego Adwentu.

 

Nie stawiaj na „bylejakość”

Nie zmarnuj adwentowych dni. Nie przeżyj ich byle jak. Odrzuć od siebie świadomość wielu rzeczy i spraw, które jeszcze będzie trzeba zrobić przed świętami. Niech obowiązki nie zabiją w tobie najważniejszego wymiaru tych pięknych dni.

 

Czuwaj!

Na świętach może zabraknąć wielu rzeczy. Nie może jednak zabraknąć w nich Jezusa i ludzkiej miłości. Zapytaj samego siebie o swoją relację do Boga. Nie istnieją święta spędzone po świecku. Nie ufaj tym, którzy proponują taki sposób zorganizowania tych dni. Dlatego w Adwencie kontakt z Bogiem to podstawowy wymiar czuwania. Wcale nie musi być on wyszukaną formułą modlitwy czy kontemplacji. Może zostaw ją bardziej zakonnikom. Ty miej czas na chwilę namysłu nad sobą. Może krótką lekturę Pisma Świętego. Polecam „roraty”, ale te prawdziwe, odprawiane o 6 rano. Wysiłek cielesny tylko sprzyja duchowej gimnastyce.

 

Zrób duchowy remont

Nie odkładaj spowiedzi na ostatnią chwilę. Przygotuj się do niej jak do remontu własnego mieszkania. Pomyśl w czym naprawdę nie domagasz, co jest twoim prawdziwym problemem? Z czym sobie nie radzisz? Umiej nazwać wszystko po imieniu. Wybierz czas na spowiedź, kiedy jeszcze nie będzie kolejek. Masz wtedy większą pewność, że spowiednik nie będzie jeszcze zmęczony i znużony długimi kolejkami. Pamiętaj: to wszystko dla Ciebie, twojego duchowego komfortu, nastrojonego serca, by zdążyć na Boże Narodzenie.

 

Odważ się powiedzieć „przepraszam”

Nie bój się wigilii tej w domu i tej w pracy. Już teraz pomyśl o życzeniach, które złożysz. Wykorzystaj ten moment, w którym z opłatkiem w ręku staniesz przed drugim człowiekiem. Nie składaj banalnych życzeń „pieniędzy i zdrówka, bo zdrówko jest najważniejsze”. Umiej wyrazić swoje prawdziwe oczekiwania zawarte w kilku zdaniach. Powiedz dziękuję, przepraszam, kocham. Zapytaj samego siebie z kim musisz się pojednać jeszcze przed świętami. Kto powinien usłyszeć od Ciebie słowo przepraszam, wybacz i wybaczam. Skoro Bóg stał się miłością, miłością stawaj się i ty.

 

Doceń domowe zacisze

Nie uciekaj na święta z domu. Tylko domowe święta wracają przez całe życie we wspomnieniach. Zrób wszystko, aby kiedyś twoje dzieci ze wzruszeniem mówiły: „Takich świąt jak u rodziców, nie ma na całym świecie”. Do różnych kurortów i pensjonatów można pojechać w innym czasie.

 

Zaplanuj Adwent

Zrób plan obowiązków, w którym będzie miejsce dla każdego. Niech wszyscy domownicy poczują się współodpowiedzialni za przygotowanie do świąt. Taki plan miej już na Adwent, w którym postanowicie np. wspólną modlitwę wieczorną.

 

Pomyśl o samotnych

Nie zapomnij o ubogich i samotnych. Dzielić się miłością potrzeba cały rok, ale szczególnie podczas świąt. Samotność wtedy boli najbardziej.

 

Nie ograniczaj się w… śpiewie

Poćwicz kolędy, aby stały się ważnym elementem świąt. Niech będą śpiewane podczas rodzinnych spotkań. Wydrukuj teksty, aby nie ograniczać się tylko do dwóch zwrotek.

 

Odkryj piękno pasterki

Pójdź na pasterkę, ale również na inne celebracje liturgiczne. Odkryj w nich piękno i wyjątkowość. Posłuchaj Słowa Bożego. Być może odkryjesz jak dalej żyć.

 

Adwent jest sukcesem świąt Bożego Narodzenia. Jestem o tym przekonany. Jeśli chcecie mieć piękne i wyjątkowe święta, już dziś o nich pomyślcie. Potrzebujecie do nich dobrego Adwentu, czyli czasu, w którym wszystko przygotujecie. Dlatego, by zdążyć na święta – zwolnijcie. Abyście nie wpadli na nie zadyszani, z plastikowymi reklamówkami i zdziwieni powiedzieli: To już.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Andrzej Gołębiowski SDB

Andrzej Gołębiowski SDB

Kapłan za Zgromadzenia Salezjanów. Przez wiele lat był duszpasterzem młodzieży i katechetą. Oprócz pracy duszpasterskiej prowadzi koncerty i spotkania. To najważniejsze miało miejsce w 2006 r, gdzie poprowadził spotkanie młodzieży z papieżem Benedyktem XVI na krakowskich błoniach. Jest rekolekcjonistą i przewodnikiem grupy 15 na Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej do Częstochowy. W swoim życiu kieruje się mottem wybranym na swoje kapłaństwo: „Idąc przez życie zostawiasz ślad. Niech drugi człowiek idąc twym śladem, dojdzie do Boga”. Obecnie pracuje w TVP3 Kraków, gdzie prowadzi redakcję katolicką.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej Gołębiowski SDB
Andrzej
Gołębiowski SDB
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap