video-jav.net

Modlitwa karmelitańska

Zmysłowa i banalna, ale jednocześnie – najbardziej ekstremalna „szkoła jazdy”. Ustępujesz w niej miejsca Bogu, oddajesz Mu wszystko i negujesz swoje pomysły. Masz się uczepić tylko jednego - wezwania „Pragnę Cię”. A właściwie… i tego Ci nie wolno.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Artykuł powstał w oparciu o fragmenty konferencji wygłoszonej przez Adama Szustaka OP w Dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim “Beczka” w Krakowie.

Teoria modlitwy karmelitańskiej (nazwijmy ją skrótowo „Twierdzą duchową”), tworzy pewien obraz świętej Teresy, który można łatwo zbanalizować. Ale taki nie jest. W swej głębi ukazuje się jako przemądry, przepięknyprzeprawdziwy.

Ojciec Joachim Badeni często opowiadał taką anegdotę: przyszła do niego pewna pani zaangażowana w drogę duchową w zakonie karmelitańskim i mówi, że jest już w czwartej komnacie i nie wie jak przejść do piątej. Wtedy Joachim, któremu droga karmelitańska była zupełnie obca, spojrzał na nią i mówi: „A po coś tam głupia wchodziła?”

Tak naprawdę, metoda modlitwy karmelitańskiej jest nieco inną odsłoną  lectio divina , ale z nałożeniem pomysłu wypracowanego w swojej szczytowej formie przez Teresę Wielką i Jana od Krzyża – w tym samym czasie, w przedziwnym połączeniu.

Przygotowanie do modlitwy jest identyczne, jak w lectio divina, czyli naszym źródłem jest Pismo Święte, z którego znanymi z lectio metodami wybieramy odpowiedni fragment.

Modlitwa Karmelitańska

Św. Teresa Wielka

I. Ożywienie wrażliwości duchowej

W duchowości karmelitańskiej modlitwa jest jedynym celem życiowym. Nie środkiem, drogą do głoszenia czy metodą poznania dogmatów, ale sama w sobie jest celem. W Karmelu ludzie są w zakonie dlatego, żeby całe ich życie stało się modlitwą.

Więc to, co oni nazywają „ożywieniem wrażliwości duchowej” jest związane z całym życiem – tak ułożonym, że odkąd się obudzisz, wszystko zmierza do czasu, w którym będziesz się modlić, a kiedy wieczorem skończyłeś się modlić, to tylko po to, abyś mógł usnąć i następnego poranka znów wstać do modlitwy. Modlitwa przestaje być jedynie wycinkiem rzeczywistości, czasem wyłączonym dla Boga, ale wszystko ku Niemu podąża. Wszystko jest równoległym czasem modlitwy – trochę jak hezychazmie – bez względu na to, co robisz, czym się zajmujesz – jest to modlitwą. W przeciwieństwie jednak do hezychazmu modlitwa karmelitańska ma pewien punkt kulminacyjny. Modlitwa Jezusowa trwa 24h na dobę, gdzie nie ma lepszych i gorszych momentów modlitwy, ale gdzie trwa się nieustannie w takim modlitewnym ciągu. Natomiast w Karmelu jest punkt centralny, kulminacja, do której ta modlitwa przygotowuje, po czym wszystko wraca do życia i znów kieruje człowieka do kolejnej modlitwy.

Rysem charakterystyczny całej duchowości świętej Teresy z Avila jest postawienie siebie w obecności Chrystusa – ale w sensie dosłownym. Teresa w swoich pismach nieustannie odwołuje się do obrazu Pana Jezusa – realnego wyobrażenia cielesności, cech Boga wcielonego, który jest człowiekiem.

Żeby nie być gołosłowny, przytoczę Teresę, która tak pisze do swoich sióstr:

Niech dusza stanie w obecności Chrystusa, jakby Go na oczy widziała i niech trzyma się ustawicznie Jego towarzystwa. O, siostry niezdolne długo rozważać ani trzymać myśli bez ciągłych roztargnień – nie żądam od was wielkich o Nim rozmyślań o istocie Boga, ani natężonej pracy rozumu, ani zdobywania się na piękne myśli i uczucia. Żądam tylko, byście na Niego patrzyły! Nawyknijcie do patrzenia!” (Życie).

Króciutki fragmencik, ale doskonale pokazuje o co chodzi Teresie. Teresa nie staje wobec idei, wobec Boga Niepoznawalnego, wobec Boga Niedosiężnego – ale Boga na wyciągnięcie ręki. Taki jest tylko Chrystus.

Dlatego Teresa zawsze odwołuje się do Chrystusa. Nie dlatego, że neguje Ojca czy neguje Ducha Świętego, ale dla niej Chrystus przez Swoje wcielenie jest jedyną drogą, aby być z Ojcem i z Duchem.

Więc kiedy zaczynasz się modlić, stań w towarzystwie Tego, którego nie widzisz, a o którym wiesz, że istnieje. Z określoną twarzą, spojrzeniem, dotykiem.

Dopiero wtedy możesz rozpocząć czytanie, które podzielone jest na 3 etapy, oddzielone od siebie modlitwą do Ducha Świętego:

– czytanie panoramiczne – na tekst, który czytasz, spoglądasz z góry. Widzisz je w całości, umieszczasz je w Piśmie Świętym, w wydarzeniu przed i w wydarzeniu po. Zrób sobie taką panoramkę.

Chwilka przerwy. „Duchu Święty przyjdź”.

-czytanie ogrodnicze – schodzisz z tej góry tak jak ogrodnik schodzi do ogrodu. Chcesz się przyjrzeć poszczególnym drzewom, kwiatom, sprawdzasz każdy owoc, czy nie jest robaczywy. Od panoramy do szczegółu.

Zauważcie, że cała duchowość karmelitańska jest bardzo zmysłowa. Teresa mówi: pożeraj tekst wzrokiem, uczep się kształtu tych liter, usłysz swój własny głos, dotykaj książki.

Chwilka przerwy. „Duchu Święty, tylko Ty masz klucze, aby otworzyć księgę – przyjdź!”

czytanie trzecie, czyli pisanie tekstu w myśli. Będąc w tym ogrodzie – patrzysz poza ogród. Widzisz jabłko – myślisz, kto je zje. Kojarzysz inne fragmenty z Pisma Świętego z tym tekstem, wszystkich związków z wybranym słowem. Ale uwaga! Nie idź w te skojarzenia, tylko je zauważ. Zobacz, że jest takie powiązanie.

Pomódl się do Ducha Świętego.

fot. Peter Jurik

Ekstaza św Teresy, kościół Santa Maria della Vittoria w Rzymie

II. Studium lub rozważanie

Ten etap przesądza o tym, że nie każdy odnajduje się w tej metodzie. Kluczem do rozważania jest tu „dziecinna pokora”. Studium tekstu polega na – przepraszam za sformułowanie – absolutnym debilizmie. Nie chcę tu tego dewaluować, tylko chcę żebyście to dobrze zrozumieli.

Teresa mówi tak – w tym studiowaniu nie chodzi o to, aby wymyślić fajny komentarz do tekstu czy wyciągnąć jakąś mądrą ideę. Poczytaj tekst tak, aby sam odpowiedział ci, jaki jest.

Przykład: Przypowieść o synu marnotrawnym.

„Wybrał się więc młodszy syn i poszedł do swego ojca. A gdy był jeszcze daleko zobaczył go jego ojciec i wzruszył się głęboko. Wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”.

Zadajemy pytanie do pierwszego zdania: Kto się wybrał i kto poszedł do swojego ojca? Odpowiedź: Młodszy syn. Co zrobił młodszy syn? Wybrał się i poszedł do swojego ojca. W jakim celu młodszy syn wybrał się w drogę? Po to by pójść do swego ojca. Dokąd poszedł młodszy syn? Do swego ojca. Do czyjego ojca wybrał się i poszedł młodszy syn? Odpowiedź: do swego ojca.

Mamy pierwsze zdanie.

Drugie.

Kto go ujrzał, gdy był jeszcze daleko? Jego ojciec. Czyj ojciec go ujrzał, gdy był jeszcze daleko? Jego. Co zrobił? Wzruszył się. Jak? Głęboko. Co zrobił, gdy wzruszył się głęboko? Wybiegł. Gdzie wybiegł? Naprzeciw syna. Co zrobił ojciec, gdy wybiegł naprzeciw syna? Rzucił mu się na szyję. Na co się mu rzucił ojciec? Na szyję. Co zrobił, gdy rzucił mu się na szyję? Ucałował go. Ucałował syna.

Wiem jak to brzmi, ale w porządku modlitewnym, kiedy prosimy Boga, by nam powiedział, jaki jest, możemy się przekonać, że to działa. Mamy zdanie „wzruszył się głęboko”, które nas nie dotyka, bo znamy je i słyszeliśmy z 15,000 razy. Więc Teresa mówi – pytaj się o rzeczy oczywiste. Kto się wzruszył? Ojciec. Jak się wzruszył? Głęboko. Względem kogo? Syna. Jak pozostaniesz w takim cichym trwaniu – gwarantuję – otworzą się rzeczy, które są zaklepane i zrozumiesz, co to znaczy, że Ojciec wzruszył się głęboko. Że zobaczywszy syna, wybiega rzucić mu się na szyję, choć jeszcze nie wie, bo syn się przecież do niego nie zdążył odezwać, z jakim zamiarem syn wraca – czy po to, aby pożyczyć trochę kasy, czy po to, aby znów go okraść czy skrzywdzić. Nie wie, jakie syn ma intencje. My już wiemy, że będzie happy end.

Ale Teresa mówi: przestań wiedzieć. Bądź jak dziecko, które po raz setny słyszy bajkę i do znudzenia pyta: A co to był za wilk? A skąd on się wziął?

Modlitwa Karmelitańska

Św. Jan od Krzyża

III. Medytacja

Wybierz to, co cię najbardziej uderzyło na wcześniejszym etapie pytań i odpowiedzi. Mnie kiedyś zaskoczyło najbardziej „rzucił mu się na szyję” – wobec tej niewiedzy ojca, dlaczego syn przychodzi. Uczep się tego, co cię dotyka i zostaw całą resztę. Zajmij się tylko tym obrazem. Zacznij to powtarzać. Odczuwać, wąchać, patrzeć. Nie tak jak wcześniej, kiedy tylko pobudzaliśmy zmysły. Poczuj ciężar ojca uwieszonego na szyi syna. Poczuj jego skrępowanie. Stary człowiek wisi na szyi, a syn nie wie, co zrobić, nie wie, jak się zachować. Wyobraź sobie zapach starego człowieka i zapach tych świń, z którymi mieszkał syn marnotrawny. Uruchom cały obraz. I znajdź się w nim. Jeżeli kojarzysz ten fragment z wydarzeniem w twoim życiu, bo też rzuciłeś się komuś na szyję i uczepiłeś się go jak rzep psiego ogona, to zajmij się tym skojarzeniem.

IV. Modlitwa wewnętrzna serca

Masz skojarzenie? Zacznij się modlić tym obrazem.

Św. Teresa mówi:

Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim, nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i nieustannym wylewaniem przed Nim swoich uczuć.”

W tym, w czym się znajdziesz, nie twórz dogmatu o tym, że Bóg cię kocha. Wejdź w obraz ojca uczepionego na szyi syna i powiedz Bogu, co czujesz w tym obrazie. Co cię cieszy, smuci, czego nie rozumiesz.

To jest ciekawe, bo Teresa w tym fragmencie robi przy okazji taki pstryczek dominikanom:

„Zupełnie inaczej niż w tradycji dominikańskiej, które prowadzi do rozumowego poznania Boga, nasze poznanie Boga jest poznaniem sercem.”

Dokładnie o to chodzi. Ona nie chce zrozumieć prawdy o Bogu. Ona chce przed Nim wylać siebie, pokazać Bogu wszystko co jest w jej sercu, dać Mu dostęp do tego wszystkiego, co się w niej dzieje w związku z tym słowem.

„Dusza może stawiać siebie w obecności Chrystusa, jakby go widziała na oczy i przyuczać się powoli do coraz gorętszego rozmiłowania się w świętym Człowieczeństwie Jego, i trzymać się ustawicznie towarzystwa Jego; ciągle z Nim rozmawiać i prosić Go o pomoc w potrzebach swoich i skarżyć się Jemu w utrapieniach swoich, i cieszyć się z Nim w pociechach swoich, by snadź dla tych pociech o Nim nie zapomniała: a w tych swoich rozmowach niech się nie wysila na sztucznie ułożone modlitwy, ale w prostych słowach niech Mu mówi, co czuje, czego pragnie, czego potrzebuje. Jest to doskonały sposób do wysokiego w krótkim czasie postępu, i kto usilnie stara się o to, aby zawsze pozostawał w tym najdroższym towarzystwie, korzystał z niego ile zdoła i naprawdę umiłował tego Pana, któremu tyle zawdzięczamy, ten, zdaniem moim, daleko już postąpił” (Życie 12, 2).

V. Kontemplacja

Kiedy dusza już się wylała, inicjatywę przejmuje Bóg. Czyli krótko mówiąc, dusza ma się zamknąć. Powiedziała, co wiedziała, wylała swoje emocje, uruchomiła uczucia, zawęziła obrazy – a teraz koniec. Czeka, co na to Bóg.

Św. Jan od Krzyża tłumaczy to tak:

Jak zatrzymują się i ustają nogi po ukończeniu drogi – tak i twoja dusza winna spocząć i otworzyć się na przyjmowanie darów Bożych: miłości, pokoju, światła, umocnienia. (DK II 12, 6).

Ucz się trwać przy Bogu z uwagą i skupieniem miłosnym w owym spokoju, nie dbając o wyobraźnię i jej działanie… Jeśli zaś coś działasz, nie czyń tego z wysiłkiem ani przez wytężone rozważanie, lecz ze słodyczą miłości, więcej pozwalając Bogu, by cię poruszył, ale ty sam się nie poruszaj” (por. DK II 12, 8).

Zauważcie, że przez całą tę metodę dusza prowadzona jest od ogółu do coraz większego skupienia, a gdy to wreszcie następuje – mówi święta Teresa i święty Jan od Krzyża – stop. Ciebie nie ma. Przestajesz działać. Po prostu trwasz.

Modlitwa Karmelitańska

Św. Jan od Krzyża

Powinieneś nauczyć się trwać w miłosnej uwadze na Boga, z całkowitym spokojem umysłu, choćby ci się zdawało, że nic nie czynisz. Wtedy to w krótkim czasie przeniknie twą duszę boskie odpocznienie, którego nie będziesz doznawał. Unikaj więc niepotrzebnych słów, wyobrażeń i rozmyślań. Nie niepokój duszy i nie wyrywaj jej z zadowolenia i pokoju ku temu, co budzi jej niechęć i odrazę. Pamiętaj, że wiele czynisz, jeśli uspokajasz swą duszę i utrzymujesz ją w odpocznieniu bez jakiegokolwiek działania i pożądania czegokolwiek, nawet najświętszych rzeczy” (Ps 45,11; por. DK II 15,5).

„Sam Bóg działa i mówi skrycie do duszy samotnej i milczącej. Po dojściu do tego cichego skupienia, do którego każda dusza zmierza, należy w nim pozostać. Głównym działającym, prowadzącym i pobudzającym cię do kroczenia w tym kierunku jest Duch Święty. Gdy więc On namaszcza cię łaską kontemplacji, kieruj się do coraz większej samotności, uciszenia i wolności od siebie. Chociaż ty nic wówczas nie czynisz, a przynajmniej coraz mniej, to wiedz, iż Bóg coraz bardziej w tobie działa. Staraj się wówczas wyrzekać wszystkiego, a pragnąć tylko Jego samego. Ucisz, karć i opanuj wszelkie pożądania smaku i radości, czy to z darów cielesnych, zmysłowych czy duchowych. Coraz bardziej pogrążaj się w całkowitym ubóstwie ducha” (por. ŻPM III 44-53).

Zdarza się czasem, że dusza widząc, że nic nie robi, stara się coś czynić i w ten sposób rozprasza się, napełnia oschłością i niesmakiem, podczas gdy poprzednio kosztowała słodyczy i pokoju, i ciszy duchowej, jaką Bóg napełniał ją skrycie. I zdarza się czasem, że Bóg usiłuje utrzymać ją w tym cichym odpocznieniu; ona zaś usiłuje z pomocą wyobraźni i rozumu działać sama i wtedy jest jak dziecko, które, gdy matka chce je wziąć w ramiona, krzyczy, upiera się iść samo, a w rezultacie ani samo nie idzie, ani matce iść nie pozwala… Dusza będąca w tym odpocznieniu powinna wiedzieć, że chociaż nie czuje, iż idzie naprzód i robi postęp, postępuje jednak dużo szybciej niż gdyby szła o własnych siłach, bo sam Bóg unosi ją w swych ramionach. Mimo, że idzie naprzód krokami Bożymi, tych kroków nie odczuwa” (ŻPM III 66).

To jest najwyższa szkoła jazdy. Ustępujesz Bogu miejsca, oddajesz Mu wszystko. Negujesz swoje pomysły. Masz się uczepić jednego: „Pragnę Cię” – a nawet tego „pragnę Cię” nie wolno ci się uczepić.

Święty Jan od Krzyża jest uznawany za największego harcownika jeśli chodzi o modlitwę. Za mistrza świata w ogołacaniu duszy, aby spotkać Boga. Doktor Kościoła, którego teksty jeśli chodzi o modlitwę są wprost niewiarygodne.

Na końcu drogi Jana od Krzyża serwuje nam taki mały przypis. Kiedy dusza wchodzi w stan kontemplacji ma się strzec trzech ślepców:

– szatana;

– samego siebie;

– kierownika duchowego – to mówi święty Jan od Krzyża, który wcześniej przez dwie swoje księgi tłucze, że bez kierownika duchowego nie da się żyć.

Kiedy oddajesz Bogu inicjatywę, liczy się tylko On. Nikogo innego, złego, dobrego czy jak w przypadku kierownika, zasadniczo dobrego – nie możesz słuchać. Czysta kontemplacja.

Ten etap, we wszystkich metodach lectio divina, zarówno na drodze duchowości karmelitańskiej czy w medytacji ignacjańskiej, dla Ojców Pustyni i zakonników w habitach każdej maści – jest dokładnie taki sam. Każdy ma inne zabawki, ale wszyscy spotykają się w tym samym miejscu, stwierdzając zgodnie, że wobec Boga wszystkie nasze zabawki są zwyczajnie bez sensu. I to jest coś, co uwiarygadnia te rozmaite metody.

Na końcu swojego dzieła „Twierdza duchowa” święta Teresa stwarza zupełnie nowy rodzaj myślenia o modlitwie. Jej pokora polega na tym, że tworząc własną drogę, nie neguje innych. Pisze:

„Nie jest zamiarem ani myślą moją, by co tu powiem, tak było trafnie wyrażone, iżby miało służyć za nieomylne prawidło. Podobne roszczenie w rzeczach trudnych byłoby absolutnie niedorzeczne. Różne w tym życiu duchowym i dążeniu do doskonałości są drogi. Może więc o której z nich zdołam coś powiedzieć, co by trafiło do przekonania i odpowiadało potrzebie tych, które to czytać będą. Które by zaś, nie będąc na tej drodze, tego, co powiem, nie zrozumiały, będzie to właśnie dowód, że ich droga jest znacznie lepsza.”

Ona doskonale wie, że nie ma czegoś takiego jak idealny pomysł na modlitwę

Konferencję spisała Dorota Paciorek

Więcej konferencji wygłoszonych przez o. Adama Szustaka jest dostępnych na stronie:


Langusta na palmie


Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Medytacja ignacjańska

Co dominikanin może wiedzieć o jezuickiej szkole modlitwy? O świętym Ignacym i jego ćwiczeniach duchowych opowiada o. Adam Szustak.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Artykuł powstał w oparciu o fragmenty konferencji wygłoszonej przez Adama Szustaka OP w Dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim "Beczka" w Krakowie.

W większości książek, które czytałem o medytacji ignacjańskiej, jest napisane, że to novum w Kościele, wymyślone i wprowadzone przez świętego Ignacego. I nie mówię tego z wrodzonej złośliwości, ale to kompletna bzdura. Medytacja ignacjańska wywodzi się z tego samego źródła, co metoda lectio divina, stanowiąc właściwie jej jezuicką wersję.

Ignacy ustalił dla braci zestaw ćwiczeń duchowych, które powinni wykonywać, aby się duchowo wzmocnić i spisał je w dziele „Ćwiczenia duchowe” – dość sprawnie, choć jednak językiem z tamtych czasów. Ogromną część książki zajmuje metoda medytacji ignacjańskiej. Drugą znaną metodą modlitewną jest tzw. „Kwadrans szczerości” – jezuici wymyślili swój własny rachunek oparty również po części na lectio divina.

Ignacy w medytacji kładzie akcent na nieco inne rzeczy niż Ojcowie Pustyni i dzieli modlitwę na 4 etapy:

1. Przygotowanie dalsze

2. Przygotowanie bliższe

3. Modlitwa właściwa

4. Refleksja

Przygotowanie dalsze

W swoim pomyśle na to jak się dobrze modlić, Ignacy zaczął traktować modlitwę w sposób ”programowo-zadaniowy-roboczy”. To jest metoda, która wymaga wysiłku, stałości, wytrwałości i rzeczywistej umiejętności ogarniania własnego czasu. Nie można zwyczajnie znaleźć chwili czasu, żeby się pomodlić, ale aby faktycznie zrobić wszystko, co Ignacy proponuje, do modlitwy codziennej potrzebujemy aż dwóch dni i czterech wolnych terminów. Oczywiście możemy to skomasować i cztery części zrobić razem w jednym kawałku, ale wtedy, po pierwsze, potrzebujemy mniej więcej 1 godzinę 20 minut, po drugie – Ignacemu wydałoby się to pewnie absurdalne i zupełnie bez sensu.

Medytacja ignacjańska

Według oryginału, modlitwa codzienna zaczyna się dzień wcześniej wieczorem – wtedy należy zrobić przygotowanie dalsze, czyli wczorajsze. Szykujesz sobie materiał, którym zajmiesz się jutro i który następnego dnia, jak mówi Ignacy, mógłbyś tylko zjeść. Moja mama robiła tak zawsze obiad niedzielny, przygotowując sporą jego część w sobotę wieczorem.

Fragment wybieramy zazwyczaj z Nowego Testamentu. Ignacy bardzo duży nacisk kładzie na Ewangelię i mówi, że to jest centrum. Kierujemy się też zasadą lectio continua (kolejnego dnia czytamy od miejsca, w którym skończyliśmy poprzedniego).

Ponadto, wybierając fragment ewangelii:

1. Czytasz go kilka razy – metody pomocne w czytaniu – sprawdź LECTIO DIVINA.

2. Od razu kiedy czytasz próbujesz wychwycić rzeczy, które cię poruszają, słowa, zdarzenia i spisujesz je na kartce.

3. Robisz „puncta”. To jest najtrudniejsza rzecz.

Medytacja ignacjańska

Dygresja: jak byłem pierwszy rok księdzem i zacząłem spowiadać, przychodziły siostry zakonne i mówiły często tak: "Nie przygotowałam punktów do medytacji”. Ja nie miałem zielonego pojęcia o czym one mówią, a nie chciałem wyjść na głupka, pytając się: „Ale przepraszam, co to takiego jest?” bo ksiądz to powinien wiedzieć, więc mówiłem: „Rzeczywiście, zaniedbanie, trzeba tutaj się przyłożyć…” Dopiero później odkryłem medytację ignacjańską i okazało się, że ¾ klasztorów żeńskich oparte jest na szkole jezuickiej… to jest jakieś horrendum!

Co trzeba zrobić tworząc puncta? Przygotowujesz to, co będziesz jadł. Ustalasz sobie o czym w związku z tę ewangelią będziesz myślał podczas modlitwy. Nie kombinuj. Nie zaczynaj rozważań. Przygotowuj sam schemat modlitwy.

Przykład: Mamy ewangelię o kobiecie pochylonej od 18 lat i Pan Jezus ją uzdrawia. Do tej ewangelii można zrobić 3 puncta:

– pochylenie (pomyśl, co w Twoim życiu ściąga Cię na dół, jaki grzech, sytuacja);

– 18 letnia choroba (rzeczy, które trwają u Ciebie strasznie długo, z którymi zmagasz się pół życia);

– Pan Jezus, który podnosi…

Przygotowanie bliższe

Powinno mieć miejsce tuż przed modlitwą. Czyli jeżeli modlisz się o 16:00 umawiasz się ze sobą samym na godzinę 15:45. Wówczas, Ignacy pisze tak:

„Na dwa lub trzy kroki od miejsca, w którym zamierzasz odprawić modlitwę staniesz na czas potrzebny na odmówienie Ojcze Nasz wzniesiesz umysł do góry i nad tym się zastanowisz, że Bóg nasz Pan na ciebie spogląda i uczynisz akt uszanowania albo upokorzenia”.

Medytacja ignacjańska

Czyli, jeżeli się modlisz w pokoju, stajesz 3 kroki przed wejściem do pokoju – ale dosłownie – stoisz i obserwujesz miejsce, w którym będziesz się modlić. Ustawiasz swój umysł na spotkanie z Panem.

Ignacy strasznie dużo wagi przykłada do rzeczy praktycznych, np. jeżeli rozpoczniesz modlitwę na kolanach to niech cię Pan Bóg broni, żebyś do końca tej modlitwy zmienił pozycję. Jeżeli rozpocząłeś modlitwę na kolanach, to módl się do końca na kolanach. Jak rozpocząłeś stojąc – módl się stojąc. Jak rozpocząłeś siedząc, skończ siedząc. Jedyną pozycją, której zabrania jest leżenie – poza leżeniem krzyżem. Jeżeli tak się zdarzy, że odprawiłeś medytację na kolanach i ona przyniosła owoc, to kolejnego dnia znów odpraw ją na kolanach – to znaczy, że twoje kolana przyniosły ci pomoc. To może się wydawać śmieszne, ale Ignacy ma taką wizję człowieka, że modli się całym sobą. Jeżeli łaska przychodzi do osoby, która sobie siedzi to może Pan ma upodobanie w tym siedzącym człowieku. Więc bądź uważny na to, jak Pan Bóg przychodzi i bądź konsekwentny wobec swych wyborów.

Ignacy radzi też, aby miejsce, w którym się modlisz, nie było normalnym miejscem twego przebywania. Jeżeli nie możesz pójść do kościoła, wyjdź do drugiego pokoju. Jeżeli nie możesz zmienić miejsca, zmień pozycję ciała, w której normalnie się w tym miejscu znajdujesz. Zrób zewnętrznie wszystko tak, żeby ustawić siebie w odrębnej sytuacji. W przeciwnym razie wróci do ciebie to wszystko, co zazwyczaj się w tym miejscu dzieje, bo jesteś do tego przyzwyczajony. Wyrwij się z tego! Wytrąć się z przyzwyczajenia.

Następnie robisz znak krzyża i wzbudzasz akt strzelisty. Polega on na tym, że prosisz Pana, aby wszystko co będziesz robić, każda myśl, intencja, chęć, decyzja, podobały się Bogu.

Dochodzimy do rzeczy bardzo ciekawej (choć akurat mnie w tej modlitwie najbardziej odrzucającej) – OBRAZU. Stwórz w głowie obraz, czyli posadź się wyobraźnią w tej ewangelii, którą czytasz, używając wszystkich zmysłów. Jeżeli to jest czytanie o narodzeniu Jezusa, posadź się w stajni, zobacz krajobraz, wszystkie zwierzęta, usłysz odgłosy, poczuj zapachy, zobacz Józefa, Maryję, posłuchaj, o czym rozmawiają, wyobraź sobie ich emocje, ona się boi, on jeszcze bardziej. Usadź się w tej rzeczywistości.

Współcześni jezuici komentujący tę metodę, każą jeszcze bardziej szukać wrażeń – jeżeli ta ewangelia została namalowana przez Caravaggia czy innego malarza, popatrz na obraz. Jeśli istnieje utwór muzyczny, który ci odpowiada – posłuchaj go. Rusza cię film Gibsona – zobacz go. Musisz w wyobraźni stworzyć pewien obraz.

Medytacja ignacjańska

Ignacy wyjaśnia to tak:

Punkt 1. Wzrokiem wyobraźni widzieć osoby, rozmyślać o nich i kontemplować po kolei w jakiej znajdują się sytuacji – starać się z tego widzenia osiągnąć jakąś korzyść.

Punkt 2. Słuchem wyobraźni słuchać, co te osoby mówią lub mogły mówić i podczas tej refleksji również wyciągnąć wnioski dla siebie.

Punkt 3. Węchem i smakiem wyobraźni czuć i smakować nieskończoną słodycz i czułość bóstwa, duszy i jej cnót; z tego wszystkiego odpowiednio do osoby, na którą się w kontemplacji spogląda, podczas takiej samej refleksji szukać pożytku z tego.

Punkt 4. Dotykiem [wyobraźni] dotykać, obejmować i całować miejsca, po których te osoby chodzą lub siadają. Zawsze dbać o wyprowadzenie z tego jakiejś korzyści.

Należy zauważyć, że podczas medytacji używa się słuchu, dotyku, węchu, uruchamia wszystkie dostępne sobie narzędzia, żeby się znaleźć w opisywanej sytuacji.

Czemu to służy? Kiedy zaczniesz już się modlić, zdarzy się, że się zdekoncentrujesz, odfruniesz. Wszyscy to znamy. Tym, co ma cię przywrócić, jest ten obraz – im wyraźniej go stworzysz, tym będzie łatwiej.

To jest bardzo ciekawe, bo… stoi w absolutnej sprzeczności z teorią karmelitańską. Dla świętej Teresy istnieją dwa najwięksi wrogowie modlitwy: wyobraźnia i pamięć.

Ignacy to wie, ale mówi, że trzeba z wrogiem wejść w układ. Nie zepchnąć i udawać, że go nie ma, ale zaprząc do tego, co zamierzamy zrobić: zaprzyjaźnić się z wyobraźnią, dobrze ją wyregulować. Święta Teresa powiedziałby mu, że jest głupi i się nie umie modlić. Ale to nie ważne, bo to inna szkoła modlitwy i każdy sam musi znaleźć i wybrać sobie taką drogę duchowości, która mu odpowiada, na której wyobraźnia nie będzie go zwodzić.

Ostatni punkt przygotowania do modlitwy (bo zauważcie, ciągle się jeszcze nie modlimy) – pomódl się o to, o co będziesz się modlić. Przypomnij sobie wybrane dzień wcześniej puncta i poproś Jezusa o dobry skutek tej modlitwy. Pokaż Panu, czego chcesz. Masz ewangelię o zmartwychwstaniu – poproś byś mógł uczestniczyć w radości z tego zmartwychwstania. Niech Pan sprawi, abyś mógł się ucieszyć. Powiedz Mu: „Zrób to i to”.

Modlitwa właściwa – medytacje

Tutaj (na szczęście) zaczynają się schody i Ignacy nie ma gotowych wyznaczników. Gdyby rozpisał w punktach krok po kroku co trzeba zrobić, przestraszyłbym się takiej modlitwy. Bo to jest moment, w którym przygotowawszy konkretny grunt, tracimy kontrolę i trzeba oddać inicjatywę Panu Bogu. Masz punkty, więc wiesz jaką masz iść drogą, ale one przestają być jasną regułą. Bierz punkt pierwszy i się nim zajmij.

Przykład: Pochylenie – gdzie są u ciebie te momenty, w jaki sposób zidentyfikowałbyś się z tą kobietą. Pamiętaj, że cały czas wyobraźnią jesteś w tej ewangelii – cały czas masz Pana Jezusa przed oczami.

Ignacy mówi – czekaj, co się stanie. Ale to nie czekanie na cud, tylko robota intelektualna, rozważanie, próba zobaczenia siebie. Jeśli to zrobisz i nie dzieje się nic nadzwyczajnego, idziesz do punktu drugiego. Wykonaj to, co sobie zaplanowałeś. Ale jeśli w tym pierwszym punkcie Pan odpowie, odkryje nowe rzeczy przed tobą, zobaczysz Jego działanie – zostaw pozostałe punkty. Bądź w gotowości i wolności przed Panem. Punkty są tu pewnym narzędziem, a nie sztywną rozpiską na 6 i pół minuty każdy. Identycznie – jeśli pierwszego dnia pochłonie cię Ewangelia, zostaw tematy rozważań na kolejne dni – zostań tylko w tym pierwszym temacie. Nawet przez tydzień. Nawet przez rok. Możesz się jedną ewangelią do końca życia modlić. Tylko bądź otwarty na to, co Pan będzie ci pokazywał.

Medytacja ignacjańska

Jedyne, co ważne, to ustalony czas medytacji – pół godziny lub 45 minut. Zdecyduj. Ale jak podjąłeś decyzję, nie skracaj go i nie wydłużaj. Każda pokusa skrócenia i każda pokusa wydłużenia modlitwy jest od złego. Porządek. Jeśli Pan Bóg będzie chciał to wróci do tych spraw na następnej medytacji. Wieczorem możesz zrobić sobie medytację powtórkową. Znowu po kolei – od pierwszego do ostatniego punktu.

Następnie musisz zrobić jeszcze jedną ważną rzecz: odbyć rozmowę z Panem Bogiem. Rozmowa odbywa się właściwie, jeżeli się mówi jak przyjaciel do przyjaciela lub ewentualnie – jak sługa do Pana. Prosząc o łaskę, obwiniając się ze zła czy prosząc o radę.

Na koniec – pisze Ignacy – odmów Ojcze nasz.

Ignacy był żołnierzem, on jest zawsze taki uporządkowany.

Refleksja

„Po zakończeniu ćwiczenia przez kwadrans będę albo siedział, albo chodził i zastanawiał się, jak mi się powiodło w kontemplacji lub rozmyślaniu. Jeżeli źle, pomyślę, co było tego przyczyną, i jeżeli ją odnajdę, wyrażę żal, żebym się mógł w przyszłości poprawić. Jeżeli zaś dobrze, podziękuję Bogu, Panu naszemu i następnym razem będę postępował podobnie”.

To są bardzo mądre i proste rady. Skończyłeś się modlić? Nie idź od razu do życia. Nie wyszła ci medytacja? Znajdź przyczynę. Może zawaliłeś w przygotowaniu, może źle zrobiłeś puncta, może nie walczyłeś. Przeproś za to. Poszło dobrze? Podziękuj Mu.

Konferencję spisała Dorota Paciorek

Polecamy również:


"Lectio Divina" – o. Adam Szustak


Więcej konferencji wygłoszonych przez o. Adama Szustaka jest dostępnych na stronie:


Langusta na palmie


Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >