video-jav.net

Rodzina, macierz, grunt, opoka

Jest coś pięknego w tym, gdy zbierze się taki mały klan i zacznie gadać swoim niepowtarzalnym subkodem językowym, a jeden typ twarzy – jakiś konkretny pomysł Pana Boga – można zobaczyć w różnych wersjach i realizacjach.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Osoby, czekające na naszej stacyjce na najważniejszy moment odlotu, wiedzą już pewnie o mojej pasji chodzenia po cmentarzach we Wszystkich Świętych i Zaduszki, a teraz dodam także wszelkie chrzty, śluby, pogrzeby, czyli chwile, gdy zbiera się cała rodzina i z ważnego powodu przyjeżdżają ciotki i pociotki z Kanady i Koluszek.

Bo jest coś pięknego w tym, gdy zbierze się taki mały klan i zacznie gadać swoim niepowtarzalnym subkodem językowym, a jeden typ twarzy – jakiś konkretny pomysł Pana Boga – można zobaczyć w różnych wersjach i realizacjach – męskiej i kobiecej i w różnym okresie życia i ta różnica i jedność, ma w sobie siłę i kryje tajemnicę. Jest coś niesamowitego w tym łańcuchu rodzących i rodzonych, matek, ojców i dzieci, powtarzalności unikatów, poczucia przynależności, które jest podstawową potrzebą każdego człowieka.

Rodzina, macierz, grunt, opoka

Na temat fundamentalnej roli tej wspólnoty dla kształtowania człowieka napisano tomy, wypowiedziano jeszcze więcej, ale specjaliści nie są tu konieczni, wystarczy potoczne doświadczenie życiowe. Każdy dorosły pamięta „mapę drogową”, którą otrzymał w dzieciństwie od rodziców i wszystkich osób, które jakoś go kształtowały. Te tysiące wskazówek, przestróg, instrukcji, nadejście chwili, gdy przekaz się komplikuje, staje się bardziej „wypasiony” i starannie zredagowany, ale równolegle wielkie znaczenie mają znaki, niekompletne wypowiedzi, podawane może podświadomie lub podprogowo. Jak by o tym nie mówić, każde dziecko otrzymuje obraz świata, pojęcie o hierarchii i wartościach, wraz ze zdolnością odróżniania, nazywania i wyboru.

Rzecz jasna, są różne szkoły i przekonania, mówi się o formatowaniu, matrycach i koleinach, o kształtowaniu na jedno kopyto, a także o przetrenowaniu czy tresowaniu. Ale we wszystkich kontaktach dorosłych, opiekujących się i wychowujących małe dzieci, jest element wskazówek, choćby ukrytych. W ten sposób powstają owe hermetyczne kody, zrozumiałe wyłącznie dla wtajemniczonych, tak dziedziczy się gesty, intonacje głosu, anegdoty i powiedzonka, namacalne znaki, że prababki wraz z pradziadkami i praciotkami towarzyszą nam potajemnie, kibicują i że jak będzie „po wszystkim” spotkamy tam bliskie osoby. A jednocześnie te kody rodzinne wpisują się w uniwersalny język, który rozumieją wszyscy.

Rodzina, macierz, grunt, opoka

Nadchodzi wreszcie godzina startu, czyli dorosłość.

I to, co będzie dalej, zależy od tego, co dziecko otrzymało. Jakie matryce go formowały, czy ma pod stopami twardy grunt macierzy i ojcowizny, które opuszcza. Odejście z tej ziemi jest naturalne, a także konieczne. Czytałam kiedyś długi wywiad ze znaną działaczką społeczną, która opowiadała o swoich trudnych relacjach z matką, a na koniec stwierdziła, że matkę trzeba znienawidzić. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy wygłaszają teorie o potrzebie, czy wręcz konieczności, znienawidzenia własnych rodziców. Ale o co chodzi? Spokojnie! Nie ma takiej możliwości żeby wszyscy byli identyczni, bo Pan Bóg najwyraźniej za kołchozami nie przepada i stwarza unikaty, bo chyba pragnie każdego kochać w sposób jedyny. Więc po co te nerwy? Szarpanina i rany?

Z drugiej strony taki postulat od dwóch tysięcy lat brzmi w uszach wszystkich pokoleń wyznawców Pana Jezusa o tym, że ci, którzy chcą być Jego uczniami muszą mieć w nienawiści… tak, tak, ojca i matkę, bo inaczej się nie da pójść na całość… Egzegeci tłumaczą co prawda, że tych słów nie można brać dosłownie, że chodzi o dojrzałość, brak zależności, o pępowinę, która krępuje kroki szukających swojej ścieżki do Boga.

Skłonna jestem przyjąć te wyjaśnienia, ale prawdę rzekłszy, różnie chrześcijanie interpretowali te słowa Pana Jezusa. Chyba najlepiej je zrozumiała św. Teresa z Lisieux, która dziwiła się, że poczucie więzi i miłość do najbliższych trzeba z siebie wykarczować. Po co? Skoro miłość Boga, jak gigantyczna “matrioszka” zawiera i oczyszcza te wszystkie ludzkie miłości. Bo to one dają nam “power” na całe życie.

Jest wiele świadectw ludzi, wspominających, jak w trudnych chwilach słyszeli słowa bliskich i banalne „Nie garb się”, powtarzane tysiące razy przez babcię i niesamowicie irytujące w młodości, pomagały przeżyć załamanie. Te słowa okazywały się rodzajem polisy ubezpieczeniowej na życie, zapewnieniem, że wszystko, co się zdarza, ma cel i sens i że trzeba tylko poczekać aż się rozwidni i rzeczy nabiorą realnych kształtów.

Taki Ignacy Jeż, syn urzędnika sądowego w Katowicach, później biskup i nawet kardynał. Został księdzem, a gdy trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau zupełnie nie uwierzył, że to prawdziwszy obraz świata. Prawdziwe było to, co wpajali mu najbliżsi, a nie to piekło, które chciało go wchłonąć bezdenną rozpaczą.

Rodzina, macierz, grunt, opoka

Spotkałam też w życiu ludzi, którzy zostali pozbawieni tego gruntu. To sieroty wojenne, które zostały oderwane od rodziców i nigdy się nie dowiedzieli, skąd pochodzą i kto jest ich ojcem i matką. Dawali ogłoszenia w prasie, jeździli po regionach, które miały być ich rodzinnymi stronami. Usilnie próbowali przypomnieć sobie twarze bliskich, domy, podwórka, nawet zasłony w oknach. Niektórzy lądowali u wróżbitów, którzy na podstawie horoskopu mieli ustalić datę ich urodzin. Nie ma wątpliwości, potrzeba twardego gruntu, korzeni, jest w człowieku potężna. A odbicie od grząskiej niewiedzy utrudnia dalszy marsz. Nie, nie jest on niemożliwy, ale jest bardzo trudny i nawet najprostszy i najmniej utalentowany człowiek, jednak znający “ojcowiznę” jest uprzywilejowany w porównaniu z człowiekiem bez ziemi.

Pamiętam piosenkę z „Kabaretu Starszych Panów” o rodzinie, która “nie cieszy, nie bawi, gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnyś jak pies”. Ale tu nie tylko o zwykłą samotność chodzi, a o grunt. O macierz i ojcowiznę, ziemię pojęć, talent odczytywania znaków, odwagę pójścia do przodu. A nawet kontestacji.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

7 sposobów na udaną rodzinę

Zapytaliśmy jednego z największych muzyków polskiej sceny reggae o siedem sposobów na udaną rodzinę. – 7 sposobów na udaną rodzinę? Spoko. Masz jakiś pomysł? – pyta żony.

Darek
Darek "Maleo"
Malejonek
zobacz artykuly tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co jest najważniejsze w rodzinie?

Nie mam takiej recepty. Życie nauczyło mnie, że nie może być cały czas super. Że pojawiają się burze, ale też, że po każdej burzy wychodzi słońce. Bierzemy udział w codziennej walce o nasze małżeństwo i chyba możemy to określić jako MIŁOŚĆ. Nie chemię, feromony, uczucie, które mijają po jakimś czasie, ale miłość, która jest darem, która pochodzi od Boga. Wtedy nie ma mowy o rutynie. Trzeba jednak o tym pamiętać i nieustannie sięgać do Źródła – razem się modlić i dzięki temu trwać.

Można więc uznać, że na pierwszym miejscu naszej wyliczanki znajduje się Bóg, który jest miłością.

Dokładnie tak. BÓG i wspólna modlitwa. Jego miłość buduje JEDNOŚĆ. Bo nie jest możliwe, życie bez kłótni, ale trzeba się jednać i to codziennie. Tak jak mówi Ewangelia: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”. Jesteśmy rodziną o zdecydowanie włoskim temperamencie. W takim sensie, że możemy się posprzeczać, nieraz polecą pioruny, ale zawsze potem następuje pojednanie. Dlatego nie rozumiem i chyba nie jestem w stanie wyobrazić sobie nawet czegoś takiego jak „ciche dni’.

7 sposobów na udaną rodzinę

Mnie też ciężko wyobrazić sobie muzyka i ciche dni.

O, muzyka. Również pełni tu ważną rolę. Trzeba szukać podobnych zainteresowań i wspólnych pasji, które sprawiają że jesteśmy i robimy coś razem. MUZYKA, podróże i wolontariat. To nas łączy i sprzyja budowaniu relacji przyjaźni. Zwyczajna, poczciwa PRZYJAŹŃ. I oczywiście ZAUFANIE.

Został nam ostatni sposób na udaną rodzinę.

POCZUCIE HUMORU. Bez dwóch zdań.

Darek

Darek "Maleo" Malejonek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Darek
Darek "Maleo"
Malejonek
zobacz artykuly tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >