video-jav.net

“Na moją decyzję wpłynęły kłopoty zdrowotne”

Moja decyzja o rezygnacji z dalszego pełnienia posługi spowodowana była świadomością, że nie jestem w stanie podjąć trudnej pielgrzymki do Rio de Janeiro na Światowe Dni Młodzieży – wyznał w wywiadzie opublikowanym na łamach dziennika „La Repubblica” papież-senior Benedykt XVI. Rozmowę z nim przeprowadził dyrektor włoskiej edycji czasopisma teologicznego Communio, Elio Guerriero.

Polub nas na Facebooku!

Oto pełny tekst tej rozmowy w tłumaczeniu na język polski:


Wasza Świątobliwość, odwiedzając po raz ostatni Niemcy, w 2011 roku, powiedziałeś: „Bogu nie można odmawiać”. A ponadto „Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość”. Czy nie było Tobie przykro rezygnować w Roku Wiary?

Benedykt XVI: Oczywiście zależało mi, aby zakończyć Rok Wiary i napisać encyklikę o wierze, która miała być finalizacją procesu rozpoczętego wraz z encykliką „Deus caritas est”. Jak mówi Dante, miłość, która porusza słońce i inne gwiazdy, popycha nas, prowadzi nas ku obecności Boga, która daje nam nadzieję i przyszłość. W sytuacji kryzysowej najlepszą postawą jest stanięcie przed Bogiem z pragnieniem odzyskania wiary, aby móc iść dalej w pielgrzymce życia. Pan ze swej strony z radością przyjmuje nasze pragnienie, aby dać nam światło, które prowadzi nas w pielgrzymce życia. Jest to doświadczenie świętych, św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Jednakże w roku 2013, było wiele zobowiązań, których jak sądziłem nie mogłem dobrze wypełnić.

 

Jakie to były zobowiązania?

Zwłaszcza wyznaczona już była data Światowego Dnia Młodzieży, który miał odbyć się w lecie 2013 roku w Rio de Janeiro w Brazylii. W związku z tym miałem na względzie dwa wyraźne uwarunkowania. Po doświadczeniach z podróży do Meksyku i na Kubę nie czułem się na siłach, by podjąć tę tak bardzo trudną podróż. Ponadto program tych dni określony przez Jana Pawła II domagał się koniecznie fizycznej obecności Papieża. Nie można było myśleć o połączeniu telewizyjnym lub innych formach, jakie zapewniają technologie. To także była jedna z okoliczności, z powodu których rezygnacja stała się dla mnie obowiązkiem. Miałem wreszcie jakąś pewność, że nawet bez mojej obecności Rok Wiary zakończy się pomyślnie. Wiara jest bowiem łaską, hojnym darem Boga dla wierzących. W związku z tym byłem głęboko przekonany, że mój następca, jak to się później zresztą stało, również doprowadzi do pomyślnego zakończenia, takiego jakiego chce Pan, zapoczątkowanej przeze mnie inicjatywy.

 

Odwiedzając bazylikę Santa Maria di Collemaggio w L’Aquili zależało Waszej Świątobliwości na złożeniu swojego paliusza na ołtarzu św. Celestyna V. Czy może nam Wasza Świątobliwość powiedzieć, kiedy podjął decyzję o konieczności rezygnacji z wykonywania posługi Piotrowej dla dobra Kościoła?

Podróż do Meksyku i na Kubę była dla mnie piękna i wzruszająca z wielu punktów widzenia. W Meksyku byłem pod wrażeniem spotkania z głęboką wiarę wielu ludzi młodych, doświadczając ich radosnego umiłowania Boga. Podobnie, wielkie wrażenie wywarły na mnie wielkie problemy społeczeństwa meksykańskiego i zaangażowanie Kościoła, by znaleźć w oparciu o wiarę odpowiedź na wyzwania związane z biedą i przemocą. Nie trzeba natomiast wyraźnie przypominać, jak wielkie wrażenie wywarł na mnie na Kubie sposób, w jaki Raul Castro chce prowadzić swój kraj na nowej drodze, nie zrywając ciągłości z bezpośrednią przeszłością. Także i tam wielkie wrażenie wywarł na mnie sposób w jaki moi bracia w biskupstwie wychodząc z wiary starają się znaleźć ukierunkowanie w tym trudnym procesie. Jednakże w tych dniach doświadczyłem z wielką siłą ograniczeń mojej wytrzymałości fizycznej. Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że w przyszłości nie będę już w stanie stawić czoła przelotom transoceanicznym z powodu zmian strefy czasowej. Oczywiście mówiłem o tych problemach także z moim lekarzem, prof. dr Patrizio Poliscą. Stało się jasne, że nigdy nie będę w stanie wziąć udziału w Światowym Dniu Młodzieży w Rio de Janeiro w lecie 2013 roku. Przeszkodą była tutaj wyraźnie zmiana stref czasowych. Od tej pory musiałem w stosunkowo krótkim czasie zdecydować o dacie mojego wycofania się.

 

Po rezygnacji wielu wyobrażało sobie scenariusze średniowieczne, z trzaskającymi drzwiami i sensacyjnych oskarżeniami. Do tego stopnia, że ci sami komentatorzy byli zaskoczeni, prawie rozczarowani decyzją Waszej Świątobliwości o pozostawaniu w pobliżu bazyliki św. Piotra, aby udać się do klasztoru Mater Ecclesiae. Jak doszło do takiej decyzji?

Wiele razy od jego początków odwiedzałem klasztor Mater Ecclesiae. Często tam się udawałem, aby uczestniczyć w nieszporach, by odprawić Mszę Świętą dla wszystkich zakonnic, które przebywały tam na przemian. Po raz ostatni byłem tam z okazji rocznicy powstania Sióstr Wizytek. Jan Paweł II w swoim czasie uznał, że dom, który wcześniej służył jako mieszkanie dyrektora Radia Watykańskiego, miał się stać w przyszłości miejscem modlitwy kontemplacyjnej, jako źródła wody żywej w Watykanie. Dowiedziawszy się, że wiosną wygasał trzyletni okres obecności Wizytek niemal naturalnie uświadomiłem sobie, że będzie to miejsce, gdzie mogę się wycofać, aby na swój sposób kontynuować posługę modlitwy, do której Jan Paweł II przeznaczył ten dom.

 

Nie wiem, czy także Wasza Świątobliwość widział zdjęcie zrobione przez korespondenta BBC, w dniu Twojej rezygnacji, na którym ujęto kopułę bazyliki świętego Piotra, w którą uderzył piorun (papież Benedykt kiwnął głową, że je widział). Wielu osobom obraz ten podsunął myśl o upadku lub nawet końcu świata. Teraz jednak chciałbym powiedzieć: oczekiwano opłakiwania człowieka przegranego, który doznał porażki w historii, ale widzę tutaj człowieka spokojnego i ufnego.

Całkowicie się zgadzam. Powinienem być naprawdę bardzo zaniepokojony, gdybym nie był przekonany, jak powiedziałem na początku mojego pontyfikatu, że jestem prostym i skromnym pracownikiem w winnicy Pańskiej. Od początku byłem świadomy moich ograniczeń i przyjąłem wybór, tak jak zawsze starałem się czynić w moim życiu, w duchu posłuszeństwa. Potem były mniejsze lub większe trudności pontyfikatu, ale było też wiele łask. Zdawałem sobie sprawę, że wszystko, co powinienem był uczynić, nie mogę zrobić sam i byłem niemal zmuszony złożyć siebie w ręce Boga, zaufać Jezusowi, z Którym, w miarę jak pisałam o Nim książkę, czułem się związany przyjaźnią starą i coraz głębszą. Była też Matka Boża, matka nadziei, która była pewnym wsparciem w trudnościach i której bliskość odczułem coraz bardziej odmawiając Święty Różaniec oraz nawiedzając sanktuaria maryjne. Byli też wreszcie święci, moi towarzysze podróży życiowej: św. Augustyn i Bonawentura, moi mistrzowie duchowi, ale także Benedykt którego motto „Niczego nie przedkładać nad Chrystusa” stało się coraz bardziej bliskie oraz św. Franciszek, Biedaczyna z Asyżu, pierwszy, który sobie uświadomił, że świat jest zwierciadłem stwórczej miłości Boga, od którego pochodzimy i ku któremu zdążamy.

 

Zatem tylko pociechy duchowe?

Nie, w mojej pielgrzymce życiowej towarzyszył nie tylko Bóg. Każdego dnia otrzymywałem wiele listów, nie tylko od wielkich tego świata, ale także od ludzi skromnych i prostych, którym zależało, aby mnie poinformować, że są blisko mnie, że modlą się za mnie. Stąd nawet w chwilach trudnych miałem ufność i pewność, że Kościół jest prowadzony przez Pana, a zatem, że mogę złożyć w Jego ręce mandat powierzony mi w dniu wyboru. Poza tym to wsparcie trwa nadal, także po mojej rezygnacji, za co mogę jedynie być wdzięczny Panu i wszystkim, którzy wyrazili mi i nadal okazują mi swoją miłość.

 

W słowach pożegnalnych skierowanych do Kolegium Kardynalskiego, 28 lutego 2013 roku Wasza Świątobliwość przyrzekł posłuszeństwo swojemu następcy. Tymczasem mam wrażenie, że zapewnił również ludzką bliskość i serdeczność papieżowi Franciszkowi. Jak wyglądają relacje z Twoim następcą?

Posłuszeństwo mojemu następcy nigdy nie było kwestionowane. Ale istnieje ponadto uczucie głębokiej komunii i przyjaźni. W chwili jego wyboru doświadczyłem, podobnie jak wielu innych, spontanicznego uczucia wdzięczności wobec Opatrzności. Po dwóch papieżach z Europy Środkowej, Pan skierował, że tak powiem swoje spojrzenie ku Kościołowi powszechnemu i zachęcił nas do szerszej komunii, bardziej katolickiej. Osobiście byłem głęboko poruszony od pierwszej chwili niezwykłą ludzką dyspozycyjnością papieża Franciszka wobec mnie. Natychmiast po swoim wyborze starał się do mnie zadzwonić. Skoro to się jemu nie udało, zatelefonował do mnie ponownie natychmiast po spotkaniu z Kościołem powszechnym z logii bazyliki św. Piotra i rozmawiał ze mną z wielką serdecznością. Od tej pory obdarzył mnie darem niezwykłej relacji ojcowsko-braterskiej. Często docierają tu do mnie drobne upominki, listy napisane osobiście. Przed wyruszeniem na długie podróże papież zawsze mnie odwiedza. Ludzka życzliwość, z jaką mnie traktuje, jest dla mnie szczególna łaską na tym ostatnim etapie mojego życia, za którą mogę być jedynie wdzięczny. To, co mówi o otwartości na innych ludzi, to nie tylko słowa. Realizuje je praktycznie wobec mnie. Niech Pan pozwoli jemu z kolei codziennie odczuwać swoją życzliwość. O to się dla niego modlę do Pana.

 

Rozmawiał Elio Guerriero.


tłum. st (KAI) / Rzym

 

 

Franciszek porwie serca Polaków. Kardynał Nycz w RMF FM

Jak się dzieje coś dobrego, to wtedy narasta napięcie. Rzeczywiście chyba są to pierwsze ŚDM, kiedy będziemy musieli się zmierzyć z problemem nie tylko terroryzmu, ale też naszym problemem mentalnym - mówił Kardynał Kazimierz Nycz, gość dzisiejszego Kontrwywiadu RMF FM

Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Mariusz
Piekarski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Rozmowa Mariusza Piekarskiego (RMF FM) z Kardynałem Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

 

Mariusz Piekarski: Tysiące osób czekają na spotkanie z papieżem. Coraz więcej osób dociera do Polski, ale też docierają do nas coraz gorsze informacje o atmosferze w Europie. Strach, terror, kolejne ofiary. Nigdy do tej pory Światowe Dni Młodzieży nie odbywały się w tak niesprzyjających okolicznościach. Liczy ksiądz kardynał, że wizyta papieża ma szansę przełamać ten nasz lęk?

Kardynał Kazimierz Nycz: Najpierw powiedziałbym nieco kolokwialnie, że tam, gdzie dzieje się wielkie dobro, tam diabeł działa w sposób szczególny. Myślę, że te słowa można odnieść do tego, co się dzieje. Z jednej strony przez ostatnich pięć dni, kilkanaście tysięcy zagranicznej młodzieży, kilkanaście tysięcy naszej, koncert, msza święta przy Świątyni Opatrzności, ludzie z entuzjazmem zmierzają do Krakowa, jadą na ŚDM, a z drugiej strony w mediach mamy wiadomości, które są wiadomościami przykrymi. I w tym znaczeniu jak się dzieje coś dobrego, to wtedy narasta to napięcie i rzeczywiście chyba są to pierwsze ŚDM, kiedy będziemy musieli się zmierzyć z tym problemem. To jest problem nie tylko terrorystyczny, czy taki który dzieje się na ulicach Niemiec, czy Francji, ale to jest także nasz problem mentalny. Wydaję mi się, że…

 

Kardynał Nycz

fot. Archidiecezja Warszawska

… przełamać strach?

Tak, przełamać strach, bo jeżeli  nawet przyjmiemy, że założeniem tych ludzi jest przyjść tutaj do nas i zrobić nam przykrość – w jakimś sensie nas zastraszyć – to nasza uległość, nasz strach, będzie ich zwycięstwem.

 

To jak odpowiedzieć? Jak nie przejmować się? Nie można.

Nie, to byłoby nieodpowiedzialne. Z jednej strony każdy pojedynczy człowiek musi być ostrożny wszędzie. I na ŚDM również. Obserwować i widzieć wszystko. Przecież mamy dobre służby. One muszą czuwać, aby nie wydarzyły się takie wypadki, jak ten w Nicei, kiedy wielki samochód wjedzie w tłum.

 

Jak mentalnie się przygotować? Jak sobie z tym poradzić? Jak odpowiedzieć na pytanie jak się cieszyć, być w grupie, kiedy towarzyszy nam strach.

Jeżeli chodzi o mentalną postawę, to w tej chwili powiem górnolotnie, ale prawdziwie. Jest potrzebna nadzieja i to, nadzieja nie tylko ludzka, ale nadzieja, którą daje Bóg i to spotkanie całe Kościoła, które przeżywamy. Myślę, że tutaj apelowałbym o to, żebyśmy uwierzyli i zawierzyli, że jesteśmy mocni przy Chrystusie, jesteśmy mocni na tych ŚDM i jesteśmy mocni przy papieżu Franciszku, który  tyle wspaniałych, pozytywnych, pięknych rzeczy mówi i będzie mówił do młodzieży.

 

A spodziewa się ksiądz kardynał, że ta sprawa uchodźców, tych niesprawiedliwości, różnic kulturowych to może być to, na co nacisk położy Papież Franciszek?

Myślę, że generalnie rzecz biorąc pewnie tak będzie. Nie wiem tego na pewno. Kontekst przemówień papieskich, kontekst spotkań, jednak pozytywnym wymiarem Światowych Dni Młodzieży zawsze będzie głoszenie Słowa Bożego, budowanie Kościoła, budowanie tej nadziei, o której powiedziałem.

 

Ale zawsze są jakieś akcenty.

Nie da się tego zrobić bez kontekstu. Ponieważ kontekst światowy jest taki jaki jest, a kontekst dotyczący Europy jest, chciałoby się powiedzieć, że chyba jeszcze trudniejszy niż światowy, więc moim zdaniem – tak jak dobry malarz, który maluje rzeczywistość – papież nie wymaże tego tła, tylko będzie się w tym tle obracał. Ale będzie się obracał ze swoim słowem, ze słowem Boga, które będzie nam wskazywało co zrobić, żeby z jednej strony takich rzeczy nie było, a z drugiej strony – ponieważ zło zawsze jest i będzie – co zrobić, żeby człowiek mocny wiarą potrafił to zło pokonywać na co dzień.

 

A czy słowa papieża, to przesłanie, mogą być gorzkie dla nas, Polaków, jeśli papież przypomni nam o tolerancji, równości, wyciąganiu ręki do innych. Czy to może być gorzka lekcja?

Nie wiem. Lekarstwa są czasem takie, że pomagają bardzo skutecznie, ale są nieprzyjemne w użyciu i są gorzkie. Więc jeśli pan użył tej analogii to, rzeczywiście jeżeli papież coś nam powie, powie o tym kim jesteśmy, jacy jesteśmy, no to nie jest to powód do tego, żeby się obrażać na papieża, tylko to jest powód, do tego aby słuchać, przyjąć i zrobić sobie rachunek sumienia. Tylko bardzo ważną rzeczą będzie, czy będziemy robić rachunek sumienia sobie, czy będziemy się uderzać po cudzych piersiach, bo to wydaje mi się potrafimy robić. Niestety.

 

Pytam również oto, księże kardynale, w kontekście komunikatu Watykanu, o którym pisze dziennik “La Stampa”, że papież przyjedzie tutaj do nas, do Polski, bardzo dobrze poinformowany o tym wszystkich złych incydentach, o pewnych incydentach ksenofobicznych, rasistowskich, o tym, że – jak to ujęto w tym komunikacie – jest tu w Polsce podsycany pewien rodzaj lęku, przez polityków, ale także przez Kościół.

Znaczy ja myślę, że dzisiaj w globalnym świecie, w którym żyjemy, wszystkie wiadomości stają się własnością całego świata w jednym momencie i to nie jest dla mnie zaskoczeniem. Tylko czasem się obawiam, że niektóre przekazy, także medialne, wasze, one są troszkę z natury mediów jednostronne. To znaczy, dokonują pewnego uogólnienia rzeczy jednostkowych i obraz który z tego później wychodzi jest obrazem, jakby cały świat był taki.

 

A najważniejsze to, co będzie miał do powiedzenia papież Franciszek.

Tak mi się wydaje, że papież nad tym wszystkim potrafi uwzględniwszy to oczywiście w przemówieniach, przejść ponad i przyjść z orędziem pokoju, z orędziem miłości, takim orędziem, które by poruszyło serca, ale także przeniknęło rozum i sprawiło jakieś konkretne zmiany.

 

EN_01207601_0015

 

Ale to będzie przesłanie dotyczące właśnie ubóstwa, biedy, niesprawiedliwości – to, o czym tak głośno za każdym razem mówi papież Franciszek?

Z pewnością będzie to przesłanie miłosierdzia, wezwanie do miłosierdzia, ponieważ nie tylko jesteśmy w Roku Miłosierdzia, ale te dni światowe są pod hasłem “Błogosławieni miłosierni” i pod tym względem papież jest bardzo konsekwentny. Będzie zwracał naszą uwagę na wszystkich wykluczonych, potrzebujących, biednych. Ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Bo odpowiedzią najważniejszą na Miłosierdzie Boże jest ufność, ale odpowiedzią równie ważną jest być miłosiernym.

 

A my z tym miłosierdziem mamy problem jako Polacy?

Myślę, że nie mamy. Kiedy widzę dzieła, które się dzieją i w Kościele, i w świecie, organizacje społeczne rozmaitego rodzaju, które są w Polsce – bardzo dużo się tego miłosierdzia dzieje. Boję się tylko, że my jesteśmy jakoś wstydliwi w tym, żeby mówić o tym. Trzeba to pokazać, bo to jest świadectwo, które zachęca innych do tego, żeby też być miłosiernym.

 

Czy ksiądz kardynał czeka szczególnie na spotkanie hierarchów polskiego Kościoła z papieżem Franciszkiem i to, co tam padnie?

Czekam, choć muszę powiedzieć, że najbardziej na takie spotkania zamknięte czekamy wtedy, kiedy profesjonalnie idziemy do Rzymu na wizytę ad limina, kiedy następuje podsumowanie 5 lat działalności Kościoła w Polsce. Tutaj też to będzie ważne, zwłaszcza ze względu na to, że jest to symboliczne miejsce – Wawel. Sądzę, że będzie to po prostu rozmowa, w której Ojciec Święty wyartykułuje swoje oczekiwania wobec Kościoła w Polsce…

 

Postawi drogowskaz? Przekręci ten drogowskaz?

Myślę, że wytyczy pewne kierunki, które mu leżą bardzo na sercu, czyli te punkty główne jego pontyfikatu, a my będziemy mu sprawozdawać, mówić i podejmować dialog na ten temat, jak to widać ze strony polskiej i jak mianowicie te rzeczy powinny być prowadzone…

 

EN_01217965_0144

 

Bo padają takie głosy, księże kardynale, że polski kościół nie słucha Franciszka, nie podąża jego śladami. Wytycza swoją ścieżkę i te ścieżki trochę się rozchodzą.

Myślę, że to jest duże uogólnienie, uproszczenie. Kiedy słucham, rozmawiam ze świeckimi, z ludźmi, to jest to papież, który jest przyjmowany entuzjastycznie. A skąd się biorą te setki tysięcy ludzi w ciągu roku, w ciągu tygodnia na modlitwie Anioł Pański, na środowej audiencji? Wśród tych ludzi jest tylu Polaków, którzy tam jeżdżą. Myślę, że papież jest słuchany. Oczywiście, że są pewne kręgi, znowu nagłośnione. Najczęściej są to kręgi jakichś środowisk dziennikarskich, które artykułuję swoje poglądy, mają do tego prawo, tylko nie bierzmy tego za powszechny sposób patrzenia i odbioru papieża Franciszka.

 

Wszyscy w tym tygodniu – i duchowieństwo, i wierzący, i wszyscy Polacy – muszą nastawić się na słuchanie.

Na słuchanie. Ja to widziałem w Rio. Zobaczymy potężne możliwości tego papieża, kiedy stanie przed milionem młodych ludzi…

 

Porwie serca?

I porwie serca. Jestem tego pewny.

 

Dziękuję pięknie, ksiądz kardynał Kazimierz Nycz był naszym gościem. Dziękuję serdecznie za wizytę.

Wszystkich zapraszam i błogosławię na drogę.

 


Serwis o ŚDM tworzymy wspólnie z Interia.pl i RMF FM

Materiał z portalu

rmf24rmf-fm


Kard. Kazimierz Nycz

Kard. Kazimierz Nycz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Mariusz Piekarski

Redaktor RMF FM

Zobacz inne artykuły tego autora >
Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Mariusz
Piekarski
zobacz artykuly tego autora >