Nasze projekty
Anna Druś

Po co nam ekumenizm?

Czym jest ekumenizm? Czy zwykły katolik powinien się w to włączać? Czy są jakieś granice dialogu między chrześcijanami? Zadaliśmy te pytania specjaliście, ks. Sławomirowi Pawłowskiemu z Rady Episkopatu ds. Ekumenizmu. 

Reklama

Zadam najbardziej podstawowe pytanie: po co w ogóle prowadzić dialog ekumeniczny? Czemu Kościół katolicki się w to włącza, czemu włączają się i inne Kościoły?

Ks. dr hab Sławomir Pawłowski SAC: Odpowiadając wyjaśnijmy najpierw, czym jest w ogóle ekumenizm. Ekumenizm to wysiłki zmierzające do jedności chrześcijan, dlatego odróżniamy go zatem od dialogu międzyreligijnego, który uwzględnia inne religie (np. judaizm, buddyzm, islam). Ekumenizm podąża trzema drogami: to ekumenizm, duchowy, ekumenizm praktyczny i ekumenizm teologiczny zwany doktrynalnym. 

Wyjaśnijmy je po kolei.

Reklama
Reklama

Ekumenizm duchowy polega na świętości życia, nawracaniu serca i modlitwie, zwłaszcza wspólnej, o jedność. W myśl zasady, że im jesteśmy bliżej Chrystusa, tym jesteśmy bliżej siebie. I taki ekumenizm duchowy, a Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w niego się wpisuje, jest nazywany duszą ruchu ekumenicznego. Jesteśmy przecież świadomi, że jedność nie jest czymś, co sami zrobimy, ale to jest również dar Boga, o który prosimy. Przyznajemy, że zjednoczenie chrześcijan przerasta nasze ludzkie siły, dlatego pokładamy nadzieję nie tylko w naszej modlitwie ale również w modlitwie samego Pana Jezusa z Wieczernika, która brzmiała: “Żeby byli jedno”. 

Jedność nie jest czymś, co sami zrobimy, ale to jest również dar Boga

Drugi rodzaj ekumenizmu to ekumenizm praktyczny, który polega na tym, że chrześcijanie różnych wyznań robią dobre rzeczy wspólnie dla innych ludzi. Na polu charytatywnym, społecznym, kulturowym. Dobrym przykładem jest tu Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, organizowane w naszym kraju przez katolicki Caritas, prawosławny Eleos i ewangelicką Diakonię. 

Spotkanie ekumeniczne w Centrum Światowej Rady Kościołów w Genewie. | fot. twitter.com

 

Reklama
Reklama

Trzeci ekumenizm to ekumenizm teologiczny zwany doktrynalnym, który polega na dialogu komisji teologicznych do których należą specjaliści poszczególnych wyzwań. Przyglądają się oni różnicom doktrynalnym jakie między nami są. W miarę pogłębiania tego rozumienia okazuje się często, że te różnice są różnicami dopuszczalnymi, że nie dotyczą prawd wiary, lecz jedynie jakichś akcentów, które są możliwe. Ten ostatni rodzaj ekumenizmu jest bardziej zarezerwowany dla specjalistów i w ciągu ostatnich 50 lat miał bardzo wiele dokonań. Można tu wymienić międzywyznaniowe dokumenty multilateralne na temat Chrztu, Eucharystii czy posługi wynikającej ze święceń. Warto też wspomnieć podpisaną 20 lat temu deklarację luterańsko-katolicką na temat nauki o usprawiedliwieniu. Jak pamiętamy był to jeden z tematów, który bardzo podzielił katolików i protestantów w XVI w.: jak człowiek dostępuje uświęcenia: czy przez samą tylko wiarę czy przez wiarę i uczynki? Innym wielkim sukcesem jest podpisana również 20 lat temu wspólna Deklaracja o Chrzcie, przyjęta przez 6 Kościołów należących do Polskiej Rady Ekumenicznej oraz przez Kościół katolicki. 

Wszystkie te trzy nurty ekumenizmu są bardzo potrzebne, żadnego z nich nie powinno brakować, a w ekumenizmie duchowym i praktycznym każdy chrześcijanin może mieć swój udział. 

Na przykład jaki? Jak to może wyglądać w praktyce przeciętnego katolika?

Reklama

Na przykład modlitwa o jedność, nawet z innymi braćmi chrześcijanami. Teraz jest zresztą świetna okazja, ponieważ trwa Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan i każdy może iść na nabożeństwo ekumeniczne. Więcej, może nawet uczestniczyć w nabożeństwie innego Kościoła. 

Naprawdę? Katolik może swobodnie iść na liturgię innego Kościoła, nawet niekatolickiego?

Może iść, nie powinien jednak przyjmować tam Komunii świętej, ponieważ Komunia jest wyrazem pełnej jedności z danym Kościołem. Komunię w innym Kościele możemy przyjmować tylko w przypadku braku fizycznego dostępu do szafarza sakramentów własnego Kościoła przy jednoczesnej potrzebie duchowej. Kiedy przez to nie wprowadzi się nikogo w błąd katolik może skorzystać aż z trzech sakramentów u innych braci chrześcijan: pokuty, namaszczenia chorych oraz właśnie Eucharystii, w Kościele w którym są ważne wyżej wymienione sakramenty, np. w Kościołach wschodnich, o ile gospodarze mu na to pozwolą. 

FOT. Wikipedia

Czyli na przykład w razie braku innej możliwości może przyjąć Komunię w cerkwi?

Tak, o ile mu na to pozwolą, bo akurat w cerkwi jest tak, że rezerwuje się tam Komunię świętą dla swoich wiernych. Ale mogłoby to dotyczyć Kościoła polsko-katolickiego np. w USA, gdzie tego typu oficjalne uzgodnienie zostało podpisane.

Poznanie własnej tożsamości jest czymś bardzo pożytecznym w dialogu z innymi ludźmi

A do kościoła ewangelickiego? Czy katolik może iść tam na nabożeństwo nie w przypadku braku kościoła katolickiego, ale ze zwykłej ciekawości?

Zawsze może, oczywiście bez przystępowania do Stołu Pańskiego. Nie ma w tym niczego złego, można nawet takie pragnienie poznania ich liturgii pochwalić. Ostatni Sobór pozwolił na uczestniczenie katolikom w nabożeństwach u innych braci chrześcijan. To zresztą byłby dobry element formacji ekumenicznej, do której jesteśmy zaproszeni. Ważne, żeby taką ciekawość w sobie wzbudzać, żeby chcieć poznawać historię, doktrynę, wiarę, strukturę innych Kościołów. Powinniśmy znać to, w co oni wierzą, ponieważ po takim głębszym poznaniu czasem pryska wiele mitów, które mamy na temat innych wyznań.Może się nawet zdarzyć, że odkryjemy, jak wiele prawd wiary mamy wspólnych. Największym jednak przyczynkiem do ekumenizmu, w którym każdy z nas może uczestniczyć, jest poznanie wiary własnego Kościoła, poznanie Katechizmu Kościoła Katolickiego i też świadomość, co u nas jest prawdą wiary, a co jest tylko praktyką, dopuszczalną, ale niekoniecznie wywodzącą się z wiary. Poznanie własnej tożsamości jest czymś bardzo pożytecznym w dialogu z innymi ludźmi. Mając swoją tożsamość katolicką się nie obawiamy wejść z innymi w dialog.

Gdy myślę o tych praktycznych przejawach ekumenizmu od razu mam skojarzenie z muzyką, ponieważ polską scenę muzyki chrześcijańskiej tworzą nie tylko katolicy…

Zgadza się, to znakomity przykład uczestnictwa w ekumenizmie, zresztą łączący i ekumenizm praktyczny i duchowy. Po pierwsze często w jednym zespole grają katolicy i niekatolicy, po drugie – jako katolicy jak najbardziej możemy korzystać z muzyki tworzonej przez członków innych Kościołów chrześcijańskich. Często są to przecież koncerty uwielbieniowe, w których centrum jest Chrystus. Nie ma zatem niczego złego w uczestniczeniu w takiej modlitwie. To też prowadzi potem do wzajemnych muzycznych zapożyczeń, gdzie jedni od drugich przejmują wiele pieśni. Jest to jak najbardziej dobre a nawet więcej: jest przejawem wymiany dóbr duchowych, jakie istnieją między chrześcijanami. 

FOT. TGD/Facebook

Duch Święty dał różnym chrześcijanom dary, które są również przeznaczone dla nas

Jan Paweł II pięknie o tej wymianie dóbr mówił w kontekście ekumenizmu…

Tak. Wyjaśnijmy przede wszystkim, że samo słowo “dialog” pojawiające się w kontekście ekumenizmu oznacza wymianę myśli (gr. dia logos – przez myśl) I to właśnie Jan Paweł II zauważył, że dialog ekumeniczny jest czymś więcej niż wymianą myśli, ponieważ jest też wymianą darów, czyli skarbów, które mają poszczególni chrześcijanie. Papież Franciszek poszedł natomiast jeszcze dalej w tej intuicji, zauważając, że Duch Święty dał różnym chrześcijanom dary, które są również przeznaczone dla nas. Biorąc je zatem od innych chrześcijan jesteśmy w ten sposób wierni Duchowi Świętemu, który chce nas obdarowywać. Mieliśmy w historii wiele przykładów tej wymiany darów, mamy ją i teraz. Na przykład ewangelicy coraz bardziej doceniają naszą Eucharystię, obserwujemy proces coraz częstszego sprawowania u nich Wieczerzy Pańskiej. My natomiast dostrzegliśmy jak ważną sprawą jest osobiste czytanie Pisma świętego czy też odkryliśmy liturgię z językach narodowych czy potrzebę czynnego udziału wiernych w liturgii, które były jednymi z postulatów XVI-wiecznej Reformacji. Po kilku wiekach także i my, katolicy, uznaliśmy je za coś cennego. 

Czy ta wymiana dóbr duchowych ma jakąś granicę? Nie trudno dziś o katolików “tradycyjnych”, przywołujących w kontekście ekumenizmu bardzo stare zdanie “poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia”…

Granica, którą można ustalić dotyczy sposobu przyjmowania Sakramentów. Tzn. w sposób zwyczajny nie możemy przyjmować sakramentów u innych chrześcijan i też nie możemy im ich udzielać. To jest jednak spowodowane tylko tym, że Komunia święta jest nie tylko źródłem Łaski, ale i wyrazem pełnej jedności z daną wspólnotą. Granicę stanowią również czasem doktryny, bowiem katolicy nie mogą akceptować wszystkich doktryn przyjmowanych w innych wspólnotach. Np. katolicy i prawosławni wzywają wstawiennictwa świętych i mają 7 znaków sakramentalnych, podczas gdy protestanci sprawują dwa i nie wzywają świętych. To są granice, których musimy być świadomi. Ale pamiętajmy, że i tutaj pojawiają się na horyzoncie znaki zbieżności. Na przykład jeśli chodzi o wyznania grzechów, namaszczenie chorych czy małżeństwo, które nie są u protestantów nazywane sakramentami, to jednak są sprawowane w świątyniach i przez duchownych, są zatem obrzędami religijnymi.  To wszystko są znaki jedności.  

W Kościele katolickim jest miejsce na różne przejawy duchowości

Wśród tzw. tradycjonalistów pojawia się też czasem zarzut, że dialog ekumeniczny wprowadza pewne niezdrowe nurty do Kościoła. Mam na myśli całą tę dyskusję o pentakostalizacji, czyli uzielonoświątkowieniu katolików. Jak można odpowiedzieć na te zarzuty?

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z pewną dyskusją wewnątrzkatolicką, która dotyczy miejsca ruchów charyzmatycznych w Kościele. To miejsce one mają już od roku 1967. Jednak zawsze przy tym zarzucie o pentakostalizację albo i szerzej – protestantyzację Kościoła – zadaję pytanie pomocnicze: co dokładnie macie na myśli? Tu często okazuje się, że o odpowiedź trudno. Znam ruchy charyzmatyczne, które wcale nie odwodzą od kultu świętych, które nie negują 7 sakramentów. One po prostu posługują się duchowością charyzmatyczną, na którą jak najbardziej jest miejsce w Kościele katolickim. Czasem takim grupom zarzuca się zbytni emocjonalizm, ale trzeba powiedzieć, że nawet sami Zielonoświątkowcy stwierdzają, że tu nie chodzi o emocje, ale o wiarę; że uwielbienie Boga nie jest przejawem emocji, ale decyzji człowieka. Nawet oni uczą, że powinno się Boga uwielbiać niezależnie od nastroju.

Ruchy charyzmatyczne zrobiły wiele dobrego w Kościele katolickim, przyczyniły się do ewangelizacji i nie można ich gremialnie posądzać o protestantyzację Kościoła. Natomiast jeśli chodzi o tradycjonalistów i ich wątpliwości, chciałbym zauważyć, że w Kościele katolickim jest miejsce na różne przejawy duchowości, zarówno tę charyzmatyczną, jak i tę związaną z tzw. rytem nadzwyczajnym Mszy św. Należy do siebie podchodzić z wzajemnym szacunkiem i zwracać uwagę na dwie ważne zasady: Pierwszą: nigdy nie uważać, że już wszystko wiemy i od innych nie możemy się niczego nauczyć. Drugą: nie zarzucać sobie wzajemnie złej woli. 

Brzmi jak wyzwanie. Dlatego na koniec zapytam o wyzwania i trudności na polu ekumenizmu w Polsce. Nad czym jeszcze możemy pracować?

Myślę o trzech rzeczach. Po pierwsze: wzajemne poznanie się, które często obala stereotypy. Po drugie – przezwyciężanie nieufności, i to na każdym szczeblu, zarówno odgórnym, jak i oddolnym. Po trzecie, stałe ożywianie wzajemnych kontaktów, np. między proboszczem katolickim a prawosławnym, między proboszczem a pastorem. W ten sposób wraz z modlitwą dołożymy swoją cegiełkę do zbliżania się chrześcijan do siebie.

Rozmawiała Anna Druś 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite