Nasze projekty
Reklama
fot. Cathopic

Muzyka liturgiczna pomaga wejść głębiej w wydarzenia Triduum

Czy muzyka może nam pomóc w owocnym przeżyciu Wielkiego Tygodnia i Triduum Paschalnego? Co takiego jest w muzyce, że dotyka, porusza, ożywia i rozczula? O tym rozmawiamy z reżyserem dźwięku i producentem muzycznym Mateuszem Banasiukiem.

Anna Koźlik: Św. Augustyn twierdził, że ten, kto dobrze śpiewa, podwójnie się modli… Jaka jest rola muzyki w liturgii?

Mateusz Banasiuk: Kluczem do zrozumienia roli muzyki, zwłaszcza takiej, gdzie stawiamy na Pana Boga, jest to, że głównym nośnikiem jest słowo. To, w jaki sposób ubierzemy słowo sprawia, że wchodzimy na kolejne poziomy percepcji. Co to znaczy? Oprawa słowa może być realizowana na przykład w formie inscenizacji (forma teatralna), czy w formie dialogowanej (responsorium). Dobrym przykładem jest czytanie Męki Pańskiej z podziałem na role, które świetnie znamy, ponieważ praktykowane jest to w Niedzielę Palmową czy Wielki Piątek. Podział na role to już jest pewne urozmaicenie. Nie jest to coś zwyczajnego i stawia nas to w poczuciu, że dzieje się coś ważnego. Tak samo jest z muzyką. Muzyka jest tylko narzędziem, które ma upiększyć oprawę słowa. Koncentrujemy się na słowie, które de facto umuzyczniamy. Ten, kto dobrze śpiewa, dwa razy się modli, natomiast kto gra – trzy razy (śmiech). Musi podążać za słowem, oddać to, co muzyczne, a jednocześnie pamiętać o modlitwie tymi obiema czynnościami.

Co jeśli połączenie tych czynności się nie uda?

Reklama

Są pewne skrajności, na które trzeba w tym zakresie uważać. Pierwsza skrajność to jest przeidealizowanie, to znaczy, że z oprawy muzycznej, która ma być pewnego rodzaju tłem, robi się koncert. Druga skrajność to infantylizm przekazu i brak zaangażowania, polotu.

Jak uniknąć tych skrajności?

To jest kwestia wyczucia. Zdecydowanie tu może się przydać fantastyczne narzędzie, które dostaliśmy w prezencie od różnych Ojców Kościoła, między innymi św. Ignacego z Loyoli. Mam na myśli rozeznanie. Jesteśmy zaproszeni do ciągłej obserwacji tego, co jest właściwe dla danej społeczności, w konkretnym miejscu i czasie, do takiego rozeznawania kwestii muzycznych. To pytanie, czy w małej, wiejskiej parafii wprowadzać jako normę chorał gregoriański. Czy taka jest realna potrzeba czy pragnienie wiernych? Czy ludzie sami z siebie szukają takiej formy? Jest i druga strona, np. gdy mamy scholę dziecięcą. Czasami pojawia się kwestia „kontrowersyjnej” gitary i pytanie, czy można nią oprawić muzycznie Mszę św. w sposób godny. Oczywiście, że tak. Tylko moim zdaniem należy pamiętać o tym, że oprawa muzyczna nie jest celem samym w sobie.

Reklama

CZYTAJ: Śpiewnik na Triduum i Wielkanoc [POBIERZ]

Dlaczego muzyka tak porusza? Co jest w niej takiego, że świetnie służy i do treningu, sprzyja relaksowi, może być też pomocna w sprzątaniu czy modlitwie?

Muzyka jest abstrakcyjna i dzięki temu można ją wykorzystać do różnych rzeczy. Ten abstrakt niezwykle działa na emocje i może wywołać w nas różne stany. Stąd też można powiedzieć, że muzyka odpowiada różnego rodzaju potrzebom. Kompozytorzy przeżywają różnego rodzaju emocje i w określony sposób to się z nich wylewa. Można powiedzieć, że ich świat wewnętrznych przeżyć to jest główny motor działania. Z kolei współczesna XX-wieczna muzyka klasyczna otworzyła melomanów na awangardowe podejście do przeżywania sztuki muzycznej, w której wykorzystywało się różnego rodzaju matematyczne algorytmy, aby móc uzyskać nowe struktury czy ciągi myśli muzycznych ułożone w serie. Było i jest to na swój sposób ciekawe. Jednak w historii muzyki widać, że to głównie emocjonalność człowieka i jego konkretna potrzeba wypływająca z emocji porusza i nadaje kierunek tworzeniu muzyki.

Reklama

Żyjemy teraz w epoce coverów. Czy są rzeczywiście potrzebne?

Tworzenie nowej muzyki odbywa się cały czas. Oczywiście w zależności od momentu historii, epoki, funkcjonują konkretne schematy, kierunki muzyczne. Tworzy się unikalny zestaw na dane czasy ale i powracają inspiracje z przeszłości.  W naszej epoce homerecordingu kiedy każdy może mieć mikrofon, interfejs audio, klawiaturę MIDI czy program do odpowiedniego zapisu, każdy może wytworzyć ten fragment sztuki. Siłą rzeczy konkurencja jest spora i ciężko jest młodym artystom wybić z nowymi pomysłami. Z jednej strony widujemy tą profesjonalną jakość dźwięku, a paradoksalnie widać, że nadal najważniejszy jest ten przekaz w środku. Po roku 2020 powstał jeszcze większy głód powrotu do tej jakości relacji, że zaczęliśmy trochę mieć już dość po prostu tego „pandemic style”. Żyjemy poniekąd online, spotykamy się online, zarządzamy firmą online, a jednak chcemy tej relacji i osobistego spotkania. Tak jak ludzkość została przeorana pod względem psychicznym, to muzyka tym bardziej. Dlaczego? Bo zazębia się z emocjami i psychologią człowieka.

Muzyka jest też ważnym elementem liturgii. Jak wyczuć granicę pomiędzy „przegięciem” w aranżach muzyki liturgicznej, a dobrym smakiem? Od czego to zależy?

Trzeba by zapytać czym jest liturgia? Nie odprawiamy liturgii tylko się włączamy w liturgię i to liturgię, która trwa. Kiedyś podczas pielgrzymki usłyszałem takie zdanie i na tyle mnie ono poruszyło, że zacząłem je zgłębiać, zaczęło to we mnie pracować.  

Ciekawym zagadnieniem jest rytm, ale nie tylko w rozumieniu muzycznym. Czymś bardzo niepożądanym w liturgii będą działania po najmniejszej linii oporu, np. powtarzalność tych samych pieśni, najprostsze akordy, dokładnie zawsze tak samo. Umówmy się – w ramach powtarzalności mamy wyjątkowe formy modlitwy, np. różaniec. Jednak mocno przewidywalny repertuar pieśni liturgicznych to nie jest to, do czego mamy dążyć.

Wracając do „przegięć”. Mówią, że mniej czasami to lepiej. Nie zawsze, jak coś ma dużo elementów musi być piękne, albo w drugą stronę, że właśnie proste nie może być piękne i jednocześnie użyteczne. Ważna jest konsekwencja kompozytora. Jeśli odchodzi od pewnego stylu czy konsekwentnie wprowadza jakieś elementy, to automatycznie melodia zaczyna nabierać pewnych ram. Dzięki temu też nabiera użyteczności. Wszyscy znamy piękne, proste aranżacje na czterech akordach chwytające za serce, ale i piękne utwory z dużą ilością ozdobników, które nie przeszkadzają, a dopełniają.

Czy możliwe jest znalezienie złotego środka pomiędzy tymi dwiema formami?

Te dwie różne formy rzeczywiście zachęcają do szukania złotego środka, tylko że on nie istnieje. Rzeczywistość się zmienia, ludzie się zmieniają, dlatego trzeba naprawdę rozeznawać, po prostu spojrzeć, co jest dobre i w jaki sposób to wpływa na innych, w jaki sposób ludzie reagują na pewne zmiany w muzycznym aspekcie liturgii. Uważam,  że muzyka jest bardzo ważna dlatego, że to jest nasz wyraz dołączenia. Dołączenia do tej Wiecznej Liturgii, która trwa. Chcemy bardziej świadomie po prostu celebrować te chwile. Jest to strefa, o którą warto zadbać przede wszystkim poprzez pracę duszpasterską. Nie odgórny przekaz hierarchów, ale pracę u podstaw. Badanie w jakim stanie duchowym są parafianie, w jakim stanie jest duszpasterstwo, czy jest możliwość stworzenia scholi, chóru, czy można podnieść kwalifikacje osób muzycznie wspierających. To nie jest tylko praca muzyków.

Muzyka jest bardzo ważna dlatego, że to jest nasz wyraz dołączenia. Dołączenia do tej Wiecznej Liturgii, która trwa. Chcemy bardziej świadomie po prostu celebrować te chwile. Jest to strefa, o którą warto zadbać przede wszystkim poprzez pracę duszpasterską.

Czy muzyka liturgiczna potrzebuje nowoczesnych aranżacji?

Muzyka ma być narzędziem, które w jakiś sposób jest w stanie rozwinąć naszą myśl, nasze nastawienie. Zaangażować, ale nie znużyć. Czy muzyka liturgiczna wymaga odświeżenia? Moim zdaniem – nie. Jeżeli coś narzucamy odgórnie, to prawdopodobnie nie zostanie to zrozumiane ani dobrze przyjęte. Musi być czynnik motywujący, pobudzający oddolnie.

Wszystko też zależy od sytuacji. Dobrze jest mieć kontakt z tradycją, natomiast czy jesteśmy w stanie w dzisiejszych czasach bez pogłębionej analizy tych treści wysupłać z nich jeszcze coś? Tak jak nabożeństwo Gorzkich Żali czy Majowe? Odwołam się do tego, co robię z zespołem Tylko Ty. Zdecydowaliśmy się właśnie na odświeżanie tych starszych pieśni typu  „Barka”, „Czarna Madonna”, „Zbawienie przyszło przez krzyż”, obecnych od wielu lat w muzyce chrześcijańskiej. Były one wykorzystywane w różnych momentach podczas Mszy świętych, czy w nabożeństwach, podczas spotkań wspólnotowych. Jako aranżer zacząłem szukać w tym wszystkim po raz kolejny emocji, to znaczy co ten utwór jest we mnie w stanie wzbudzić. „Barka” okazała się dla mnie utworem tęsknoty, w którym ja tęsknię za tym Panem, który stanął nad brzegiem, który na mnie czeka, i tęsknię za Jego czystą miłością. W „Czarnej Madonnie” z kolei wyobrażam siebie jako narratora opowiadającego o tym zakątku, który otacza mgła tajemnicy i mam do niego jakiś dostęp, a zatem i do Niej.  


Mateusz Banasiuk – reżyser dźwięku, producent muzyczny, kompozytor, dyrygent, pianista, organista i wokalista. Autor kilkudziesięciu opracowań wokalno-instrumentalnych pieśni liturgicznych, kompozytor i producent muzyczny projektów dla Modlitwy w Drodze, m.in. Różańca śpiewanego w 4 aranżacjach. Autor muzyki medytacyjnej dla Pogłębiarki. Związany min. z zespołem „Tylko Ty”.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę