fot. Magdalena Korzekwa-Kaliszuk/facebook.com

„Nie zabiję mojego dziecka.” Poruszające świadectwo Joanny, która nie zgodziła się na aborcję

Pani Joanna oczekiwała swojego kolejnego dziecka, gdy usłyszała, że chłopiec może urodzić się chory. Lekarz od razu zaproponował aborcję. Nie zgodziła się. "Nie zabiję mojego dziecka. Przyjmuję to co mi Bóg zesłał. To mój krzyż. Dam radę. Co przeżyłam przez ten czas, to każda matka zrozumie" - relacjonuje. Po dodatkowych badaniach okazało się, że dziecko jest zdrowe.

Reklama

Był rok 1992 kiedy pani Joanna oczekiwała swojego kolejnego dziecka. Miała wówczas już 5-letnią córkę, a pół roku wcześniej poronił w dwunastym tygodniu. Niestety na jednej z wizyt kontrolnych lekarz stwierdza, że dziecko, które obecnie nosi pod sercem urodzi się chore.

W mojej głowie zaczyna szumieć, nic już do mnie nie dociera, zaczynam płakać tak jak ostatnio gdy mi mówił ,że nie donoszę poprzedniej ciąży. Wówczas przewidywania się potwierdziły – wyznaje pani Joanna w poruszającym świadectwie, opublikowanym przez Magdalenę Korzekwę-Kaliszuk, działaczkę pro-life.

„Nie zabiję mojego dziecka”

Lekarz kieruje kobietę na dodatkowe badania, które mają potwierdzić jego diagnozę lub ewentualnie ją wykluczyć. Dodatkowo informuje ją, że najbliższy termin jest dopiero za 10 dni, a to oznacza, że będzie już za późno na aborcję. Dlatego proponuje wykonać ją już teraz, nie czekając na wyniki. Pani Joanna nie zrobiła tego.

Reklama
Reklama

Nie zabiję mojego dziecka. Przyjmuję to co mi Bóg zesłał. To mój krzyż. Dam radę.
Co przeżyłam przez ten czas, to każda matka zrozumie.
Powoli akceptowałam to, co miało nastąpić. Bolała mnie reakcja męża i teściowej. Osoby wierzące, które nie widziały problemu by w takiej sytuacji zabić dziecko. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. Za mną przepłakane i przemodlone noce
– relacjonuje.

Badania, które zlecił jej lekarz i tak wykonała. Kilka dni później, około godziny 22 dostaje telefon. Dzwonił lekarz. „Pani decyzja była słuszna. Dziecko jest zdrowe” – powiedział.

Płakałam ze szczęścia (…). Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. Ja zdałam ten egzamin przed panem Bogiem. Wiele matek przegrywa, ulega presji, nie chce. Mam fajnego, zdrowego syna. Skończył studia. Jest nauczycielem. Byłby tak samo kochany gdyby okazało się ze jest chory – podkreśla Pani Joanna.

Reklama
Reklama

pa, Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, facebook.com/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę