Nasze projekty
o. Leszek Gęsiak SJ

O ojcu Andrzeju Koprowskim słów kilka od serca

Był postacią wyjątkową. Ciekawy świata intelektualista, pożeracz książek, a przy tym człowiek o głębokim życiu wewnętrznym, przepełniony prawdziwą miłością do Kościoła. Taki był ojciec Andrzej Koprowski.

Reklama

Bardzo wymagający od siebie, twardy i zdecydowany, wydawało się, że niezniszczalny. A przy tym w jego twarzy odbijało się wewnętrzne dobro, którym zjednywał sobie przyjaciół i niezliczone tłumy znajomych. I jak mało kto rozumiał media, ich kolosalną rolę w kształtowaniu świadomości każdego korzystającego z nich człowieka. Jego odejście jest ogromną stratą dla nas jezuitów, dla polskich mediów, dla Kościoła.

Ikona telewizji

W jego twarzy odbijało się wewnętrzne dobro, którym zjednywał sobie przyjaciół i niezliczone tłumy znajomych

Ojca Andrzeja poznałem wiele lat temu, gdy był asystentem Generała Jezuitów. Przyjechał kiedyś do Kolegium jezuitów w Warszawie, gdzie wcześniej pełnił urząd Rektora. Był w tamtym gronie osobowością rozpoznawalną, błyskotliwą, pełną poczucia humoru. Tak się złożyło, że akurat usiadłem z nim przy stole w czasie obiadu, a on kwieciście opowiadał różne rzymskie anegdotki. W pewnym momencie mówi, że zadzwonił do niego Jan Paweł II. Zapytałem: to Papież sam do ojca zadzwonił? On widząc zaskoczenie w moich oczach, uśmiechnął się i odpowiedział: „No tak, Papież potrafi przecież sam sobie wybrać numer w telefonie”.

Z czasem poznawałem go coraz lepiej przy różnych okazjach w Krakowie, Warszawie, Brukseli, Rzymie. Kiedy powstawała w Telewizji Polskiej Redakcja Katolicka, został jej pierwszym dyrektorem i osobą odpowiedzialną za jej zorganizowanie. To między innymi dzięki jego pracy i koncepcji wytworzył się nowy sposób patrzenia przez media na Kościół. Z czasem sam o. Andrzej stał się ikoną telewizji. Wysoki i znakomicie prezentujący się przed kamerą mężczyzna, choć był przecież księdzem i zawsze występował publicznie ubrany w koloratkę, w swoim sposobie pojawiania się na wizji zupełnie nie przypominał stereotypowego duchownego.

Reklama
Reklama

Reklama
Reklama

Fascynujące były prowadzone przez niego transmisje kolejnych wizyt Jana Pawła II w Polsce, rozmowy z gośćmi, precyzyjnie przygotowane komentarze do każdego słowa i gestu Papieża. Ojciec Koprowski wskazywał dokładnie jakie jest przesłanie Ojca Świętego, komentował jego dokumenty, miał wielką umiejętność wiązania różnych wypowiedzi w jedną, logiczną całość. Wynikało to może stąd, że z czasów rzymskich znał Jana Pawła bardzo dobrze, a ten z kolei darzył go zawsze szczególną sympatią i konsultował w wielu sprawach. Intelektualizm o. Koprowskiego, elokwencja i ogromny talent medialny, były jego niezaprzeczalnymi atutami. Dzięki nim stał się telewizyjną marką samą w sobie.

Jak mało kto rozumiał media, ich kolosalną rolę w kształtowaniu świadomości każdego korzystającego z nich człowieka.

Jak mało kto rozumiał media

Przez kilka lat dane mi było pracować w Radiu Watykańskim, gdzie o. Koprowski był dyrektorem programowym. Tworzył wtedy znakomity i niezwykle skuteczny duet decyzyjny wraz z o. Federico Lombardim SJ, ówczesnym dyrektorem generalnym papieskiego radia i równocześnie szefem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Stanowili zgrany team, który miał ogromny wpływ na kształtowanie obrazu Kościoła dwóch pontyfikatów: Benedykta XVI i Franciszka. Radio, jako główna instytucja medialna Watykanu, było przecież głosem kolejnych papieży, skierowanym do całego świata.

Ojciec Andrzej spotykał się z szefami wszystkich sekcji Radia Watykańskiego na regularnych briefingach, omawiając zbliżające się wydarzenia watykańskie, podróże papieskie czy różnego rodzaju trudne sytuacje. Sekcja Polska, w której pracowałem, była dla niego ze zrozumiałych względów niezwykle ważna. Bardzo często i długo rozmawialiśmy o tym, jak wykorzystać wszystkie możliwe dostępne technologie i środki do przekazu do Polski papieskiego przesłania. Jako że sam miał niesamowity zmysł, intuicję i wyczucie zawiłych meandrów działania mediów, sugerował konkretne rozwiązania, które podpierał swą głęboką wiedzą socjologiczną i doświadczeniem. Leżało mu na sercu ukazywanie Polski i Kościoła w naszym kraju jako części rodziny europejskiej. Wpłynęła na to zapewne jego posługa w warszawskim oddziale Katolickiego Biura Informacji i Inicjatyw Europejskich OCIPE, którego przez kilka lat był dyrektorem.

Reklama
Bardzo wymagający od siebie, twardy i zdecydowany, wydawało się, że niezniszczalny.

Wydawał się być człowiekiem niezniszczalnym

Choroby próbowały pokonać go od wielu lat atakując jego organizm z różnych stron. On był jednak twardy, nieustępliwy, samowystarczalny. Zawsze odpowiadał, że wszystko jest w porządku, że „dziadek ma swoje problemy” i walczył zaciekle dalej. Mimo bólu, trudności z poruszaniem i wielu innych dolegliwości, w Rzymie zawsze punktualnie pojawiał się w pracy i przeglądał sterty czekających na niego dokumentów. Siły dodawała mu też duchowa lektura, zwłaszcza biblijne rozważania i komentarze o. Francesco Rossi de Gasperis, które wnikliwie studiował i tłumaczył na język polski. Był tymi tekstami zachwycony, dawały mu wewnętrzną siłę i poczucie bliskości Boga.

Z czasem zacząłem nabierać przekonania, że żadna choroba i dolegliwość nie są w stanie o. Koprowskiego pokonać. Wydawało się, że nie ustąpi nigdy. I gdyby nie covid, pewnie dzielnie walczyłby dalej. Dziś jest już u Pana, jest u swego Mistrza, któremu służył całym życiem posługując Kościołowi w tak wielu ważnych działach apostolskich i pełniąc odpowiedzialne funkcje. I mam nadzieję, że tak jak inspirował mnie, ucząc miłości i pasji do mediów, tak nadal będzie nas wspierał z Nieba w trudnych czasach, w których przyszło nam żyć.

o. Leszek Gęsiak SJ

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite