Nasze projekty

Puste miejsca przy stole. Święta w cieniu żałoby

Z reklam w TV czy billboardów ciągle spoglądają na nas szczęśliwe rodziny przy pięknie zastawionym stole. To wszystko dla osób w żałobie, opłakujących zmarłą mamę, córkę czy męża, jest wyjątkowo ciężkie, bo ciągle przypomina o stracie. Coś jednak można zrobić, by nie pogłębiać cierpienia swojego albo bliskich w żałobie.

Reklama

Anna Druś: W bardzo wielu rodzinach w ostatnim czasie ktoś zmarł, jeśli nie na COVID, to z powodu innych chorób czy okoliczności. Dlatego wydaje się, że święta Bożego Narodzenia będą szczególnie trudnym czasem dla wielu z nas. Czy da się coś zrobić czy zaplanować, aby lepiej ten czas przetrwać?

Katarzyna Binkiewicz: To będą na pewno inne i dla wielu z nas trudne święta. Nie ma co się od tego odżegnywać, bo w żałobie absolutnie nie chodzi też o to, by nie przeżywać emocji, które do nas przychodzą. By „dobrze” przeżyć żałobę, w sensie adaptacyjnym, trzeba ją właśnie przeżyć; przeżyć to wszystko, co przychodzi razem z nią. Myślę, że w naszej kulturze, szczególnie w mediach, Święta Bożego Narodzenia są najmocniej nas bodźcujące – z reklam w TV czy billboardów ciągle spoglądają na nas szczęśliwe rodziny przy pięknie zastawionym stole, a do ucha sączy się nam komunikat typu „pamiętaj o prezencie dla mamy”, „kup ten telefon dla córki”, „bądźmy blisko siebie”. To wszystko dla osób w żałobie, opłakujących zmarłą mamę, córkę czy męża, jest wyjątkowo trudne, bo ciągle przypomina o stracie. 

Ale czy warto odcinać się od tych świątecznych bodźców całkowicie, np. nie oglądając reklam, albo nie chodząc po centrach handlowych? Czy ucieczka pomaga?

Reklama
Reklama

Na pewno jest to jakiś pomysł, by minimalizować dopływ takich bodźców, choć moim zdaniem tak czy inaczej nie da się tej świątecznej otoczki zupełnie uniknąć. Ważne jest jednak to, by pomyśleć jak te święta chcielibyśmy przeżyć i czy jesteśmy gotowi wypełnić wszystkie zadania, które wypełnialiśmy do tej pory. Moje doświadczenie pokazuje, że czasami, szczególnie w tym pierwszym, najtrudniejszym roku od straty, wielu osobom pomaga zmiana przestrzeni czyli na przykład wyjazd z najbliższymi. Czasami potrzebujemy zmienić pewne rytuały świąteczne, a czasami nie chcemy, by zmieniało się cokolwiek. W żałobie pojawia się w nas tak wiele emocji, że trudno je czasem w sobie po prostu pomieścić. Ale właśnie to, jak chcielibyśmy przeżyć te święta, czy w domu czy poza nim, jest jedną z wielu kwestii, którą dobrze, żebyśmy w sobie przemyśleli. 

To wystarczy?

Żałoba i sposób radzenia sobie to sprawa bardzo indywidualna. Dlatego ja przede wszystkim namawiam do tego, by właśnie pomyśleć o tym, jak ja mogę sobie przeorganizować ten czas, by było mi być może choć trochę lżej. Z kim lub gdzie chciałabym spędzić święta, by było mi łatwiej? Czy jestem w stanie wziąć na siebie wszystkie obowiązki, które dotychczas brałem/brałam w związku z przygotowaniami? Czy są takie rytuały rodzinne czy sytuacje, w których w tym roku nie jestem w stanie albo nie chcę uczestniczyć? Warto sobie na te pytania odpowiedzieć. I przede wszystkim dać sobie zgodę na to, że te święta NIE MUSZĄ być takie jak zawsze. Mogę przeorganizować je w taki sposób, by było mi choć trochę łatwiej.

Reklama
Reklama

Dla wielu osób pewnie będzie to ciężkie…

Rzeczywiście, czasem osoby w żałobie mają takie poczucie, że nie powinny dezorganizować świąt swoim smutkiem, swoimi myślami. Czują, że powinni przygotować je tak jak zawsze – dla swoich najbliższych – nawet za cenę dużego cierpienia. Tymczasem warto dać sobie swoje wewnętrzne przyzwolenie na to, że te święta nie muszą być takie jak zawsze. Ten świąteczny czas może być taki, jaki czuję, że chciałabym, żeby był, czy taki jaki jestem w stanie przyjąć i przeżyć w tym roku. To czas wyjątkowo trudny i mam prawo czegoś nie chcieć, nie mieć na coś siły. Na pewno warto porozmawiać o tych swoich emocjach czy niepokoju z rodziną. Ważne, żeby wiedzieli, czego nie chcemy, a na czym nam zależy. Jeśli chcemy celebrować świąteczny czas tak jak zawsze, możemy na przykład oddelegować część zadań, jeśli czujemy, że nie mamy tyle siły, by wszystkim im sprostać. Pamiętajmy jednak, że tak jak żałoba jest wyjątkowa dla każdego z nas, tak i każdy z nas w swój indywidualny sposób będzie chciał ją przeżywać. Są osoby, które nie chcą niczego zmieniać w swoich rodzinnych rytuałach świątecznych, są osoby, które chcą z części zrezygnować, są takie, które chcą zmienić tradycje przeżywania tego świątecznego czasu – i to wszystko jest ok. Chciałabym, żeby to wybrzmiało. Ok jest to, co czuję. Mam do tego prawo. Ważne, by o tym pamiętać i oczywiście rozmawiać z najbliższymi o tym, czego potrzebujemy w tym czasie. 

No właśnie, w jaki jeszcze sposób bliscy osoby w żałobie mogą jej pomóc w tym czasie?

Reklama

Zaczęłabym w ogóle od tego, że wielką pomocą będzie nienarzucanie gotowego scenariusza przeżywania świąt osobie osieroconej. Nie naciskanie, że coś musi być tak jak zawsze. Niech te święta będą takie jakie potrzebujemy, a nie takie jakie muszą być. Zadbajmy również o to, by osoba cierpiąca nie została sama, zarówno w wymiarze fizycznym, jak i organizacyjnym. Pomyślmy zawczasu, w czym można jej pomóc, jakie obowiązki przejąć. Można również pomyśleć o takim wymiarze symbolicznym. Każda rodzina ma przecież w święta, szczególnie właśnie w te święta – jakieś swoje małe rytuały, np. że pierogi to zawsze lepi się z mamą, a tata zawsze szedł po choinkę – małe symbole, które powtarzane przez lata stały się dla nas bardzo ważne. W momencie, gdy zaczyna brakować tej osoby, z którą zawsze lepiłem pierogi czy ubierałem choinkę – to zostaje tylko puste miejsce, którego nie da się zapełnić. Wówczas z pomocą może przyjść jakaś nowa symbolika świąteczna. Można na przykład umieścić przy stole wigilijnym zdjęcie tej brakującej osoby, można przy dotychczas zajmowanym przez nią miejscu zapalić świeczkę, przygotować jej ulubione danie, zaśpiewać jej ulubioną kolędę, albo wybrać się na cmentarz na jej grób, w konkretnym dniu. Taki znak nie tylko może pomóc najbardziej przeżywającym tę stratę, ale też stać się rodzinną tradycją w latach następnych. Pamiętajmy jednak, że to wszystko ma sens tylko wtedy, gdy czujemy, że tego potrzebujemy i że to będzie dla nas ważne. Żałoba nie lubi siłowych rozwiązań – tak musi być, bo tak będzie lepiej i koniec. Ma być tak, żeby było nam łatwiej. Symbolika nie ma sensu jeśli ma potęgować cierpienie.  

A czy pozwolić osobie osieroconej na zamykanie w swoim cierpieniu? Mam na myśli sytuację, w której słyszymy „dajcie mi wszyscy święty spokój”. Są jakieś granice tego odcinania się od kontaktu, za którymi jest destrukcja? 

Ważne, żebyśmy pamiętali, że niejednokrotnie żałoba i depresją przenikają się. Jestem jednak raczej za tym, by w jakiś nienachalny sposób starać się o sobie przypominać, nie zostawiać zupełnie, a już na pewno nie mówić „zadzwoń jak będziesz czegoś potrzebować”. Incjatywa kontaktu zawsze powinna być po stronie osób wspierających. W żałobie trudno jest czasem po prostu wstać z łóżka, a co dopiero prosić kogoś o pomoc. Warto więc zadzwonić, spytać. Może odwiedzić na chwilę, by połamać się opłatkiem? Wszystko opiera się myślę o taką naszą czujność i uważność na naszych bliskich w żałobie. 

Chciałabym też zapytać o wątek dzieci lub nastolatków w rodzinie, w której ktoś niedawno zmarł. Czasami w dzieciach pojawia się lęk na przykład przed babcią, która teraz, po stracie męża, ciągle płacze albo ukochanym dziadkiem, który opowiadał bajki, a teraz się nie odzywa.  Boją się wigilii na której się siedzi i płacze. Jak im pomóc? Jak to zorganizować?

Generalnie towarzyszenie osobie w żałobie jest trudne, ponieważ to jest proces bardzo obciążający emocjonalnie. Trudno jest nam, dorosłym, a co dopiero dzieciom. Lęk w tej sytuacji jest zupełnie zrozumiały, bo w momencie straty cały nastrój rodziny na pewien czas się zmienia. Pewne rytuały zatrzymują się, pojawia się więcej smutku, czasem złości. To rezonuje na wszystkich, bo strata, którą przeżywają, zmienia w pewien sposób tę rodzinę.

A jeśli chodzi o dzieci w tym wszystkim?

Najważniejsza jest rozmowa – oczywiście językiem dostosowanym do wieku, by dzieci wiedziały, dlaczego tak jest, dlaczego babcia ciągle płacze. Dzieci boją się tym mocniej, gdy nie rozumieją, co się dzieje. Ponadto, oprócz rozmowy z nimi, ważne, by zorganizować im w święta czas niosący też radość. Powiedzmy: Wigilię spędzamy u babci, tak jak zawsze, ale potem wracamy do domu i robimy sobie pierniczki albo gramy w gry. Ważne, by ta radość świąteczna mogła choćby w mniejszym wymiarze współistnieć z innymi uczuciami, które przeżywamy. 

Czyli nie mieć do nich pretensji o nierozumienie sytuacji? Nie karcić „czemu skaczesz, skoro dziadek umarł”?

Nie karcić, a przede wszystkim rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego niektóre zachowania mogą być przykre dla babci w żałobie czy opłakującego ciocię wujka. Można poprosić i umówić się, by grające zabawki zostawiły w domu i pobawiły się nimi po Wigilii, biorąc jednak poprawkę na to, że dzieci nie zawsze będą to rozumiały. To przecież zależy także od wieku i etapu rozwojowego. Wszak dziecko może wcale nie rozumieć, że dziadek odszedł na zawsze i nie wróci. A może to głośne zachowanie dziecka jest jakimś sposobem rozładowywania emocji w jego doświadczaniu żałoby? Rozmawiajmy, rozmawiajmy i jeszcze raz rozmawiajmy. Wszystko wraca właśnie do tej uważności, czujności i rozmowy z bliskimi, o tym, czego potrzebujemy. 

Rozumiem jednak, że raczej nie oszczędzać im takiej „smutnej wigilii”, nie rezygnować z bycia z osieroconym bliskim na rzecz dobrego samopoczucia dzieci?

To trudne pytanie. Na pewno nie rezygnować „bo tak”, bez rozmowy i pytania. Jestem przeciwna chronieniu dzieci przed rzeczywistością śmierci. Wszystko jednak stosownie do wieku i dojrzałości. Jeśli jednak dziecko się boi i mimo rozmów mówi, że nie chce w danym spotkaniu uczestniczyć, to jestem przeciwna zmuszaniu. Mogłoby to tylko przynieść jeszcze więcej cierpienia dla wszystkich. Pamiętajmy, że dziecko także na swój sposób przeżywa stratę bliskiej osoby. Ono też ma prawo wyrażać swoje emocje, złościć się, chcieć czegoś lub nie. Uszanujmy to. Warto, byśmy zapewnili mu poczucie bezpieczeństwa i nie naciskali. Możemy umówić się na Wigilię z Babcią, a potem sanki i wieczór gier w domu. 

Podążajmy za swoimi potrzebami. Domyślam się, że czasem będzie trudno je wszystkie połączyć, bo każdy w rodzinie doświadcza żałoby na swój sposób. Myślę jednak, że otwarta komunikacja pozwoli „uszyć” te święta na miarę naszych, rodzinnych sił i potrzeb. 

Życzę nam wszystkim w tym czasie tego, czego potrzebujemy najbardziej.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę