Li Wenliang. “Poszukiwacz wiary”, który ostrzegł świat przed koronawirusem

Tego chińskiego okulistę poznał cały świat. To właśnie on jako pierwszy poinformował świat o tajemniczym wirusie, który dziesiątkuje miasto Wuhan. Bohater został nim śmiertelnie zarażony i zmarł 7 lutego. Przed śmiercią miał napisać duchowy testament, który zakończył słowami z 2 Listu św. Pawła do Tymoteusza.

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Li Wenliang. "Poszukiwacz wiary", który ostrzegł świat przed koronawirusem
Tego chińskiego okulistę poznał cały świat. To właśnie on jako pierwszy poinformował świat o tajemniczym wirusie, który dziesiątkuje miasto Wuhan. Bohater został nim śmiertelnie zarażony i zmarł 7 lutego. Przed śmiercią miał napisać duchowy testament, który zakończył słowami z 2 Listu św. Pawła do Tymoteusza.

Nie chcę być bohaterem, lecz tylko lekarzem, nie mogę patrzeć na tego nieznanego wirusa, który sprawia cierpienie mym rówieśnikom i tylu innym niewinnym osobom. Nawet jeśli umierają, zawsze patrzą mi w oczy z nadzieją na życie.

– miał napisać chiński lekarz chwilę przed swoją śmiercią. 

Doktor Li Wenliang po przebadaniu siedmiu pacjentów, był pewny, że ma do czynienia ze śmiertelnie groźnym wirusem podobnym do SARS, który wywołał epidemię w Chinach kilkanaście lat temu. 30 grudnia 2019 roku powiadomił o tym znajomych lekarzy, ostrzegając ich przed niebezpieczeństwem i zalecając noszenie odzieży ochronnej. Cztery dni później za swoje odkrycie został ukarany przez władze komunistyczne. Musiał on publicznie złożyć samokrytykę za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości i zakłócanie porządku publicznego.

Jak wiemy z różnych doniesień medialnych, Chiny przez długi czas ukrywały przed opinią publiczną fakt pojawienia się nowego wirusa. Cały świat dowiedział się o tym dopiero wtedy, gdy liczba zachorowań na koronawirusa w miejscowości Wuhan, a potem w całym Państwie Środka, zaczęła się wymykać spod kontroli. Milczenie władz doprowadziło więc do szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa na kolejne kraje, tworząc globalny stan pandemii, z którym mamy teraz do czynienia. 

Dopiero po tym, jak międzynarodowa opinia publiczna dowiedziała się o chińskiej epidemii, doktor Li Wenliang został oficjalnie zrehabilitowany. Podjął więc decyzję, by wrócić do szpitala. Miał też świadomość, że sam może paść ofiarą wirusa. I tak się stało. Został zainfekowany przez jedną ze swych pacjentek, ciężko zachorował i zmarł. Niosąc pomoc chorym pozostawił żonę będącą w ósmym miesiącu ciąży oraz małego synka.

 

Rysunek przedstawiający dr Li, który był szeroko kolportowany w Internecie jako sprzeciw wobec działań chińskiego rządu wobec ujawnienia prawdy o koronawirusie.

 

Duchowy testament bohatera

Tuż przed śmiercią chińskiego lekarza w sieci pojawił się tekst, który wielu ludzi uznało za jego duchowy testament. Treść była masowo kolportowana prze Internet i tłumaczona na wiele języków. Jeden z polskich przekładów brzmi następująco:

 

Nie chcę być bohaterem. Mam jeszcze moich rodziców, moje dzieci, moją ciężarną żonę, która niedługo będzie rodzić, i jest jeszcze wielu moich pacjentów na oddziale. Chociaż mojej uczciwości nie można zamienić na dobro innych, pomimo mojej straty i zamieszania, i tak powinienem kontynuować. Kto mi pozwolił wybrać ten kraj i tę rodzinę? Ileż mam skarg? Kiedy skończy się ta bitwa, spojrzę w niebo, ze łzami płynącymi jak deszcz.

Nie chcę być bohaterem, lecz tylko lekarzem, nie mogę patrzeć na tego nieznanego wirusa, który sprawia cierpienie mym rówieśnikom i tylu innym niewinnym osobom. Nawet jeśli umierają, zawsze patrzą mi w oczy z nadzieją na życie.

Kto kiedykolwiek przewidziałby, że umrę? Moja dusza jest w niebie, patrząc na to białe łóżko szpitalne, na którym spoczywa moje własne ciało, z tą samą znajomą twarzą. Gdzie są mój ojciec i moja matka? I moja droga żona, ta dziewczyna, o którą walczyłem do ostatniego tchu? Jest światło na niebie! Na końcu tego światła jest raj, o którym często ludzie mówią. Wolałbym nie odchodzić, wolałbym wrócić do mojego rodzinnego domu w Wuhan. Mam tam swój nowy dopiero co kupiony dom, za który muszę jeszcze co miesiąc płacić kredyt. Jak mógłbym zrezygnować? Jak mógłbym się poddać? Jakże to smutne musi być dla moich rodziców stracić syna?

Jak moja słodka żona, bez swojego męża, będzie potrafiła stawić czoła problemom przyszłości?

Już odszedłem. Widzę jak zabierają moje ciało, jak wkładają je do torby, w której spoczywa wielu moich rodaków. Odeszli jak ja, wrzuceni w środek ognia, o świcie.

Do zobaczenia, moi drodzy. Z Bogiem, Wuhan, moje rodzinne miasto. Mam nadzieję, że po tej katastrofie przypomnisz sobie, że ktoś próbował powiadomić cię o prawdzie jak najwcześniej było to możliwe. Mam nadzieję, że po tej katastrofie nauczysz się, co znaczy być prawym. Już nigdy więcej odważne osoby nie powinny cierpieć ze strachu bez końca i z głębokiego i beznadziejnego smutku.

„Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem, a teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości” (2 Tm 4,7; Pismo Święte)”.

Li Wenliang

 

 

 

Kontrowersje związane z autorstwem tekstu

Katolicki portal informacyjny działający na terenie Azji “AsiaNews” przedstawił wątpliwości, co do prawdziwości owego “testamentu” dr Li. Według informatorów portalu lekarz nie był chrześcijaninem, chociaż dołączył do grup dyskusyjnych tworzonych przez chińskich protestantów. Żaden lokalny pastor ani proboszcz nie potwierdził również, aby nasz bohater został ochrzczony. Z kolei chińska gazeta redagowana przez tamtejszych protestantów, “China Christian Daily”, opublikowała 12 lutego artykuł, który opisuje, jak Li Wenliang „stał się” chrześcijaninem.

Po wywołanym zamieszaniu oraz kontrowersjach związanych z prawdziwością przesłania doktora oraz jego związku z chrześcijaństwem, portale opisujące działania dr Li używały sformułowania “poszukiwacz wiary”. W sieci można jednak znaleźć zdjęcia przedstawiające dr Li z różańcem. 

 

34-letni lekarz, który pierwszy ostrzegł przed wirusem i został poddany represjom umiera 7 lutego. Dziś Chiny są pełne jego podobizn. Można powiedzieć, że mamy już do czynienia z nową legendą, a sam dr Li stał się symbolem walki z chińskim reżimem oraz boju na śmierć i życie o prawdę o koronawirusie.

Najprawdopodobniej nie dowiemy się tego, czy był protestantem, czy katolikiem. Pewne tropy sugerują, że oddał swoje życie Jezusowi, jednak nie należał do żadnej wspólnoty religijnej. Niezależnie od tego, warto pamiętać o dzielnym chińskim lekarzu, który jako pierwszy powiedział światu o nadchodzącej pandemii koronawirusa.

 

[AKTUALIZACJA]: Wydział bezpieczeństwa publicznego w Wuhan i przeprosił rodzinę lekarza: “Udzielenie lekarzowi reprymendy odbyło się w sposób niewłaściwy, a także niezgodny z procedurami. Przepisy również zastosowano błędnie” – czytamy w komunikacie.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >
LUDZIE

Joanna Jędrzejczyk: Wiara w Boga pokazuje mi, co tak naprawdę w życiu jest ważne

Wiara w Boga pokazuje mi, co tak naprawdę w życiu jest ważne i co powinno być dla mnie istotne, nad czym ja powinnam pracować. To dla mnie taki kompas- mówi zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk w rozmowie z Katarzyną Olubińską-Godlewską.

Polub nas na Facebooku!

Joanna Jędrzejczyk: Wiara w Boga pokazuje mi, co tak naprawdę w życiu jest ważne
Wiara w Boga pokazuje mi, co tak naprawdę w życiu jest ważne i co powinno być dla mnie istotne, nad czym ja powinnam pracować. To dla mnie taki kompas- mówi zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk w rozmowie z Katarzyną Olubińską-Godlewską.

Wczorajsza walka między Chinką Weili Zhang a Polką Joanną Jędrzejczyk została okrzyknięta przez wielu komentatorów  najlepszym pojedynkiem kobiecego MMA. Mimo tego, że eksperci docenili wolę walki Polki, trzykrotnej mistrzyni świata nie udało się odzyskać pasa federacji UFC wagi słomkowej. Zabrakło naprawdę niewiele, by tytuł mistrzowski powrócił do olsztynianki.

Do oktagonu w Las Vegas Polka wchodziła z różańcem w ręku, biało-czerwoną flagą na ramionach i z ogniem w oczach. “JJ” jak mówi się o Joannie Jędrzejczyk, z odwagą przyznaje się do swojej wiary w Boga. Przed walką na swoich mediach społecznościowych opublikowała zdjęcie, na którym trzyma różaniec. Wpis został opatrzony cytatem z Psalmu 144:

Błogosławiony Pan – Opoka moja, On moje ręce zaprawia do walki, moje palce do wojny. On mocą dla mnie i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą, moją tarczą i Tym, któremu ufam, Ten, który mi poddaje ludy.

 

 

W rozmowie z Katarzyną Olubińską-Godlewską zawodniczka niewstydząca się wiary oraz pochodzenia, podzieliła się tym, jak inne osoby związane z mieszanymi sztukami walki patrzą na jej przyznawanie się do wiary w Boga.

Często słyszę: „Zdejmij ten krzyż! Jak w sztukach walki możesz promować wiarę?!”. Jak wychodzę do walki, to albo słyszę: „Fajnie, że to robisz”, albo: „O, że nie wstydzisz się o tym mówić!”. A ja się dziwię: Czego miałabym się wstydzić? Czy tego, że wyglądam tak, a nie inaczej? Czy tego, że nazywam się Joanna Jędrzejczyk? Tak samo nie mogę się wstydzić swojego pochodzenia. Nie mogę się wstydzić swojej wiary, a wręcz powinnam ludziom powiedzieć, kim jestem, aby mogli mnie lepiej poznać.

– mówiła.

 

🔹 PRZECZYTAJ: Misiek Koterski: 5 lat temu uklęknąłem i poprosiłem Boga, żeby mi pomógł

 

“JJ” nie ukrywa, że talent do walki dostała od Boga. W MMA widzi swoje powołanie, którym dzieli się z innymi ludźmi. Wierzy też, że kiedy zakończy karierę, dostanie kolejny talent, który będzie mogła wykorzystać po to, by stać się lepszym człowiekiem. Zapytana o to, jak łączy wiarę oraz zawodowe bicie drugiej osoby na ringu, olsztynianka odpowiedziała:

Nie chodzi o bicie się. Okej, chcę komuś pokazać, że jestem silniejsza, jestem szybsza, że jestem po prostu lepiej przygotowana. Ale cały czas chodzi przede wszystkim o sport. Ja się zakochałam w tym sporcie już po pierwszym treningu, jak zobaczyłam, że przełamuję własne bariery, przekraczam własne limity.

 

Na pytanie, w jaki sposób wiara pomaga jej w życiu odparła, że pozwala ona przyjmować́ życie takim, jakim ono jest. “Że tak właśnie miało być i trzeba się pogodzić z wolą Bożą”. We wcześniejszych wywiadach Joanna Jędrzejczyk zaznaczyła, iż przed walką ona nie modli się o wygraną, tylko prosi też Boga, żeby dobrze przyjąć przegraną. Modli się też o czyste serce.

Jest taka modlitwa przed treningiem: „Boże, daj mi ducha walki, silną wolę i czyste serce”. A ja mam swój mały modlitewnik, z którego się modlę tylko przed walkami, i tam jest też między innymi modlitwa do Joanny d’Arc, która mówi, że w ciężkich chwilach trzeba przyjąć wyrok taki, jaki jest.

– wyznała zawodniczka MMA.

 

 

Zawsze mam też obrazek Świętego Jana Pawła II, którego proszę o to, żeby dał mi siłę, bo wiesz co, ja jestem z pokolenia JPII. I zawsze mówię: „Pozwól mi być choć w części taką Polką, jakim ty byłeś Polakiem – niosłeś wiarę, reprezentując przy okazji naszą ojczyznę na arenie międzynarodowej. To pozwól mi robić to samo”.

– dodała.

 

Polka podzieliła się również swoim spostrzeżeniem, iż tak naprawdę każdy człowiek potrzebuje Boga. “Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Ludzie czasami nie wiedzą, że szukają właśnie Boga. Nawet gdy ktoś mówi: jestem wierzący, ale niepraktykujący, albo jestem ateistą – Gucio prawda. My wszyscy potrzebujemy Boga”- twierdzi.

 

🔹 PRZECZYTAJ: Marcin Maciejczak: Mój talent to dar od Boga

 

Dla 30-letniej mistrzyni wiara to ciągła praca nad sobą̨. Wiara w Boga pomaga jej zobaczyć́ tę osobę̨, którą̨ chce się być́.

Wiara pokazuje mi, co tak naprawdę w życiu jest ważne i co powinno być dla mnie istotne, nad czym ja powinnam pracować. To dla mnie taki kompas.

– wyznała.

 

 

W rozmowie z Katarzyną Olubińską-Godlewską “JJ” odniosła się też do pojęcia kobiecości, opowiedziała też szerzej o swojej pasji do mieszanych sztuk walki.  Cały wywiad z Joanną Jędrzejczyk dostępny jest TUTAJ.

 

ms/stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap