Nasze projekty

Kapelani w okopach. Bitwa Warszawska

Biskupi odpowiadając na apel Józefa Piłsudskiego o „dobrych kapelanów”, którzy by "szli w szeregach razem z żołnierzami a w okopach podnosili ich na duchu", zgodzili się do wojska skierować 5 proc. spośród kapłanów w swoich diecezjach. W sumie w szeregach stanęło wówczas ponad 500 kapelanów.

Reklama

Około 25 tysięcy ochotników zasiliło walczące oddziały wojska podczas Bitwy Warszawskiej. Był to wynik szerokiej akcji agitacyjnej władz państwowych, samorządowych, organizacji społecznych oraz w dużej mierze wspólnot kościelnych i wyznaniowych. 

Głos Kościoła w tej powszechnej mobilizacji była najistotniejszy na wsi, gdyż warstwy chłopskie – poza Mazowszem i terenami bezpośredniego zagrożenia – do tej wojny odnosiły się z pewną rezerwą. Zaciąg ochotniczy był spontaniczny; najmłodszymi byli 15-letni uciekinierzy z domu, najstarszym 65-letni mężczyzna, którego trzej synowie byli już w wojsku.

Biskupi – zgromadzeni na swej kolejnej konferencji w Gnieźnie na początku sierpnia – odpowiadając na apel Józefa Piłsudskiego o „dobrych kapelanów”, którzy by „szli w szeregach razem z żołnierzami a w okopach podnosili go na duchu”, zgodzili się do wojska skierować 5 proc. spośród kapłanów w swoich diecezjach. Wielu prefektów wraz z młodzieżą ochotniczo zgłosiło się do służby. W sumie w szeregach stanęło wówczas ponad 500 kapelanów.

Reklama
Reklama

W odezwie z 9 lipca 1920 r. kard. Kakowski, metropolita warszawski, wzywał kapłanów: „Wobec powiększenia się kadrów wojskowych i płynącej stąd potrzeby obsługi duchowej, wzywam kapłanów archidiecezji do zgłaszania w Kurii Metropolitalnej swej kandydatury na kapelanów wojskowych, a tymczasem wszyscy pozostali kapłani powinni stać na powierzonych sobie przez władzę stanowiskach. Całemu podwładnemu duchowieństwu polecam z jak najbardziej wytężoną gorliwością spełniać wszystkie obowiązki pasterzowania nie tylko za siebie, lecz i za tych, co obsługiwać będą zastępy ochotnicze obrońców ojczyzny.”

Odpowiedział na ten apel m. in. ks. Ignacy Skorupka, 27-letni kapelan-ochotnik, który stał się symbolem „cudu nad Wisłą” i batalii z bolszewikami w 1920 r. Ignacy Skorupka został kapelanem 236. ochotniczego pułku piechoty (Legii Akademickiej), złożonego głównie z gimnazjalistów i studentów. Pełnił też m.in. funkcje notariusza warszawskiej kurii metropolitalnej oraz kapelana Ogniska Rodziny Maryi na Pradze.

31 lipca wypadały akurat imieniny Ignacego. Przyjmując w ognisku życzenia od podopiecznych zapewniał siostry i sieroty: – „Nie martwcie się. Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie dzień 15-ty sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.

Reklama
Reklama

Ks. Skorupka wraz ze swym oddziałem stacjonował na warszawskiej Pradze. Późnym wieczorem 13 sierpnia, wyruszył z koszar na front – przez Ząbki i Rembertów przedostał się do Ossowa pod Wołominem. W nocy nieprzyjaciel był już pod wsią. 14 sierpnia, w czasie jednego z kontrataków na pozycje wroga, duchowny włączył się szeregów zagrzewając do boju.

Niedługo później, po bohaterskiej śmierci, ks. Skorupka był już postacią legendarną. Według relacji świadków, młody, 27-letni kapelan dodawał odwagi współtowarzyszom. W taki sposób opisywał to metropolita warszawski: „W bitwie pod Ossowem młodociany żołnierz nie wytrzymał ataku i zaczął się cofać. Cofali się oficerowie i dowódca pułku. wtedy ks. Skorupka zebrał koło siebie kilkunastu chłopców i z nimi poszedł naprzód. Widząc cofającego się dowódcę pułku, krzyknął do niego: +Panie pułkowniku, naprzód!+. +A ksiądz?+, zapytał pułkownik. +Panie pułkowniku, za mną!+. +Chłopcy za mną!”. Poszli naprzód. Wielu poległo; padł rażony granatem i ks. Skorupka” – pisał kard. Kakowski, który – jak podkreślił – po bitwie zbierał relacje u rannych pod Ossowem.

W rzeczywistości kapelan zginął od postrzału karabinowego w głowę. Przed pójściem do boju nałożył na szyję stułę. W zależności od przekazów, mógł mieć na sobie także komżę lub żołnierski płacz. Wiele relacji wskazuje, że dzierżył w ręce krzyż. Tak też utrwalił jego ostatnie chwile dwukrotnie Jerzy Kossak, autor obrazów: „Śmierć ks. Ignacego Skorupki” oraz „Cud nad Wisłą”. W obu przedstawieniach ksiądz jest centralną postacią w walce.

Reklama

Chwila śmierci ks. Skorupki – w świetle rosnącej legendy – miała być punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach całej wojny 1920 r. Sowieci wzięci do niewoli opowiadali, że widzieli księdza w komży z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Do tej chwili – jak podawano – Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.

Urzędowe pismo archidiecezji warszawskiej upowszechniło ten przekaz i historię śmierci kapelana: „Ten cichy i świętobliwy kapłan, którego tak świeżo jeszcze widzieliśmy między nami, powołany został do spełnienia w przełomowej chwili naszych dziejów z obecnej wojny posłannictwa Joanny d`Arc. (…) Niestety wielkie rzeczy nie dopełniają się bez wielkich ofiar. Ofiarą, którą wybrał Bóg przed innymi dla odkupienia wolności i zwycięstwa Polski, była świętobliwa dusza ks. Ignacego Skorupki. Zmarł z podniesionym w górę krzyżem z modlitwą na ustach, dając przykład wiary, patriotyzmu i zaparcia się siebie. Warszawa zrozumiała znaczenie tej śmierci. Umarłemu dla wyzwolenia milionów zgotowało wojsko i społeczeństwo hetmański pogrzeb.”

W podobnie patetycznym tonie pisały popularne czasopisma. Pierwsze wiadomości o śmierci kapelana pojawiły się w prasie zaraz po 14 sierpnia a następnie zostały przedrukowane w tytułach i dodatkach w niemal całym kraju. W kręgach kościelnych głoszono ponadto, że kapelan miał wizję Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej i po tym widzeniu ks. Skorupka miał poderwać do kontrataku zaległych pod ogniem żołnierzy polskich i dzięki temu dokonać przełomu moralnego i militarnego w zmaganiach o stolicę.

Szczególny kult dla postaci ks. Ignacego Skorupki miał papież Pius XI, który jako nuncjusz apostolski w 1920 r. był w Warszawie, której nie opuścił – o czym pisaliśmy wcześniej – w chwili zagrożenia przez bolszewików. W Loreto, w sanktuarium NMP, na freskach w kaplicy polskiej polecił umieścić wizerunek Ikony Częstochowskiej, po lewej stronie obrazu – postać ks. Skorupki, po prawej – kardynałów Kakowskiego i Dalbora oraz swoją podobiznę, gdy był nuncjuszem w Polsce (nad jego głową umieszczono papieską tiarę). A w letniej rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo Pius XI wyraził życzenie, by umieszczono imponujący fresk przedstawiający scenę spod Ossowa – wykonany przez polskiego malarza Jana Henryka Rosena – z ks. Skorupką w centralnej części.

Podobnie w świątyni na warszawskim Kamionku, gdzie w drewnianej podówczas kaplicy ks. Skorupka sprawował swoją ostatnią Eucharystię przed pójściem na front, a która od 1931 r. nosi wezwanie Matki Boskiej Zwycięskiej jako votum za zwycięstwo nad bolszewikami – jedno ze skrzydeł tryptyku głównego ołtarza przedstawia klęczącego nuncjusza abp. Achille Ratti i ks. Skorupkę w sutannie, komży, z krzyżem w ręku na polu bitwy.

Na Cmentarzu Powązkowskim rodzina bohatera wystawiła niebawem pomnik, poświęcony już rok po jego śmierci. A w 2005 r., w 85. rocznicę „Cudu nad Wisłą”, w Warszawie stanął spiżowy monument kapelana-ochotnika, ufundowany przez diecezję warszawsko-praską. Bohater spod Ossowa został pośmiertnie awansowany do stopnia majora, otrzymał też najwyższe polskie odznaczenie – Order Orła Białego. W miejscu, gdzie zginął, wznosi się dziś okazały krzyż – co roku, 15 sierpnia, odbywają się przy nim patriotyczne uroczystości.

al, KAI/Stacja7

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Wspieraj nas - złóż darowiznę