Nasze projekty
Anna Makarewicz, Dorota Czechowska, Zofia Świerczyńska

Design po chrześcijańsku

O nieziemskim designie, siostrzanej miłości i Betanii, którą wciąż odwiedza Pan Jezus, rozmawiamy z Anną Makarewicz i Dorotą Czechowską, założycielkami "Mojej Betanii".

Reklama

Jak pracuje się z siostrą?

Anna Makarewicz: Tragicznie! Dobrze wychodzimy tylko na zdjęciach (śmiech). A tak całkiem serio, bardzo się kochamy.

Tworzycie przedmioty z chrześcijańskim przesłaniem: notatniki, biżuterię, odzież. Skąd wziął się pomysł na „Moją Betanię”?

Reklama

Dorota Czechowska: To dość długa historia. Tak naprawdę wszystko zaczęło się w głowie Ani…

Anna: Kilka lat temu mieszkałam w Stanach Zjednoczonych w przepięknej miejscowości w Teksasie, o pięknie brzmiącej po polsku nazwie: Ciało Chrystusa, czyli Corpus Christi przy Zatoce Meksykańskiej. To właśnie tam się nawróciłam. W tej miejscowości był sklepik z przepięknymi rzeczami chrześcijańskimi, których w Polsce nigdy nie widziałam. I już wtedy Pan Bóg mocno wlewał w moje serce takie pragnienie, że jeśli wrócę do Polski, to chciałabym robić coś podobnego.

Siostra już wtedy podzielała ten pomysł?

Reklama

Dorota: Byłam wtedy bardzo daleko od Pana Boga, generalnie bardzo mocno „w świecie”. Jest taka zasada, że jak siostry są daleko, to kochają się jeszcze bardziej (śmiech). I to była właśnie taka relacja – tęskniłam, czekałam na Skype, żeby pogadać. I w czasie codziennych rozmów Ania opowiadała mi co się dzieje w jej życiu. Wyobraża sobie pani młodszą o siedem lat siostrę, która nagle dzwoni i mówi, że kocha Jezusa? Siostrę, która nie chodziła do kościoła, a nagle stała się trochę „świrnięta”?

Mogło to albo zniechęcić, albo zbudować…

Dorota: To nawrócenie było dla mnie wielkim świadectwem. Znałam Anię od dzieciństwa, wiedziałam co to za ziółko, widziałam też jak się zmieniła. Ale w życiu Ani Pan Bóg zadziałał nagle, gwałtownie, od razu. A u mnie to był bardzo długi etap. Kiedy Ania przyjechała do Polski, chciałam z nią spędzać jak najwięcej czasu i dawałam się nawet namówić, aby pójść z nią czasem do kościoła. Ale jeszcze wtedy nie szłam dla Pana Boga, tylko dla siostry, żeby była zadowolona, że poszłam gdzieś razem z nią. Później Pan Bóg i mnie otworzył serce, ja także się nawróciłam. Potem także mój mąż. W naszej rodzinie działy się cuda.

Reklama

Można powiedzieć, że siostrzana miłość jest fundamentem „Mojej Betanii”?

Anna: Uczymy się tej relacji i czasem mamy wrażenie, że przypominamy siostry z tej prawdziwej Betanii – Martę i Marię, które są zupełnie różne. Widać to i po naszym wyglądzie i po charakterach. Cały czas uczymy się tej miłości. Pan Jezus przychodził do Betanii, bo miał tam swoją ostoję – więc i my dbamy o to, żeby było między nami mało konfliktów, a dużo miłości. Czasami kiedy coś zaostrza się między nami, to mimo wszystko bierzemy ten bezcenny olejek do namaszczenia stóp Pana Jezusa i obieramy najlepszą cząstkę, czyli miłość, i idziemy dalej. To właśnie w tym „biznesie z siostrą” wewnętrznie dojrzewamy. Dlatego też Betania jest Moją Betanią i każdego, kto do niej zagląda.

Dorota: Choć jesteśmy siostrami, nasze historie są tak naprawdę całkiem różne, ale bardzo się zazębiają. Pan Bóg wlał w nas te same pragnienia.

Jak długo trzeba było czekać na realizację tego pragnienia?

Anna: Pomysł na stworzenie „Mojej Betanii” klarował się długo. Kiedy wróciłam do Polski zaczęłam pracować w agencji reklamowej Doroty, którą prowadzi od 18 lat, a w której tworzy przepiękne rzeczy. Ale miałam niedosyt, ponieważ odkąd się nawróciłam, chciałam robić coś bardziej z Duchem Bożym. I tak pomału zaczęłam drążyć…

Dorota: Pracując w agencji reklamowej i jednocześnie wierząc w Pana Boga, zakochując się w Nim, robi się dalej jakąś czynność, ale to zaczyna nie wystarczać. Chce się robić więcej. I kiedy Ania zaczęła u mnie pracować, często mówiła, że chciałaby robić coś innego. Wtedy dużo rozmawiałyśmy o przedmiotach religijnych, które zachwyciły Anię w Corpus Christi. I gdzieś ten pomysł rodził się w naszych głowach.

Jednak pewność co do słuszności tego pomysłu przyszła dużo później…

Dorota: W tym czasie pojechałam do Medjugorie z moim mężem. To był kwiecień 2017 roku. I tam zadawałam sobie pytanie, co mogłabym robić na chwałę Pana. Trafiłam na konferencję, podczas której ojciec mówił o zagrożeniach duchowych, m.in. o przedmiotach czy odzieży, o których nawet nie pomyślimy, że znajdują się na nich symbole odwołujące się do zła, a które mogą szkodliwie wpływać na naszą duszę. I wtedy do mnie dotarło, że Ania miała rację! Pomyślałam, że będziemy robiły dokładnie na odwrót! Czyli przedmioty, które też będą nowoczesne w swojej formie i elegancji, ale będą niosły za sobą dobro i miłość, którą mamy w sercu. Poprosiłam kapłana, z którym byłam na pielgrzymce, żeby rozeznał, czy to jest to, co mam robić. Czy nie jest to czasem taka moja „ludzka zachcianka”. Ojciec otworzył Słowo na Mszy świętej w Medjugorie, to był fragment z Pieśni nad Pieśniami, po którym nie miałam wątpliwości, że mam to robić i to szybko!

Jak zareagowała siostra?

Dorota: Złapałam od razu za telefon, żeby jej o tym szybko powiedzieć i żeby szybko rozpocząć pracę. Kiedy wróciłam do Polski, od razu zaczęłyśmy działać. Bardzo zapadły we mnie te słowa, zwłaszcza to wyrażenie „szybko”, odczytałam to jako wolę Pana Boga. W samej agencji jest tyle pracy, że dokładając coś nowego, mogłybyśmy nigdy tego nie zacząć (śmiech). Dlatego całe szczęście, że Pan Bóg nas tak poprowadził!

Był pomysł, szybkie działanie. Kiedy przyszły pierwsze efekty?

Anna: Musiał upłynąć rok czasu zanim przetarłyśmy nowe szlaki oraz ustaliłyśmy ostateczny kształt i kierunek Mojej Betanii. Na początku była to trudna praca, ciągle na wysokich obrotach, musiałyśmy szybko wymyślać wiele rzeczy. Było to trudne, bo każda z nas chciała iść w inną stronę.

Dorota: Chciałyśmy także z Anią, aby Moją Betanię tworzyli ludzie, którzy zaangażują się w to dzieło, wkładając w nie całe serce. Nie było łatwo takie osoby znaleźć. Pragnęłyśmy stworzyć zgrany zespół. Modliłam się zawsze na początek dnia, żeby Pan Bóg przysłał nam takich ludzi. I w tej chwili mamy świetną ekipę, dwie dziewczyny – Julkę i Olę. Julia to utalentowana redaktorka tekstów i specjalista od social media. Jest również utalentowana muzycznie i ma wielkie serce oddane Panu. Druga Betanka – Ola, jest odpowiedzialna za zdjęcia, czyli to co najważniejsze na pierwszy rzut oka. Potrafi uchwycić każdy szczegół produktu. Wszystkie cztery idziemy tą drogą w jedności Ducha, wykorzystując swoje talenty na chwałę Pana. Trzeba być cierpliwym i czekać, Pan Bóg w odpowiednim momencie zadziała.

Do kogo skierowana jest działalność Mojej Betanii?

Dorota: Najbardziej zależało nam, żeby Moja Betania docierała do osób, które nie odnalazły jeszcze Pana Jezusa. Żeby każdy, kto jest daleko od Pana Boga, chętnie nosił nasze przedmioty. W tym kluczu powstały np. kolczyki w kształcie korony. Nie jest to symbol religijny, ale niesie on przesłanie z Księgi Izajasza: „Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana (…)”. I to jest ten „dobry prezent”, który można podarować drugiej osobie, nawet niewierzącej. Taka osoba chętnie je założy, jest też szansa, że poszuka źródła i otworzy Pismo Święte. Nie chcemy, żeby te produkty były nachalne, ponieważ Pan Jezus dał nam wolność, wolną wolę i dotyka nas delikatnie, jeśli tylko otworzymy na Niego swoje serce. Wierzmy, że te przedmioty mogą zdziałać dobre rzeczy, że być może zaistnieją w czyjejś drodze nawrócenia.

Docierają do Was świadectwa innych osób?

Dorota: Tak, mamy kilka takich historii. Proszę także kapłanów, żeby modlili się za ludzi, którzy kupują te przedmioty. Z siostrą także staramy się wspierać modlitwą osoby, które u nas kupują i są obdarowywane naszymi przedmiotami, zaglądają do nas, czy mają z nami jakikolwiek związek.

Skąd bierzecie inspirację do tworzenia nowych produktów?

Dorota: Przede wszystkim ze Słowa Bożego. A jeśli chodzi o typ produktów, czerpiemy z tego, co tworzy agencja. Wykorzystujemy możliwości jakie Pan Bóg dał nam w pracy. Staramy się, aby produkty były unikalne, stąd np. okładka notatnika ze świętymi zawiera opatentowany wzór.

Anna: Jestem przekonana, że Słowo Boże ma olbrzymią moc. Dlatego elementem charakterystycznym naszych produktów są sigla ze Słowem Bożym, a ostatnio też cytaty świętych. Nawet fragment potrafi sprawić, że dusza wzrasta, jeżeli Słowo padnie na „żyzną glebę”. Stąd nasza wiara, że te produkty powodują w jakimś stopniu wzrost duchowy. Szczególnie jeśli chodzi o notesy z cytatami świętych, bo one też pokazują nam drogę, jakieś kierunki, które wyznaczyli nam święci.

Jak sobie wyobrażacie Moją Betanię za kilka lat?

Dorota: Niech Betania żyje swoim życiem, zobaczymy co Bóg da. Po prostu… ufamy Mu!

Rozmawiała Zofia Świerczyńska

Notesy i notatniki od Mojej Betanii:

[dobroci_books_widget url=’https://stacja7.pl/wp-content/uploads/Stacja7.xml?ver=13032019′ params='?c=s7′ items=’2′ order=’random' instock=’yes' ids=’9832,9974′]

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite