video-jav.net

Na rowerze za Panem Bogiem

Im więcej czasu spędzonego na rowerze tym więcej czasu na sprawy duchowe. To jest wprost proporcjonalne

Tomasz Maniura OMI
Tomasz
Maniura OMI
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z o. Tomaszem Maniurą OMI, organizatorem wypraw rowerowych i duszpasterzem Duszpasterstwa Młodzieży Niniwa rozmawia Dominik Kołodziej

 

o.Tomek

Ojciec Tomasz Maniura OMI

Wyjazdy z Niniwa Team to: wycieczka, obóz sportowy czy pielgrzymka?

Dobrze zacząć od małej zaczepki. Specjalnie nie nazywam tych wyjazdów pielgrzymkami. Można powiedzieć, że te wyprawy to i wycieczka, i obóz sportowy i pielgrzymka. Tak naprawdę punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mi zależy, żeby zdobyć też młodych, którzy nie wybrali by się na pielgrzymkę. Pociąga ich szaleństwo tych wypraw, przygoda, niepewność warunków bytowania, noclegów itd. Cieszę się, gdy po wyprawie ktoś mi mówi: “Ojcze, tu wcale nie chodziło o rowery! To były najprawdziwsze rekolekcje!”.

 

Na czym Ojca zdaniem powinien opierać się dobry wakacyjny wyjazd i dlaczego?

To zależy jaki się ma cel. Jeśli mówimy o młodzieży i chcemy, żeby to był wyjazd rozwojowy, to musi to być czas intensywny przeżywany z innymi. Młodzi najbardziej rozwijają się przez relacje z rówieśnikami. Nie muszą to być rowery. Może być piesza pielgrzymka, wyprawa górska czy spływ kajakowy. Ważne, żeby musieli być razem w różnych okolicznościach, kiedy pojawia się dużo różnych emocji. Gdy wyjedziemy gdzieś skąd nie da się wpaść do swojego domu czy przed swój ekranik, to trzeba się zmierzyć z rzeczywistością, razem z tymi, którzy są obok. I to rozwija, bo przecież nie wszystkich się lubi, nie każdy się każdemu podoba itp. Jeśli chcemy zrobić dobry dla młodych, czyli rozwojowy wyjazd, to nie możemy się bać wysiłku, trochę szaleństwa. Tak to trzeba zorganizować, żeby w dużej mierze to oni tworzyli ten czas. A jeśli chcemy mieć taki wyjazd połączony z duszpasterstwem to w tym całym przeżyciu trzeba pokazywać Boga, że wszystko jest od Niego, dzięki Niemu i w Nim jest siła oraz sens.

 

dzien19_dsc_2146

fot. niniwateam.pl

 

W trakcie wyjazdów z Niniwa Team przejeżdżacie na rowerach średnio 150 km dziennie. Czy po tygodniu takiej wycieńczającej fizycznie jazdy jest jeszcze siła, żeby po zejściu z roweru zajmować sprawami “duchowymi”?

Im więcej czasu spędzonego na rowerze tym więcej czasu na sprawy duchowe. To jest praktycznie wprost proporcjonalne. Dla mnie te na przykład dziesięć godzin pedałowania dziennie to najczęściej dziesięć godzin modlitwy. Nie chodzi o to, żeby stworzyć sterylne warunki do duchowego życia, ale żeby nauczyć się żyć w Bożej obecności i razem z Nim przeżywać zjazdy i podjazdy, upały i deszcze, jazdę z wiatrem i pod wiatr, czekanie na innych, naprawianie roweru itd. Rano czytamy Ewangelię. Maryja Słowo w sobie nosiła, zachowywała i rozważała. Ta monotonna jazda na rowerze to czas, kiedy te rano zasłyszane Słowo, może w nas dojrzewać, można je rozważać w tym ciągle zmieniającym się świecie. Doświadczamy trudu i piękna. Życie jest i trudne i piękne. Dzięki temu wysiłkowi, porannemu wstawaniu, codziennemu zwijaniu namiotów, tej jeździe odkrywamy dużo piękna świata i życzliwości ludzi. Bez trudu nie byłoby tego piękna, a bez tego piękna nie byłoby siły do tego trudu. Duchowość łączy się z tym co cielesne. Chodzi o prawdziwego przebóstwionego człowieka.

 

imgp0002

fot. niniwateam.pl

 

Wyjeżdżając na wyjazd nie planujecie noclegów, nie zabieracie wystarczających pieniędzy na wyżywienie itd. Czy słowa Jezusa o tym, żeby nie zabierać chleba, torby i pieniędzy nie dotyczyły Apostołów, którzy szli głosić Chrystusa? A może Wy też w jakiś sposób głosicie?

Głosimy samym życiem. Jeśli żyjesz Bogiem, to nie da się tego ukryć. Największą siłą nie jest jeden człowiek wierzący, ale wiara przeżywana we wspólnocie. Styl naszych wypraw, czyli bez samochodu technicznego czy bagażowego, bez zorganizowanych noclegów i bez pieniędzy na noclegi, to styl ewangeliczny, to styl, który wymaga wiary. Nasze wyprawy to prawdziwe doświadczenie wiary i znak wiary. Nie chowamy się z naszym życiem i doświadczeniem. Wręcz przeciwnie. Widzą nas ludzie wśród których jesteśmy, ale też widzą nas tysiące ludzi w Polsce dzięki codziennym relacjom na naszej stronie oraz dzięki mediom. Z ostatniej wyprawy pamiętam wiele spotkań z naszymi rodakami mieszkającymi na Wyspach. W Aberdeen spędziliśmy bardzo mocny czas wiary. Wielu siedziało z nami całą niedzielę, chcieli rozmawiać, dopytywali, oferowali pomoc przez zrobienie prania, jedzenie itp. Zaczęliśmy wzajemnie dzielić się tym, co każdy ma do dania. Wytworzyła się otwartość, poczucie wspólnoty zgromadzonej przez Bożą Opatrzność.

 

05_tydzien_image001

fot. niniwateam.pl

 

Gdzie jedziecie w tym roku i dlaczego?

W tym roku robimy okrążenie. Jedziemy z Kokotka do Kokotka. Ale dość spore okrążenie wokół Morza Czarnego przez kilkanaście różnych państw: Ukraina, Rosja, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Turcja, Bułgaria, Macedonia, Albania, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Węgry, Słowacja i oczywiście na początku i na końcu Polska. Dlaczego tam? Jest to nasz X-ta, jubileuszowa wyprawa. Jako Niniwa Team chcieliśmy jechać do Niniwy, ale niestety ze względu na sytuację militarną w tamtym rejonie nie jest to możliwe. W Kościele przeżywamy nadzwyczajny rok jubileuszowy, rok Miłosierdzia. Dlatego jedziemy o Miłosierdzie dla świata, który sam w sobie jest dziełem Boga, ale przez ludzki grzech pełen niepokoju, lęku, zamknięcia, konfliktów i niebezpieczeństwa. Niestety zrobiło się dość czarno na naszym globie. To Morze Czarne, które okrążamy symbolizuje świat, który który pogrążył się w ciemnościach. Stąd nasze logo, na którym widać szary i ciemny świat, ale rozjaśniają go promienie Bożego Miłosierdzia. Chcemy być iskrą Bożego Miłosierdzia.

 

bielany

fot. niniwateam.pl

Jest już za późno, żeby jechać z Wami, zapisy zostały zamknięte. Jaki pomysł na „wakacje z duchem” ma Ksiądz dla tych, którzy nie zdążyli się zapisać?

Najlepsze pomysły wynikają z życia. Na pewno pieniądze nie mogą być przeszkodą. Nawet na miejscu, gdziekolwiek się mieszka można dużo przeżyć. Ważne żeby zacząć żyć, żeby podjąć jakieś kroki wiary, zrobić coś więcej, coś co wydaje się niemożliwe i liczyć na Boga. My też nie od razu pojechaliśmy na Syberię. Lubisz biegać? Nie masz z kim? Postanów przez wakacje biegać codziennie przy tym wytrwale i konsekwentnie zachęcać innych. Każdego dnia postanów sobie, że znajdziesz nowy argument przemawiający za bieganiem. Módl się biegając o kolejnych towarzyszy, o całą drużynę, z którą kiedyś przebiegniesz maraton w jakimś wymarzonym miejscu, które dziś wydaje się poza zasięgiem. Ja najpierw rowerem jeździłem sam po okolicznych wioskach, później w liceum co roku z mojego rodzinnego Lublińca na Śląsku z kimś innym rowerem jechałem nad Bałtyk, a teraz z wieloma ludźmi wielkie rowerowe wyprawy po świecie. Niech twoje pomysły sięgają nieba, czyli doskonałej wspólnoty ludzi, którzy potrafią razem żyć.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. niniwateam.pl

 

Na czym polegać będzie nowa forma wyjazdów, na której opierać się będą wyjazdy od przyszłego roku?

Nie wiem. W życiu najlepiej być otwartym i dać się życiu, czyli Bogu prowadzić. Nie można stać w miejscu. Czuję, że te wyprawy spełniły swoją funkcję. Czuję, że trzeba iść dalej. Nie chcę Bogu wyznaczać granic. Muszę obserwować życie, uchwycić to, co trzeba uchwycić. Być może będzie więcej krótszych wyjazdów na przykład rodzinnych czy obejmujących różne stany czy grupy wiekowe? Może wyjazdy będą jeszcze bardziej ekstremalne, a może ich w ogóle nie będzie? X-ta wyprawa, jubileuszowa, to czas łaski. Niebo trochę mocniej się otwiera. Z mojej strony całą sztuką jest uchwycić to, co Bóg daje. Jedna z najważniejszych życiowych umiejętności, to umiejętność przyjmowania. Zobaczymy.

 

Tomasz Maniura OMI

Tomasz Maniura OMI

W 1997 roku wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej na Świętym Krzyżu, następnie w roku 1998 rozpoczął studia teologiczno – filozoficzne w Wyższym Misyjnym Seminarium Duchownym w Obrze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W roku 2004 zyskał tytuł magistra teologii oraz przyjął święcenia kapłańskie. Od roku 2008 jest Duszpasterzem Młodzieży Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Od 2010 roku także jest przełożonym Domu Zakonnego w Kokotku. Od 2004 roku tworzy Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA. Od 2007 roku organizuje zagraniczne wyprawy rowerowe NINIWA Team.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dominik Kołodziej

Dominik Kołodziej

Szczęśliwy mąż i ojciec, specjalista ds. zarządzania stronami internetowymi w portalu Stacja7.pl. Były szef krakowskiego Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego "Beczka".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Maniura OMI
Tomasz
Maniura OMI
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Matka Polka z Bułgarii. Alina Petrowa – Wasilewicz

Przyzwoici ludzie zawsze dobrze wychowują swoje dzieci, według określonych wartości, niezależnie od kraju

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Aliną Petrową – Wasilewicz, dziennikarką KAI, autorką wielu książek, ostatniej “Kapłanki i Kury”, laureatką tegorocznej nagrody Ślad im. bp. Jana Chrapka, rozmawia Aneta Liberacka

 

Twoje korzenie sięgają Bułgarii. Jak to się stało, że jesteś Polką?

Jestem i Bułgarką, i Polką. W stu procentach jestem Bułgarką i w stu procentach Polką. Łączę dobre rzeczy, które są w moich dwóch narodach, dwóch ojczyznach. No i oczywiście wady także. Po prostu mam taką ojczyznę poszerzoną. Zdarzają się też poczucia obcości. Czasami się czuję obco tutaj, czasami czuję się obco w Bułgarii.

 

W jakich sytuacjach czujesz się obco w Polsce?

Czasem czuję się tutaj obco w relacjach międzyludzkich. Polacy używają inaczej języka niż Bułgarzy. Są dyplomatyczni. Jak to się mówi, owijają w bawełnę. Natomiast Bułgarzy jako naród pochodzący z chłopów, mówią bezpośrednio, otwartym tekstem. Czyli tekst równa się tekstowi i nie ma podtekstu. Dla przykładu powiedzenie komuś, że napisał świetną książkę wzbudza niepokój w Polsce, ponieważ zaczyna się praca: co ona chciała powiedzieć. Ja chciałam powiedzieć: napisałeś świetną książkę. Tylko tyle. I nie ma nic poza tym.

 

alina-petrowa_aneta-liberacka

Alina Petrowa-Wasilewicz i Aneta Liberacka | fot. Marcin Jończyk

 

A świat wartości według których żyjesz jest bardziej z Bułgarii, czy bardziej z Polski, czy tego się nie da oddzielić, zdefiniować?

Mnie się wydaje, że gdyby moi dziadkowie spotkali się z rodzicami Karola Wojtyły czy Józefa Ratzingera, to by się świetnie zrozumieli, mimo że jedni byli z Bałkanów, drudzy z Europy Środkowej, a trzeci z Niemiec. Po prostu, przyzwoici ludzie wychowywali w określony sposób swoje dzieci, według określonych wartości, niezależnie od kraju. Na przykład pracowitość, solidność, punktualność – to wszystko wyniosłam z domu. Jak się zachowywać przy stole, jak okazywać innym szacunek – to był trening i myślę, że naprawdę on był powszechny w całej Europie, i tacy ludzie właśnie mnie wychowywali, więc tu nie było żadnego konfliktu. Trzeba się było nauczyć kultury, historii, geografii i jeździć, żeby to było jeszcze bardziej własne. Ja uważam, że to jest taki los na loterii. Mieć dwie ojczyzny to o wiele więcej niż jedną.

 

Udaje Ci się te wszystkie wartości przenieść przez życie i przekazać dzieciom?

Oj, mam oczywiście nadal problemy z pracowitością na przykład. Z uczciwością nie, ale z pracowitością tak, więc jeszcze nad sobą pracuję.

 

Chodzi o to, że jesteś za bardzo pracowita?

No, nie. Jestem leniwa. Dlatego muszę ciągle pracować.

 

Jaka wartość tu w Polsce jest dla Ciebie ważna?

Istotną rzeczą jest na pewno to, że Polska jest bardzo chrześcijańska. Bułgaria była bardzo zateizowanym krajem i do tej pory nim jest. Ale sprawy wiary “załatwiały” moja babcia i tak dyskretnie również mama. Dla mnie w Polsce chrześcijaństwo i katolicyzm to największy skarb. Jako dorosła osoba poprosiłam o chrzest w Kościele Katolickim. Było to świadome i każdemu powiem, że życie bez Boga to jakiś straszny los, co potwierdza też wiele biografii moich rodaków bułgarskich. Zerwanie z Bogiem to makabra. Na przykład cierpienie bez wiary w Boga, tak jak pisał Sartre, jest absurdem. Czymś niewyobrażalnym. Nie do wytłumaczenia.

 

fresk

Fresk w Cerkwii Świętej Bogurodzicy w Monasterze Rylskim w Bułgarii

 

Czyli chrzest przyjęłaś w momencie, kiedy brałaś ślub? To była przyczyna przyjęcia chrztu?

Nie. Nie wiedziałam, że bardzo szybko potem wyjdę za mąż. Rzeczywiście bardzo szybko “przydał się” ten chrzest. Ale absolutnie to wydarzenie nie było w moim życiu związane ze ślubem.

 

A dzieci? Udało się dzieciom przekazać Pana Boga?

Mam nadzieję, choć to jest pewna tajemnica. To nie jest rzecz automatyczna…

 

I nie jednorazowa…

Często pokazuje się nam, wręcz chce nam się wmówić, że człowiek jest taką kulką gliny, którą można dowolnie ulepić, i że to zrobią pedagodzy, albo działacze społeczni, albo media. Nic podobnego. Można urodzić się w stuprocentowo katolickiej rodzinie i zostać zagorzałym lewicowcem, a można, tak jak w moim wypadku – tata był niewierzący i był komunistą – absolutnie iść ku Panu Bogu. Tak się stało w moim życiu. Bóg przemówił do mnie bardzo mocno.

Nie jesteśmy w stanie zaprogramować naszych dzieci. Możemy tylko im budować dobre fundamenty w nadziei, że nawet jeżeli od nich odejdą, to będą miały do czego wrócić, a nie do nicości i do pustki, która jest w przypadku ateizmu.

 

Family Ties concept. Big happy family walking

 

Czy możesz powiedzieć o sobie, że jesteś Matką Polką? Często tak mówi się o kobietach, które mają więcej niż dwoje dzieci. W Polsce ma to znamiona pogardy, jak choćby aktualny atak, że jeśli kobiety dostaną pieniądze z programu 500+ nie będzie im się chciało pracować. Pracę w domu, wychowanie dzieci traktuje się jak brak lepszego pomysłu na życie a nie jak prawdziwe wyzwanie i cel w życiu kobiety. Czujesz się Matką Polką?

Ja się czuję matką Polką i matką Bułgarką, bo bułgarskie matki też miały bardzo ciężko i też udawało im się całe pokolenia dobrze wychować, natomiast uważam, że to jest bardzo cenne być matką Polką. Po prostu to jest wielka wartość.

 

A kto to według Ciebie jest Matka Polka?

Matka Polka to kobieta maryjna. Wydaje mi się, że to jest źródło siły polskich kobiet – ich głęboka maryjność. One były w stanie tyle przetrwać, np. straszne rzeczy w czasie wojny. Znam biografie i losy członków mojej rodziny, na przykład ciotki, która straciła pięciu synów w czasie powstania, męża oraz zięcia. Siedmiu mężczyzn z rodziny zginęło. Dwóch w czasie rzezi Woli, a pięciu jako żołnierze Powstania Warszawskiego. To, że te kobiety przez to wszystko przeszły i potem były w stanie wrócić z jakimś tylko tobołkiem na gruzy, i mimo wszystko tak okaleczone, tak straszliwie zranione odbudowywać życie, żyć sensownie i wychowywać dzieci, dalej ciągnąć wózek, tylko wiarą i wsparciem Maryi można tłumaczyć. Duch maryjny pomagał kobietom w czasach bardzo trudnych, wojennych, okupacyjnych czy w PRL-u, ale również teraz. Spotykam wiele kobiet, które mają głęboką więź z Matką Bożą. I myślę, że stąd jest ten power, który zachwyca cudzoziemców. Oglądałam kiedyś dokument pewnej Węgierki, w którym mówi, że zachwyca się Polkami, bo w nich jest power. Myślę, że ten power Polek bierze się z ich maryjności. Wspaniałą rzeczą jest ta nieprawdopodobna żywotność, i ta nieprawdopodobna zaradność. Nie wiem, kto może zastąpić matkę Polkę, jeżeli chodzi o taki wzorzec. Nie wiem dlaczego jest tak wyszydzana, tak wykpiwana…

 

matka_boska

 

Z tego słyniemy na świecie, że radzimy sobie w każdej sytuacji. Matki Polki to przede wszystkim wielka siła i przedsiębiorczość…

Dokładnie tak. Mam jedną ulubioną historię związaną z moją babcią. Pewnego dnia niosła  dwa litry mleka dla rodziny – w powojennych czasach mleko było ogromnym skarbem. Raptem okazało się, że w aluminiowym garnku jest dziurka. I teraz co zrobić? Straszna rozpacz ją ogarnęła, bo do domu było zbyt daleko, żeby to mleko donieść. Wpadła więc na pomysł: włożyła garnek z mlekiem w śnieg. Było tak zimno, że garnek cały oblepiony śniegiem zamienił się w bryłę i w ten sposób uratowała mleko dla rodziny. To dobrze opisuje kim jest polska kobieta, polska matka. Staje się niesłychanie pomysłowa, niesłychanie kreatywna i po prostu jest w stanie podołać tym wszystkim zadaniom. Niestety, wynika to z tego, że malinowo nie było. I do tej pory jest bardzo ciężko wielu młodym kobietom. Muszą szukać pracy, emigrują, ciężko jest często związać koniec z końcem. To, co je ratuje, to prawdziwa więź z Matką Bożą.

 

Napisałaś też, że kobiety są kapłankami. Co to znaczy być prawdziwą kapłanką dzisiaj? Jak być kapłanką w domu?

Kapłanem i kapłanką się jest – każdy to może osiągnąć w jednej chwili – ofiarowując wszystko Bogu. Trzeba uwierzyć, że każda wersja naszego życia (jeżeli nie jest jakimś złem moralnym) jest sensowna, ponieważ w każdej chwili naszego życia jest Bóg. Nawet smażąc rybę, tak jak święta Teresa z Avilli, można głęboko jednoczyć się z Bogiem. Nie ma gorszych i lepszych prac. Wartością jest tylko to, co buduje i to, co jest przeżywane w jedności z Bogiem. A jeżeli nie jedność z Bogiem (nie wszyscy są wierzący) to przynajmniej Dobro. Świadomość Dobra. Niestety my zatraciliśmy sakralność życia rodzinnego, tego, że jesteśmy kościołem u nas w domu, że mieszka z nami Bóg. Zatraciliśmy to, że kobieta jest przyczółkiem życia. W niej jest życie. Ona chroni to życie. Ona w jakiś sposób jest jego dysponentką.

 

I to chroni w taki sposób, że po prostu też dba o życie wieczne dla dzieci dla całej swojej rodziny…

Tak. I to jest też właśnie to przejście ku życiu wiecznemu. Świadomość, że to gotowanie w garnkach i pieluchy – to, co zostało wyszydzone – te kaszki, i to wszystko, to jest po prostu o krok od Nieba. Kobiety, które w ten sposób przeżywają macierzyństwo – nie dość, że się stają bardziej otwartymi i rozwiniętymi, są po prostu lepszymi ludźmi. Stają się lepsze.

 

mama-dzieci-kuchnia

 

Stają się też bardziej pewne siebie, swojego powołania…

Tak. One stają się też coraz bardziej bogate i hojne, a nie skulone, niepewne. Dobrze przeżyte macierzyństwo rozszerza się na wszystkich. W książce “Kapłanki i kury” opisałam bohaterki, które robią bardzo wiele dobrego dla innych. Na przykład związek dużych rodzin 3+ to przykład tego, że kobiety matki wcale nie zamknęły się egoistycznie w swoich domach, żeby przeżywać macierzyństwo. One pomyślały o innych, o ich problemach i skutecznie zaczęły działać.

 

Kobiety są kapłankami przede wszystkim dlatego, że pokazują ludziom Boga, ale często mówisz też o Ojczyźnie. O tym jak wielką jest wartością. Dlaczego trzeba przekazywać dzieciom miłość i szacunek do Ojczyzny? Dlaczego trzeba się z nią identyfikować? Dlaczego to jest takie ważne?

Dlatego, że jesteśmy dłużnikami. Po prostu. Jest świetna zasada, bardzo stara, odwdzięczenia się za wszystko, co otrzymaliśmy. Jesteśmy częścią większej całości i nasze życie powinno być właśnie takim dziękczynieniem dla ludzi, którzy byli przed nami. Pięknie to pokazał Jan Paweł II, będąc w Wadowicach. Właściwie odmówił wtedy taką litanię wdzięczności, mówiąc: tu wszystko się zaczęło; i życie się zaczęło, i wiara, i kapłaństwo – i wyliczył wszystkich ludzi, którym był wdzięczny. Myślę, że każdy mógłby zrobić w ten sposób. Niestety, zanika trochę to dziękczynienie.

 

Napisałaś ostatnio na Twitterze za Urszulą Ledóchowską, że przyszłość narodu nie tyle jest w rękach polityków, ile spoczywa w rękach matek. Co to znaczy dla nas dzisiaj? Co dzisiaj konkretnie my, matki Polki mamy do zrobienia? Skoro w naszych rękach spoczywa przyszłość tego narodu , to co ja, jako matka, mam robić?

Przede wszystkim uświadomić to sobie. Znać ten cytat z Urszuli Ledóchowskiej. W XIX i XX wieku powstało około pięćdziesięciu wspólnot żeńskich, zgromadzeń żeńskich, i one się przede wszystkim zajmowały wychowaniem kobiety, dlatego że rzeczywiście na kolanach matek się zaczyna wszystko. I w zależności od tego, czy matka będzie swoim dzieckiem kierować – oczywiście w bardzo ścisłej współpracy z mężem, który też jest niezastąpiony; rola ojca jest też niezastąpiona – od tego zależy, jak będzie.

 

Duży wpływ na dziecko ma też środowisko, które je otacza, świat w którym żyją

Tak, często prowadzi w przeciwną stronę. Jest afrykańskie powiedzenie o tym, że cała wioska wychowuje dziecko. W tej chwili matki powinny być świadome, że ta wioska różnie mówi. Jedni mówią tak, a inni mówią inaczej. I przynajmniej do momentu, w którym dziecko nie nauczy się dobrych norm, trzeba być o wiele bardziej czujnym.

 

Brothers and Baby Sisters Relaxing Outside

 

Chyba żadna z nas nie jest w stanie powiedzieć po latach: wykonałam kawał dobrej roboty.

Nie, dlatego że wychowanie opieramy przede wszystkim o wolną wolę naszego dziecka. Nasze dziecko jest wolnym człowiekiem i też trzeba to uszanować. I uszanował to ojciec w Ewangelii św. Mateusza, który pozwolił, aby syn poszedł. Dał mu tę część majątku, powiedział: słuchaj, jesteś już dorosły, rób dalej jak uważasz. Wiemy, jak to się skończyło. Powinniśmy być gotowi na to, że dziecko sobie pójdzie ze swoją częścią majątku.

 

Powiedziałaś na początku naszej rozmowy, że jesteś leniwa, a ja chcę powiedzieć, że jesteś: autorką wielu książek, doświadczoną dziennikarką i to z takim warsztatem, że wielu dziennikarzy chciałoby się u ciebie uczyć, jesteś laureatką tegorocznej nagrody Ślad, pracujesz zawodowo bardzo ciężko i udzielasz się też szeroko społecznie, jesteś mamą, babcią…

Tak. Troje dzieci, pięcioro wnuków.            

 

Wiesz, tylko po tym co wymieniłam ciężko powiedzieć, że jesteś leniwa.

Ale jestem leniwa.

 

Co więc robisz, że Ci się chce? Co jest takim twoim motorem napędowym? Jaka jest metoda, żeby się chciało?

Jestem leniem, który dużo pracuje. Mam wrażenie, że nie mam takiej oświeceniowej wizji świata, w którym zło jest tylko błędem, grzech jest tylko wyborem albo niewiedzą. Mam wizję – może to jest właśnie z powodu bałkańskich korzeni, także prawosławnej tradycji duchowej – że życie, tak jak napisał Kochanowski, jest nieustającym bojowaniem. I mam wrażenie, że jesteśmy właśnie w takiej sytuacji. Mnie najbardziej napędza w tej chwili to, że chciałabym, żeby moje wnuki żyły w normalnym świecie.

 

drzewo

 

I to jest Twój motor?

To jest bardzo mocny bodziec. Oczywiście też Ojciec wpoił mi to, że trzeba pracować. Bułgar, orze swoje ziemie – ja pochodzę z chłopów, tak jak wszyscy Bułgarzy. O Bułgarach mówi się, że zawsze kierpce jego dziadka są na strychu. Nie ma żadnej arystokracji, żadnej szlachty. Po prostu wszyscy jesteśmy chłopami, którzy orali. Ja wiem, gdzie orali moi przodkowie. To jest w tej chwili wieś na terenie dzisiejszej Macedonii, a drudzy tam niedaleko Tyrnowa. I to mam właśnie wpojone, że trzeba pracować. Rzeczywiście bez pracy nie jestem w stanie funkcjonować. Wszyscy się śmieją, że się wybieram na emeryturę…

 

I wybieram, i wybieram, i wybieram…

Nie, ja się wybiorę, ale wiem, ile rzeczy będę robić. Mówię, że chcę napisać trzy książki i że to jest koniec. Potem na horyzoncie znowu się coś pojawia. Tak ciągle ten horyzont się odsuwa.

 

Czyli to, co cię napędza, to poczucie wdzięczności za to, co dostałaś dzięki pracy innych i to, żeby tę wdzięczność okazać w taki sposób, by twoje wnuki też miały jakąś przestrzeń do życia, tak?

Tak. Mówiąc krótko, żeby żyły w normalnym świecie. Żeby na przykład w szkole chłopcu nikt nie wmawiał, że jest kobietą, a dziewczynce, że jest mężczyzną. Po prostu w normalnym świecie.

 

Czyli takim, jakim go Pan Bóg stworzył.

Nie mogę zrozumieć, jak można nie szukać piękna Boga. Przecież to jest absolutne szczęście człowieka, którego nikt i nic nie zastąpi.

 

Czyli piękno tego świata stworzonego przez Pana Boga to jest coś, co każe ci rano wstawać i brać się do pracy. Sama widzisz to piękno i chcesz też, żeby inni to zobaczyli?

Tak, bo ja byłam w wieku około dwudziestu lat bardzo gwałtownie jakby odwrócona. I nie powiem, że się nawróciłam, bo nie jestem nawrócona, ale poczułam bardzo mocne odwrócenie do Pana Boga. I w związku z tym, że przeżyłam to szczęście, nawet kiedy mam bardzo ciężkie chwile, kiepskie dni, doły i tak dalej (a jestem depresyjna) to niezależnie od tego jest ta nieustająca świadomość Pana Boga. I po prostu chciałabym, żeby ci wszyscy ludzie, którzy tak w tej chwili konstruują swoje fałszywe światy, odkryli Go, bo wtedy będą szczęśliwi.

 

alina-petrowa_aneta-liberacka2

Alina Petrowa-Wasilewicz i Aneta Liberacka | fot. Marcin Jończyk

 

I naprawdę wolni.

Tak, tego bym bardzo chciała i dlatego piszę biografie wspaniałych ludzi, świętych, żeby pokazać, jak oni to robili, jakie były owoce ich życia. Stąd te dłuższe, i krótsze formy pisania. Fascynujące jest to, kiedy w czyjeś życie wkracza Bóg. Zaczyna się wtedy jakaś niesamowita przygoda, najwspanialsza z możliwych. I może się to stać gdzieś w prerii, i gdzieś na Syberii – to w ogóle jest bezgraniczne, nie ma adresów.

Czyli chciałabyś po prostu zarażać Panem Bogiem. Tym szczęściem, które pochodzi od Boga.

O, żeby to było możliwe.

 

Ja muszę powiedzieć z własnego doświadczenia, że zarażasz.

Dziękuję bardzo.

 

Dziękuję ci za rozmowę.

Dzięki.

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >