W objęciach fotoradaru

Przekaz jest jasny: zapłać 100 złotych więcej i nie przejmuj się punktami karnymi. Ważne, żeby zrealizować plan przychodów budżetu państwa.

Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Otrzymałem niedawno przesyłkę z Inspekcji Transportu Drogowego. Podobno zdarzyło mi się przekroczyć dozwoloną prędkość, co zanotował czujny fotoradar. Podobno. Nie byłem (i nie jestem) w stanie tego zweryfikować, bo ku mojemu zdziwieniu przesyłka nie zawierała, jak to się przyjęło, zdjęcia. Jak mi (zresztą fałszywie) objaśniono – ze względu na obowiązujący stan prawny, zdjęcie dokumentujące moje ewentualne wykroczenie może zostać mi okazane dopiero podczas rozprawy sądowej. 400 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. W Warszawie.

Stróże prawa z ITD są jednak na tyle łaskawi, że dają mi wybór. Dopuszczają możliwość, że nie będę sobie w stanie przypomnieć kto kilka tygodni temu w wiosce, której nazwa nic mi nie mówi, przekroczył moim samochodem dozwoloną prędkość.

Jeśli nie będę w stanie wskazać kto kierował – zostanę ukarany mandatem karnym opiewającym na kwotę o 100 złotych większą, za to, nie otrzymam w takim wariancie punktów karnych.

Trzykrotne powtórzenie tej informacji w pouczeniu, pogrubioną i podkreśloną czcionką, nie pozostawia złudzeń, że taki jest postulowany dalszy bieg wypadków.

Dlaczego Inspekcja Transportu Drogowego nie udostępnia zdjęć z fotoradarów? Ministerstwo Transportu w oficjalnym piśmie tłumaczy to w sposób zaiste kuriozalny: przesyłanie fotografii "z automatu" byłoby sprzeczne z interesami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Kierowca otrzymywał na przykład zdjęcie, na którym sfotografowane były dwa samochody i odmawiał przyjęcia mandatu. W normalnym, demokratycznym państwie prawa do interesów organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości należy karanie winnych i tylko winnych. W razie wątpliwości, kto popełnił wykroczenie, nie kara się nikogo. Ale my żyjemy w Polsce.

W Polsce organy ścigania i wymiar sprawiedliwości mają niestety inne interesy. Budżetowe.

Minister Rostowski zaplanował w 2013 roku półtora miliarda złotych wpływów z samych mandatów. To cel, zadanie do realizacji przez Inspekcję Transportu Drogowego. Nie chodzi o poprawę bezpieczeństwa czy o wykluczenie z ruchu piratów drogowych. Przekaz jest jasny: zapłać 100 złotych więcej i nie przejmuj się punktami karnymi. Ważne, żeby zrealizować plan przychodów budżetu państwa.

W objęciach fotoradaru

W odpowiedzi na tak bezczelną hipokryzję ze strony naszej władzy pojawiły się liczne inicjatywy obywatelskiego sprzeciwu, zazwyczaj nawołujące do włoskiego strajku polskich kierowców tj. jeżdżenia zgodnie z wszystkimi ograniczeniami. W ten sposób wszystkie fotoradary i wideorejestratory miałyby stać się zbędne.

Problem tylko w tym, DODAŁABYM że chcąc być zgodnym w 100% z przepisami w Polsce jeździć się nie da. Ograniczenia prędkości w naszym kraju bardzo często są po prostu absurdalne. Nie zapłacę. Niech mnie wsadzą do więzienia albo skażą na prace społeczne – zadeklarował Władysław Frasyniuk otrzymując kolejny mandat z fotoradaru za przekroczenie dozwolonej, kosmicznej prędkości 40 km/h na jednej z dwupasmowych wrocławskich ulic. Nierzadko wprowadzenie ograniczenia prędkości jest tylko alibi dla inercji, nieudolności i nieodpowiedzialności odpowiednich służb. Przykład z Gdańska: na wiadukcie jednej z najważniejszych tras wylotowych przez wiele lat obowiązywało ograniczenie prędkości do 30 km/h. Powód – brak energochłonnych barierek.

Łatwiej zmusić codziennie kilkadziesiąt tysięcy kierowców do zwalniania do prędkości wozu drabiniastego niż po prostu za kilkadziesiąt tysięcy złotych wymienić same barierki. A jaki był koszt zmarnowanego czasu osób dojeżdżających tamtędy codziennie do pracy?

Ograniczenie prędkości rozstrzyga zarazem kwestię odpowiedzialności w razie wypadku. Samochód nie spada z wiaduktu z powodu pamiętających Wolne Miasto Gdańsk barierek, a z powodu nie dochowania bezpiecznej prędkości. Proste? Przychodzi w tym miejscu do głowy rozwiązanie jeszcze genialniejsze w swojej rewolucyjnej prostocie – a dlaczego nie wprowadzić generalnego ograniczenia maksymalnej prędkości do 30 km/h na terenie całego kraju? Czy tak nie byłoby najbezpieczniej? Nie tak dawno pokonanie 350 kilometrowej trasy z Wrocławia do Warszawy przy jeździe zgodnie z wszystkimi ograniczeniami prędkości zajmowało ponad 8 godzin. Średnia prędkość – nieco ponad 40 km/h. Zbliżamy się do optimum dla kraju w środku Europy?

Moje państwo ze mnie kpi. Niewiarygodna inflacja znaków nie pozwala mi skupić się na tych, które są naprawdę ważne. Irracjonalne ograniczenia prędkości powodują, że nie traktuję poważnie nawet tych które są naprawdę potrzebne. Mrugnięcie okiem – zapłać sto złotych więcej i nie przejmuj się punktami karnymi uczą mnie cwaniactwa.

Dość tego. Czekam cierpliwie na wezwanie do sądu. Wezmę dzień wolny, pojadę na własny koszt do Warszawy. Nie będziecie ze mnie kpić. To ja was utrzymuję. 

PS. A na koniec, ponieważ jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów – tablica witająca przekraczających granicę naszego kraju i dla porównania Niemiec i Francji. A to Polska właśnie.

W objęciach fotoradaru


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jakub Kuza

Jakub Kuza

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jakub Kuza
Jakub
Kuza
zobacz artykuly tego autora >

Święty Antoni: poszuka dobrego męża/żony

Często myli się go ze św. Antonim Padewskim, który jest skutecznym świętym od poszukiwania rzeczy zagubionych, tymczasem św. Antoni, którego wspominamy 17 stycznia – nazywany Opatem, Pustelnikiem lub Wielkim – też jest dobry w poszukiwaniach: dobrego męża czy żony.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Prosta wiara młodych dziewczyn

Według wielu podań św. Antoni Wielki jest przede wszystkim patronem koszykarzy, dzwonników, pustelników, chorych i hodowców trzody chlewnej…. Zakres działalności poszerzyły mu kilkadziesiąt lat temu młode dziewczyny z górskiej wsi Merendschwand w Szwajcarii. Choć w ich parafii głównymi patronami są św. Wit i św. Mikołaj – którzy mają wystawione wytworne, pozłacane ołtarze – to dziewczyny upodobały sobie prosty obraz Pustelnika umieszczony w bocznej nawie i zaczęły przychodzić tu prosić o dobrych mężów. Skuteczność ich modlitwy rozsławiła miejsce i obraz. Kult żywo rozwija się tam po dziś dzień i nie tylko panny już proszą, młodzi mężczyźni też klękają i modlą się.

Pomysłowość szwajcarskich katolików częściej napawa mnie trwogą – choćby moda na asystentki pastoralne – ale ta odwaga stworzenia własnej tradycji wokół św. Antoniego Pustelnika jest godna reklamy. Lepszego pomysłu na ożywienie kultu trudno szukać. W Polsce św. Antoni Pustelnik jest wspominany zazwyczaj przez pasjonatów duchowości Ojców Pustyni. A Ci mieszkańcy uroczego zakątka Szwajcarii, być może nawet dobrze nie znają jego życiorysu i pism, opierają swoją wiarę na prostym wizerunku człowieka, który klęczy przed pustelnią i modli się z głową podniesioną do góry.

Święty Antoni: poszuka dobrego męża/żony

Burzliwe życie egipskiego mnicha

Święty Antoni urodził się około 251 roku w bogatej rodzinie chrześcijan koptyjskich w Egipcie. Kiedy miał 18-naście lat stracił rodziców. Jednego dnia poszedł do kościoła i usłyszał, jak ksiądz czyta fragment z Ewangelii św. Mateusza: „Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie”. Antoni potraktował te słowa na serio. Rozdał majątek, który otrzymał po rodzicach, rodzoną siostrę, którą się miał opiekować oddał do klasztoru, a sam poszedł pobierać nauki do miejscowego starca. Biografia dalej może lekko zniechęca, bo źródła podają, że zamknął się po tych naukach w grobie i tam toczył walkę z diabłem – to nie był jednak grób o jakim myślimy teraz, był wykuty w skale i przypominał grotę. Po jakimś czasie św. Antoni opuścił swoją kryjówkę i zamieszkał na pustyni Libijskiej. Z czasem zaczęli przychodzić do niego ludzie po radę. Trafność jego krótkich myśli była tak wielka, że z czasem zamieszkało w pobliżu jego pustelni około 6 000 ludzi, chcących żyć podobnie jak on i były to pierwsze wspólnoty monastyczne. Świętemu Antoniemu jednak bardziej zależało na przebywaniu w samotności i rozmyślaniu o Bogu, więc wędrował w głąb pustyni. Próbował oddalić się od ludzi, ale oni i tak przychodzili do niego ze swoimi problemami. Podobno nigdy nie zostawił nikogo bez rozmowy. Dzisiaj można przeczytać wiele jego rad i fragmenty krótkich dialogów, jakie prowadził z przybyszami. Kościół uznaje go za jednego z pierwszych mnichów i twórców życia monastycznego. W wielkiej historii zapisał się jako mędrzec, który w trudnej dla ówczesnego Kościoła sytuacji, opuścił swoją pustelnię i wspierał prześladowanych chrześcijan.

Złote myśli św. Antoniego Pustelnika:

Powiedział abba Antoni: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»”.

Pewien brat powiedział do abba Antoniego: „Módl się za mnie”. A starzec mu odrzekł: „Ani ja się nad tobą nie zlituję, ani Bóg, jeśli ty sam nie zdobędziesz się na gorliwą modlitwę”.

Pewien myśliwy, polujący na pustyni na dzikie zwierzęta zobaczył, jak abba Antoni żartuje z braćmi, i bardzo się zgorszył. Starzec więc, pragnąc go przekonać, że z braćmi trzeba postępować łagodnie, powiedział mu: „Załóż strzałę i napnij łuk” – a on tak zrobił. Starzec rzekł: „Napnij mocniej” – i on usłuchał. Starzec powtórzył: „Mocniej!” Myśliwy na to: „Jeśli napnę nad miarę, to mi łuk pęknie”. I rzekł mu starzec: „Tak jest i z pracą wewnętrzną.  Jeśli ją ponad miarę napniemy, bracia się szybko załamią. Trzeba więc z nimi postępować łagodnie”. Myśliwy, gdy to usłyszał, skruszył się i odszedł bardzo zbudowany postawą starca, a bracia, umocnieni, rozeszli się do siebie.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii "Święci".



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >