Fot. Salve NET/YouTube

S. Jolanta Glapka: Jeśli człowiek się nie zmienia – nie idzie do przodu. Jesteśmy wezwani do rozwoju

"Staram się tworzyć cały czas wspólnotę z ludźmi, z przyjaciółmi, z którymi założyłam fundację, ale też z ludźmi uzależnionymi czy potrzebującymi pomocy" - mówi s. Jolanta Glapka. W rozmowie z Katarzyną Supeł-Zaboklicką zdradza, jakie znaczenie dla osób w uzależnieniu odgrywa bycie we wspólnocie, oraz o czym marzyła jeszcze zanim założyła fundację.

Reklama

S. Jolanta Glapka jest prezesem fundacji „Pasja Życia”. Mimo różnych przeciwności losu, to z jej inicjatywy udało się wybudować centrum pomocy w Legionowie dla osób uzależnionych. Zanim wstąpiła do zakonu, pracowała z Matką Teresą w Indiach, a także jako psycholog w Polsce. Obecnie swoje powołanie do życia konsekrowanego łączy z zawodem.

Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Siostra wielokrotnie stawała pod ścianą i słyszała: „Nie. To się nie uda”, ale jakoś tak wszystko wychodziło…

S. Jolanta Glapka: A to dlatego, że Pan Bóg zadziałał. I oczywiście mnie to schlebia, co pani mówi, ale myślę, że to tylko dlatego wychodzi, że to jest Boża wola i Pan Bóg dotyka tej sprawy czy tego marzenia, tego celu i to On właściwie to czyni. I w tym sensie są rzeczy niemożliwe, które stają się możliwymi. Wszystko jest możliwe. 

Ile razy siostra w swoim życiu od ludzi usłyszała: „To się nie uda, to jest niemożliwe”?

Wiele razy przy budowie centrum młodzieżowego w Legionowie. Oczywiście, że się do tego nie nadaję, bo się nie nadaję. Tak naprawdę nie mam nic wspólnego z budową. Siostry wyrażały takie swoje zdanie. Na początku się denerwowałam, ale miały rację. Ja się do tego nie nadaję. Z zawodu nigdy nie miałam do czynienia z budownictwem. Dom stoi Bogu na chwałę i dlatego, że On to prowadził.

Reklama
Reklama

Dom, o którym siostra wspomina, to wyjątkowe miejsce. To nie tylko budynek, ale wspólnota, którą siostrze udało się także stworzyć. 

Staram się tworzyć cały czas wspólnotę z ludźmi, z przyjaciółmi, z którymi założyłam fundację, ale też z ludźmi uzależnionymi czy potrzebującymi pomocy. Mówimy o hostelu, który jest częścią domu w Legionowie, gdzie mieszkają ludzie uzależnieni po terapii. I to z nimi tworzymy wspólnotę, z nimi ustalamy styl życia. Od początku roku szkolnego do czerwca żyjemy jakimś planem. Mamy wspólną modlitwę, indywidualne programy rozwoju i tak to się toczy. 

Czy z ludźmi uzależnionymi można coś planować? 

To jest konieczne. Oni są po terapii. Oczywiście znają swoją chorobę, znają trochę siebie, znają swoje słabości, wiedzą, na czym polega nawrót tej choroby. W języku duchowości powiedzielibyśmy: na czym polega ta pokusa. To jest pokusa, nawrót, żeby się znowu napić, żeby wziąć narkotyki. I oni już wiedzą, jak się zachować w takich sytuacjach. I potem mają też wspólnotę, która jest takim wsparciem, są też indywidualne programy rozwoju. I to właśnie na tym polega. To trzeba planować. Żeby się rozwijać, trzeba mieć jakiś cel i ludzi, którzy to zweryfikują. Bez tego nie ma rozwoju, a bez rozwoju człowiek się cofa i nawrót choroby jest szybszy i bardzo prawdopodobny. Jeśli człowiek się nie zmienia, nie idzie do przodu. Mówimy o człowieku uzależnionym, ale także o każdym z nas. Jesteśmy wezwani do rozwoju. Więc plan jak najbardziej. Ważna jest też weryfikacja tego planu, która u nas odbywa się co miesiąc.

Czy siostra tak planowała swoje życie?

No, powiedzmy (śmiech). Jak teraz sobie myślę, to marzyłam o domu, o wspólnocie. Kiedyś, będąc w klubie wysokogórskim, poznałam takiego bardzo znanego chłopaka, który swoją karierę artystyczną stracił poprzez narkotyki i bardzo też bolał nad tym w jakimś sensie. Miałam do czynienia jeszcze na początku mojej pracy jako psycholog w poradni z ludźmi z trudnościami wychowawczymi i też uzależnionymi. To były początki narkomanii w Polsce. Teraz jest wiele ośrodków, wiele terapii. Tak więc jest jakaś linia, która powiedzmy, jak nić ciągnie się przez moje życie. 

Reklama
Reklama

Siostra mierzy wysoko, to spytam o góry właśnie.

Góry są wysokie i najpiękniejsze. 

Jaka jest historia górska? 

Miejscem mojego urodzenia jest Zakopane, gdzie bywałam co roku, krótko tam mieszkałam, ale później jakoś tak związałam się z nim bardziej. Moja ciocia, mama mojej siostry tam mieszkała, więc ja tam ciągle przyjeżdżałam. Zapragnąłem pewnego dnia wspinać się, nie tylko chodzić szlakami, bo już obeszłam Orlą Perć i podobne wycieczki, także na Słowacji. Dawniej można było zapisać się i z przewodnikiem wejść na Gerlach. Tak mnie to fascynowało, a później miałam to szczęście, że pani Wanda Rutkiewicz przyjęła mnie do Akademickiego Klubu Alpinistycznego we Wrocławiu. Później byłam w Klubie Sudeckim, bo po studiach wróciłam do Jeleniej Góry. To jest taki przeskok, bo Zakopane to takie moje miejsce w życiu. Wraz z rodziną, z moim tatą, który był wojskowym, przemieszczaliśmy się na ziemie zachodnie, więc ja później też wspinałam się w Karkonoszach. Tam mieliśmy chatkę i byłam członkiem Sudeckiego Klubu Wysokogórskiego.

Całość materiału w poniższym wideo:

Reklama
Salve NET/Youtube.com

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę