video-jav.net

Bohaterowie nie biorą się z księżyca. Kształtuje ich codzienność

Trzeba trochę od siebie wymagać, by nie zmieliły nas gnuśność i lenistwo

o. Tomasz Grabowski OP
o. Tomasz
Grabowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Tomaszem Grabowskim OP, dyrektorem Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Dominikanów W drodze, rozmawia Dominik Kołodziej.

 

Czy człowiek został stworzony do pracy?

W obu opisach stworzenia, które przedstawia Księga Rodzaju znajdujemy analogiczne polecenia dotyczące pracy: „abyście uczynili sobie [ziemię] poddaną i panowali nad [stworzeniem]” (Rdz 1,28) oraz „Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2,15). Obraz raju jako miejsca, w którym Adam z Ewą spędzają czas na zajadaniu się owocami i spacerach jest infantylny. Katechizm wspomina o tym, że stworzenie zostało założone „in statu viæ”, czyli w drodze do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył i prowadzi (por. KKK 302).

 

Praca jest jednym ze sposobów dochodzenia do pełni. Sprawy się nieco skomplikowały po grzechu pierworodnym. Wówczas w świecie pojawił się bezsens i zdolność wyzysku. Ziemia, którą człowiek miał uprawiać i ogród, który miał doglądać stały się przeciwne Adamowi. Praca została obarczona trudem, który nie ma sensu, czyli nie jest zgodny z pierwotnym Boskim sensem stworzenia. Stworzenie jest jakby wrogie względem ludzi, broni się przed ich ingerencją, działa przeciwnie do oczekiwań, nie jest uległe woli człowieka. „[Ziemia] cierń i oset będzie ci rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie” (Rdz 3, 18-19). Nie należy myśleć o tym zdarzeniu jako o zemście Boga. Słowa, które wypowiada Bóg przy wyrzucaniu Adama i Ewy z raju są tworzeniem nowych warunków, które koniec końców mają przyprowadzić ludzi do utraconej jedności z Bogiem. Bóg sam splata ubrania dla grzeszników, broni im dostępu do nieśmiertelności, by nie musieli w stanie grzechu żyć wiecznie, a trud i walka o przetrwanie są powodem tęsknoty za porządkiem ustanowionym pierwotnie przez Boga (por. Rdz 3, 21-22).

 

 

Sposób, w jaki pracujemy zmienił się w ciągu ostatnich lat. Skupmy się na mężczyznach wykonujących pracę biurową. Słyszymy czasem, że zostaliśmy stworzeni do działania, budowania, bycia w akcji, a zostaliśmy wyrwani z tego “dzikiego i nieokiełznanego” świata i posadzeni na osiem godzin przed komputerem, gdzie zamknięci w wąskich ramach realizujemy działania w zasadzie nie będące większymi wyzwaniami. Wracamy do domu zmęczeni, a teoretycznie nie zrobiliśmy niczego, co mogłoby nas zmęczyć. Kiedyś większość z nas wykonywała pracę fizyczną. Ten nowy styl pracy jest zgodny z naszą męską naturą?

Nie mam doświadczenia pracy w korporacji, choć zakony były jednym z modeli wzorcowych dla współczesnych przedsiębiorstw. Tak czy owak mogę ograniczyć się co najwyżej do kilku uwag teoretycznych. Proponuję wprowadzić rozróżnienie na satysfakcję i spełnienie. O braku satysfakcji śpiewali Rolling Stones: „I can’t get no satisfaction ‘Cause I try and I try and I try and I try”. Cały tekst Satisfaction opowiada o nieudanych próbach znalezienia zadowolenia. Szukamy czegoś, co miałoby nas nasycić: poziom życia, towarzystwo, dziewczyna – taką triadę wymienia Mick Jagger. Owszem, można odnieść sukces i powinno się do niego dążyć. Tryumf w konkretnym działaniu daje zadowolenie. Podobnie dobre towarzystwo i spędzanie z nim czasu, czy udana relacja z dziewczyną albo przyjaźń. To wszystko może nasycić, kłopot polega na tym, że żadna z tych spraw nie daje spełnienia na dłużej. Podobnie jest z pracą. Mogę w niej odnosić sukcesy, robić coś z pasją, czuć, że działanie ma sens. Niemniej, nawet stworzenie globalnej marki, wycięcie w pień konkurencji, czy dobry wynik nie daje spełnienia. Daje satysfakcję – chwilowe zadowolenie, poczucie sensu i powód do radości. Nie odbieram prawdziwości doznaniom i sensu pracy dla sukcesu i dobrego wyniku finansowego albo wprowadzania realnej zmiany społecznej. Wiem jednak, że satysfakcja płynąca z nich nie daje spełnienia, czyli trwale nie nasyca. Jeśli ktoś siedzi zamknięty w korporacyjnym boksie i jest pozbawiony satysfakcji, wciąż ma szansę być spełniony.

 

Co daje spełnienie?

Działanie zgodne z powołaniem, czyli celem, dla którego stworzył mnie Bóg. Nie dotyczy on (najczęściej) roli, jaką mam do wypełnienia. Nie chodzi tu o bycie lekarzem, policjantem czy nauczycielem. Przeciwnie, rola czy funkcja jaką pełnię, ma być tylko narzędziem, dzięki któremu spełniam powołanie.

 

Czym ono jest? Potencjałem złożonym we mnie przez Boga. Mam szereg zdolności, ciało, ścieżkę duchową, którą idę szybciej czy wolniej, zdolność do miłości i ofiary. Każda z tych cech jest możliwa do zrealizowania i rozwinięcia w dowolnych warunkach. Wymaga często pomysłowości i wyobraźni, bym w ramach zastanego układu, potrafił osiągnąć rozwój prowadzący do spełnienia. Wiem, że na przykład życie bez modlitwy czyli relacji z Bogiem nie ma szans na bycie spełnionym. Nie dlatego, że Pan Bóg się obrazi, ale ponieważ zaniedbuję w sobie potencjał jakim jest duch. Podobnie ma się sprawa z miłością, ale też dbaniem o ciało, relacje, życie emocjonalne. Jeśli którąś z tych dziedzin pomijam, satysfakcja będzie krótkotrwała, a spełnienie niemożliwe do osiągnięcia.

 

Czy mężczyźni zostali stworzeni do bycia myśliwymi albo rolnikami, którzy w pocie czoła zdobywają pożywienie i dlatego zamknięci w korporacyjnych kubikach źle się czują?

Możliwe, ale niekonieczne. Każdy z nich, gdyby tylko chciał, może się rozwijać i każdą z wewnętrznych zdolności wykorzystać. Co prawda, wymaga to zacięcia i celu, a nie zgody na powolną wegetację jako trybik korporacyjnej maszyny. Trzeba trochę poczytać, trochę od siebie wymagać, by nie zmieliły nas gnuśność i lenistwo. Na przykład nauka modlitwy nieustannej, widzenie sensu w pracy dla kogoś, wykorzystywanie możliwości rozwoju, jakie daje firma itp. to wszystko jest możliwe niezależnie od warunków.

 

 

A czy istnieją jeszcze zawody typowo kobiece i typowo męskie?

Nie znam się na tym. Wydaje mi się, że nie. Choć z pewnością istnieją predyspozycje do wykonywania takich czy innych zadań. Predyspozycje jednak są bardziej związane z konkretną osobą, niż płcią. Ze mnie byłby równie wydajny górnik, co z mojej siostry. Nie oznacza to jednak, że nie ma powołania – Boskiego pomysłu – stricte związanego z mężczyznami czy kobietami. Powołanie jednak to nie zawód.

 

Coraz częściej nie widzimy efektów swojej pracy. Najbardziej dotyka to pracowników korporacji, ale chyba każda osoba pracująca w zespole, spotkała się z tym problemem. Wykonujemy wyłącznie małe fragmenty większego projektu w najlepszym wypadku nie mając wpływu na ostateczny rezultat, a najczęściej w ogóle go nie poznajemy. Świetną motywacją do pracy są jej zakładane rezultaty. Co zrobić, jeśli się ich nie spodziewamy?

Nasza wartość nie leży w efektach pracy i zadaniach, które podejmujemy. To typowo męski błąd – uznać się wartościowym przez liczbę zadań, które podejmuję i owoce, jakie przynoszę.

Wartość leży zupełnie gdzie indziej. W fakcie tego, że zostałem stworzony i jestem podtrzymywany w istnieniu przez Boga Najwyższego, że Jego Syn oddał za mnie życie, bym nie umarł śmiercią wieczną. Bez tej perspektywy wartość będę lokował albo w tym, jak widzą mnie inni ludzie albo w tym, jak oceniam swoją pracę i efekty. Lepiej jest wrócić do myślenia o tym, co powiedziane zostało na początku: trud jest drogą powrotu do Boga. Co zyskuję, jako człowiek, kiedy podejmuję wyzwanie, kiedy żmudnie wypełniam komórki arkusza kalkulacyjnego…? Jakie cechy osobowości zdobywam: wytrwałość, cierpliwość, zdolność konsekwencji? To wszystko są cechy – jak to mówiono – siostrzane męstwa.

 

Męstwo czyli zdolność do stawiania czoła i zdobywania tego, co dobre kształtuje się przez ćwiczenia, a nie przez rozmyślania. Mogę stać się mężnym przez konsekwentną pracę na jakimś odcinku. Bohaterowie nie biorą się z księżyca. Kształtuje ich codzienność, a raczej to, jak na codzienność odpowiadają. Pamiętasz może taki film z Robertem De Niro Prawo Bronxu? W nim ojciec chłopaka, wokół którego toczy się akcja filmu jest kierowcą autobusu. On też okazuje się bohaterski. Dlaczego? Ponieważ przez lata dla swojej rodziny wykonywał pracę, która każdemu wydaje się nudna do granic możliwości. On też nie był fanem swojego zajęcia. Kształtował w sobie konsekwencję, wytrwałość i cierpliwość, a przez to stał się mężny.

W przeważającej większości wypadków można znaleźć ścieżkę rozwoju charakteru w dowolnych warunkach. Jeśli to nie jest możliwe, ponieważ układ jest toksyczny i demoralizujący, należy rzucić pracę i szukać innej.

 

 

Do końca XX wieku odkrycia naukowe zmieniały i ułatwiały naszą pracę. Dzisiaj pracujemy nad stworzeniem sztucznej inteligencji, udoskonalamy roboty, aby te zaczęły pracować zamiast nas. W świecie nauki coraz poważniej stawia się pytania, czy sytuacja, w której duża część ludzkości nie będzie musiała pracować, nie doprowadzi do społecznego kryzysu. W raju Bóg mówił, abyśmy czynili sobie ziemię poddaną. Te działania są zgodne z tym poleceniem?

Dobre pytanie. Podobnie można pytać o granice medycyny – czy wolno ingerować w naturalny bieg rzeczy. Odpowiedź nie jest prosta: każde narzędzie można źle wykorzystać. Jak przez mgłę pamiętam opowiadanie Roberta Sheckley’a Zwiadowca minimum, w którym główny bohater jest mistrzem w wybieraniu ścieżek prowadzących go po linii najmniejszego oporu. Notabene, robot jest jedną z postaci tego opowiadania. Myśl jest w nim mniej więcej taka: skoro człowiek się rozleniwia, stworzy sobie warunki przetrwania odpowiadające jego lenistwu, a na koniec jeszcze odbierze za to nagrodę. Niestety dość trafny to opis. Jest jednak i drugie rozwiązanie – kreatywność. Świat uległy człowiekowi wyobrażamy sobie jako jemu poddany. I co dalej? Leżak i drink z palemką? Niekoniecznie. Rozwój tego, co w nas duchowe: mądrości, piękna i dobra. Dopiero cywilizacja, która jako tako uporała się z zagrożeniem życia tworzy sztukę wysoką. Nie jestem jednak przesadnym optymistą. Mimo, że taka ścieżka rozwoju będzie istniała, podąży nią jedynie mała część społeczeństwa. Reszta na wzór zwiadowcy minimum straci swój potencjał, pogrzebie kreatywność, pogrąży się w takiej czy innej wersji hedonizmu.

 

Nie należy usuwać wysiłku, wyzwań i trudu z osobistych wyborów i życia, ponieważ one stanowią drogę powrotu do raju. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba sypać piach w łożyska. Wówczas jednak, kiedy w czymś wyręcza mnie maszyna, narzędzie zaoszczędzony czas inwestuję w kreatywność. Jeśli tego nie robię coraz bardziej przypominam jamochłona, który swoje życie spędza na przesuwaniu pokarmu do jamy chłonąco-trawiącej.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

o. Tomasz Grabowski OP

o. Tomasz Grabowski OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dominik Kołodziej

Dominik Kołodziej

Szczęśliwy mąż i ojciec, specjalista ds. zarządzania stronami internetowymi w portalu Stacja7.pl. Były szef krakowskiego Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego "Beczka".

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Tomasz Grabowski OP
o. Tomasz
Grabowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Nie mam czasu na stratę czasu

Nawet kiedy o 5 rano idę na rozmowę to naprawdę biegnę w podskokach przez korytarz, bo ja po prostu to lubię

Dorota Łosiewicz
Dorota
Łosiewicz
zobacz artykuly tego autora >
Kobieta Nieziemskich Obyczajów
Kobieta
Nieziemskich Obyczajów
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

fot. Henryk Zieliński, Tygodnik “Idziemy”

Dorota Łosiewicz, mama czwórki dzieci (jeszcze karmiąca), można spotkać ją wszędzie: w telewizji, w gazecie, w radiu, w Internecie. Wszędzie jej pełno. Autorka książek, jednocześnie masowo wspierająca wszelkie akcje społeczne związane z wychowaniem dzieci, z kobiecością, macierzyństwem ale także akcje dobroczynne i charytatywne.

Mówi, że żadnej pracy się nie boi: „a to człowiek na miotle popłynie, a to trochę na szmacie, a to trochę  w telewizji powystępuje, książkę napisze…”

 

Ile w Tobie jest z „przodowniczki”? Czy masz czasem wyrzuty sumienia, że za dużo pracujesz?

My kobiety chcemy być perfekcyjne na każdym polu, dlatego nas to często tyle kosztuje. Chcemy być świetne w pracy i perfekcyjne w domu. Chcemy by nasze dzieci miały dopilnowane lekcje, wyprasowane ubranka, przygotowane stroje na bale, ciepłe obiadki, upieczone ciasta… A jednocześnie chcemy się realizować i sprawdzać w życiu zawodowym. W wielu przypadkach – gdy rozmawiam z kobietami – pojawia się jakiś wyrzut sumienia. Mamy takie myśli, że kiedy pracuję to może zaniedbuję dom a jeśli jestem w domu to może mogłabym jednak popracować, by bardziej poprawić byt swojej rodziny. Generalnie, jakby nie było zawsze pojawia się jakiś niepokój. Chyba zdecydowanie łatwiej jest realizować się na polu zawodowym mężczyznom, głównie właśnie z tych powodów mentalnych. Naszym (kobiecym) zdaniem tu ma być świetnie, tam ma być świetnie i z tego powodu, że wszystko ma być świetnie potrafimy siedzieć do późnych godzin nocnych i coś nadrabiać dla dzieci lub do pracy.

 

Jako publicystka i dziennikarka wykonujesz dość „męską” pracę, czasem twarde rozmowy z politykami a robisz to z wielkim wdziękiem kobiecym.  Z czego to wynika? Jakoś specjalnie się przygotowujesz?

To wypływa ze mnie, czy to są wywiady do prasy, czy telewizyjne, staram się być maksymalnie naturalna. To właśnie jestem ja. Taka jestem. Nie staram się powtarzać po mężczyznach. Usłyszałam nawet, że stworzyłam swój własny styl rozmów, gdzieś tam uśmiech… może to jest takie kobiece i wypływające ze mnie. Myślę, że mężczyznom jest nieco łatwiej ten zawód wykonywać. Choćby z tego powodu, że ja np. karmię i czasem mogę się położyć spać dopiero po północy, wtedy wstać o piątej rano jest dość ciężko. Muszę też myśleć o tym, żeby wrócić do domu na karmienie. Nie mam także możliwości odespania takiego poranka. Nie wiem czy to wynika  z tego że jestem kobietą, czy z tego że mam dużo dzieci.

 

Powiedziałabym, że często z powodu natłoku i różnorodności obowiązków jesteśmy lepiej zorganizowane. Też tak uważasz?

Nie mam wątpliwości, że kobiety są znakomicie zorganizowane. My nie marnujemy czasu. Jeśli np. mam dwie godziny i muszę te dwie godziny perfekcyjnie wykorzystać to nie chodzę na kawki, na papierosa… Nie mam czasu na stratę czasu. Absolutnie nie mogę sobie na to pozwolić. Jeśli zaplanuję, że teraz pracuję to musze wtedy pracować, bo może później już nie będę miała szansy tego zrobić.

 

 

A co z presją społeczną? Czy w ogóle istnieje? Czy jest takie oczekiwanie, że jako matka powinnaś więcej czasu spędzać w domu, zajmować się więcej dziećmi, obiadami, obowiązkami domowymi?

Myślę, że jeszcze jakaś presja społeczna jest. Wydaje mi się, że jednak ja sobie sama narzucam standardy i sama od siebie wymagam. Nie wynika to z presji ale z moich własnych wymagań. Często dostaję pytanie jak sobie z wszystkim radzę: mam czworo dzieci, piszę książki, pracuję w telewizji, coś piszę do gazet, spotykam się z czytelnikami… Przeważnie na to pytanie odpowiadam, że mam mamę, mam męża, że to nie są tylko moje dzieci ale nasze. Razem sobie z wszystkim radzimy. Czasem też słyszę pytanie, czy mąż mi pomaga. Szczerze mówiąc – chociaż nie jestem wojującą feministką a raczej tzw. konserwatystką – to mnie to irytuje. Co to znaczy, że mąż pomaga? My po prostu dzielimy się pracą. Są jakieś rzeczy do zrobienia, więc każdy robi to co może.

 

Ile w Twojej pracy jest pasji a ile spełnienia obowiązku wobec Ojczyzny, wobec rodziny wobec Boga?

To wszystko się łączy. Na pewno moja praca to 100% pasji. Ja to naprawdę uwielbiam. Nawet kiedy o 5 rano biegnę na rozmowę to panowie z ochrony się ze mnie śmieją, że biegnę w podskokach przez korytarz. Ja po prostu to lubię.

Pamiętam jak moja Aniela miała 1,5 miesiąca i zmieniła się władza. Usłyszałam, że planowana jest reforma edukacji. Nie mogłam usiedzieć, musiałam lecieć zrobić wywiad z nową Panią Minister, bo mnie nosiło.

Dużo też swojego czasu przeznaczam na promowanie rodziny i pozytywnych, dobrych wzorców rodziny, więc to się przeplata. Piszę o tym w książkach, piszę w tekstach dla  “Wsieci”, mówię o tym w telewizji. Wierzę, że jest to mój wkład na rzecz kształtowania przyszłości społeczeństwa. Pewnie to wynika też z tego, że chcę, żeby moje dzieci miały przed sobą przyszłość. Stąd może moje publiczne zaangażowanie. Uważam, że “feministki” głośno krzyczą, i wszędzie jest ich pełno, bo one mają na to czas. My (pracujące matki) nie mamy czasu, jesteśmy cichsze, mniej nas widać, bo wypełniamy swoje obowiązki rodzinne. Dlatego myślę, że warto aby nasz głos był usłyszany, staram się więc zabierać ten głos w ważnych sprawach, takich jak życie, rodzina, wychowanie, edukacja…

 

Na koniec to trochę wyświechtane pytanie: czy czujesz się kobietą spełnioną zawodowo?

Chętnie odpowiem na to pytanie. Tak. Czuję się spełniona i zawodowo i jako matka. A wiesz o czym marzę? Marzę, żeby zestarzeć się z moim mężem w zdrowiu (jak w Księdze Tobiasza) i o tym, żebyśmy nie przeżyli naszych dzieci. To jest naprawdę autentyczne marzenie.

Czuję się spełniona i szczęśliwa, chociaż oczywiście nie jestem wolna od wyrzutów sumienia. Od czasu kiedy zrezygnowałam z pracy w korporacji i zaczęłam wykonywać wolny zawód – ze wszystkimi jego plusami – jestem panią swojego czasu. Okazuje się, że mam go sporo, żeby np. odwieźć dzieci na zajęcia, na przyjęcie, odebrać ze szkoły, spokojnie pójść do sklepu… Teraz mogę sobie na to wszystko pozwolić, choć jestem dość aktywna publicznie. Wspólnie z całą rodziną doszliśmy do takiego balansu, że udaje się to wszystko pogodzić.

 

Dziękuję Ci, że zgodziłaś się na rozmowę mimo ogromu zajęć.

Dziękuję, jestem naprawdę wypoczęta po weekendzie :)

 


 

Poznaj inne “Kobiety z wiatrem we włosach”. Przeczytaj także:

 


 

Rób to co kochasz

 

Agnieszka Porzezińska

 

Nawet gdy mi się nie chce, to działam. Moje dzieci bez męczących wykładów chłoną w ten sposób znaczenie słów: pracowitość,

Dorota Łosiewicz

Dorota Łosiewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Kobieta Nieziemskich Obyczajów

Kobieta Nieziemskich Obyczajów

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Łosiewicz
Dorota
Łosiewicz
zobacz artykuly tego autora >
Kobieta Nieziemskich Obyczajów
Kobieta
Nieziemskich Obyczajów
zobacz artykuly tego autora >