video-jav.net

Papież i Noemi

Im bardziej śledzę Papieża tym mocniej uderza mnie ścisły związek jego czynów, gestów i słów. Genialność jego przekazu polega przede wszystkim na zdolności prostego świadczenia o Chrystusie w dzisiejszym świecie. Codziennie udowadnia, że moc świadectwa jest większa od najpiękniejszych nawet słów.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Franciszek pokazuje też światu, że modlitwa nie jest dodatkiem do naszego życia. Świadczy o tym chociażby styl jego spotkań z wiernymi podczas audiencji środowych czy w niedzielę na Anioł Pański. Kiedy są ważne sprawy, dzieli się nimi i prosi o modlitwę. Nie mówi jednak „pomódlcie się” i kontynuuje swe rozważanie, ale zaprasza do wspólnej z nim modlitwy. Tak było gdy nad światem zawisło widmo globalnej wojny czy teraz gdy największy w historii tajfun spustoszył Filipiny, siejąc śmierć i zniszczenie. Tak było też gdy zrozpaczeni rodzice przywieźli mu do Watykanu swe ciężko chore dziecko. 50 tys. osób obecnych na Placu św. Piotra poprosił wówczas o „akt miłosierdzia” i do nieba popłynęło wspólne błaganie o zdrowie dla umierającej dziewczynki.

Chciałbym was poprosić o akt miłosierdzia – poprosił Papież. – Bądźcie spokojni, nie będzie zbiórki pieniędzy. Akt miłosierdzia. Zanim przyszedłem na plac, spotkałem się z półtoraroczną dziewczynką, która jest bardzo ciężko chora. Jej tato i jej mama modlą się i proszą Pana o zdrowie dla niej. Ma na imię Noemi. Uśmiechała się do mnie – mówił Papież. – Okażmy gest miłości. My jej nie znamy, ale to jest dziewczynka ochrzczona, jest jedną z nas, jest chrześcijanką. Zróbmy ten gest miłości dla niej i najpierw w ciszy prośmy Pana, by ją wspomógł w tym momencie i by jej dał zdrowie. W ciszy, przez chwilę… A teraz razem prośmy Madonnę o zdrowie dla Noemi: Zdrowaś Maryjo….

Papież i Noemi

Noemi jest chora na rdzeniowy zanik mięśni. Rodzice o jej sytuacji napisali do Papieża. Ten najpierw do nich zadzwonił, a następnie wysłał swego jałmużnika abp. Konrada Krajewskiego. Potem zaprosił do Watykanu Noemi wraz z rodzicami i stanął przy ich boku w batalii o prawo do leczenia. O dzieciach cierpiących na tę chorobę jest ostatnio głośno we Włoszech. Ministerstwo zdrowia zablokowało bowiem ich nowatorską terapię z wykorzystaniem dojrzałych komórek macierzystych.

Franciszek wziął małą na ręce i czyniąc jej znak krzyża na czole mówił: „Bądź silna, wszystko będzie dobrze”. Na tym spotkaniu się nie skończyło. Papież poprosił, by rodzice i Noemi zostali z nim dwa dni w Watykanie. Zaprosił ich do swojego stołu, a współpracowników zobowiązał, by zajęli się dziewczynką i zobaczyli jak można jej konkretnie pomóc.   

To było bardzo emocjonujące spotkanie, ponieważ Papież Franciszek cały czas był blisko Noemi. W ten sposób pokazał, że  przyjmuje wszystkie chore dzieci przeżywające taki sam dramat jak nasz. Nasza córka nie jest w stanie przełykać. Jest karmiona przez sondę. Potrzebuje natychmiast specjalistycznego leczenia – mówi ojciec dziewczynki Andrea Sciarretta. – To, co mnie naprawdę zadziwia, to fakt, że dziecko zostało przyjęte przez Papieża, wspaniałego, świętego człowieka. Niestety włoskie władze zawsze nas ignorowały. Natomiast ten wspaniały człowiek nie tylko wysłuchał jej wołania o pomoc, zaprosił do siebie, otworzył przed nią swój dom, ale i podjął konkretne wysiłki, by jej naprawdę pomóc. Mamy nadzieję, że ten piękny gest Papieża Franciszka przemówi do sumień i wszystkim pozwoli zrozumieć, że nikogo nie można okradać z nadziei.

Sprawa Noemi, tak jak wielu dzieci cierpiących na tę samą chorobę, jest w sądzie, który ma zdecydować o tym czy można odblokować metodę leczenia dojrzałymi komórkami macierzystymi. Papież śledzi rozwój sytuacji i na bieżąco jest informowany o stanie dziewczynki.

W katechezie podczas tej właśnie audiencji Franciszek mówił między innymi o tym, że „często jesteśmy zbyt nieczuli, obojętni, chłodni i zamiast przekazywać braterstwo, przekazujemy złość, chłód, egoizm. A czy złość, chłód, egoizm wspiera wzrost Kościołów lokalnych i całego Kościoła? Nie, złość, chłód i egoizm nie rozwijają Kościoła. Rozwija go jedynie miłość, ta miłość, która pochodzi od Ducha Świętego”.

Przypieczętowaniem tych słów było spotkanie Franciszka z mężczyzną o zdeformowanej twarzy, cierpiącą na nerwiakowłókniakowatość. To choroba genetyczna, zniekształca wygląd twarzy. Na świecie żyje ponad 1,5 mln ludzi z tą chorobą, nie zawsze otrzymują pomoc, w wielu kulturach są wyklęci, odrzuceni, postrzegani jako ludzie przynoszący nieszczęście. I my na widok takich ludzi najczęściej spuszczamy wzrok, bo nas przerażają i brzydzą. A papież tego mężczyznę z kompletnie zdeformowaną twarzą po prostu przytulił.

https://www.youtube.com/watch?v=kEuvVJ-yECE

O tym nieodwracaniu wzroku od chorych i cierpiących Franciszek mówił kilka dni później w czasie niezwykłej audiencji dla UNITALSI, Włoskiego Stowarzyszenia Przewożenia Chorych do Lourdes i innych Sanktuariów Międzynarodowych, które właśnie obchodzi 110. rocznicę powstania.

Audiencja trwała prawie trzy godziny. Oficjalne przemówienia Papieża i szefa Stowarzyszenia zajęły nie więcej niż pół godziny, potem, jak powiedział jeden z uczestników spotkania, była OBECNOŚĆ.

Franciszek pozdrowił osobiście każdego z ponad 600 chorych na wózkach inwalidzkich. Dla każdego miał słowo, gest, czas… Żartował ze sparaliżowanym chłopcem, który zapraszał go na wspólny obiad; małej dziewczynce złożył autograf na oparciu jej wózka inwalidzkiego; starszej kobiecie włożył na głowę swoją piuskę; przez kilka minut trwał w objęciu z małą dziewczynką chorą na Zespół Dawna, która wybiegła mu radośnie na spotkanie; zbierał pisane do siebie listy; nakładał ręce, modlił się, czynił znak krzyża na czołach. Był dla nich i z nimi. Był też w tym  wysiłek Papieża. Sam naznaczony latami nie raz z trudem pochylał się nad chorymi, by móc ich objąć i pobłogosławić. Było to jedno z najbardziej wzruszających spotkań papieża z wiernymi. Ludzie płakali, widząc jego gesty.

Nie odwracajmy wzroku. Starajcie się zawsze być spojrzeniem, które przyjmuje, ręką, która podnosi i towarzyszy, czułym objęciem. Nie zniechęcajcie się trudnościami i zmęczeniem, ale nadal dawajcie swój czas, uśmiech i miłość potrzebującym tego braciom oraz siostrom. Niech każdy, kto jest chory i słaby, dostrzega w was oblicze Chrystusa. A także wy rozpoznawajcie w człowieku cierpiącym ciało Chrystusa – mówił Franciszek przypominając, że bycie przy chorych nie ma być filantropią, ale głoszeniem Ewangelii miłosierdzia.

Jeszcze jako kardynał obecny Papież często powtarzał: „Nie kocha się idei. Nie kocha się słów. Kocha się ludzi”.

Papież i Noemi

Kiedy w czasie zorganizowanego z okazji Roku Wiary w Watykanie Święta Rodzin 7-letni maluch wtulił się w papieską sutannę i zaczął z nim dialog, Franciszek pogłaskał go po głowie i przytulił, kontynuując swe przemówienie. Widząc wolny fotel rezolutny chłopak wdrapał się na papieski tron i rozsiadł się na nim wygodnie. Siedział i słuchał, i nie dał się nawet przekupić ochronie, która początkowo próbowała skusić go do zejścia cukierkami. Franciszek, gdy skończył przemówienie, pobłogosławił chłopca, a ten spokojnie wtedy wrócił do rodziców.

Mały Carlos, pochodzi z Kolumbii i jest chory na autyzm. Po narodzeniu porzuciła go mama, tak samo jak uczyniła wcześniej z jego bratem. Chłopcy wychowywali się w sierocińcu i tam odnaleźli ich adopcyjni rodzice z Włoch.

Choć bardzo tego pragnęliśmy nie mogliśmy mieć dzieci. Zdecydowaliśmy się więc na adopcję. Nie stawialiśmy żadnych warunków wszystko składając w ręce Opatrzności. Powiedzieliśmy, że może to być chłopak, dziewczynka, jedno dziecko lub więcej, zdrowe czy chore, maleńkie czy większe. I tak staliśmy się rodzicami dwóch wspaniałych chłopców – opowiada 47-letni Francesco, którego synek „ukradł” Papieżowi miejsce, budząc sympatię uczestników spotkania na Placu św. Piotra.

Papież i Noemi

Przesłanie Franciszka pociąga, dotyka, przemienia. Przemawiają jego proste słowa mówiące o nieskończonym miłosierdziu Boga, ale i poruszające gesty, jakie towarzyszą jego nauczaniu. On sam pozostaje w tym wszystkim w cieniu. Do jednego z włoskich księży, który stwierdził, że pod jego wpływem ludzie się nawracają powiedział: „Nie mam z tym nic wspólnego, to wszystko czyni Chrystus!”.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Marketing i świadectwo

Franciszek coraz częściej oskarżany jest o populizm. Także przez duchownych. Gdy wezwał do otwarcia pustych klasztorów dla uchodźców i potrzebujących, podniosło się larum, że uprawia demagogię. I być może byłoby coś na rzeczy, gdyby nie jedno ale… Sam żyje tak, jak naucza.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co w watykańskich finansach może zmienić fakt, że Papież nosi stare czarne buty, zamiast eleganckich z doskonale wyprawionej czerwonej skóry; że zamiast w Pałacu Apostolskim mieszka w Domu św. Marty, wspólnie z pracującymi w Watykanie księżmi; że nie chce jeździć luksusowymi mercedesami, które bezużyteczne stoją od miesięcy w garażu, bo on wybiera przeciętne samochody? Nic, naprawdę nic. Bynajmniej, nie chodzi tu przede wszystkim o oszczędności.

Marketing i świadectwo

Chodzi o zmianę wizerunku Kościoła, Watykanu, papiestwa. O powrót do ewangelicznego ideału. I to się dzieje. Ale nie jest to chwyt marketingowy, tylko efekt Franciszkowego świadectwa. Papieskie słowa wielu uwierają, również ludzi Kościoła i to zarówno tego hierarchicznego, jak i sumienia nas, przeciętnych Kowalskich. Uwierają, bo nie pozwalają nam pozostać obojętnymi na nauczanie Franciszka.

Reakcje na nie mogą być kompletnie odmiennie. Przerabialiśmy to już w czasach Jezusa. Jednych porywał, inni zatrzymali się na słuchaniu, a jeszcze inni zaczęli go oskarżać.

To czysta demagogia – w ten sposób znajomy zakonnik skomentował apel Papieża, by zionących pustkami klasztorów nie przerabiać na dochodowe hotele, ale otworzyć je dla uchodźców i potrzebujących. Nota bene Franciszek wygłosił taki apel w położonym w samym centrum Rzymu ośrodku dla uchodźców. A w promieniu kilku kilometrów od tej lokalizacji, znajduje się co najmniej kilka budynków, w których od dawna nie ma życia, ponieważ nie ma tam powołań. Kolejne skrzydła klasztorów zamykana są na cztery spusty, albo (biorąc pod uwagę dochodową lokalizację) przerabiane właśnie na rentowne hotele. Nie tędy (wyłącznie) droga.

Zgadzam się z mym znajomym zakonnikiem, że łatwiej powiedzieć, otwórzmy klasztory, niż wprowadzić te słowa w czyn. Ktoś przecież musi zapewnić obsługę. Warto też pamiętać o tym, że rentowny hotelik może pomóc finansować charytatywną działalność. Jednak, jak pokazuje często życie, potrzeba tych, którzy wyznaczą kierunek, by inni mogli pójść tą drogą. Nie jest też tak, że Kościół w tym względzie wcześniej nic nie robił. Można jednak zrobić więcej.

Niedaleko Fiuggi we Włoszech leży klasztor św. Wawrzyńca, gdzie w 1215 r. przez pewien czas mieszkał św. Franciszek. Przez wieki było to duchowe płuco włoskiego regionu Ciociaria. Z upływem czasu klasztor pustoszał, brakowało nowych powołań. W ostatnich latach w tym dużym klasztorze mieszkało tylko dwóch zakonników. Wiekowi i schorowani zakonnicy nie byli też w stanie obrobić przyklasztornego ogrodu i sadu.  I nie po raz pierwszy już myślano o zamknięciu tego klasztoru czy sprzedaniu go, ponieważ comiesięczne opłaty stały się zbyt wielkim obciążeniem dla franciszkańskiej wspólnoty. I wówczas apel Franciszka usłyszał przełożony klasztoru.

Marketing i świadectwo

74-letni ojciec Angelo di Giorgio postanowił otworzyć klasztorne wrota na starych i samotnych ludzi. Zarówno Włochów jak i cudzoziemców. Po zakonnikach pozostało do dyspozycji 26 cel. W każdej są dwa łóżka i skromna łazienka. Przełożony klasztoru zapewni nowym mieszkańcom mieszkanie i wyżywienie gratis.

W zamian kobiety będą proszone o pomoc w prowadzeniu domu i kuchni oraz ogrodzie, a mężczyźni w zaangażowanie się w prace porządkowe i remontowe oraz uprawianie przyklasztornego ogrodu i sadu. Na razie ojciec superior przyjmuje zgłoszenia. Pierwsi chętni przeprowadzą się do klasztoru w grudniu. Na razie na rok, a czas pokaże, co będzie dalej.

Franciszek uczy właśnie tego wychodzenia z ciepłych gniazdek, skostniałych w swych schematach struktur, przekraczania siebie i otwarcia się na nowe. Dla jednych będą to zakrapiane populizmem gesty na pokaz, dla innych, wyraz tej wrażliwości serca, której od swych uczniów wymaga Jezus.

Marketing i świadectwo

Kiedy w lipcu Franciszek przeczytał w gazecie o dramacie afrykańskich uchodźców na Lampedusie, którzy próbując dostać się do lepszego świata zginęli w morskiej otchłani, od razu, w odruchu serca postanowił odwiedzić tę włoską wyspę. Nie była to ckliwa wizyta. Opłakując ofiary, bezlitośnie wytykał nam, ludziom z lepszego świata, obojętność na los tych, którzy mają się gorzej. Ujawniał niewystarczającą pomoc, którą uchodźcom oferują unijne struktury i kraje Europy. Mówił, że globalizacja obojętności i zamykanie oczu na to, co się dzieje, doprowadzić może do wielu kolejnych tragedii. I nie trzeba było długo czekać, by papieskie słowa stały się prorocze. W  ciągu jednego tygodnia u wybrzeży Lampedusy zatonęły trzy łodzie, a morskie otchłanie stały się grobem dla ponad 400 uchodźców. Papież kilka razy publicznie nazwał to hańbą Zachodu. Nie zatrzymał się jednak na słowach.

Na Lampedusę Franciszek wysłał swego jałmużnika. Oznacza to zupełną zmianę, gdy chodzi o ten urząd, bo dotąd działał on zawsze w obrębie Watykanu. Arcybiskup Konrad Krajewski był wśród ofiar i ratowników. Niósł im pomoc duchową oraz wsparcie psychologiczne, gdy raz za razem wyławiali z otchłani kolejne ciała, w tym maleńkich dzieci i kobiet w ciąży. Kiedy ostatni raz nurkowie schodzili do wraku umieścili w jego ścianach perłowy różaniec pobłogosławiony przez Franciszka, jako znak jego nieustannej modlitwy za tych, dla których morskie otchłanie stały się grobem.

Marketing i świadectwo

Mnie osobiście uderzyły dwa, bardzo zwykłe gesty Papieża. Poprosił swego jałmużnika, by wszystkim mieszkańcom tymczasowego ośrodka dla uchodźców kupił międzynarodowe karty telefoniczne, żeby mogli zadzwonić do swych najbliższych. Zdruzgotany ich warunkami życia, poprosił też o przygotowanie specjalnego miejsca dla dzieci, gdzie maluchy mogłyby w ciągu dnia oderwać się od swej tragedii i po prostu uczyć się, bawić – tak samo, jak ich rówieśnicy. W tym celu Papież zakupił specjalny namiot, który między innymi z pomocą wolontariuszy Caritas, stał się przedszkolem dla dzieci uchodźców.

Ostatnio dotarł do Franciszka list włoskiej staruszki, która znajduje się wraz z mężem w dość trudnej sytuacji materialnej. Radzili sobie do czasu, kiedy pożyczyła od znajomych 50 euro na leki dla chorego męża i została okradziona. W geście desperacji napisała o tym w liście do Franciszka. Nie po to, by prosić o pomoc, ale bardziej, by się wyżalić. Papież za pośrednictwem swego jałmużnika przesłał na ręce jej proboszcza, 200 euro wsparcia, wraz ze swoim błogosławieństwem.

Marketing i świadectwo

Na wsparcie rozbudowy ośrodka i noclegowni Caritas działających przy głównym dworcu kolejowym w Rzymie Franciszek przekazał Harleya-Davidsona. Dwa motory tej marki otrzymał w darze od harleyowców, których przyjął na specjalnej audiencji. Teraz papieski motor został wystawiony na aukcję. 

Zwykłe gesty, dzięki którym papież staje się bardziej nasz. Franciszek pokazuje zarazem, że nie tak trudno jest czynić nasze życie lepszym, wprowadzając je na proste ewangeliczne tory.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >