Nasze projekty

Krasnobród. Ukryta w lesie

Mały odpustowy obrazek, 9 na 14 centymetrów, nieporadny, drukowany metodą metalorytniczą, ktoś upuścił na ziemię. Niby zwykła rzecz. Jedna rzecz była niezwykła, bo obrazek choć leżał w błocie nie był pomięty, co więcej był idealnie czysty, jak nowy.

Reklama

„W pośrodku lasu mieszkasz
Tu rzeka łaski płynie
Nieznana niegdyś w lesie
Tu obraz Twój słynie”.

Czterowiersz, wyryty w barokowym medalionie w sanktuarium Matki Bożej w Krasnobrodzie. Krótkie, precyzyjne, pozbawione zbędnego krasomówstwa dzieje tego miejsca. Lasu już dawno tu nie ma, ale nietrudno go sobie wyobrazić, rozglądając się po okolicy. A ta okolica to Roztocze, jedna z najpiękniejszych polskich krain, a Krasnobród nie dość, że w lasy obfituje, ma też zalew nad rzeką Wieprz, z plażami, więc czegóż chcieć więcej. Dobrze tu być. Nie tylko z pobożności, ale i dla piękności.

Matka Boża Krasnobródzka

W czasach, gdy wszędzie były tu lasy, w roku 1640, Matka Boża uzdrowiła opętanego Jakuba Ruszczyka i poleciła mu, aby w tym miejscu szerzyła się chwała Jej Syna. Jakub podzielił się swoim przeżyciem, ludzie mu uwierzyli, zresztą widzieli, że stał się nowym człowiekiem, zaczęli przychodzić w miejsce uzdrowienia, może postawili krzyż, może małą kaplicę. Osiem lat później miejsce modlitw zostało spustoszone przez wojska Chmielnickiego.

Reklama
Reklama

Wojsko, jak to wojsko, poniszczyło i odeszło, ludzie wrócili i oto w błocie i wśród zniszczeń znaleźli mały obrazek, 9 na 14 centymetrów, nieporadny, drukowany metodą metalorytniczą, pewnie z tych, które pobożny lud kupował na jarmarkach i odpustach, by mieć w domu podobiznę Mateńki. Maryja stoi na tle różanego ogrodu, ubrana w ciemną suknię, z koroną na głowie, ze złożonymi rękoma i adoruje nagie Dzieciątko, leżące na białej płachcie.

Zgubiony obrazek to wydarzenie w sumie zwyczajne, przed najazdem Chmielnickiego przybywały tu tłumy, ludzie modlili się, ktoś upuścił na ziemię odpustowy obrazek. Jedna rzecz była jednak niezwykła: choć leżał w błocie nie był pomięty, a ponadto był idealnie czysty, jak nowy. Lud wierny uznał to za rzecz cudowną i modlił się nadal, tyle że już przed maleńkim obrazkiem.

Sława miejsca wzrastała, przybyła tu także Maria d’Arquien, późniejsza królowa Marysieńka Sobieska, która była tak chora, że ją przywieziono i tu odzyskała zdrowie. Sobiescy związani są z tym obszarem, ale przede wszystkim Zamoyscy, którzy mieli tu olbrzymie dobra. Pierwszym mężem Marysieńki był Jan Sobiepan Zamoyski, właściciel niedalekiego Zamościa. Gdy owdowiała w letniej rezydencji rodu, Zwierzyńcu, składał jej wizyty Jan Sobieski, co, jak wiemy, zakończyło się małżeństwem.

Reklama
Reklama

Można pani nie mogła nie podziękować za uzdrowienie i podziękowała w wielkim stylu, po sarmacku, z gestem, tak jak królowie i magnaci w tamtych czasach. Wybudowała piękny kościół pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w stylu obficie barokowym, z ołtarzami, figurami świętych dominikańskich (przy klasztorze powstał klasztor Zakonu Kaznodziejskiego), w złocie i błękicie, a w centrum Ona – maleńka, nieporadną ręką przedstawiona. Tablica wotywna potwierdza i informuje, kto ufundował piękną świątynię – ubogi obrazek Matki Bożej uzyskał wspaniały dach nad głową.

Lata i wieki mijały, po Powstaniu Styczniowym ojcowie dominikanie zostali wyrzuceni z klasztoru, ale lud niezmiennie przybywał prosić maleńką Panią o ratunek w troskach i smutkach. A gdy ktoś tu już dotarł, modlił się też w kaplicy św. Rocha, ufundowanej także przez Marysieńkę Sobieską, które to votum miało powstrzymać szalejącą zarazę. Chodził po licznych drewnianych schodach do kaplicy i wiele próśb zostało wysłuchanych.

Już po II wojnie światowej do ołtarza głównego wstawiono dużą kopię obrazka, by przybliżyć go pielgrzymom. Cuda zdarzają się tu nadal i te najbardziej spektakularne to uzdrowienia, ale w miarę przemijania postaci tego świata, dokonała się „specjalizacja”. Są to często uzdrowienia duchowe, uwolnienia, bo przecież ten pierwszy, założycielski cud też był uzdrowieniem chorego umysłowo młodego człowieka. Opowiadają o tym autorzy filmu dokumentalnego, poświęconego sanktuarium, jak to przybyła grupa dziewcząt, a wśród nich takie, które zaciekle atakowały Kościół i wiarę. Gdy stanęły przed cudownym obrazem, wszystko się odmieniło i jedna po drugiej zaczęły mówić: Widzę, widzę… Kogo widziały? Pan Bóg przez Matkę w ułamku sekundy dał im odczuć swoją obecność, więc wróciły szczęśliwe do domu.

Reklama

A ten obrazek… Kiedyś oglądałam album, poświęcony sanktuariom maryjnym Europy ze zdjęciami cudownych figur i obrazów Matki Bożej. Jedna rzecz zwraca uwagę – często Maryja wybiera dzieła więcej niż poślednie, które czczone są jako cudowne. Kafle, kupione na jarmarku, odpustowe obrazki, wizerunki, wykonane zapewne przez prowincjonalnych, pożal się Boże, malarzy, rzeźbiarzy, drzeworytników. Świadczące o braku talentu albo warsztatu, żaden Rafael czy Leonardo, którzy zadziwiają swoimi arcydziełami.

A jednak Matka Boże wybrała je i pokazała, mówiąc: Ten. Przez ten obraz będą płynąć łaski. I może chce przez to chce nam powiedzieć, że jako ludzie nie musimy być super, genialni, przepiękni, z najwyższej półki wirtuozów. Możemy być nieporadni i nieidealni. Ważne, byśmy byli mali, w lasach codzienności ukryci, a wszystko się ułoży, łaski popłyną jak szeroka rzeka, tak jak popłynęły kiedyś, dawno temu w Krasnobrodzie dzięki maleńkiemu, nieporadną ręką wykonanemu obrazkowi Maryi.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę