Nasze projekty

Masakra w RCA. Misjonarze zostają

„24 osoby zabite w mojej parafii” – zaalarmował o. Benedykt Pączka wieczorem 5 lutego. Większość zamordowanych to kobiety. Masakra wydarzyła się zaledwie 14 kilometrów od misji. To teren parafii polskiego kapucyna. Koszmarną wieść przywiózł wczoraj człowiek, współpracujący z Lekarzami bez Granic. W Ngaoundaye spokój. Miasto czeka na pomoc.

Reklama

„Mam potwierdzoną informację, że Seleka 14 km od nas zabiła 24 osoby. Jest to teren naszej parafii. U nas spokojnie na razie" – wczoraj o godz. 19.00 ojciec Benedykt przysłał nam SMS o takiej treści. I od tej pory jego telefon milczał. Nie mieliśmy możliwości zweryfikowania tej informacji. Wysłaliśmy SMS, dzwoniliśmy, ale włączała się tylko automatyczna sekretarka.

 

Ze swojej strony z o. Benedyktem próbował skontaktować się, kapucyn i misjonarz, o. Tomasz Grabiec – Dyrektor Sekretariatu Misyjnego Braci Mniejszych Kapucynów. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to po prostu kłopoty z łącznością. Może telefon o. Benedykta był po prostu rozładowany albo poza zasięgiem… To już się zdarzało. Ulgę poczuliśmy dopiero dzisiaj (06.02.1014) rano. Udało nam się wreszcie dodzwonić. Wszyscy na misji są wstrząśnięci informacjami o masakrze. Sam fakt mordu jest niestety niepodważalny. Inne szczegóły są również dramatyczne.

Reklama
Reklama

 

Masakra w RCA. Misjonarze zostają

"Seleka spędziła tam cały dzień. Jedli, spali. Potem mordowali. 16 ofiar to kobiety! Reszta to mężczyźni. Wśród wymordowanych nie ma chyba dzieci" – relacjonuje nam o. Benedykt.

Reklama
Reklama

 

Kapucyn ma obawy, że kobiety mogły być najpierw gwałcone. Ponieważ to teren parafii o. Benedykta, misjonarz chciał tam natychmiast jechać. Ale Antybalaka (milicja chrześcijańska walcząca z muzułmanami z Seleki), która chroni Ngaoundaye i miała właśnie naradę, stanowczo to odradziła. Istniało niebezpieczeństwo, że Seleka wciąż jest w pobliżu. Taka wyprawa była na razie zbyt ryzykowna. Nie było żadnych informacji, że w miejscu masakry są ranni, którzy potrzebowali by pomocy.

 

Reklama

W tym całym koszmarze, ciągłego strachu, uciekania przed Seleką, pojawiły sie wreszcie pierwsze informacje niosące otuchę. "Być może pojawią się u nas siły pokojowe z krajów afrykańskich. Dostaliśmy wiadomość – jeżeli usłyszymy samochody jadące od strony Ndim, to żebyśmy nie uciekali. To nie będzie Seleka tylko wojsko" – powiedział nam o. Benedykt. Niestety, to na razie niepotwierdzone informacje, choć dla misjonarzy upragniona nadzieja.

 

W Ngaoundaye wszyscy czekają na pomoc. Misjonarz zapewnił, że jak tylko będzie możliwość, pojadą do miasta, gdzie wydarzyła się masakra.

 

Masakra w RCA. Misjonarze zostają

„Chcemy im pomóc, dać jakąś nadzieję” – mówi kapucyn. W samym Ngaoundaye ludzie coraz bardziej się boją. „Ale ja mam nadzieję, że gwarancją bezpieczeństwa dla nich jest to, że nie opuściliśmy miasta, że tu jesteśmy” – dodaje o. Benedykt.

 

Coraz bardziej zmienia się sytuacja, jeśli chodzi o wyznanie ludzi mieszkających w zasięgu misji. W Ngaoundaye, i w mieście, gdzie Seleka dokonała masakry, jest już coraz mniej muzułmanów. Przewagę mają chrześcijanie i to oni stanowią główny cel bandytów z Seleki. Zwykli, spokojni muzułmanie opuszczają te tereny. Boją się zemsty Antybalaki – tak uważa kapucyn.

 

Ojciec Benedykt stanowczo podkreślił, że masakra 24 cywilów (w tym 16 kobiet!) nie ma żadnego wpływu na ewentualną zmianę zdania na temat ewakuacji. „Zostajemy! My i siostry…” – zapewnia o. Benedykt.

 

Masakra w RCA. Misjonarze zostają

To decyzja bardzo ryzykowna, ale rozumie ją o. Tomasz Grabiec. One też uważa, że obecność katolickich misjonarzy zapewnia względne bezpieczeństwo na terenach misji. Polskie MSZ cały czas podkreśla, że jedynym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa naszym misjonarzom i misjonarkom z rejonów ogarniętych chaosem wojny jest ewakuacja. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszyscy polscy misjonarze przebywają w miejscach, gdzie jest bardzo niebezpiecznie. Niestety misje w Ngaoundaye, czy Bocaranga to rejony, którymi wycofują się do Czadu muzułmańskie bojówki.

 

Wczoraj rano (5 lutego 2014) misjonarze i mieszkańcy Ngaoundaye musieli znowu uciekać w busz. Do miasta przyjechało 6 samochodow selekowców. Na szczęście jedyne strzały jakie padły, to była ostrzegawcza seria wypuszczona w powietrze przez "swoich". Dzięki temu misjonarze i mieszkańcy Ngaoundaye uciekli. Selekowcy musieli się zadowolić podpaleniem jakiegoś domu.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę