Nasze projekty

Modlitwa karmelitańska

Zmysłowa i banalna, ale jednocześnie – najbardziej ekstremalna „szkoła jazdy”. Ustępujesz w niej miejsca Bogu, oddajesz Mu wszystko i negujesz swoje pomysły. Masz się uczepić tylko jednego - wezwania „Pragnę Cię”. A właściwie… i tego Ci nie wolno.

Reklama

Artykuł powstał w oparciu o fragmenty konferencji wygłoszonej przez Adama Szustaka OP w Dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim „Beczka” w Krakowie.

Teoria modlitwy karmelitańskiej (nazwijmy ją skrótowo „Twierdzą duchową”), tworzy pewien obraz świętej Teresy, który można łatwo zbanalizować. Ale taki nie jest. W swej głębi ukazuje się jako przemądry, przepiękny i przeprawdziwy.

 

Reklama
Reklama

Ojciec Joachim Badeni często opowiadał taką anegdotę: przyszła do niego pewna pani zaangażowana w drogę duchową w zakonie karmelitańskim i mówi, że jest już w czwartej komnacie i nie wie jak przejść do piątej. Wtedy Joachim, któremu droga karmelitańska była zupełnie obca, spojrzał na nią i mówi: „A po coś tam głupia wchodziła?”

 

Tak naprawdę, metoda modlitwy karmelitańskiej jest nieco inną odsłoną  lectio divina , ale z nałożeniem pomysłu wypracowanego w swojej szczytowej formie przez Teresę Wielką i Jana od Krzyża – w tym samym czasie, w przedziwnym połączeniu.

Reklama
Reklama

 

Przygotowanie do modlitwy jest identyczne, jak w lectio divina, czyli naszym źródłem jest Pismo Święte, z którego znanymi z lectio metodami wybieramy odpowiedni fragment.

Modlitwa Karmelitańska
Św. Teresa Wielka

I. Ożywienie wrażliwości duchowej

Reklama

 

W duchowości karmelitańskiej modlitwa jest jedynym celem życiowym. Nie środkiem, drogą do głoszenia czy metodą poznania dogmatów, ale sama w sobie jest celem. W Karmelu ludzie są w zakonie dlatego, żeby całe ich życie stało się modlitwą.

 

Więc to, co oni nazywają „ożywieniem wrażliwości duchowej” jest związane z całym życiem – tak ułożonym, że odkąd się obudzisz, wszystko zmierza do czasu, w którym będziesz się modlić, a kiedy wieczorem skończyłeś się modlić, to tylko po to, abyś mógł usnąć i następnego poranka znów wstać do modlitwy. Modlitwa przestaje być jedynie wycinkiem rzeczywistości, czasem wyłączonym dla Boga, ale wszystko ku Niemu podąża. Wszystko jest równoległym czasem modlitwy – trochę jak hezychazmie – bez względu na to, co robisz, czym się zajmujesz – jest to modlitwą. W przeciwieństwie jednak do hezychazmu modlitwa karmelitańska ma pewien punkt kulminacyjny. Modlitwa Jezusowa trwa 24h na dobę, gdzie nie ma lepszych i gorszych momentów modlitwy, ale gdzie trwa się nieustannie w takim modlitewnym ciągu. Natomiast w Karmelu jest punkt centralny, kulminacja, do której ta modlitwa przygotowuje, po czym wszystko wraca do życia i znów kieruje człowieka do kolejnej modlitwy.

 

Rysem charakterystyczny całej duchowości świętej Teresy z Avila jest postawienie siebie w obecności Chrystusa – ale w sensie dosłownym. Teresa w swoich pismach nieustannie odwołuje się do obrazu Pana Jezusa – realnego wyobrażenia cielesności, cech Boga wcielonego, który jest człowiekiem.

 

Żeby nie być gołosłowny, przytoczę Teresę, która tak pisze do swoich sióstr:

 

Niech dusza stanie w obecności Chrystusa, jakby Go na oczy widziała i niech trzyma się ustawicznie Jego towarzystwa. O, siostry niezdolne długo rozważać ani trzymać myśli bez ciągłych roztargnień – nie żądam od was wielkich o Nim rozmyślań o istocie Boga, ani natężonej pracy rozumu, ani zdobywania się na piękne myśli i uczucia. Żądam tylko, byście na Niego patrzyły! Nawyknijcie do patrzenia!” (Życie).

Króciutki fragmencik, ale doskonale pokazuje o co chodzi Teresie. Teresa nie staje wobec idei, wobec Boga Niepoznawalnego, wobec Boga Niedosiężnego – ale Boga na wyciągnięcie ręki. Taki jest tylko Chrystus.

 

Dlatego Teresa zawsze odwołuje się do Chrystusa. Nie dlatego, że neguje Ojca czy neguje Ducha Świętego, ale dla niej Chrystus przez Swoje wcielenie jest jedyną drogą, aby być z Ojcem i z Duchem.

 

Więc kiedy zaczynasz się modlić, stań w towarzystwie Tego, którego nie widzisz, a o którym wiesz, że istnieje. Z określoną twarzą, spojrzeniem, dotykiem.

 

Dopiero wtedy możesz rozpocząć czytanie, które podzielone jest na 3 etapy, oddzielone od siebie modlitwą do Ducha Świętego:

 

– czytanie panoramiczne – na tekst, który czytasz, spoglądasz z góry. Widzisz je w całości, umieszczasz je w Piśmie Świętym, w wydarzeniu przed i w wydarzeniu po. Zrób sobie taką panoramkę.

 

Chwilka przerwy. „Duchu Święty przyjdź”.

 

-czytanie ogrodnicze – schodzisz z tej góry tak jak ogrodnik schodzi do ogrodu. Chcesz się przyjrzeć poszczególnym drzewom, kwiatom, sprawdzasz każdy owoc, czy nie jest robaczywy. Od panoramy do szczegółu.

Zauważcie, że cała duchowość karmelitańska jest bardzo zmysłowa. Teresa mówi: pożeraj tekst wzrokiem, uczep się kształtu tych liter, usłysz swój własny głos, dotykaj książki.

 

Chwilka przerwy. „Duchu Święty, tylko Ty masz klucze, aby otworzyć księgę – przyjdź!”

 

czytanie trzecie, czyli pisanie tekstu w myśli. Będąc w tym ogrodzie – patrzysz poza ogród. Widzisz jabłko – myślisz, kto je zje. Kojarzysz inne fragmenty z Pisma Świętego z tym tekstem, wszystkich związków z wybranym słowem. Ale uwaga! Nie idź w te skojarzenia, tylko je zauważ. Zobacz, że jest takie powiązanie.

 

Pomódl się do Ducha Świętego.

fot. Peter Jurik
Ekstaza św Teresy, kościół Santa Maria della Vittoria w Rzymie

II. Studium lub rozważanie

 

Ten etap przesądza o tym, że nie każdy odnajduje się w tej metodzie. Kluczem do rozważania jest tu „dziecinna pokora”. Studium tekstu polega na – przepraszam za sformułowanie – absolutnym debilizmie. Nie chcę tu tego dewaluować, tylko chcę żebyście to dobrze zrozumieli.

 

Teresa mówi tak – w tym studiowaniu nie chodzi o to, aby wymyślić fajny komentarz do tekstu czy wyciągnąć jakąś mądrą ideę. Poczytaj tekst tak, aby sam odpowiedział ci, jaki jest.

 

Przykład: Przypowieść o synu marnotrawnym.

 

„Wybrał się więc młodszy syn i poszedł do swego ojca. A gdy był jeszcze daleko zobaczył go jego ojciec i wzruszył się głęboko. Wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”.

 

Zadajemy pytanie do pierwszego zdania: Kto się wybrał i kto poszedł do swojego ojca? Odpowiedź: Młodszy syn. Co zrobił młodszy syn? Wybrał się i poszedł do swojego ojca. W jakim celu młodszy syn wybrał się w drogę? Po to by pójść do swego ojca. Dokąd poszedł młodszy syn? Do swego ojca. Do czyjego ojca wybrał się i poszedł młodszy syn? Odpowiedź: do swego ojca.

 

Mamy pierwsze zdanie.

Drugie.

Kto go ujrzał, gdy był jeszcze daleko? Jego ojciec. Czyj ojciec go ujrzał, gdy był jeszcze daleko? Jego. Co zrobił? Wzruszył się. Jak? Głęboko. Co zrobił, gdy wzruszył się głęboko? Wybiegł. Gdzie wybiegł? Naprzeciw syna. Co zrobił ojciec, gdy wybiegł naprzeciw syna? Rzucił mu się na szyję. Na co się mu rzucił ojciec? Na szyję. Co zrobił, gdy rzucił mu się na szyję? Ucałował go. Ucałował syna.

Wiem jak to brzmi, ale w porządku modlitewnym, kiedy prosimy Boga, by nam powiedział, jaki jest, możemy się przekonać, że to działa. Mamy zdanie „wzruszył się głęboko”, które nas nie dotyka, bo znamy je i słyszeliśmy z 15,000 razy. Więc Teresa mówi – pytaj się o rzeczy oczywiste. Kto się wzruszył? Ojciec. Jak się wzruszył? Głęboko. Względem kogo? Syna. Jak pozostaniesz w takim cichym trwaniu – gwarantuję – otworzą się rzeczy, które są zaklepane i zrozumiesz, co to znaczy, że Ojciec wzruszył się głęboko. Że zobaczywszy syna, wybiega rzucić mu się na szyję, choć jeszcze nie wie, bo syn się przecież do niego nie zdążył odezwać, z jakim zamiarem syn wraca – czy po to, aby pożyczyć trochę kasy, czy po to, aby znów go okraść czy skrzywdzić. Nie wie, jakie syn ma intencje. My już wiemy, że będzie happy end.

 

Ale Teresa mówi: przestań wiedzieć. Bądź jak dziecko, które po raz setny słyszy bajkę i do znudzenia pyta: A co to był za wilk? A skąd on się wziął?

Modlitwa Karmelitańska
Św. Jan od Krzyża

III. Medytacja

 

Wybierz to, co cię najbardziej uderzyło na wcześniejszym etapie pytań i odpowiedzi. Mnie kiedyś zaskoczyło najbardziej „rzucił mu się na szyję” – wobec tej niewiedzy ojca, dlaczego syn przychodzi. Uczep się tego, co cię dotyka i zostaw całą resztę. Zajmij się tylko tym obrazem. Zacznij to powtarzać. Odczuwać, wąchać, patrzeć. Nie tak jak wcześniej, kiedy tylko pobudzaliśmy zmysły. Poczuj ciężar ojca uwieszonego na szyi syna. Poczuj jego skrępowanie. Stary człowiek wisi na szyi, a syn nie wie, co zrobić, nie wie, jak się zachować. Wyobraź sobie zapach starego człowieka i zapach tych świń, z którymi mieszkał syn marnotrawny. Uruchom cały obraz. I znajdź się w nim. Jeżeli kojarzysz ten fragment z wydarzeniem w twoim życiu, bo też rzuciłeś się komuś na szyję i uczepiłeś się go jak rzep psiego ogona, to zajmij się tym skojarzeniem.

IV. Modlitwa wewnętrzna serca

 

Masz skojarzenie? Zacznij się modlić tym obrazem.

Św. Teresa mówi:

Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim, nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i nieustannym wylewaniem przed Nim swoich uczuć.”

 

W tym, w czym się znajdziesz, nie twórz dogmatu o tym, że Bóg cię kocha. Wejdź w obraz ojca uczepionego na szyi syna i powiedz Bogu, co czujesz w tym obrazie. Co cię cieszy, smuci, czego nie rozumiesz.

To jest ciekawe, bo Teresa w tym fragmencie robi przy okazji taki pstryczek dominikanom:

„Zupełnie inaczej niż w tradycji dominikańskiej, które prowadzi do rozumowego poznania Boga, nasze poznanie Boga jest poznaniem sercem.”

 

Dokładnie o to chodzi. Ona nie chce zrozumieć prawdy o Bogu. Ona chce przed Nim wylać siebie, pokazać Bogu wszystko co jest w jej sercu, dać Mu dostęp do tego wszystkiego, co się w niej dzieje w związku z tym słowem.

 

„Dusza może stawiać siebie w obecności Chrystusa, jakby go widziała na oczy i przyuczać się powoli do coraz gorętszego rozmiłowania się w świętym Człowieczeństwie Jego, i trzymać się ustawicznie towarzystwa Jego; ciągle z Nim rozmawiać i prosić Go o pomoc w potrzebach swoich i skarżyć się Jemu w utrapieniach swoich, i cieszyć się z Nim w pociechach swoich, by snadź dla tych pociech o Nim nie zapomniała: a w tych swoich rozmowach niech się nie wysila na sztucznie ułożone modlitwy, ale w prostych słowach niech Mu mówi, co czuje, czego pragnie, czego potrzebuje. Jest to doskonały sposób do wysokiego w krótkim czasie postępu, i kto usilnie stara się o to, aby zawsze pozostawał w tym najdroższym towarzystwie, korzystał z niego ile zdoła i naprawdę umiłował tego Pana, któremu tyle zawdzięczamy, ten, zdaniem moim, daleko już postąpił” (Życie 12, 2).

V. Kontemplacja

 

Kiedy dusza już się wylała, inicjatywę przejmuje Bóg. Czyli krótko mówiąc, dusza ma się zamknąć. Powiedziała, co wiedziała, wylała swoje emocje, uruchomiła uczucia, zawęziła obrazy – a teraz koniec. Czeka, co na to Bóg.

 

Św. Jan od Krzyża tłumaczy to tak:

Jak zatrzymują się i ustają nogi po ukończeniu drogi – tak i twoja dusza winna spocząć i otworzyć się na przyjmowanie darów Bożych: miłości, pokoju, światła, umocnienia. (DK II 12, 6).

 

Ucz się trwać przy Bogu z uwagą i skupieniem miłosnym w owym spokoju, nie dbając o wyobraźnię i jej działanie… Jeśli zaś coś działasz, nie czyń tego z wysiłkiem ani przez wytężone rozważanie, lecz ze słodyczą miłości, więcej pozwalając Bogu, by cię poruszył, ale ty sam się nie poruszaj” (por. DK II 12, 8).

 

Zauważcie, że przez całą tę metodę dusza prowadzona jest od ogółu do coraz większego skupienia, a gdy to wreszcie następuje – mówi święta Teresa i święty Jan od Krzyża – stop. Ciebie nie ma. Przestajesz działać. Po prostu trwasz.

Modlitwa Karmelitańska
Św. Jan od Krzyża

Powinieneś nauczyć się trwać w miłosnej uwadze na Boga, z całkowitym spokojem umysłu, choćby ci się zdawało, że nic nie czynisz. Wtedy to w krótkim czasie przeniknie twą duszę boskie odpocznienie, którego nie będziesz doznawał. Unikaj więc niepotrzebnych słów, wyobrażeń i rozmyślań. Nie niepokój duszy i nie wyrywaj jej z zadowolenia i pokoju ku temu, co budzi jej niechęć i odrazę. Pamiętaj, że wiele czynisz, jeśli uspokajasz swą duszę i utrzymujesz ją w odpocznieniu bez jakiegokolwiek działania i pożądania czegokolwiek, nawet najświętszych rzeczy” (Ps 45,11; por. DK II 15,5).

 

„Sam Bóg działa i mówi skrycie do duszy samotnej i milczącej. Po dojściu do tego cichego skupienia, do którego każda dusza zmierza, należy w nim pozostać. Głównym działającym, prowadzącym i pobudzającym cię do kroczenia w tym kierunku jest Duch Święty. Gdy więc On namaszcza cię łaską kontemplacji, kieruj się do coraz większej samotności, uciszenia i wolności od siebie. Chociaż ty nic wówczas nie czynisz, a przynajmniej coraz mniej, to wiedz, iż Bóg coraz bardziej w tobie działa. Staraj się wówczas wyrzekać wszystkiego, a pragnąć tylko Jego samego. Ucisz, karć i opanuj wszelkie pożądania smaku i radości, czy to z darów cielesnych, zmysłowych czy duchowych. Coraz bardziej pogrążaj się w całkowitym ubóstwie ducha” (por. ŻPM III 44-53).

 

Zdarza się czasem, że dusza widząc, że nic nie robi, stara się coś czynić i w ten sposób rozprasza się, napełnia oschłością i niesmakiem, podczas gdy poprzednio kosztowała słodyczy i pokoju, i ciszy duchowej, jaką Bóg napełniał ją skrycie. I zdarza się czasem, że Bóg usiłuje utrzymać ją w tym cichym odpocznieniu; ona zaś usiłuje z pomocą wyobraźni i rozumu działać sama i wtedy jest jak dziecko, które, gdy matka chce je wziąć w ramiona, krzyczy, upiera się iść samo, a w rezultacie ani samo nie idzie, ani matce iść nie pozwala… Dusza będąca w tym odpocznieniu powinna wiedzieć, że chociaż nie czuje, iż idzie naprzód i robi postęp, postępuje jednak dużo szybciej niż gdyby szła o własnych siłach, bo sam Bóg unosi ją w swych ramionach. Mimo, że idzie naprzód krokami Bożymi, tych kroków nie odczuwa” (ŻPM III 66).

To jest najwyższa szkoła jazdy. Ustępujesz Bogu miejsca, oddajesz Mu wszystko. Negujesz swoje pomysły. Masz się uczepić jednego: „Pragnę Cię” – a nawet tego „pragnę Cię” nie wolno ci się uczepić.

 

Święty Jan od Krzyża jest uznawany za największego harcownika jeśli chodzi o modlitwę. Za mistrza świata w ogołacaniu duszy, aby spotkać Boga. Doktor Kościoła, którego teksty jeśli chodzi o modlitwę są wprost niewiarygodne.

 

Na końcu drogi Jana od Krzyża serwuje nam taki mały przypis. Kiedy dusza wchodzi w stan kontemplacji ma się strzec trzech ślepców:

– szatana;

– samego siebie;

– kierownika duchowego – to mówi święty Jan od Krzyża, który wcześniej przez dwie swoje księgi tłucze, że bez kierownika duchowego nie da się żyć.

Kiedy oddajesz Bogu inicjatywę, liczy się tylko On. Nikogo innego, złego, dobrego czy jak w przypadku kierownika, zasadniczo dobrego – nie możesz słuchać. Czysta kontemplacja.

 

Ten etap, we wszystkich metodach lectio divina, zarówno na drodze duchowości karmelitańskiej czy w medytacji ignacjańskiej, dla Ojców Pustyni i zakonników w habitach każdej maści – jest dokładnie taki sam. Każdy ma inne zabawki, ale wszyscy spotykają się w tym samym miejscu, stwierdzając zgodnie, że wobec Boga wszystkie nasze zabawki są zwyczajnie bez sensu. I to jest coś, co uwiarygadnia te rozmaite metody.

 

Na końcu swojego dzieła „Twierdza duchowa” święta Teresa stwarza zupełnie nowy rodzaj myślenia o modlitwie. Jej pokora polega na tym, że tworząc własną drogę, nie neguje innych. Pisze:

 

„Nie jest zamiarem ani myślą moją, by co tu powiem, tak było trafnie wyrażone, iżby miało służyć za nieomylne prawidło. Podobne roszczenie w rzeczach trudnych byłoby absolutnie niedorzeczne. Różne w tym życiu duchowym i dążeniu do doskonałości są drogi. Może więc o której z nich zdołam coś powiedzieć, co by trafiło do przekonania i odpowiadało potrzebie tych, które to czytać będą. Które by zaś, nie będąc na tej drodze, tego, co powiem, nie zrozumiały, będzie to właśnie dowód, że ich droga jest znacznie lepsza.”

 

Ona doskonale wie, że nie ma czegoś takiego jak idealny pomysł na modlitwę

 

Konferencję spisała Dorota Paciorek

Więcej konferencji wygłoszonych przez o. Adama Szustaka jest dostępnych na stronie:

 


Langusta na palmie


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę