Kasa i kobieca wyobraźnia

Wybór kardynała z Argentyny na papieża i jego kategoryczna „opcja na rzecz ubogich” wywołał w Polsce lawinę komentarzy. Część publicystów z trudem ukrywając satysfakcję pytała, co teraz zrobią opływający w bisior i złoto polscy księża i biskupi, jak się ukryją i przefarbują, żeby nie odstawać od szefa i jak dotrzymają mu kroku.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
Kasa i kobieca wyobraźnia

Święty Franciszek

Dołączył do nich legion dyskutantów, którzy z manichejską zaciętością wygarniają Kościołowi jego bogactwa.

Każda okazja jest dobra do zastanowienia się nad ważną kwestią, jeśli więc papież, wybiera za patrona świętego Biedaczynę i rzuca hasło „ubóstwo” warto przypomnieć, że sprawa mamony była w Kościele dyskutowana od początku jego istnienia, w Średniowieczu odbyły się na jej temat wielkie debaty, pytano, czy Kościół, który ma naśladować swojego Mistrza, może posiadać dobra doczesne.

Szukano idealnego ubóstwa, kolejne zakony wciąż wracały do źródeł, czyli surowej reguły, potem niepostrzeżenie mnisi szli w drobnomieszczaństwo, ktoś kiedyś położył pierwszy dywan, po wiekach pojawiał się reformator, rezygnował z nadmiaru i wszystko zaczynało się od początku.

Św. Tomasz z Akwinu pisał, że aby uprawiać cnotę, trzeba wpierw mieć chleb, istnieje więc pewne minimum socjalne, które człowiek potrzebuje do rozwoju i uświęcenia.

Spory i wielkie reformy trwały, ale nikomu nie przyszło do głowy tak jak grasującym po Europie manichejczykom, gardzić materią.

Problemem była nie mamona, ale jej nadmiar i nie sam nadmiar, a stosunek do tego nadmiaru.

Tak więc Kościół doceniał sprawy materialne i tak oddziaływał na ludzi bogatych, żeby nie czuli się właścicielami tego, co mają. Nauczał, że posiadanie jest pewnym stanem krytycznym, bogaczowi powinna zapalić się czerwona lampka, więc konieczna jest czujność i charakter aby przez to ucho igielne skutecznie przejść nie utytławszy się przywiązaniem.

Kościół dosyć skutecznie przed tym przestrzegał (choć jego słudzy nieraz wpadali w te pułapki), dlatego wchodząc do wspaniałej katedry warto pomyśleć, że powstała nie tylko dzięki ciężkiej pracy i talentom artystów, ale też hojności nie zawsze odnotowanych w kronikach bogaczy, którzy przed wiekami sypnęli groszem. I tak sypali, że powstawały wspaniałe kościoły i opactwa, przytułki, hospicja i szkoły, a wszystko dzięki temu, że ktoś kiedyś uznał, że chce się modlić w pięknym kościele, albo wyobraził sobie czyjąś biedę i żeby jej zaradzić otworzył szkatułę i sypnął kasą.

„Wyobraźnia miłosierdzia” – podsumował takich ludzi Jan Paweł II.

A skoro mówimy o wyobraźni, niedoścignione w wyobrażaniu sobie sytuacji tych, co w potrzebie, zawsze były kobiety, które łączą z tą wyobraźnią talent do dostrzeżenia szczegółu – nie tylko braku wina na weselu, ale w ogóle też wszelkich ludzkich braków.

Kasa i kobieca wyobraźnia

Św. Zdzisława, “Matka Biedaków”

Na dodatek potrafiły bardzo praktycznie zdecydować, jak tym brakom zaradzać. Nieraz musiały pomóc swoim mężom, czyli głównym decydentom sposobów wydawania kasy, taką wyobraźnię uruchomić.

Udało się to świętej Zdzisławie, która zbierała wszelkich biedaków z okolicy, żeby ich karmić i leczyć.

W końcu gburowaty małżonek zaczął zgadzać się na jej działalność – co miał robić, przecież pewnego dnia zobaczył na łóżku, na którym jego małżonka położyła jakiegoś włóczykija, samego Pana Jezusa?

Lista fundatorek i dobrodziejek jest bardzo długa.

Królowe i księżne dawały gotówkę i ziemie na zbożne dzieła, gdy przyszło nieszczęście święta Kinga swój gigantyczny posag przeznaczyła na odbudowę spustoszonego najazdami księstwa, w końcu ufundowała klasztor, w którym sama osiadła i zamieniła go we wspaniały ośrodek modlitwy i sztuki.

Kasa i kobieca wyobraźnia

Św. Teresa z Ávili

Ale była także całkiem szczególna kategoria niewiast, które nie mając takiej kasy co królowe i księżny robiły szczególny interes z Panem Bogiem, zbierając kapitał początkowy na jakieś dzieło, licząc na to, że resztę załatwi Główny Udziałowiec.

Można je nazwać Klubem Pięciu Talarów.

Jego założycielka, św. Teresa z Avili mawiała, że pięć talarów i Teresa to nic, ale pięć talarów, Teresa i Pan Bóg, to ho ho…

Faktycznie, reformatorka Karmelu była bardzo skuteczna i choć nie miała takich sum jak św. Kinga, założyła w końcu blisko dwadzieścia fundacji karmelitańskich w całej Hiszpanii. Na dodatek „załatwiła” opiekę św. Józefa i nic nie było w stanie jej przestraszyć.

W ślady wielkiej Madre poszły założycielki żeńskich zgromadzeń, które powstawały na ziemiach polskich pod zaborami.

Młode panny miały skromne posagi i niewielkie sumy, ulokowane w bankach. Ale gdy docierał do nich głos Pana Boga, oddawały te swoje talary i angażowały się w zgoła wariackie przygody, bez biznesplanu.

Zakładały bezhabitowe zgromadzenia, bo do tradycyjnych zakonów zaborcy zabraniali wstępować. Chodziły więc „po cywilu”, wynajmowały skromne mieszkania na poddaszach i w suterynach, zakładały pralnie lub szwalnie, nie dojadały, spały na podłodze i wtapiając się w tłum ewangelizowały robotnice, rzemieślniczki, służące, wiejskie kobiety i dzieci.

Opatrywały wszelką biedę, uczyły katechizmu, czytania, pisania i rachunków, przygotowywały do zawodów, ratowały przed prostytucją.

Potem te ukryte wspólnoty pączkowały, zakonnic było setki, a klasztorów dziesiątki, dzieła były po prostu potrzebne jak deszcz na pustyni. A wszystko zaczynało się od niewielkiej kwoty i pójścia w ciemno, po czym Pan Bóg dostarczał całą resztę.

Kasa i kobieca wyobraźnia

Kapitał, który wydały bogate kobiety, procentuje i w inny sposób. Nie, nie chodzi o niebo. Chodzi o pamięć. Samolubne milionerki padły ofiarą rdzy i moli.

Święta Jadwiga sprzedała swoje kosztowności, a kasa poszła nie tylko na biedaków, kościoły i szpitale, ale doprowadziła do tego, że na podupadającej Akademii Krakowskiej powstał wydział teologiczny.

Kasa i kobieca wyobraźnia

św. Jadwiga Andegaweńska

Spacerując po krużgankach Collegium Maius, można się zastanawiać z czego zrezygnowała obdarzona taką wyobraźnią fundatorka? – Ile sukien mniej ze złotogłowiu? Naszyjników? Pierścieni? Jakby to przeliczyć na cegłę i robociznę? Pensje dla profesorów?

Jak to jednak dobrze, że nie wydała swojej fortuny na uczty i markowe ciuchy…

Jak tym wszystkim kobietom się udawało? – Były bogate, ale się nie uzależniały od swoich fortun, szły za głosem serca i wyobraźni dzięki czemu świat stawał się bardziej dla ludzi.

Nie dość, że są u Pana Boga, bo przeszły bez szwanku przez ucho igielne, jeszcze do dziś żyją w pamięci wdzięcznych następców. Może kiedyś ktoś ogłosi je patronkami bogaczy, którzy szukają inspiracji jak mieć i się w tym wszystkim nie zgubić?


Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Drużyna Franciszka

Wybór przez papieża Franciszka ośmioosobowej rady jego doradców, niektórzy nazywają epokowym zwrotem w historii Kościoła. Czemu on służy i jakie przyniesie efekty? Odpowiedź wydaje się prosta: posłuży większej kolegialności w rządzeniu Kościołem, ale nie jest to bynajmniej odpowiedź pełna.

Urszula Rzepczak
Urszula
Rzepczak
zobacz artykuly tego autora >

Kiedy 13 kwietnia br. Watykan poinformował o wyborze kardynalskiej rady, obserwatorzy gremialnie uznali to za pierwszy krok na drodze do reformy Kurii Rzymskiej, czyli urzędów, których zadaniem jest wspieranie Papieża w wykonywaniu jego posługi oraz działanie dla dobra Kościoła i w służbie Kościołowi. Głos zabierali nie tylko duchowni czy dziennikarze.

Po raz pierwszy od dawna zwykli ludzie: wierzący i niewierzący, zachęceni niespotykanymi dotąd gestami i słowami, żywo interesują się tym, co dzieje się na watykańskim wzgórzu. Rzymska ulica podkreśla, że „papież wziął sobie pomocników z zewnątrz, by wypowiedzieć walkę skostniałej strukturze”.

Łagodniej ujął to rzecznik Watykanu, ksiądz Federico Lombardi, wyjaśniając, że jest to wypełnienie postulatu większej kolegialności w rządzeniu Kościołem. Wspominał zresztą o tym wcześniej, przed konklawe, kiedy dziennikarzom zdawał relacje z przebiegu kongregacji ogólnych kardynałów, które poprzedzały wybór papieża i do niego przygotowywały.

Padały wówczas słowa o konieczności przeprowadzenia reformy zarządzania Kościołem. Swoje krótkie wystąpienie miał też wtedy arcybiskup Buenos Aires, kard. Bergoglio. Jak twierdzi zawsze dobrze poinformowany włoski watykanista, Andrea Tornielli „urzekł on wszystkich, bo mówił z serca”.

Drużyna Franciszka

Wobec tego samego gremium honduraski kardynał, Oscar Andreas Rodriguez Maradiaga – obecny koordynator rady doradczej – mówił o potrzebie oczyszczenia Kościoła.

Papież zadba teraz o wzmocnienie dyscypliny – twierdzi jeden z członków rady, arcybiskup Sydney, kard. George Pell, odnosząc się do wspomnianej reformy.

Na setki zatrudnionych w Kurii (w samym tylko Sekretariacie Stanu pracuje 300 osób) nie brakuje dobrych pracowników, ale – podkreśla kard. Pell – doszło tam też do pewnych niefortunnych przypadków. Opisuje je raport sporządzony dla Benedykta XVI po skandalu z wyciekiem poufnych dokumentów z papieskiej kancelarii, przekazany również papieżowi Franciszkowi.

Informacje w nim zawarte obecny Papież uznał widocznie za wystarczające, skoro nie powołał do swojej rady żadnego z trzech autorów tego obszernego dokumentu.

Papież nie rozdrabnia się i nie zajmuje poszczególnymi nieprawidłowościami i wadliwymi mechanizmami. I jak wynika z wyznaczenia odległego terminu pierwszego wspólnego spotkania rady – początek października – nie działa też w pośpiechu.

Kardynałowie, z których każdy w dowolnym terminie może prosić o spotkanie z nim, mają do tego czasu zebrać informacje z pierwszej ręki na temat „pewnych, nie do końca poznanych sytuacji”.

Jak powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Maradiaga, każdy z nich może kontaktować się różnymi konferencjami biskupimi, a potem przedstawić papieżowi „ punkty widzenia inne, niż to, co dociera do Stolicy Apostolskiej”.

Po co papieżowi doradcy w rządzeniu, skoro ma już do tego całą armię urzędników w Sekretariacie Stanu, jednym z najstarszych urzędów papieskich swoistym prezydium rządu, który dziś zatrudnia 300 osób? Bo to prawdopodobnie schyłek roli  Sekretariatu Stanu i Sekretarza Stanu- watykańskiego premiera.

I mimo, że ks. Lombardi zapewnia, iż z powołania rady nie wynika ani pomniejszenie kompetencji ani odpowiedzialności Kurii Rzymskiej, to jak się wyraził Andrea Tornielli, podczas tego pontyfikatu zarówno rola Watykanu, jak i Kurii Rzymskiej będzie stopniowo przygasać.

Papiescy doradcy mają przygotować podłoże do zmian w określającej funkcjonowanie urzędów i dykasterii Konstytucji Pastor Bonus, którą w 1988 r. zatwierdził Jan Paweł II.

Drużyna Franciszka

Niektórzy włoscy obserwatorzy twierdzą, że na reformie zyskają dykasterie – odpowiedniki ministerstw i ich prefekci, którzy będą mieli znacznie łatwiejszy dostęp do papieża.

Franciszek nie zamierza się izolować i już teraz często spotyka się z urzędnikami nie dbając o ich oficjalną formę, a koncentrując się na treści.

Reforma Kurii będzie polegała na jej otwarciu poza Włochy i Europę.

Jak zauważa jeden z członków rady, chilijski kardynał Francisco Javier Errazuriz Ossa, na czterdziestu biskupów kurialnych w Watykanie, tylko kilkunastu pochodzi z innych części świata. Twierdzi, że należy umiędzynarodowić Kurię.

Ale też – jak z kolei podkreśla kard George Pell – otworzyć ją na świeckich: mężczyzn i kobiety z doświadczeniem zawodowym. Chce umożliwić na przykład finansistom zajmowanie kierowniczych stanowisk.

Być może kard. Pell – sam posiadający doświadczenie w dziedzinie struktury finansów i zarządzania – ma tu na myśli bank watykański IOR ( Instytut Dzieł Religijnych), który jako pierwszy z podmiotów watykańskich okrył się złą sławą afer i nieprawidłowości finansowych.

Ci, którzy kładą nacisk na szczególne znaczenie rady na drodze do większej kolegialności w zarządzaniu Kościołem podkreślają, że jej utworzenie, to rodzaj podzielenia władzy i rządzenia Kościołem powszechnym.

Papież Franciszek, który przecież woli mówić o sobie jako o biskupie Rzymu, równając się tym samym z pozostałymi biskupami, powołał na członków rady przedstawicieli pięciu kontynentów, zwracając uwagę na Kościół peryferyjny.

Tylko jeden z nich to Włoch, kard. Giuseppe Bertelo. Posiada on doświadczenie dyplomatyczne, a w Watykanie pełni jedynie funkcje administracyjne jako Gubernator.

Cytowany w katolickim portalu Korazym profesor teologii prawa kanonicznego Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, Paolo Gherri twierdzi, że gremium to jest rodzajem papieskiego rządu.

Zauważa, że żaden z powołanych do rady kardynałów nie jest specjalistą w zakresie prawa kanonicznego. A przecież by pochylić się nad zmianami w Pastor Bonus trzeba mieć odpowiednie kompetencje. A zatem rolą ośmiu kardynałów będzie raczej wyznaczenie pewnej linii zmian polityczno – instytucjonalnych i przekazanie tych wskazówek ekspertom.

Gherri zaznacza, że papież przecież ma nieograniczoną władzę jurysdykcyjną i może jednym dokumentem – motu proprio – przy pomocy dwóch zdań, zarządzić reformę Kurii, anulować obecną strukturę i wprowadzić w życie nową konstytucję apostolską.

Papież Franciszek tworząc radę, udowodnił jednak, że nowych kierunków polityki eklezjalnej nie będzie wyznaczał sam, a przy pomocy zinstytucjonalizowanego gremium, którego zadaniem jest  obserwować, badać i wnioskować. Każdy może się z nim stale kontaktować, nie czekając do października.

Podczas gdy Jan Paweł II kazał otwierać drzwi Chrystusowi, Franciszek otwiera Kościół z zamknięcia, wyprowadza go z koncentracji na samym sobie i kieruje do człowieka na peryferiach: tych geograficznych i tych społecznych. A doradcy mają mu w tym pomóc.


Wesprzyj nas
Urszula Rzepczak

Urszula Rzepczak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Urszula Rzepczak
Urszula
Rzepczak
zobacz artykuly tego autora >