Szkoła. Mamo, tato, przygotowaliście… siebie?

Można spojrzeć nieco inaczej na to, w jaki sposób pomóc dziecku w ogarnięciu przed-szkolnych emocji. Mamo, tato – zacznij od… siebie!

Maja
Orlińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Szkoła. Mamo, tato, przygotowaliście… siebie?
Można spojrzeć nieco inaczej na to, w jaki sposób pomóc dziecku w ogarnięciu przed-szkolnych emocji. Mamo, tato – zacznij od… siebie!

To, co myślisz, a konsekwentnie – jak mówisz o szkole do swojego dziecka i o nim samym w roli ucznia, ma ogromny wpływ na jego przekonania na te tematy.

“Boję się o Ciebie”

Prosisz o modlitwę w intencji dobrego rozpoczęcia roku szkolnego wszystkie babcie, ciocie i kilkanaście zakonów kontemplacyjnych. Twój ksiądz proboszcz został zobowiązany do wrześniowego poświęcenia tornistrów już na początku maja. Bajki terapeutyczne o lękach szkolnych nie mieszczą się na półce. Z pewnością pierwszaka należy ostrzec przed przemocą starszych, zazdrością młodszych, zgubieniem telefonu i potknięciem na schodach. Jednak zamiast konstruktywnych słów, dziecko słyszy głównie: „nie martw się”, „nie bój się”, „gdy coś się stanie – zawsze możesz zadzwonić”.

Tylko czy aby na pewno dziecko się boi? Bo może ono jest pełne entuzjazmu. Chce poznać nowe miejsce, kolegów, koleżanki. Dla niego to „awans” z przedszkola, czuje się dojrzalsze, kompetentne, gotowe na nowe wyzwania (to znaczy dziecięce: „jestem już duży/duża”). Oczywiście, jeśli dziecko werbalizuje lęki, staje się wycofane, trudniej mu rozstać się z rodzicem – tak, sięgamy po arsenał biblioterapeutyczny i rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy… Ale radosnego pierwszaka nie stawiajmy przed komunikatem: „Nie bój się”, bo zrozumie: „Powinienem się bać”.     

Zdrowy rozsądek to najlepsza broń wobec wszelkich skrajności. Na pewno dobrze jest ustalić z dzieckiem „procedury awaryjne”. Dając pierwszakowi szansę ich współtworzenia (np. „Jak myślisz, co można zrobić, gdy ktoś zgubi się i nie będzie potrafił znaleźć drogi do klasy?”) dodatkowo uczymy go logicznego myślenia i wzmacniamy jego poczucie kompetencji. Niech nasza pociecha wie również, do kogo może się zwrócić w nagłych i trudnych sytuacjach, gdy pomoc rodzica nie będzie na wyciągnięcie ręki (wychowawca/ znajomy starszy uczeń/ pedagog szkolny). Warto też od czasu do czasu zapewniać o naszej gotowości do rozmowy o każdym problemie, a także sukcesie – dla równowagi.

 

   

“Mam plan na Twoje życie”

A może w drugą stronę – jesteś rodzicem ogromnie dumnym z rozpoczęcia szkoły przez dziecko. Ten temat powraca w każdej rozmowie ze znajomymi, członkami rodziny, wspólnoty religijnej i mieszkaniowej. Często dzieje się to w obecności Twojej pociechy, więc współrozmówca szybko zwraca się w jej stronę: „Tak, idziesz do szkoły?” (po lekturze wcześniejszych akapitów, modlisz się w duchu, by nie padło: „Nie boisz się?”). Poza tym często przejeżdżacie obok budynku szkoły podstawowej, mieszkań przyszłych korepetytorów i wymarzonego (przez Ciebie) liceum. Mimochodem rzucasz nazwy dobrych uniwersytetów. Przesadzam? Byłam świadkiem takiej trasy i rozmowy. Przyszli studenci mieli 5 i 6 lat.   

W zdrowej dumie z osiągnięć rozwojowych dziecka nie ma nic złego. I ono powinno odczuwać radość z rozpoczynania kolejnego etapu życia. Problem polega na tym, że rodzic za bardzo je „podkręca”. Nadmierne podkreślanie ważności szkoły, nauki, przyszłości zabija w dziecku radość z „tu i teraz”. Ono nie stanie się wartościowym człowiekiem dzięki wykształceniu – już nim jest.

 

“Mało mnie to obchodzi”

„No właśnie” – odpowie kolejny typ rodzica – „nie ma się co przejmować”. Wszystko jedno, czy dziecko będzie profesorem, czy zamiataczem ulic – byle było szczęśliwe. Ważne, że my je kochamy i akceptujemy takie, jakie jest. Będzie się chciało uczyć, to będzie, a nie, to nie. Dziecko słyszy, że szkoła nie jest ważna, ma tylko być porządnym człowiekiem.  

Pozornie brzmi dobrze. Tak z szacunkiem do wolności dziecka, jakby uwalniając je (i siebie) spod presji pogoni za wykształceniem. Wszystko gra, dopóki nie zacznie się robić skrajnie, tzn. uznamy szkołę za nieistotny dodatek do życia. Jak to może wyglądać w praktyce? Gdy częste wizyty u rodziny czy znajomych przeciągają się do późna w nocy, w konsekwencji czego dzieci idą do szkoły niewyspane. Gdy nastolatek angażuje się w kolejny wolontariat, choć ma duże zaległości w nauce. Gdy zajęcia dodatkowe zajmują całe popołudnia, więc uczeń zabiera się za zadania domowe w czasie, gdy powinien szykować się do snu. Niektórzy bohaterowie tych sytuacji jakby nie zauważali, że głównym zadaniem rozwojowym dziecka w wieku szkolnym jest właśnie… nauka szkolna. Odebranie należnego jej miejsca skutkuje nie wykorzystaniem potencjału dziecka, „uśpieniem” jego talentów, osłabieniem umiejętności ogólnych związanych z procesem nabywania wiedzy (ćwiczenie pamięci, planowanie pracy, i wiele innych). Podsumowując: nauka nie powinna być szczytem listy priorytetów, ale i nie ogonem. Istotny jest balans.

 

Którędy droga?

To tylko kilka postaw, jakie mogą się pojawić na początku września. Rozpoczęcie ważnego etapu życia wiąże się najczęściej z całym koktajlem wrażeń. Tym bardziej, gdy to nowe otwarcie dotyczy naszego dziecka. Ono również jest pełne emocji, myśli, marzeń i obaw. My, rodzice, chcemy pomóc mu je ogarnąć – i wspaniale. Zacznijmy jednak od siebie. Podobnie jak w samolocie: najpierw nakłada się maskę tlenową sobie, potem dziecku, tak i Ty rodzicu – przewietrz głowę; opanuj własne emocje, nim zabierzesz się za pomoc swojemu pierwszakowi, drugoklasiście… maturzyście…

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Maja Orlińska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maja
Orlińska
zobacz artykuly tego autora >

Pan Bóg stopniowo przygotowuje nas do wyzwań. Niezwykła siła Marysi

Mówi się, że pojawienie się dziecka w rodzinie zmienia całkowicie jej funkcjonowanie. Ale gdy przychodzi diagnoza nowotworu złośliwego mózgu i okazuje się, że wymagana jest wielomiesięczna hospitalizacja, zmienia się zupełnie wszystko – od tego momentu można dzielić życie na „przed diagnozą” i „po diagnozie”.

Agata
Szlązak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pan Bóg stopniowo przygotowuje nas do wyzwań. Niezwykła siła Marysi
Mówi się, że pojawienie się dziecka w rodzinie zmienia całkowicie jej funkcjonowanie. Ale gdy przychodzi diagnoza nowotworu złośliwego mózgu i okazuje się, że wymagana jest wielomiesięczna hospitalizacja, zmienia się zupełnie wszystko – od tego momentu można dzielić życie na „przed diagnozą” i „po diagnozie”.

Nie wiem, czy wszyscy inni rodzice też to tak odbierają, ani jak dokładnie przechodzą przez poszczególne etapy choroby czy też przez śmierć dziecka, my jesteśmy jeszcze w fazie intensywnego leczenia szpitalnego. Jednak dzięki mediom społecznościowym i obecności w grupach skupiających rodziców dzieci z guzami mózgu czy też konkretnie z medulloblastomą mamy świadomość, że nie przechodzimy przez to sami, że jest wiele rodzin, które doświadczyły i doświadczają cały czas tego samego, co my. Daje nam to jakieś wyobrażenie o możliwościach, rozwiązaniach, pomysłach, ale także przygotowuje na zagrożenia, problemy i ciężkie sytuacje. Dodatkowo, mamy ogromne wsparcie rodziny, przyjaciół, a także całej masy nieznajomych, których poruszyła historia Marysi.

 

„Bądź wola Twoja”

Marysia przed chorobą to pogodna, wrażliwa na muzykę dziewczynka, z dystansem obserwująca świat, potrzebująca dłuższej chwili na przełamanie lodów i nawiązanie bliższej relacji. Zdecydowana, wytrwała, z własnym zdaniem, poważna, roztańczona… Jaka była moja reakcja na diagnozę? Gdy wspominam tamte chwile niemal rok później, wydaje mi się, że byliśmy w lekkim szoku, ale nie załamywaliśmy się. To było wyzwanie, które wymagało działania, więc się nie zatrzymywaliśmy, tylko szukaliśmy rozwiązań. Skoro potrzebna operacja – to operujmy. Szukajmy dla Marysi najlepszych możliwych opcji. Przeżyliśmy już operację serca starszej córki, więc mieliśmy zaufanie do chirurgów. Ze stałą nadzieją czekaliśmy na kolejne etapy: wyjazd z sali operacyjnej, wybudzanie się, wynik histopatologiczny wycinka guza, reakcję organizmu na poszczególne dawki chemioterapii, kolejne wyniki badań obrazowych, potem na możliwość podjęcia leczenia za granicą, zbiórkę internetową, przeniesienie do Rzymu i poszczególne działania już tutaj. Było wiele trudnych momentów, przez które przechodziliśmy z płaczem, strachem, czasami złością i żalem. Najpierw niepewność przebiegu operacji, czy Marysia ją przeżyje, później powikłania neurochirurgiczne, diagnoza bardzo złośliwego nowotworu, problemy z przeniesieniem leczenia do Warszawy, kolejne infekcje płynu mózgowego, częste przenosiny na oddział intensywnej terapii. Każde następne powikłania przyjmowaliśmy z rosnącą niepewnością i poczuciem bezradności. Mnie dodatkowo osłabiał żal, że siostrzyczki nie mogą być razem, że ich relacja może nie mieć przyszłości. We wszystkim jednak miałam w pamięci słowa modlitwy: „bądź wola Twoja”.

Historia mojego życia i naszej rodziny utwierdza mnie w przekonaniu, że Pan Bóg stopniowo przygotowuje nas do wyzwań, jakie przed nami stawia. Szczęśliwe dzieciństwo dało mi siłę do trudniejszych zadań w dorosłości. Konieczność przetrwania dość dramatycznej rozłąki jeszcze przed małżeństwem, potem doświadczenie choroby i operacji serca Alinki, a także inne trudne sytuacje nauczyły mnie, że dostając “zadanie z gwiazdką” otrzymujemy też siły i natchnienie do ich rozwiązywania. Ufam w Boży plan, w Jego prowadzenie i niezmierzoną Mądrość. Wierzę, że to, co nas spotyka, ma jakiś głębszy sens, że niesie jakieś dobro. Że często nie spełnia się nasze wyobrażenie o przyszłości, bo Pan Bóg ma na nią lepszy pomysł. Choć jest ciężko radzić sobie z codziennością, z żalem odnośnie tego, co mogłoby być, gdyby Marysia nie zachorowała, to biorę siłę właśnie z tej wiary i nadziei. Czasami płaczę, szczególnie mocno na początku tej drogi, ale ogólnie mam w sobie tę ufność i zawierzenie. Modlę się tylko o siły, żeby przetrwać to wszystko, co nas czeka, niezależnie od zakończenia choroby Marysi.

Nauczyć się żyć na nowo

Musieliśmy podporządkować swoją codzienność pod leczenie Marysi, żeby zapewnić jej opiekę w szpitalu, potem też, po przeniesieniu do Włoch, opiekę i rozwój Alince. Trzeba było zorganizować życie w innym kraju, biorąc pod uwagę częste wyjazdy Piotrka, mojego męża, do Polski. Zwykłe sprawy dotyczące mieszkania, transportu, planowania i przygotowywania posiłków.

Kolejne wyzwania to komunikacja z personelem szpitala, przejścia z administracją w sprawie dostępu do dokumentacji i inne sytuacje pokazujące różnice kulturowe i językowe. Wśród spraw dotyczących samej Marysi jest regularna fizjoterapia, niedoskonała jeszcze komunikacja z Marysią, konieczność zorganizowania w niedalekiej przyszłości rehabilitacji wzroku. Przed nami jeszcze przejście przez megachemioterapię z jej skutkami ubocznymi oraz dalsze działania lecznicze i rehabilitacyjne. Każda nowa sytuacja (czy to kolejny szpitalny oddział do przystosowania się, czy to nagły wypis do domu albo konieczność stawienia się na kontrolach) generuje inne wyzwania, których staramy się sprostać w miarę swoich sił i możliwości.

Obecnie (koniec maja 2019 roku) nasza córeczka powoli odzyskuje sprawność, zaczyna korzystać ze wzroku. Udało się chyba skutecznie pozbyć bakterii z płynu mózgowo-rdzeniowego, nie ma też od kilku miesięcy problemów z ciśnieniem w głowie – udrożnienie przepływu między trzecią komorą a rdzeniem kręgowym pomogło. Rezonanse pokazują stopniowe zmniejszenie się obszaru niedotlenienia mózgu – to znaczy, że mózg się regeneruje. Dużą radość daje kontakt z siostrą, ich wspólne śpiewanie, rozmowy, karmienie, proste zabawy. Marysia wydaje się zwracać większą uwagę na otoczenie, reagować na różne sytuacje, pokazuje też swoje poczucie humoru i charakterek.

Nasza rodzina – w podstawowym i szerszym znaczeniu – zawsze była dość bliska, gotowa do pomocy i wsparcia. W sytuacji ciężkiej choroby to wszystko tylko się umocniło. Jeszcze w Polsce każdy pomagał, jak tylko mógł – czy trzeba było zostać z Marysią w szpitalu, czy zaopiekować się Alinką, czy przygotować jakieś rzeczy albo pomóc w akcji charytatywnej. Wspierali modlitwą i czynem.

Najwięcej zmian dotyczyło naszej czwórki. Zrezygnowałam z pracy, żeby móc w całości oddać się opiece nad dziewczynkami i żeby Piotrek mógł dalej prowadzić swoją działalność. Jesienią przenieśliśmy się do Rzymu, więc Alinka doświadczyła innej codzienności, z dala od swojego przedszkola, koleżanek, rodziny, zajęć i zwyczajów. Wszystko podporządkowaliśmy leczeniu Marysi, jednak cały czas staram się zapewnić Alince w miarę normalny rozwój, dawać jej czas i uwagę, aby choroba jej siostry nie przesłoniła jej radości i możliwości dzieciństwa. Sytuacja, w której jesteśmy, pozwala na nowo skupić się na priorytetach życiowych, przestać zajmować się mniej ważnymi sprawami, ale za to wyostrzyć spojrzenie na to, co rzeczywiście istotne. Nie wiem, jak dalej potoczą się losy naszej rodziny, ale mam nadzieję, że będziemy się stale nawracać i żyć pełnią życia we wszystkich jego sytuacjach.

 

Rozprzestrzeniające się dobro

Świadomość codziennej modlitwy niezliczonej liczby osób, całych rodzin, wiele ofiarowanych za Marysię Mszy świętych wzbudza we mnie wdzięczność do Boga. Cieszę się, że Marysia stała się przyczyną pogłębiania relacji innych ludzi z Bogiem, że swoim cierpieniem głosi niezwykłe rekolekcje, że dzięki niej wiele osób wróciło do modlitwy i sakramentów. Mam nadzieję, i modlę się o to codziennie, że Pan Bóg pobłogosławi wszystkim tym ludziom i odmieni ich życie na lepsze.

Marysia już na początku choroby zgromadziła wokół siebie wiele dobrych ludzi. Istotne jest to, że na początku wsparcie i pomoc nie były związane z finansami i zbiórkami – leczyliśmy się w Polsce i nie mieliśmy żadnych konkretnych kosztów medycznych. Rodzina, przyjaciele, znajomi, a potem też wiele nieznajomych codziennie śledziło zmagania Marysi z chorobą, powikłaniami, kolejnymi przeszkodami. Obserwowali, modlili się, szukali okazji, aby w jakiś sposób pomóc, przekazać dobro. Obudziła się w nich bezinteresowna chęć czynienia dobra, pogłębiła się wrażliwość na innych ludzi, pojawiła wdzięczność za to, co sami mają i doświadczają w życiu.
Oby to dobro wciąż się rozprzestrzeniało…

 


Podaruj Marysi i jej najbliższym swoją modlitwę!

Przed Marysią ciężkie chwile – być może najcięższe w historii jej choroby. Potrzeba więc groma łask, potrzeba #cudMarysi, o które chcemy prosić wspólnie. Dołącz do modlitwy w intencji powrotu do zdrowia Marysi.

 

Modlitwa o uzdrowienie za wstawiennictwem św. Antoniego Marii Klareta

Święty Antoni Mario Klarecie,

który w życiu ziemskim byłeś zawsze pocieszeniem chorych i strapionych przez Twoją miłość i współczucie dla nich, teraz, kiedy cieszysz się chwałą nieba, jako nagrodą za Twoje cnoty,
spojrzyj litościwie na Marysię i Jej Rodzinę,
i za wstawiennictwem Niepokalanego Serca Maryi, wyproś dla niej łaskę zdrowia, a dla nas opiekę Matczyną Maryi w życiu doczesnym i Jej obecność w godzinie naszej śmierci.

Amen.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️


 

 

Agata Szlązak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata
Szlązak
zobacz artykuly tego autora >